<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>drogi -</title>
	<atom:link href="https://girlonatrail.pl/tag/drogi/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/drogi/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 26 Apr 2026 16:05:41 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://girlonatrail.pl/wp-content/uploads/2017/07/cropped-8656-1-32x32.jpg</url>
	<title>drogi -</title>
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/drogi/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Arthur’s Pass National Park: Najpiękniejsza trasa Nowej Zelandii?</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/arthurs-pass-national-park-najpiekniejsza-trasa-nowej-zelandii-2/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/arthurs-pass-national-park-najpiekniejsza-trasa-nowej-zelandii-2/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 26 Apr 2026 15:55:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[gory]]></category>
		<category><![CDATA[wodospad]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20054</guid>

					<description><![CDATA[<p>Arthur’s Pass National Park, a dokładniej przebiegająca przez niego Great Alpine Highway, uważana jest za najpiękniejszą drogę w Nowej Zelandii To najstarszy park narodowy na Południowej Wyspie (trzeci w całym kraju). Leży na kluczowej przełęczy między wschodnią, a zachodnią częścią wyspy. Jednak przejazd przez Great Alpine Hwy to nie zwykła droga. Droga przez Arthur’s Pass to majstersztyk inżynierii. Wiadukty, mosty, skalne schrony i wodospady sprowadzane do sztucznych kanałów, wszystko po to, żeby umożliwić przejazd z jednego na drugi kraniec wyspy. &#160;Sama przełęcz wznosi się na wysokość ponad 900 metrów n.p.m., co czyni ją najwyższą trasą drogową w Alpach Południowych. Otaczające ją góry, sięgają od 1600 do 2000 metrów, a wiele szczytów przekracza magiczną granicę dwóch tysięcy. Najwyższy z nich, Mount Murchison ma 2400 metrów. Great Alpine Highway to prawdziwa przeprawa z widokami, które zachwycają coraz bardziej wraz z kolejnym zakrętem. Zaśnieżone szczyty, lodowce, rumowiska skalne to typowy krajobraz jaki można tu zobaczyć. Po drodze znajduje się wiele punktów widokowych, terenów spacerowych oraz górskich szlaków. Pierwszym punktem, jadąc od strony Christchurch jest Castle Hill. Znajdują się tu ciekawe formacje skalne, które tworzyły scenografię dla takich filmów jak Władca Pierścieni czy Opowieści z Narni. Obok znajduje się Cave Stream – tunel o długości 600 m, wyżłobiony przez przepływającą obok rzekę. Brzmi jak przygoda? Teoretycznie tak, ale tym razem zrezygnowałam ze względu na ryzyko: nagłych powodzi oraz głębokiej wody. To miejsce ma na koncie ofiary, więc należy je zwiedzać z odpowiednim sprzętem (skafander, kask, latarki). W zestawie miałam jedynie latarkę, byłam sama, a mój styl pływania najlepiej opisać jako… warszawski. Dlatego odpuściłam. Na szczęście widoki dookoła wynagrodziły mi tę decyzję. Jadąc dalej, z każdym kilometrem góry wydawały się coraz wyższe, a powietrze coraz chłodniejsze i bardziej rześkie. Szczególne wrażenie zrobił na mnie punkt widokowy Arthur’s Pass Lookout, tuż za mostem nad rzeką Waimakariri. &#160;Ośnieżone szczyty w tle wyglądały zjawiskowo. &#160; Nieco dalej znajdują się liczne ścieżki spacerowe i szlaki. Jedną z najbardziej popularnych miejscówek jest Devil’s Punch Bowl, 131-metrowy wodospad. Trasa jest łatwa i liczy zaledwie 2 kilometry, więc nadaje się nawet dla tych, którzy wolą podziwiać widoki, niż walczyć z własną kondycją. Po drodze mija się bujne lasy i małe mostki, a końcowy punkt widokowy na wodospad rozwala system. Oprócz Devil’s Punch Bowl warto zerknąć na szlak na Avalanche Peak (1833 m n.p.m), który planowałam zdobyć. Niestety pan z informacji turystycznej, skutecznie odwiódł mnie od tego pomysłu. Pomimo, czystego nieba warunki były tego dnia ciężkie – śnieg i wiatr na odsłoniętej grani mogły sprawić, że zamiast pięknych widoków zaliczyłabym lot życia. Ku mojej rozpaczy, postanowiłam po raz kolejny! zachować zdrowy rozsądek i pozostać na niższej wysokości. Na szczęście to nie był koniec atrakcji. Przed opuszczeniem górskich krajobrazów miałam okazję przejechać wiaduktem Otira na tzw.&#160; Death’s Corner (Rogu Śmierci). Nazwa brzmi jak zapowiedź horroru klasy B, ale ma całkiem racjonalne uzasadnienie. Przez teren parku przebiega tzw. Uskok Alpejski – uskok tektoniczny, a dawna, kręta droga była regularnie niszczona przez osuwiska. Krótko mówiąc, jeździło się tu kiedyś na własną odpowiedzialność. Arthur’s Pass świetnie pokazuje, czym jest Nowa Zelandia poza kulisami: surową, górzystą, momentami nieprzyjazną i kompletnie obojętną na twoje plany. Możesz coś zdobyć, możesz coś odpuścić, możesz zmienić trasę i to wszystko jest w porządku. Bo nawet wtedy, gdy nie wchodzisz na szczyt i nie realizujesz planu A, samo bycie tutaj już jest niesamowitym doświadczeniem. Informacje praktyczne Arthur’s Pass National Park leży na trasie Great Alpine Highway (SH73), która łączy Christchurch z zachodnim wybrzeżem Nowej Zelandii. Przejazd z Christchurch zajmuje około 2,5–3 godziny, z Greymouth mniej więcej 1–1,5 godziny. Choć Arthur’s Pass z ma tylko 45 km to liczba przystanków widokowych skutecznie wydłuża przejazd.&#160; To najwyższa przełęcz drogowa w Alpach Południowych (ponad 900 m n.p.m.), więc pogoda potrafi się zmienić błyskawicznie, zimą możliwy jest śnieg, lód zatem łańcuchy są tu obowiązkowe. Alternatywą dla samochodu jest pociąg TranzAlpine, uznawany za jedną z najpiękniejszych tras kolejowych świata. Kursuje między Christchurch a Greymouth, przejeżdża przez Arthur’s Pass i pokonuje Alpy Południowe. Dodatkową atrakcją jest przejazd przez 8,5-kilometrowy tunel Otira. Cała trasa zajmuje około 4,5 godziny w jedną stronę, a widoki z panoramicznych wagonów pozwalają spokojnie podziwiać to, co na drodze często umyka między zakrętami.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/arthurs-pass-national-park-najpiekniejsza-trasa-nowej-zelandii-2/">Arthur’s Pass National Park: Najpiękniejsza trasa Nowej Zelandii?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/arthurs-pass-national-park-najpiekniejsza-trasa-nowej-zelandii-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nowa Zelandia, droga do Milford Sound</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-droga-do-milford-sound/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-droga-do-milford-sound/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 18 Jan 2026 17:01:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19781</guid>

					<description><![CDATA[<p>Droga do Milford Sound to nie jest żaden „dojazd do atrakcji” – to atrakcja sama w sobie. Przyznam, że to było jedyne miejsce, które postanowiłam zwiedzić na totalnego lenia, czyli w ramach zorganizowanej wycieczki. Początkowo wahałam się, czy nie pojechać tam samodzielnie – w końcu miałam wypożyczony samochód. Ostatecznie jednak wygrał zdrowy rozsądek. Wiedziałam, że to jeden z ostatnich dni mojej dość intensywnej podróży, a trasa z Queenstown do Milford Sound i z powrotem to prawie 300 kilometrów w jedną stronę, co w nowozelandzkich realiach oznacza jakieś osiem godzin jazdy. I dobrze zrobiłam! Uwielbiam prowadzić, ale przyznam szczerze, ku mojemu zaskoczeniu pod koniec wyjazdu nie mogłam już patrzeć na kierownicę. Dzięki temu mogłam się po prostu rozsiąść wygodnie w fotelu, wyciągnąć aparat i pstrykać seriami zdjęcia, bo naprawdę było co fotografować. Najciekawszy fragment drogi zaczyna się w miejscowości Te Anau. Stąd przejazd do Milford Sound powinien zająć nieco ponad półtorej godziny… oczywiście tylko w teorii. W praktyce, nie ma na to szans! Po drodze jest tyle punktów widokowych i miejsc wartych zobaczenia, że jazda bez postojów jest po prostu niemożliwa. Pierwszy przystanek – jezioro Te Anau. Ogromne jezioro o krystalicznie czystej wodzie, otoczone górami stanowi doskonały wstęp do tego co czeka w Parku Narodowym Fiordland. Zaledwie kilka minut dalej można się poczuć jak na planie Władcy Pierścieni. Legendarne Misty Mountains z Drużyny Pierścienia to w rzeczywistości Eglinton Valley. Bezkresna dolina polodowcowa otoczona ośnieżonymi szczytami, wygląda epicko. Tuż obok znajdują się Mirror Lakes&#160; &#8211; niewielkie jeziorka, które przy dobrej pogodzie pozwalają zobaczyć góry do góry nogami 😀 Warto zatrzymać się również przy Lake Gunn, nieco większym jeziorze, ukrytym w lesie. Kawałek dalej czeka Falls Creek — niepozorny przystanek przy samej drodze, który łatwo przeoczyć. Wodospad spływa tu niemal prosto na asfalt, a krótki mostek daje świetny punkt widokowy na kaskady i intensywnie niebieską wodę. Następny w kolejce jest Monkey Creek – górski strumień z krystalicznie czystą wodą prosto z lodowców. W miarę zbliżania się do Milford Sound, krajobraz robi się coraz bardziej surowy i górski, szerokie doliny ustępują miejsca granitowym urwiskom, a powietrze robi się bardziej rześkie. &#160;wtedy pojawia się Homer Tunnel – 1,2-kilometrowa przeprawa wydrążona ręcznie w litej skale na wysokości 945 m n.p.m. Budowa trwała 19 lat, bez świateł, bez klimatyzacji, tylko kilofy i determinacja. Przy odrobinie szczęścia albo pecha, przed tunelem można spotkać kea,&#160; alpejską papugę, która ewidentnie nie uznaje pojęcia „własność prywatna”. Te inteligentne, drapieżne ptaki traktują parkingi jak swój plac zabaw: zaglądają do plecaków, próbują wejść do samochodów i z pasją obgryzają gumowe elementy samochodu jak np. wycieraczki. Jeśli więc kea zainteresuje się twoim autem, najlepszą strategią jest szybkie zamknięcie drzwi i udawanie, że cię tu nie ma. Po tych wszystkich atrakcjach, przejazd ciemnym, wąskim tunelem jest już tylko cichym epilogiem całej przygody. Po drodze pełnej widoków, wodospadów i pauziej dywersji wjazd do tunelu działa jak krótki reset, zanim po drugiej stronie krajobraz ponownie uderzy ze zdwojoną siłą. Za tunelem zaczyna się Cleddau Valley. Cleddau Valley to stroma dolina, gdzie serpentyny wiją się między granitowymi ścianami, a wodospady spływają niemal prosto na drogę. Zimą to miejsce potrafi być kompletnie nieprzejezdne przez lawiny, latem bywa mokre, surowe i absolutnie spektakularne. Stąd do Milford Sound zostaje już tylko kilkanaście kilometrów jednak każdy metr buduje coraz większe napięcie. Kiedy w końcu docierasz do Milford Sound czujesz jakbyś odbył swoją własną odyseję.&#160; Milford Sound to nie droga, którą się „pokonuje”. To droga, którą się przeżywa. Więcej o Milford Sound znajdziesz tutaj.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-droga-do-milford-sound/">Nowa Zelandia, droga do Milford Sound</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-droga-do-milford-sound/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Road trip &#8211; Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/road-trip-zjednoczone-emiraty-arabskie-i-oman/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/road-trip-zjednoczone-emiraty-arabskie-i-oman/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 23 Feb 2025 15:14:47 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[ZEA]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[transport]]></category>
		<category><![CDATA[Zjednoczone Emiraty Arabskie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=18833</guid>

					<description><![CDATA[<p>Road trip w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Omanie to ciekawe doświadczenie. Wyobraźcie sobie kilkupasmową drogę, ciągnącą się po horyzont. Droga jest doskonale oznakowana, płaska jak stół i praktycznie brak jest innych samochodów, aż korci żeby sprawdzić co fabryka dała. Niestety czar pryska kiedy orientujemy się, że co trzy kilometry umieszczone są fotoradary. Przy czym nie ma się co łudzić, że w skrzynkach brakuje urządzeń do mierzenia prędkości. Obydwa kraje mają jeden z najlepiej rozwiniętych systemów radarowych. Na szczęście przejeżdżając nieco ponad 3500 km, udało mi się uniknąć sprawdzenia taryfikatora mandatów za przekroczenie prędkości. Natomiast obserwując zgodną z przepisami jazdę innych kierowców, kary wydają się być surowe.&#160; &#160; Ograniczenia prędkości &#160; Jak wyglądają ograniczenia prędkości? Niestety, tu kolejne rozczarowanie… Generalnie na autostradach obowiązują limity od 100 do 120 km/h&#160; 60-70 mph. Co zaskakujące, w miastach maksymalna prędkość może wynosić 60-80 km/h (40-50 mph), przy czym zazwyczaj było to 80 km/h. Na drogach osiedlowych obowiązuje ograniczenie do 40 km/h ,25 mph, jednak sama tego nie sprawdzałam ponieważ nie miałam potrzeby przejazdu przez takie strefy. Fotoradary co prawda nie są oznakowane, ale w pustynnym krajobrazie czarne lub szare skrzynki łatwo dostrzec z daleka. Zresztą tak czy siak, możemy ich się spodziewać co trzy kilometry 😀 Muszę przyznać, że tego typu jazda jest nużąca i męcząca. Trzeba stale obserwować ograniczenia prędkości oraz pilnować, aby nie dociskać pedału gazu. Weźcie pod uwagę, że na drodze praktycznie nic się nie dzieje, a jej otoczenie jest monotonne. Jednym Emiratem, w którym mogłam się rozpędzić było Abu Dhabi. Ograniczenia prędkości na autostradach wynoszą tam 140 km/h, choć przyznam, że jechałam też drogą z ograniczeniem do 160 km/h. Była to międzynarodowa autostrada z Abu Dhabi w kierunku Arabii Saudyjskiej. Przy czym podobno w Emiracie Abu Dhabi nie ma bufora przekroczenia tych prędkości. Jednak z moich obserwacji wynika, że na drogach niższej klasy fotoradarów jest znacznie mniej albo wcale. Ich stan techniczny jest bardzo dobry i pozwala osiągnąć wyższe prędkości. Co jest chętnie wykorzystywane przez lokalnych kierowców. Przechodzą oni diametralną metamorfozę, zjeżdżając z głównych autostrad 😉 &#160; Środki ostrożności &#160; O ile drogi są super bezpieczne trzeba uważać na kilka rzeczy. &#8211; Kolizyjne pasy na autostradach. Na autostradach zlokalizowane są kolizyjne pasy do zawracania. W celu zminimalizowania wypadków przy zawracaniu mamy do dyspozycji specjalne poszerzone pobocze na które można dynamicznie wyjechać, aby nie blokować pasa szybko poruszającym się z naprzeciwka samochodom. &#8211; Progi. Źle wyprofilowane progi są koszmarem, szczególnie w Omanie. Jeśli ktoś podróżuje zwykłym samochodem osobowym, najlepiej podjeżdżać na nie po skosie. -Boczne wiatry. Ostatnią rzeczą jest prędkość, szczególnie w Abu Dhabi gdzie ograniczenia są mniej restrykcyjne. O ile na terenach zabudowanych nie ma problemów z przejazdem, to na terenach pustynnych jadąc lekkim samochodem możemy być zaskoczeni, kiedy nagle znajdziemy się na innym pasie. Otoczenie takich dróg jest pozbawione drzew, zatem nie widać natężenia wiatru. Zresztą nie jest on stały, parę razy zdarzyły mi się pojedyncze, silne podmuchy, które dynamicznie znosiły mój samochód z pasa. &#160; Kultura jazdy &#160; To jest kwestia, która najbardziej mnie zaskoczyła. Wybierając się tutaj byłam przygotowana na typową przygodę na arabskich drogach. W pamięci mam jeszcze drogowe szaleństwo w Libanie 😉 Tymczasem okazało się, że kierowcy w ZEA i Omanie są bardzo zdyscyplinowani i kulturalni. Jazda nie stanowiła żadnego problemu i była bardzo przewidywalna. Spokojnie mogę polecić obydwa kraje osobom, które zaczynają przygodę z wypożyczaniem samochodu zagranicą. Co więcej, największym zaskoczeniem było dla mnie przepuszczanie pieszych w Dubaju. &#160; Oznaczenia dróg &#160; Rozwinięty system dróg szczególnie w okolicy Dubaju oznacza dużo zjazdów, estakad oraz pasów ruchu. Niejednokrotnie jechałam drogami, które liczyły po osiem pasów w jedną stronę. Aby wjechać w odpowiedni zjazd bardzo pomocne było oznakowanie drogowe. Każdy zjazd oprócz nazwy oznaczony był numerem. Oznaczenie to było połączone z informacją o konkretnym pasie który prowadzi na ten zjazd. W połączeniu z głosową informacją z google maps mogłam sprawne przemieszczać się po mieście bez konieczności patrzenia w mapę. &#160; Opłaty &#160; Opłaty drogowe występują tylko na kilku drogach w Emiracie Dubaju – mapka dostępna jest tutaj oraz Abu Dhabi (szczegółowe informacje tutaj). Aby skorzystać z płatnych dróg w Dubaju należy zarejestrować się w specjalnym systemie Salik bądź Darb w Abu Dhabi oraz umieścić specjalną etykietę na przedniej szybie (dotyczy tylko w Dubaju). Etykiety Salik dostępne są online lub na stacjach benzynowych. Dobrą wiadomością jest to, że wypożyczane auta zazwyczaj są zarejestrowane w obydwu systemach, a opłaty drogowe są opłacane w momencie zwrotu auta. Jednak warto się o to zapytać w momencie odbioru samochodu. Ja rozwiązałam to w inny sposób, włączyłam w google maps opcję „unikaj opłat drogowych”. Według mnie poruszanie się płatnymi drogami i narażanie na ewentualne kary nie ma sensu, gdyż drogi bezpłatne mają bardzo wysoki standard. &#160; Wypożyczenie auta &#160; Na lotniskach w ZEA czy w Omanie istnieje szeroki wybór wypożyczalni. Wypożyczenie auta Hertz w ZEAkosztował 720 zł za 8 dni, na miejscu wykupiłam także pełne ubezpieczenie w kwocie 430 zł. Natomiast auto w Omanie wypożyczyłam na 3 dni od Europcar za 660 zł z pełnym ubezpieczeniem. W obydwu miejscach, żeby maksymalnie ograniczyć koszty wybrałam auta klasy mini. Tymczasem w Omanie dostałam Hyundai Elantra natomiast w ZEA nową Toyotę Yaris. Obydwa samochody były w bardzo dobrym stanie. Jednym problemem był brak zgody Hertz na wyjazd do Omanu. C Zdecydowana większość atrakcji jest dostępna zwykłym samochodem. Auto z napędem na cztery koła, może natomiast przydać się w kilku miejscach w Omanie. &#160; Wymagane dokumenty &#160; Oprócz prawa jazdy należy mieć przy sobie międzynarodowe prawo jazdy zgodne z Konwencją Wiedeńską. W trakcie mojej podróży nie miałam ani jednej kontroli drogowej. Policję tak właściwie widziałam dwa razy i wbrew powszechnej opinii wcale nie poruszali się super furami. Wręcz przeciwnie, byli praktycznie niezauważalni na drodze, zresztą chyba taki był zamysł. Nawigacja Korzystałam z google maps i nie miałam żadnych problemów z dojazdem do celu. Jedne drobne komplikacje pojawiły się w centrum Dubaju, ale było to spowodowane przebudową oraz nową infrastrukturą drogową. Aby mieć stały dostęp do internetu na lotnisku w Omanie kupiłam kartę SIM. Skorzystałam z promocji Vodafone i zapłaciłam 5 OMR za 15 GB. Natomiast w Emiratach korzystałam z pakietu roamingu mojego operatora. Poruszanie się po Dubaju https://www.rta.ae/wps/portal/rta/ae/public-transport/nol/choose-nol Zdecydowanie odradzam jazdę po centrum Dubaju ze względu na duże korki i brak miejsc do parkowania. Najwygodniejszym środkiem transportu jest metro. Na stacjach można kupić bilety jednorazowe lub specjalną kartę Nol. Karta obowiązuje także w pozostałych środkach transportu publicznego. Można ją kupić na każdej stacji metra. Do wyboru są dwa rodzaje kart srebrna i złota. Karta złota umożliwia podróżowanie specjalnym wagonem, który znajduje się na początku lub na końcu pociągu (w zależności od kierunku w którym jedziemy). Jest w nim mniej ludzi i więcej miejsc siedzących. Peron jest oddzielony od torów szybą, a pociąg staje precyzyjnie w miejscu na uchylne drzwi. Szyby na każdym peronie posiadają oznaczenia klasy wagonu. Oprócz złotych wagonów dla posiadaczy karty NOL Gold są także wagony różowe przeznaczone wyłącznie dla kobiet z dziećmi. System transportu publicznego w Dubaju jest podzielony na strefy. Jednorazowy przejazd dla posiadaczy srebrnej karty kosztuje od 3 do 7,5 dirhamów natomiast dla złotej od 4 do 8,5 dirhamów. Podróżując z kartą NOL nie musimy się przeliczać jaki będzie ostateczny koszt biletu. Kartę odbijamy na wejściu i wyjściu ze stacji, a należna kwota jest pobierana automatycznie. Obydwie karty kosztują 25 AED, z czego 19 AED możemy wykorzystać na przejazdy. Metro w Dubaju składa się z dwóch linii – czerwonej i zielonej, mapka…szczegółową mapkę można pobrać tutaj. Metro działa przez siedem dni w tygodniu (rozkład jazdy).&#160; Podsumowanie Transport drogowy w ZEA i Omanie jest świetnie rozwinięty. Choć fotoradary i ograniczenia prędkości mogą być uciążliwe, jazda jest bezpieczna i przewidywalna, dzięki zdyscyplinowanym kierowcom. W Dubaju warto korzystać z transportu publicznego, by uniknąć korków. Wypożyczenie auta jest łatwe, a większość atrakcji dostępna zwykłym samochodem. Wymagane jest międzynarodowe prawo jazdy, choć kontrole są rzadkie. Zarówno ZEA, jak i Oman to idealne miejsca na spokojną i wygodną podróż samochodową. Na koniec znaki, informujące o głębokich wykopach… Niesamowicie mnie bawiły, szczególnie patrząc na zakres prac ziemnych 😉</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/road-trip-zjednoczone-emiraty-arabskie-i-oman/">Road trip &#8211; Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/road-trip-zjednoczone-emiraty-arabskie-i-oman/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ras Al-Khaimah &#8211; Zjednoczone Emiraty Arabskie alternatywnie</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/ras-al-khaimah-zjednoczone-emiraty-arabskie-alternatywnie/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/ras-al-khaimah-zjednoczone-emiraty-arabskie-alternatywnie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 30 Nov 2024 17:19:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[gory]]></category>
		<category><![CDATA[Persian Gulf]]></category>
		<category><![CDATA[plaza]]></category>
		<category><![CDATA[zatoka]]></category>
		<category><![CDATA[ZEA]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=18417</guid>

					<description><![CDATA[<p>Ras Al-Khaimah, to jeden z siedmiu emiratów tworzących ZEA. Choć często jest pomijany przez turystów, w mojej ocenie jest jednym z najciekawszych regionów w tym kraju. Przede wszystkim, jest bardzo różnorodny. Na względnie małej powierzchni znajdują się tu: góry, doliny – wadi, pustynia oraz turkusowe wody Zatoki Perskiej. Jednym z najbardziej spektakularnych miejsc w Ras Al-Khaimah jest trasa w kierunku szczytu Jebel Jais o wysokości 1925 m&#160; n.p.m., położonego w górach Al-Hajar. Pomimo, że jego wierzchołek należy do Omanu, to trasa po stronie Emiratów prowadzi na wysokość 1910 m n.p.m., zaledwie 15 metrów poniżej. Tak blisko, a tak daleko… jednak i tak warto się tu wybrać. Miejsce to po raz kolejny udowodniło mi, że droga może być bardziej interesująca niż sam cel. Wyobraźcie sobie drogę, która najpierw prowadzi wzdłuż piaszczystych plaż Zatoki Perskiej, później przez jałowe, pustynne krajobrazy, następnie przez skaliste doliny – Wadi wprost do serca gór Al-Hajar. Surowy górski krajobraz jest niesamowity, a droga wygląda tak jakby była specjalnie przygotowana do nieco bardziej dynamicznej jazdy. Zapomnijcie tutaj o zakrętach na agrafkę, wszystkie są doskonale wyprofilowane i szerokie. Duży zapas miejsca na poboczu daje dodatkową przestrzeń na dynamiczne manewry. Jazda w kierunku szczytu to przyjemność sama w sobie, tym bardziej, że nie ma tu fotoradarów, które są wszechobecne w Ras Al-Khaimah i pozostałej części ZEA. W trakcie mojego przejazdu nie było dużo samochodów,&#160; niemniej jednak mogłam zauważyć, że pozostali kierowcy także docenili wyjątkowość tej drogi 😉 Jedynym &#8222;ograniczeniem&#8221; były liczne punkty widokowe, skąd mogłam podziwiać z jednej strony góry Al- Hajar, natomiast z drugiej wybrzeże Emiratów.&#160; Po drodze warto zatrzymać się w Jais Viewing Deck Park (koszt w 2024 r. – 5 AED), znajdującym się na wysokości 1250 metrów. Znajduje się tu kilka platform, z których rozpościera się niesamowita panorama na wybrzeże Ras Al-Khaimah. Droga kończy się na wysokości ponad 1500 metrów. Dalej jest dostępna tylko dla gości restauracji 1484 by Puro, lub osób korzystających z atrakcji. Jakby komuś było mało prędkości i adrenaliny to może skorzystać z Jais Flight najdłuższej tyrolki na świecie, wpisanej do Księgi Rekordów Guinnessa. Lina o długości 2,83 km pozwala na zjazd z prędkością od 120 do 160 km/h, oferując przy tym niesamowite widoki na okoliczne kaniony i szczyty. Miłośnicy trekkingu mogą skorzystać z sześciu szlaków pieszych o łącznej długości 16 km. Natomiast u podnóża gór można odwiedzić Bear Grylls Explorers Camp, gdzie doświadczeni przewodnicy organizują szkolenia przetrwania. Droga na Jebel Jais jest również ulubioną destynacją turystyczną w lato. Podczas gdy w nizinnej części ZEA temperatury potrafią sięgać 45 stopni C, góry Hajar może nie oferują przyjemnego chłodu, ale na pewno mniej dotkliwy upał. W dodrze powrotnej warto odwiedzić Fort Dhayah. Położony jest on na wysokim wzgórzu w otoczeniu bujnej oazy. Ze szczytu rozpościera się widok na góry Al-Hajar, Zatokę Perską oraz zielone ogrody z palmami i drzewami daktylowymi. Obecna twierdza została zbudowana w XIX wieku na fundamentach starszej konstrukcji. Fort na wzgórzu nie jest jedyną fortyfikacją w okolicy. U podnóża wzgórza znajduje się większa konstrukcja z cegieł mułowych, znana jako „Sur”, która służyła jako schronienie dla lokalnej ludności. W gajach palmowych rozmieszczone są wieże strażnicze, zapewniające skuteczną komunikację między fortyfikacjami. Razem tworzyły one system obronny, który przez wieki chronił oazę Dhayah przed najeźdźcami. Jego strategiczne położenie sprawiło, że przez wieki był kluczowym punktem obronnym. Był to ostatni punkt oporu lokalnych plemion przed brytyjską inwazją w 1819 r. Nieopodal fortu znajduje się promenada &#8211; Al Rams Corniche. Jest to miejsce idealne na spacer, głównie za sprawą niesamowitych widoków na Zatokę Perską, góry Al-Hajar i miejscowość Al Rams. Ciekawym doświadczeniem jest również wizyta na targu rybnym. Jest to doskonała okazja żeby porozmawiać z lokalnymi sprzedawcami oraz podpatrzeć jak wygląda codzienne życie mieszkańców. Zwiedzanie najlepiej zakończyć na publicznej plaży – Flamingo Beach. Charakterystycznym jej punktem są dwa sztuczne flamingi.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/ras-al-khaimah-zjednoczone-emiraty-arabskie-alternatywnie/">Ras Al-Khaimah &#8211; Zjednoczone Emiraty Arabskie alternatywnie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/ras-al-khaimah-zjednoczone-emiraty-arabskie-alternatywnie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kuwejt –kosmiczne wieże i operacja „Pustynna opona”</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/kuwejt-kosmiczne-wieze-i-operacja-pustynna-opona/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/kuwejt-kosmiczne-wieze-i-operacja-pustynna-opona/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 28 Oct 2023 15:40:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Kuwejt]]></category>
		<category><![CDATA[bazar]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[mosty]]></category>
		<category><![CDATA[pustynia]]></category>
		<category><![CDATA[wiezowiec]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=17023</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kuwejt odwiedziłam dość przypadkowo i spontanicznie. Przypadkowo bo w ten sposób znalazłam tam tanie bilety, natomiast spontanicznie bo wyjazd ten, z logistycznego punktu widzenia był całkowicie pozbawiony sensu. Jednak, zacznę może od początku. Pewnego sierpniowego dnia zaczęłam przeglądać oferty lotów i zauważyłam, że znana budżetowa linia lotnicza otworzyła nowe połączenia z Rzymu i Wiednia do Kuwejtu. Bilety można było znaleźć po 40€ w dwie strony włączając w to loty weekendowe. Nie musiałam się długo zastanawiać, spojrzałam szybko na mapę i oceniłam, że 2-3 dni wystarczą żeby objechać cały kraj. Nie uwzględniałam raczej dłuższego wyjazdu, gdyż odwiedzenie sąsiadów Kuwejtu nie wchodziło w grę. Z oczywistych względów nie brałam pod uwagę Iraku natomiast do Arabii Saudyjskiej niezbędna jest wiza, która jest dość droga. Obawiałam się także wysokich cen na miejscu, ponieważ Kuwejt należy do czołówki najbogatszych państw świata, a kuwejcki dinar jest najdroższą walutą świata (1 KWD to ponad 3$). Ostatecznie zdecydowałam się na lot z Rzymu i powrót do Wiednia, do biletu dopłaciłam dodatkowe 300 zł na przeloty pomiędzy tymi miastami, a Warszawą. Pomysł był totalnie zwariowany, całodzienny lot z Warszawy przez Rzym do Kuwejtu, 2-dniowy pobyt w Kuwejcie, a następnie powrót do Wiednia, z noclegiem na lotnisku i porannym lotem do Warszawy. Jednak potrzebowałam jakiejś odmiany, czegoś nowego, a przede wszystkim chciałam poczuć, że jestem w drodze. Co zastałam na miejscu? To co najbardziej lubię czyli kompletne zaskoczenie ? Gorąco i jeszcze goręcej… Oczywiście kolejną odsłoną mojej głupoty była decyzja o wyjeździe w środku lata. Zdawałam sobie sprawę, że będzie gorąco, a nawet bardzo gorąco… tzn. 47℃. Zdawałam sobie też sprawę, że będę musiała chodzić w długich spodniach i bluzkach zakrywających ramiona. Uznałam jednak, że nie będzie to stanowić dla mnie żadnej przeszkody, ponieważ byłam przeświadczona, że wysoka temperatura w suchym klimacie nie będzie uciążliwa, tym bardziej dla ciepłolubnej osoby jak ja. Jednak, rzeczywistość przerosła moje najśmielsze oczekiwania, ostatecznie poznałam granicę swojej tolerancji na gorąco. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, postanowiłam pójść za przykładem Kuwejtczyków i przemieszczać się wszędzie autem, a przebywanie na „świeżym” powietrzu ograniczać do minimum. Muszę przyznać, że taki sposób zwiedzania był ciekawym doświadczeniem. Kuwejt jest doskonale przystosowany do tego typu turystyki. Ma bardzo dobrze rozbudowaną infrastrukturę drogową oraz nie brakuje tu miejsc parkingowych. W efekcie przejechałam w ciągu niecałych 2 dni 600 km i tak właściwie do tej pory zastanawiam się jak to było możliwe, podczas gdy Kuwejt z północy na południe liczy zaledwie 200 km. Trening cierpliwości Prawdziwą atrakcją jest przejażdżka The Sheikh Jaber Al-Ahmad Al-Sabah Causeway. Cała konstrukcja budowy drogi na grobli kosztowała zaledwie 3 miliardy dollarów. W końcu, kto bogatemu zabroni? Budowa drogi była jednym z największych projektów budowlanych na Bliskim Wschodzie. Składa się ona z dwóch mostów o łącznej długości liczącej prawie 50 km. Głównym celem tego przedsięwzięcia było skrócenie drogi pomiędzy miastem Kuwejt a Silk City. Trasa pomiędzy tymi miastami została zmniejszona ze 104 km do 36 km. Przejazd zajmuje 30 min jednak osobiście muszę przyznać, że było to najdłuższe 30 minut w moim życiu. Po pierwsze dlatego, że na tej drodze nic, ale to kompletnie nic się nie dzieje. Najbardziej zaskakujące jest to, że nie ma tu praktycznie samochodów. Po drugie, przejazd nią stanowi całkiem niezły trening cierpliwości.&#160; Mogłoby się wydawać, że trzy puste pasy w każdą stronę to idealne miejsce, żeby sprawdzić co fabryka dała, tymczasem limit prędkości wynosi tu 100 km/h, a fotoradary ustawione są w taki sposób, że nawet nie da się rozpędzić.&#160; Ostatecznie uznałam, że bezpieczniej będzie nie zapoznawać się z kuwejckim taryfikatorem mandatów. Zresztą podobna sytuacja występuje na większości dróg w Kuwejcie, trzy pasy autostrady po horyzont, zero oznak jakiegokolwiek życia i ograniczenie prędkości maksymalnie do 120 km/h. Ostatecznie po godzinie śpiewania i gadania do siebie, zdecydowałam, że zrobię coś pożytecznego. Otaczający mnie krajobraz był tak wdzięczny, że zdecydowałam się na robienie zdjęć 😀&#160; Nie ma wody na pustyni… Kuwejt nie posiada naturalnych źródeł wody pitnej. Pozyskuje ją z odsalania wody morskiej. Co prawda nie znam się na tym procesie natomiast podejrzewam, że wymaga on dużej ilości energii. Nie wnikając w potrzeby kuwejckich gospodarstw domowych na wodę, muszę przyznać, że największym zaskoczeniem była dla mnie duża ilość zieleni. Ciężko mi sobie wyobrazić, jaki jest koszt utrzymania zielonych trawników i parków w Kuwejcie przy temperaturze dochodzącej do niemal 50℃. Jeżdżąc po mieście można zobaczyć liczne skwery oraz parki. Najpopularniejszym parkiem jest Al Shaheed Park, który dodatkowo stanowi przestrzeń rozrywkową. Na jego terenie organizowane są różnorodne wystawy, koncerty oraz inne widowiska. Kosmiczne wieże Centrum miasta Kuwejt robi niesamowite wrażenie tym bardziej jeśli weźmie się pod uwagę, że do lat 60-tych ubiegłego wieku była to mała wioska rybacka. Nowocześnie zaplanowana przestrzeń miejska, liczne wieżowce,&#160; czyste ulice oraz starannie wypielęgnowane trawniki i parki pokazują, że Kuwejt nie narzeka na brak gotówki. Najwyższym wieżowcem w Kuwejcie jest Al Hamra Tower, sięgająca prawie 413 m. Na 5 kondygnacjach tego budynku znajduje się centrum handlowe, podczas gdy parking zajmuje zaledwie 11 pięter.&#160; Punktem orientacyjnym Kuwejtu, jest sięgająca prawie 400 m Liberation Tower – Wieża Wyzwolenia. Jak sama nazwa wskazuje wieża jest symbolem wyzwolenia Kuwejtu spod irackiej okupacji. Można ją rozpoznać po charakterystycznym pierścieniu przypominającym talerz UFO. Ciekawym widokiem w Kuwejcie są wieże ciśnień, które przypominają bardziej artystyczną instalację, która spokojnie mogłaby stanowić scenografię dla filmu science – fiction. Wokół miasta Kuwejt znajduje się 6 charakterystycznych skupisk wież ciśnień. Pięć skupisk wyglądem przypomina ogromne grzyby pomalowane w biało-niebieskie pasy. Wieże zostały wybudowane w celu dystrybucji&#160; wody pochodzącej z odsalania. Zgodnie z życzeniem ówczesnego szejka Kuwejtu Jaber Al-Ahmed miały być dziełem sztuki, a zarazem być symbolem nowoczesności i zaawansowania technologicznego Kuwejtu. Wieże wyglądają nieziemsko, natomiast prawdziwą wisienką na torcie jest ostatnie skupisko trzech Wież Kuwejckich, które wyglądają jak ogromne kule pokryte niebieskimi cekinami. Wspomnień czar Jednak, nie jest tak, że Kuwejt całkowicie odcina się od tradycji. W centrum miasta znajduje się bazar Souq Al-Mubarakiya, który jest pamiątką po czasach kiedy Kuwejt stanowił centrum handlu. Jest jednym z najstarszych bazarów w Kuwejcie. Można tu zaopatrzyć się w liczne lokalne wyroby, dywany, perfumy, przyprawy oraz słodycze. Drugim ciekawym miejscem jest Kuwejcki Bazar Rybny, położony w pobliżu Wielkiego Meczetu. Bazar ten nie przypomina bazarów znanych mi z krajów arabskich, przede wszystkim jest tu nieskazitelnie czysto, towar jest starannie ułożony, a co najbardziej zaskakujące panuje tu grobowa cisza… aż strach się targować ? Operacja “Pustynna opona” Może to się wydać trochę dziwne, natomiast czytając przed wyjazdem o Kuwejcie zainteresowało mnie pewne nietypowe miejsce, a dokładniej składowisko zużytych opon nieopodal miejscowości Sulaibiya. Rozwiewając wszelkie wątpliwości, nie mam zajawki na tego typu atrakcje, natomiast kuwejckie składowisko zainteresowało mnie skalą. Podobno ponad 50 mln składowanych opon miało je czynić największym na świecie. Chciałam zobaczyć na własne oczy pustynię pokrytą oponami po horyzont. Na terenie składowiska występowały liczne pożary, którym towarzyszyła emisja szkodliwych substancji do powietrza.&#160; Rząd Kuwejtu przez lata starał się zlikwidować jego szkodliwy wpływ na środowisko i najwidoczniej mu się to udało do czasu mojego przyjazdu. Co prawda na miejscu nie zobaczyłam opon po horyzont natomiast drogę urozmaiciły mi pasące się na pustyni… dzikie wielbłądy 😀 Płonące szyby Kuwejt zajmuje szóste miejsce na świecie ze względu na zasoby ropy. Co ciekawsze koszty wydobycia ropy są tu najtańsze na świecie, gdyż znajduje się ona niemal pod powierzchnią ziemi. Nic dziwnego, że kraj ten jest praktycznie całkowicie uzależniony od wydobycia tego surowca. Dlatego będąc w Kuwejcie warto odwiedzić KOC Oil Display Center, gdzie można zapoznać się z technologią wydobycia ropy naftowej. Część wystawy jest poświęcona katastrofie z 1991 r. kiedy wycofujący się z Kuwejtu żołnierze iraccy podpalali szyby naftowe. Stanowiło to ogromne zagrożenie dla środowiska oraz ludności. Szacowano, że spalaniu będzie ulegać 4 miliony baryłek dziennie. Co więcej,&#160; operacja gaszenia szybów, według początkowych szacunków, miała zająć od 5 aż do 7 lat, tymczasem dzięki ogromnemu wsparciu innych państw, sytuacja została opanowana w zaledwie 9 miesięcy. Miejscem pamięci o wojnie z Irakiem jest także Muzeum Męczenników Al-Qurain Martyrs Museum. Muzeum wyglądem bardziej przypomina wojenny urbex. Zawalone fragmenty budynku oraz ściany podziurawione kulami, zostały pozostawione celowo przez kuwejcki rząd. Miejsce to ma przypominać o krwawej 10-godzinnej obławie sił irackich na kryjówkę kuwejckiej partyzantki. Naprzeciwko muzeum można zobaczyć jeden z irackich czołgów użytych w bitwie.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/kuwejt-kosmiczne-wieze-i-operacja-pustynna-opona/">Kuwejt –kosmiczne wieże i operacja „Pustynna opona”</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/kuwejt-kosmiczne-wieze-i-operacja-pustynna-opona/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Liban – anarchia na drodze, w tym szaleństwie jest metoda!</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/liban-anarchia-na-drodze-w-tym-szalenstwie-jest-metoda/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/liban-anarchia-na-drodze-w-tym-szalenstwie-jest-metoda/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 08 Jul 2023 18:20:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Liban]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=16709</guid>

					<description><![CDATA[<p>W trakcie mojego kilkudniowego pobytu w Libanie przejechałam ponad 1300 km. Pewnie wiele osób wybierając się do tego kraju zastanawia się nad wynajmem samochodu. Nie ma co ukrywać, że można się domyślić jaki jest temperament libańskich kierowców. Jak to wygląda z mojej perspektywy? Powiem krótko, Liban jest doskonałym miejscem do jazdy autem! Drogi Stan dróg jest generalnie bardzo dobry, co więcej wszystkie są bezpłatne. Do większości atrakcji turystycznych prowadzą drogi asfaltowe, natomiast drogi gruntowe nie stanowią też żadnego dużego wyzwania dla standardowego samochodu, wynajęty przeze mnie Nissan Micra bez problemu dał sobie radę. Wypożyczając auto trzeba mieć na uwadze, żeby miało odpowiedni zapas mocy, gdyż libańskie drogi są często bardzo kręte i strome. Właśnie te górskie drogi sprawiają, że jazda po tym kraju sprawia niesamowitą przyjemność. Główne drogi są szerokie, często po kilka pasów w jedną stronę. Co do zasady pasy nie są oznaczone, a zatem wszystko zależy od umiejętności kierowców w jeździe na zapałkę. W mojej opinii jest to zaleta, gdyż w godzinach szczytu więcej samochodów może zmieścić się na drodze. Często się zdarza, że kierowcy jadący w kierunku o wzmożonym ruchu, wymuszają na kierowcach z przeciwka udostępnienie dodatkowego pasa.&#160; Natomiast jedną rzeczą, która szczególnie irytuje są nieoznaczone progi. Na szczęście nie są one tak wysokie jak np. w Jordanii ale i tak nie raz byłam zaskoczona zdolnościami Micry do swobodnego lotu w powietrzu. Paliwo Paliwo na stacjach było dostępne bez ograniczeń w trakcie mojego pobytu. Litr kosztował około 1$. Można płacić bezpośrednio w dolarach lub lokalnej walucie. Przepisy drogowe Nie będę się tu rozpisywać, przepisy drogowe praktycznie nie istnieją. Zawracanie na autostradzie, używanie złych kierunkowskazów, jazda pod prąd, wyprzedzanie na linii ciągłej (o ile taka istnieje), przejazd na czerwonym świetle to tylko część z szerokiego wyboru manewrów stosowanych przez libańskich kierowców. Zasadniczo najciekawsze sytuacje mają miejsce na prawym pasie, dlatego w celu uniknięcia niespodzianek bezpieczniej jest jeździć lewym pasem. Tak właściwie, to zapomniałam, że istnieje jeden przepis który jest respektowany w całym Libanie. Odmiennie od przepisów w większości krajów, to wjeżdżający na rondo mają pierwszeństwo. Oczywiście nie można zakładać, że wszyscy będą respektować tą zasadę, natomiast w większości przypadków rzeczywiście tak było. Początkowo śmiałam się tego, do czasu kiedy zobaczyłam ronda na autostradzie, wówczas zasada ta nabrała sensu. Punkty kontrolne Jeżdżąc po Libanie można spotkać liczne punkty kontrolne, jednak nie należy się ich obawiać. Żołnierze widząc turystów zazwyczaj machają tylko ręką, sygnalizując żeby jechać dalej. Ja zostałam skontrolowana tylko raz w punkcie kontrolnym tuż przy wjeździe do Baalbek. Zostałam poproszona o dokumenty z wypożyczalni i paszport oraz zadano mi parę standardowych pytań. Styl jazdy To chyba najbardziej interesująca cześć. Z mojej perspektywy powiem krótko, nigdzie nie jeździło mi się tak swobodnie jak w Libanie. Fakt, łamałam wszystkie możliwe przepisy, tak samo jak reszta kierowców, ale kto powiedział, że respektowanie przepisów zapewnia bezpieczną jazdę? W mojej opinii kierowcy w Libanie jeżdżą bardzo dobrze, mają refleks, potrafią przewidzieć sytuację na drodze oraz są zdecydowani. To wszystko sprawia, że każdy automatycznie dostosowuje się do zaistniałej sytuacji na drodze. Osobiście preferuję taką opcję, ponieważ w ten sposób ruch się sam reguluje. Jeżdżąc po Beirucie, Tripolisie czy Sydonie w godzinach szczytu praktycznie nie było korków, co więcej nigdy nie widziałam żadnego wypadku czy nawet stłuczki. Manewry wykonywane przez lokalnych kierowców nie są gwałtowne, można zawczasu przewidzieć ich ruch. Jazda po większych miastach wymaga też zdecydowania, często trzeba się wepchnąć bądź utorować sobie drogę. Natomiast niejednokrotnie kierowcy kulturalnie mnie wpuszczali. Nie będę ukrywać, że mogło być to za sprawą elementu zaskoczenia. Kobiety można rzadko zobaczyć za kółkiem. Wiele osób a wiele osób mówiło mi, że jeszcze nie widzieli kobiety podróżującej samej po Libanie i do tego prowadzącej auto. W końcu musi być ten pierwszy raz ? &#160;Jazda w mieście różni się od jazdy na wsi. Tutaj kierowcy są mniej przewidywalni i trzeba uważniej obserwować sytuację na drodze, szczególnie podczas szybszej jazdy. Poza miastem niejednokrotnie widziałam dzieci za kółkiem. W trakcie podróżowania po Libanie tylko raz widziałam policję. Co więcej, nawet zwrócili mi uwagę, żebym nie parkowała na autostradzie ? Natomiast generalnie system kontroli kierowców nie wydaje się działać sprawnie w tym państwie. Podsumowując, najbardziej boimy się tego czego nie znamy. Natomiast jeśli ktoś zna ruch w większym mieście i nie jest świeżym kierowcą bez problemu poradzi sobie w Libanie. Jednak dla komfortu psychicznego warto wykupić pełne ubezpieczenia auta i uwzględnić możliwość potencjalnego zarysowania auta. Spodobał Ci się post? Więcej o Libanie znajdziesz tutaj!</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/liban-anarchia-na-drodze-w-tym-szalenstwie-jest-metoda/">Liban – anarchia na drodze, w tym szaleństwie jest metoda!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/liban-anarchia-na-drodze-w-tym-szalenstwie-jest-metoda/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Miejsca, które trzeba zobaczyć w Armenii Zachodniej cz. II</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-w-armenii-zachodniej-cz-ii/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-w-armenii-zachodniej-cz-ii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Mar 2021 11:03:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Armenia]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[gory]]></category>
		<category><![CDATA[klasztor]]></category>
		<category><![CDATA[swiatynia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=15458</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kolejnym punktem podróży po Armenii, tuż po ormiańskim Stonehenge (o którym pisałam w pierwszej części relacji) był Monastyr Tatev. W miarę zbliżania się do celu, droga stawała się coraz bardziej, kręta i górzysta. Natomiast widoczność zmniejszała się wraz z każdym przejechanym metrem, tak właściwie to wprost proporcjonalnie do ubywającego asfaltu na drodze. Pomijając fakt, że zmierzaliśmy do najpopularniejszego monastyru w Armenii, wyglądało na to, że jest to jedno z tych miejsc gdzie diabeł mówi dobranoc. Monastyr Tatev słynie głównie ze spektakularnego położenia w kanionie Worotan (Vorotan). Początkowy plan zakładał przejazd&#160; na miejsce jedną z najdłuższych kolejek linowych (Wings of Tatev), liczącą prawie 6 kilometrów, niestety przy braku jakiejkolwiek widoczności nie miało to żadnego sensu. Osobiście miałam cichą nadzieję, zobaczyć na miejscu choćby Kolumnę Gavazana. Kolumna powstała prawie na tysiąc lat przed opracowaniem współczesnego sejsmografu. Jest zbudowana z filaru umieszczonego na obrotowej podstawie. W przypadku wystąpienia wstrząsów, ulega przechyleniu. Niestety mgła na miejscu zaburzała percepcję do tego stopnia, że chyba nawet nie zauważyłabym trzęsienia ziemi. ? Niezrażeni, postanowiliśmy udać się w dalszą trasę do Monastyru Noravank. W miarę obniżania wysokości, mgła coraz bardziej ustępowała. Pomimo, że byliśmy z dala od jakiejkolwiek cywilizacji, na drodze można było zobaczyć coraz więcej samochodów. Niesamowite krajobrazy towarzyszyły nam do samego Monastyru Noravank. Muszę przyznać, że monastyr robi duże wrażenie. Nie ujmując jego wartości sakralnej, najbardziej ujął mnie jego kamuflaż ? . Monastyr znajduje się na wzgórzu, a jego jasny kolor zlewa się z barwą otaczających skał. Tymczasem z tarasu widokowego, przylegającego do klasztoru roztacza się przepiękny widok na równinę Egheknadzor. Kolejnym punktem wycieczki był najważniejszy punkt sakralny w Armenii, a zarazem główny cel pielgrzymek – Monastyr Chor Wirap (Khor Virap). Sama nazwa klasztoru po ormiańsku oznacza „głębokie lochy” i nie jest to przypadkowe. Chor Wirap stanowił miejsce uwięzienia Świętego Grzegorza Oświeciciela, który nawrócił Armenię na Chrześcijaństwo.&#160; Wnętrze klasztoru robi niesamowite wrażenie, głównie poprzez surowy wystrój, ciemny kolor ścian, małą ilość światła oraz liczne świece wotywne zapalane przez wiernych. Chor Wirap, jest niejako symbolem Armenii i można go zobaczyć na wielu materiałach reklamujących turystykę w tym kraju. Jednak jego sława nie wiąże się wyłącznie z&#160; miejscem kultu. Chor Wirap gwarantuje najlepszy widok na świętą górę Ormian – Ararat. Powszechnie uważa się, że na szczycie Araratu osiadła po Potopie Arka Noego, dlatego góra ta jest niezmiernie ważnym elementem tożsamości narodowej Ormian. Widnieje na godle Armenii oraz jest wszechobecna w codziennym życiu kraju. Jej motyw jest obecny nie tylko w sztuce czy literaturze, ale również w ormiańskich sklepach można spotkać wiele produktów codziennego użytku o tej nazwie. Ararat co prawda położony jest na historycznych ormiańskich terenach, jednak obecnie znajduje się w granicach odwiecznego wroga Armenii – Turcji. Fakt ten jest powodem poczucia niesprawiedliwości historycznej, powszechnego w świadomości Ormian. Po wizycie w Chor Wirap, muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że Armenia będzie w stanie mnie czymś jeszcze zaskoczyć. Mieliśmy do przejechania zaledwie 50-kilometrowy odcinek do Świątyni Garni, który okazał się jednym z najpiękniejszych w Armenii. Nie będę ukrywać, że jazda trochę się dłużyła, gdyż początkowo utknęliśmy na środku pola wisząc zawieszeniem na&#160; betonowym odpływie wody, a następnie ze względu na dość specyficzne warunki terenowe byliśmy zmuszeni znacznie zredukować prędkość. Natomiast tym razem nie narzekałam, było to nawet zaletą, gdyż mogłam powoli kontemplować ciekawie ukształtowany teren zarówno samej drogi jak i jej otoczenia 😀 Tymczasem kawałek dalej, po stepowym krajobrazie, okolica Świątyni Garni zaskoczyła nas ilością zieleni. Świątynia Garni pochodzi z I wieku i jest jedynym budynkiem sakralnym niezwiązanym z religią chrześcijańską, który ocalał w trakcie przyjmowania przez Armenię Chrześcijaństwa. Co ciekawe, świątynię można także zobaczyć w filmie Podróże Pana Kleksa, w którym pełni rolę pałacu Magistra Pigularza II. Tuż obok Świątyni znajduje się Klasztor Geghard. Klasztor z daleka przykuwa uwagę swoim ciekawym umiejscowieniem. &#160;Podobno w XIII wieku znajdowały się w nim szczątki św. Andrzeja i św. Jana oraz relikwie tzw. Włóczni Przeznaczenia, która zraniła Chrystusa na krzyżu. Klasztor robi niesamowite wrażenie nie tylko ze względu na swoje niesamowite położenie, ale także na klimatyczne wnętrze. Ma także ogromną wartość sakralną, gdyż według tradycji został założony przez św. Grzegorza Oświeciciela. Na terenie klasztoru można zobaczyć liczne Chaczkary&#160;są to kamienne płyty wotywne upamiętniajcie osoby lub istotne wydarzenia. Oprócz bogatych zdobień, przedstawiają one także charakterystyczny krzyż ormiański.&#160; Najczęściej można je spotkać w okolicy obiektów sakralnych, na cmentarzach oraz rozstajach dróg.&#160; Ostatni przystanek, to Pomnik Alfabetu Ormiańskiego, ufundowany w 2005 r. z okazji 1600-lecia jego istnienia. Alfabet ormiański został stworzony w latach 405-406 przez uczonego i mnicha Mesropa Masztotsa i podobno zalicza się do jednych z najbardziej zaawansowanych na świecie. Część pierwszą relacji znajdziesz tutaj.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-w-armenii-zachodniej-cz-ii/">Miejsca, które trzeba zobaczyć w Armenii Zachodniej cz. II</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-w-armenii-zachodniej-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		<enclosure url="http://girlonatrail.pl//wp-content/uploads/2021/03/VID-20180814-WA0045.mp4" length="9911678" type="video/mp4" />

			</item>
		<item>
		<title>Białoruś &#8211; 10 powodów dla których musisz tam pojechać!</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/bialorus-10-powodow/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/bialorus-10-powodow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 16 Jan 2019 20:06:32 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Białoruś]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Bialorus]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[Dziadek Mróz]]></category>
		<category><![CDATA[Europa Wschodnia]]></category>
		<category><![CDATA[II Wojna Światowa]]></category>
		<category><![CDATA[komunizm]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia]]></category>
		<category><![CDATA[Linia Stalina]]></category>
		<category><![CDATA[opuszczone miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[urbex]]></category>
		<category><![CDATA[zamek]]></category>
		<category><![CDATA[żubr]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=12414</guid>

					<description><![CDATA[<p>Od bardzo dawna planowałam odwiedzić Białoruś. Kraj ten pomimo, że blisko położony wydawał mi się zawsze dość daleki. Przed wyjazdem słyszałam wiele ostrzeżeń o wszechobecnej korupcji, negatywnym nastawieniu do Polaków czy problemach z przekroczeniem granicy. &#160;Jak było naprawdę? Poniżej 10 powodów dla których warto odwiedzić naszego wschodniego sąsiada! 1. Linia Stalina Zaledwie 35 km od Mińska,&#160; znajduje się miejsce, w którym czas się zatrzymał. Bunkry, podziemne tunele, okopy, magazyny broni, stanowiska dowodzenia oraz bogata ekspozycja sprzętu wojskowego przenosi w czasy II Wojny Światowej. Jest to największe militarne muzeum na Białorusi, będące elementem umocnień, wybodwanych w latach 20-tych XX w., zwanych nieoficjalnie Linią Stalina. Linia została wybudowana w celu obrony przed atakiem z zachodu, jednak w trakcie II Wojny Światowej odergrała wyłącznie pomocniczą rolę. W konsekwencji podpisania Paktu Ribbentrop – Mołotow, wzdłuż “nowej” zachodniej granicy ZSRR wybudowano Linię Mołotowa, do której została przeniesiona większość sprzętu zgromadzonego na Linii Stalina. Okazało się to błędem ponieważ kiedy Niemcy uderzyli na ZSRR, linia Mołotowa nie była jeszcze dokończona, a Linia Stalina nie była w stanie pełnić funkcji obronnej. &#160; Na ogromnym terenie muzeum, oprócz wycieczki wzdłuż okopów czy zwiedzania bunkrów i podziemnych tuneli, można zobaczyć również helikoptery, samoloty bojowe, czołgi oraz systemy radarowe. Ciekawym miejscem jest również cmentarzysko starych samochodów oraz replika domu zniszczonego na skutek działań wojennych. Natomiast prawdziwą atrakcją W zimę na Linii Stalina, można odwiedzić Dziadka Mroza. Jego chatka znajduje się tuż obok&#8230; uwaga!&#8230; strzelnicy 😉 2. Przewrócony dom – świat stanął na głowie! Około 40 km od Mińska w miejscowości Dukora, znajduje się ciekawe miejsce w którym można rzucić wyzwanie swojemu błędnikowi. Na terenie muzeum będącego tak właściwie parkiem znajduje się odwrócony do góry nogami dom. Architekt odtworzył szczegółowo każdy element przewróconego budynku, no &#160;może oprócz firanek… 😉 W środku czeka Was prawdziwy test. Podobnie jak zewnątrz, również i wewnątrz wszystko jest odwrócone, a dodatkowo obiekt jest trochę przechylony co utrudnia utrzymanie równowagi. 3. Białoruska wieś – kolorowo mi! Białoruskie wsie są jedyne w swoim rodzaju i podróżując samochodem warto zboczyć trochę z głównej trasy, aby choć jedną zobaczyć. Wsie na Białorusi są ubogie, wydaje się że im dalej od dużych miast, tym sytuacja materialna ludzi jest gorsza. W typowej wsi nie ma bardzo często sklepu oraz nie widać samochodów, woda jest czerpana ze studni natomiast domy są drewniane. Jednak tym co mnie najbardziej zaskoczyło, była ilość kolorów. Każdy dom miał inny odcień, każda brama miała inny namalowany wzór. Ogródki przydomowe były bardzo zadbane a w oknach można było zobaczyć pełno dekoracji. 4. Zamki, zameczki Na Białorusi znajduje się dużo ciekawych zamków. Zgodnie z legendą w tunelach słynnego Zamku Mir, swoje skarby skrywała rodzina Radziwiłłów. W Zamku w Lidzie można podpatrzeć jak wyglądało życie w czasach najazdów krzyżackich. Ekspozycja obejmuje również obraz króla Władysława Jagiełły, który gościł na zamku. Jest też przepięknie położony wyglądający jak z bajki zamek w Kosavie. &#160;5. Jak wywieść żubra w pole? Podróżując po Białorusi odniosłam wrażenie jakby narodowym symbolem tego kraju były żubry oraz bociany. Pomimo zimy, bociany na Białorusi były obecne wszędzie, przy drodze lub na straganach 😉 Natomiast żubry, poza Białowieskim Parkiem, można zobaczyć na licznych muralach czy w szczerym polu! 😉 6. Jak w domu! Ulica Elizy Orzeszkowej, skwer Mickiewicza czy miejsce urodzenia Tadeusza Kościuszki to tylko niektóre z wielu przykładów naszych związków z Białorusią. &#160;Przed wyjazdem, tak właściwie nie wiedziałam czego się spodziewać. Zastanawiałam się jak Polacy postrzegani są przez Białorusinów. Miałam w głowie również szereg stereotypów. Przyznam, że potraktowałam ten wyjazd jako weryfikację powszechnych wyobrażeń o tym kraju. Po raz kolejny sprawdziłam, że rzeczywistość nie jest taka jak się nam wmawia że jest lub nam się wydaje. Jestem zaskoczona kulturą i otwartością Białorusinów, stanem dróg oraz bezpieczeństwem.&#160; W trakcie pobytu nie byłam postrzegana źle, ze względu na to że jestem Polką, wręcz przeciwnie dużo osób służyło pomocą, na drogach nie widziałam żadnej milicji (moja trasa po Białorusi liczyła łącznie koło 1200 km), nie spotkałam się z łapówkarstwem, zaskoczyła mnie również kultura jazdy Białorusinów. 7. Urban exploration &#8211; Urbex Na Białorusi znajduje się również kilka ciekawych opuszczonych obiektów. Jednym z ciekawszych miejsc jest z pewnością białoruska strefa wykluczenia – Białoruska część skażonej strefy, po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Niestety, ze względu na małą ilość czasu, nie byłam w stanie odwiedzić tego miejsca. Jako pocieszenie wybrałam sobie opuszczony pałac Sapiehów w Różanie. Co prawda kompleks ten ma&#160; lata świetności za sobą, natomiast jego szkielet i położenie na wysokim wzgórzu robią wrażenie. 8. Forteca w Brześciu Forteca w Brześciu była miejscem kończącym moją podróż na Białoruś, a zarazem wisienką na torcie 😉 Ale najpierw może troszkę historii, forteca została wybudowana w pierwszej połowie XIX w.&#160; i do wybuchu II Wojny Światowej znajdowała się w granicach Polski. Wraz z wybuchem wojny została włączona do ZSRR. Forteca w Brześciu nazywana jest także Fortecą Bohaterów i stanowi symbol bohaterskiej walki obrońców twierdzy w trakcie II Wojny Światowej. 9. Ziemniaki i śmietana! Podstawą wyżywienia na Białorusi zdeycowanie są ziemniaki. Do wyboru mamy wiele dań ziemniaczanych jak: &#160;draniki (placki ziemniaczane), babki oraz kiszki ziemniaczane. Kuchnia Białoruska to także treściwe, aromatyczne zupy jak: barszcz, soljanka, zupa grzybowa czy chłodnik. Spożywa się tu również dużo dań mącznych jak pierogi, placki, naleśniki, pielmieni czy kołduny. Białorusini nie stosują dużo przypraw natomiast do każdego dania dodają gęstą śmietanę. Więcej o kuchni białoruskiej, napiszę wkrótce 😉 10. Podróż do przeszłości&#8230; Zaskakujące że po zaledwie paru godzinach jazdy samochodem można się znaleźć w zupełnie innej rzeczywistości. Realiach, które doskonale pamiętają nasi rodzice, czy dziadkowie. Pomniki Lenina czy Stalina, oraz symbole sierpa i młota to tylko jeden, najbardziej widoczny element obowiązującego systemu. Prawdziwa zabawa zaczyna się przy załatwianiu formalności i spraw urzędowych. Biurokracja, niezliczona ilość dokumentów, przeciągające się procedury czynią naszą podróż w czasie bardziej autentyczną! 😉 Więcej szczegółów o załatwianiu spraw na Białorusi wkrótce 😉&#160; &#160; &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/bialorus-10-powodow/">Białoruś &#8211; 10 powodów dla których musisz tam pojechać!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/bialorus-10-powodow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Girl on a (dangerous) Trail &#8211; czyli (nie)bezpieczeństwo drogowe</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 07 Jan 2018 10:55:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ameryka Pln]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Meksyk]]></category>
		<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka Polnocna]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[samochód]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=10608</guid>

					<description><![CDATA[<p>Do czasu wyjazdu do Gruzji wydawało mi się że widziałam już wszystko w kwestii manewrów drogowych. Były drogi w Meksyku&#8230; Szczególnie te w Mexico City, dostarczały adrenaliny porównywalnej do skoku na bungee. Brak jakichkolwiek zasad, poza jedną dotyczącą zakazu parkowania, która i tak nie polepszała mojej sytuacji, z punktu widzenia pieszego. Było ciężko, do dziś pamiętam dylematy przed przejściem dla pieszych, przecinającym 7- pasmową, jednokierunkową, ruchliwą drogę, czy wchodzić na zielonym, które i tak nie gwarantuje bezpieczeństwa, czy szukać innego przejścia. Do tego ta wieczna niepewność, czy kierowca jadący siódmym skrajnym, prawym pasem nie zacznie zaraz wykonywać bez uprzedzenia gwałtownego manewru skrętu w lewo. Rozrywką porównywalną do oglądania dobrego thrillera psychologicznego była obserwacja rond w godzinach szczytu, patrzyłam z podziwem na odwagę kierowców jadących pod prąd oraz tych jadących z prądem, to już była wyższa szkoła jazdy… A co na to policja, gwarant bezpieczeństwa drogowego? Wiadomo Mexico City to przeludnione miasto, w którym nie zawsze jest bezpiecznie. Stąd w sumie logiczny wydaje się pomysł policji aby na przejazdach patrolowych używać sygnałów dźwiękowych, natomiast wyłączać je jadąc na interwencję by nie spłoszyć przestępców. O ile jest to logiczne z punktu widzenia prewencji o tyle spotkanie na drodze pieszego z radiowozem gnającym na akcję bez sygnału już niekoniecznie. Muszę przyznać, że poruszanie się po drogach w Meksyku to sztuka. Przede wszystkim wymaga dużych umiejętności psychologicznych, przewidywania odruchów behawioralnych kierowców, umiejętności czytania ruchu ciała i gestów,&#160; w końcu także odpowiednich umiejętności interpersonalnych, a umiejętność „drogowej asertywności” trzeba tu opanować do perfekcji. Tymczasem drogi w Wietnamie to oddzielny temat na książkę, jednak na razie opisałam tę problematykę w skromnym poście. Wydawać by się mogło, że sytuacja tu jest lepsza niż w Meksyku, gdyż na drogach przeważają głównie skutery. Natomiast uwierzcie mi, że nawet siedzenie na krawędzi samolotu przed skokiem ze spadochronem nie daje takiej adrenaliny, jak zmiana światła na czerwone w połowie przejścia dla pieszych na ruchliwej arterii Sajgonu. Po tych wszystkich przygodach, myślałam że „kultura” jazdy w Gruzji, nie będzie znacząco odbiegać od europejskiej normy, jednak bardzo się myliłam. O ile przechodzenie przez jezdnię w tym kraju, na podstawie wcześniejszych doświadczeń nie robiło już na mnie większego wrażenia, o tyle obserwacja ruchu drogowego z tylnego siedzenia marszrutki była prawdziwie duchowym przeżyciem. Ale może zacznę od początku. Marszrutki są popularnym środkiem komunikacji w Gruzji. Samochody, przewożące osoby często należą do osób prywatnych, co niestety wpływa na ich stan techniczny. Podstawową zasadą w Gruzji przy wyborze środka transportu jest ocena stanu jakości szyby. Jeśli przednia szyba jest rozbita, należy poszukać innego środka transportu. Problem natomiast pojawia się wtedy kiedy wsiądziemy do auta, w którym okazuje się, że przezorny kierowca zasłonił tablicą stłuczoną szybę. W tej sytuacji pozostaje nam się już tylko pomodlić razem z kierowcą. Ujmę to tak, modlenie gruzińskich kierowców przez jazdą to cała ceremonia. Samochody są wyposażone w różnego rodzaju&#160; różańce oraz obrazki świętych. Modlitwa kończy się trzykrotnym przeżegnaniem oraz dotknięciem każdego z dewocjonaliów, dopiero wtedy można ruszać w drogę. Oczywiście czynność ta jest powtarzana w trakcie drogi głównie przed i po manewrze wyprzedzania… Dodatkowo w Gruzji doszedł jeszcze jeden element, którego nie spotkałam w żadnym z poprzednich krajów. Popularnym środkiem transportu są tu samochody japońskie, które są znacznie tańsze. Oczywiście trudno się nie zgodzić, że auta japońskiej produkcji, cenione są za jakość, jednak na litość boską! Mają jedną podstawową wadę – kierownicę po prawej stronie! Przy pierwszym manewrze wyprzedzania kierujemy nasze usilne intencje w stronę ołtarzyka kierowcy, natomiast &#160;po przejażdżce umiemy wyrecytować całą Apokalipsę z pamięci. Jednak to nie koniec, sytuacje dodatkowo komplikują stada krów, koni i kóz, które bez żadnego skrępowania chodzą środkiem drogi. Jednak na tym niestety nie koniec&#8230; Tereny zabudowane w Gruzji wymuszają zastosowanie dodatkowych środków ostrożności, gdyż tuż przy drodze przebiegają rury doprowadzające gaz do budynków.&#160; A ja wygląda taka niezapomniana przejażdżka? &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/">Girl on a (dangerous) Trail &#8211; czyli (nie)bezpieczeństwo drogowe</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
