<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kaukaz -</title>
	<atom:link href="https://girlonatrail.pl/tag/kaukaz/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/kaukaz/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 26 May 2024 20:25:47 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0</generator>

<image>
	<url>https://girlonatrail.pl/wp-content/uploads/2017/07/cropped-8656-1-32x32.jpg</url>
	<title>Kaukaz -</title>
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/kaukaz/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Ormiańska kuchnia – lawasz, morele i najlepsze śniadanie w życiu!</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/ormianska-kuchnia-lawasz-morele-i-najlepsze-sniadanie-w-zyciu/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/ormianska-kuchnia-lawasz-morele-i-najlepsze-sniadanie-w-zyciu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 21 Jul 2021 17:10:30 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Armenia]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[jedzenie]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=15833</guid>

					<description><![CDATA[<p>Ormiańska kuchnia ze względu na położenie Armenii łączy wpływy sąsiadujących państw. W zachodniej części dominują smaki tureckie oraz irańskie natomiast kuchnia na wschodzie kraju łączy wpływy gruzińskie oraz rosyjskie. Armenia nie jest popularnym turystycznie kierunkiem, dlatego w większości miejsc zamówienie jedzenia może stanowić całkiem spore wyzwanie. Poza Erywaniem, angielski praktycznie nie jest używany, a jedyną opcją ustalenia co nam wyląduje na talerzu jest język rosyjski, no chyba, że ktoś zna ormiański ? &#160;&#160; Tak właściwie, jeśli mam być szczera to myśląc o kuchni ormiańskiej mam przed oczami pewien poranek, w wiosce Tatew, na południu Armenii, w pobliżu „granicy” z Górskim Karabachem. &#160;Jadłam tam najlepsze w moim życiu śniadanie, przygotowane przez rodzinę u której się zatrzymaliśmy. Wszystkie produkty zaczynając od masła, poprzez ser oraz bułeczki były robione przez właścicieli. Każdy produkt miał niesamowity, intensywny, naturalny smak i zapach, nieznany mi do tej pory. Dopiero w takich momentach, można zdać sobie sprawę jak bardzo sztuczną i przetworzoną żywność spożywamy na co dzień. Generalnie ormiańskie jedzenie, jest znacznie bardziej naturalne niż to dostępne u nas w kraju. Wystarczy przejść się na lokalny bazar żeby od razu dostrzec różnicę. Również tradycyjny chleb kompletnie nie przypomina naszego. Tak właściwie, to ormiański lawasz od 2014 r. widnieje na liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Lawasze pieczone są w specjalnych glinianych piecach – tonir, zagłębionych w podłodze. Placki rozwałkowanego ciasta na chleb, piecze się przylepiając do ścianek pieca. Upieczony w ten sposób lawasz można przechowywać nawet przez pół roku. Popularną przekąską jest również Borek, znany szczególnie&#160; z Turcji. Jest to ciasto filo, nadziewane serem, szpinakiem lub mieloną wołowiną. Dania obiadowe Północno&#160; wschodnia część Armenii, a dokładniej region Shirak słynie z dania o nazwie Kash. Jest to gulasz z &#160;delikatnie mówiąc niestandardowych kawałków mięsa, który mi osobiście nie przypadł do gustu. Na ormiańskich stołach często można spotkać, chinkali – słynne mięsne pierożki w kształcie sakiewek z przepysznym bulionem w środku, znane szczególnie z Gruzji. Najlepsze chinkali można spróbować w Lavash Restaurant (21 Tumanyan St) w Erywaniu. Oprócz chinkali warto zamówić także kupati w sosie jeżynowym, czyli kiełbasę z wieprzowiny z przyprawami, popularną także w Gruzji. Ciekawą pozycją w menu Lavash Restaurant jest także Ishli Kufta, która przypomina libański kibbeh. Są to klopsiki z mielonej polędwicy wołowej z orzechami włoskimi oraz przyprawami obtoczone kaszą bulgur. Bardzo popularnym daniem w Armenii jest także znana z Turcji &#8211; dolma – liście winogron nadziewane mięsem oraz ryżem. Kuchnia ormiańska opiera się także w znacznej mierze na daniach z grilla, zwanych tutaj khorovats. Na grilla wykorzystuje się różne rodzaje mięsa: jagnięcinę, kurczaka lub wołowinę, doprawione lokalnymi przyprawami. Grillowane mięso często zawijane jest w lawasz (lavash) i wówczas nazywa się Gharso khorovats. Ormiańska kuchnia, co prawda opiera się głównie na daniach mięsnych, jednak często towarzyszą im różnego rodzaju sałatki. Popularną potrawą wegetariańską jest ormiański gulasz warzywny – tourlou, który zazwyczaj składa się z bakłażanu, cebuli, &#160;pomidorów oraz cukinii&#160; z dodatkiem przypraw. Na deser Najpopularniejszym owocem w Armenii są morele, zresztą nie bez powodu ormiańska flaga nawiązuje do koloru tego owocu. Szczególnie na ormiańskich bazarach można dostrzec bardzo dużo produktów z moreli. Do wyboru są liczne dżemy, wina, soki oraz specjalne kompozycje wykonane z suszonych owoców. Alkohole Najbardziej popularnym alkoholem w Armenii jest koniak – Ararat. Podobno był to jeden z ulubionych trunków Winstona Churchilla, a Stalin dostarczał mu regularnie skrzynki tego alkoholu.&#160; Armenia słynie też z ciekawych rodzajów wódki np. wódka z morwy &#8211; tutti oghi, czy wódka morelowa -tsirani oghi. Natomiast do najlepszych ormiańskich win należą: Malishka, Noravank, Bagratuni i Karas. Wśród piw, wyróżnić można Gyumri, Dilijan oraz Ararat. Spodobał Ci się wpis? Zajrzyj do innych! 🙂</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/ormianska-kuchnia-lawasz-morele-i-najlepsze-sniadanie-w-zyciu/">Ormiańska kuchnia – lawasz, morele i najlepsze śniadanie w życiu!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/ormianska-kuchnia-lawasz-morele-i-najlepsze-sniadanie-w-zyciu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dawit Garedża &#8211; historia pewnej burzliwej podróży</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/dawit-garedza-historia-pewnej-burzliwej-podrozy/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/dawit-garedza-historia-pewnej-burzliwej-podrozy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 02 May 2021 10:34:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Dawit Garedża]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=15669</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Dawit Garedża mieliśmy zwiedzać pierwszego dnia tuż po przylocie do Gruzji. Plan zakładał wizytę w kompleksie klasztornym, a następnie dalszą podróż do miejscowości Gandża w Azerbejdżanie. Największym problemem w organizacji objazdówki po Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie był samochód. Armenia i Azerbejdżan są w stanie wojny, a granica między nimi jest zamknięta, jednak to nie stanowi jako takiego problemu&#160; bo do obydwu można dostać się przez Gruzję. Problemem jest znalezienie wypożyczalni, która zgodzi się na przejazd wypożyczonym autem do tych dwóch państw. W końcu udało się taką znaleźć, miała dobre oceny, kontakt był natychmiastowy. Jeszcze przed wyjazdem, znając temperament gruzińskich kierowców zdecydowaliśmy się na wykupienie pełnego ubezpieczenia. Po przylocie udaliśmy się prosto na miejsce. Otrzymujemy umowę zgodnie z którą pokrywamy pełne koszty naprawy samochodu. Do umowy dołączony jest formularz odbioru samochodu zgodnie z którym brak jest jakichkolwiek szkód, samochód w rzeczywistości to skorupa poobijana z każdej strony. Pani z wypożyczalni tłumaczy się, że ona tylko to drukuje i że możemy zadzwonić do szefowej. Po dłuższej dyskusji otrzymujemy poprawioną umowę i zabieramy się do czytania. Po chwili przychodzi jakiś Gruzin i robi zamieszanie, że potrzebuje wypożyczyć auto, operatorka drukarki zaczyna nas pośpieszać… Ta presja na nas nie działa, domyślamy się o co chodzi i jeszcze wnikliwiej czytamy umowę. Oczywiście została poprawiona, zgodnie z nowym brzmieniem zakres naszej odpowiedzialności w związku ze szkodami określa aneks, jednak nic takiego nie zostało dołączone. Prosimy o aneks, pani operator mówi, że to ich prawo… Jakie prawo? Niech wydrukuje zatem to „ich prawo”. Nie może, ale przecież zawsze możemy ponownie dzownić do szefowej. Tak właściwie to był dla nas koniec negocjacji. W dzwiach słyszymy, że mamy zapłacić za upoważnienie do użycia samochodu w Azerjbejdżanie i w Armenii, dobry żart! Zaśmialiśmy i wyszliśmy. Zostaliśmy na lodzie. Mój plan zakładał przejechanie ponad 3 000 km w ciągu 10 dni, wszystko dopięte na ostatni guzik, oprócz auta. Mieliśmy nikłe szanse, żeby znaleźć w sezonie wypożyczalnię, która wypożyczyłaby nam auto 4&#215;4 i dodatkwo zewzoliła nam na wyjazd do Azerbejdżanu i Armenii. Na tą chwilę nie pozostało nam nic innego jak ratowanie wyjazdu i skorzystanie z opcji B czyli przejazdu nocnym pociągiem do Baku w Azerbejdżanie. Na dworcu pełno ludzi, do kas niesamowite kolejki, wiem, że trasa ta jest bardzo popularna w sezonie. Nieśmiało podchodzimy do pustego okienka, chcę się dowiedzieć czy w ogóle są jakieś bilety, przyznam, że jesteśmy tak zmęczeni po locie i negocjacjach w wypożyczalni, że mam nadzieję, kupić te bilety bez kolejki. Wyraz twarzy pani z okienka wskazuje, że robi mi ogromną przysługę sprawdzając miejsca. Jest tylko 6 biletów, jeeeeest, udało się! Pada pytanie o karteczkę z numerkiem… nie mamy. Prośby na nic się zdają będzie bilet jak będzie karteczka, musimy odczekać swoje w kolejce. Bierzemy numerek, wskazuje 216 osób przed nami… Czekamy parę godzin, z zazdrością obserwując cieszących się ludzi &#8211; zdobyli bilety, na pewno na nasz pociąg. Planu C nie mieliśmy, więc co mogliśmy robić innego jak cierpliwie czekać? W końcu przyszła nasza kolej, są!!! Ostatnie 2 miejsca, jedziemy!!! Z perspektywy czasu cieszę się, że tak się stało ponieważ sama podróż pociągiem była niezapomnianym doświadczeniem, o czym pisałam tutaj. W drodze zrodził się „plan naprawczy”, oprócz zwiedzania Baku i okolic szukamy wypożyczalni w Tbilisi, która dysponowałaby wolnym samochodem 4&#215;4. Nie mam złudzeń, w sezonie nie da rady, wściekła idę zwiedzać stolicę Azerbejdżanu. Tymczasem Łukasz dokonuje cudu, znajduje auto! Dwa dni później, znajdujemy się w punkcie wyjścia, wysiadamy skoro świt z nocnego pociągu z Baku do Tbilisi. Mamy wypożyczyć auto i udać się do Armenii do miejscowości Sevan, znajdującej się około 240 km od stolicy Gruzji. Po załatwieniu formalności ruszyliśmy w drogę. Straciłam już wcześniej nadzieję na zobaczenie kompleksu Dawit Garedża. Jednak mój towarzysz podróży stwierdził, że skoro kompleks był w planie to trzeba go zobaczyć. Miałam wątpliwości, było już popołudnie, nie ukrywam, że byliśmy trochę zmęczeni po nocnej podróży i emocjach ostatnich dni, zdawałam sobie sprawę, że przejazd do Garedży zajmie nam 2 godziny, uwzględniałam czas na zwiedzanie i powrót, przejazd przez granicę ormiańską oraz 150 km do Sevan, nie wiadomo jaką drogą. Zresztą zdjęcia Dawit Garedża nie zrobiły na mnie większego wrażenia, miejsce to nie trafiło na moja listę must -see. Moje argumenty nie były jednak przekonujące, Łukasz argumentował, że przecież damy radę. Pomyślałam sobie… skoro tak nalega? Trzeba tam jechać! Kawałek za miejscowością Rustawi stopniowo ubywało asfaltu na drodze, aż w końcu go zabrakło i wjechaliśmy na drogę szutrowo &#8211; polną. Pogoda stopniowo zaczęła się pogarszać, zbierało się na burzę. Pomyślałam sobie, że cały wysiłek na nic, zanim dojedziemy do kompleksu będzie lało i w ogóle będzie podle i beznadziejnie. Nie zdawałam sobie wtedy jednak sprawy, że to właśnie ta burzowa pogoda sprawi, że ta wycieczka dołączy do tych z kategorii – niezapomniane. W miarę jak robiło się coraz ciemniej, krajobraz stawał się coraz bardziej stepowy. Poczuliśmy się jak byśmy byli na końcu świata. Dookoła nas była bezkresna pustka. Niesamowite odczucie, tym bardziej że w cywilizowanym świecie naprawdę bardzo rzadko można zobaczyć&#160; pustą po horyzont przestrzeń. Widoki na tej drodze są nieprzeciętne. Przypominają przepastne mongolskie stepy widziane na filmach. Pofałdowany stepowy krajobraz składający się kolorowych pagórków w odcieniach różu i czerwieni, coś niesamowitego. A do tego wszystkiego, ciężkie chmury z burzą na dalekim horyzoncie, ten obraz mam przed oczami do dzisiaj. Sam kompleks monastyrów wobec tego wszystkiego co widzimy wydaje się być zaledwie dodatkiem, a nie głównym punktem naszej wycieczki. Kto by pomyślał? 😉 Kompleks monastyrów Dawit Garedża pamięta czasy VI w. Wówczas syryjski mnich Dawit postanowił osiedlić się z jednej z jaskiń, tak powstał pierwszy monastyr &#8211; Lavra. Z czasem pustelniczy tryb życia przyciągnął innych mnichów, którzy mogli tutaj oddawać się kontemplacji. Z czasem kompleks zaczął się powiększać o kolejne monastyry, a pomiędzy XI a XIII wiekiem nastąpił największy jego rozkwit. Kolejne lata to burzliwy czas najazdów najpierw Mongołów w drugiej połowie XIII wieku (1265), a następnie Persów w XVII wieku. Pomimo to Dawit Garedża dalej funkcjonował aż do 1921 r. W okresie Związku Radzieckiego, klasztor został zamknięty, a tereny w jego pobliżu zostały przeznaczone na poligon wojskowy. Dopiero w 1991 r. po odzyskaniu przez Gruzję niepodległości został ponownie otwarty. Obecnie w monastyrze przebywa zaledwie kilku mnichów. W trakcie naszej wizyty, duża jego część byłą niedostępna ze względu na trwające prace remontowe. Nie lamentuję kiedy mam takie widoki. Niesamowity krajobraz dookoła, położony jest tak właściwie także na terytorium azerskim. Zaledwie 200 metrów od Dawit Garedża znajduje się granica z Azerbejdżanem. Teren kompleksu jest źródłem konfliktu pomiędzy obydwoma państwami, co jakiś czas dochodzi tutaj do incydentów. Ze względu na dużą wartość historyczną Garedży, Gruzja oferuje Azerom inne tereny w zamian za odstąpienie tego terenu. Natomiast dla Azerbejdżanu tereny te mają szczególne znaczenie militarne. Konflikt ten zdaje się nie mieć końca, tym bardziej, że jest podsycany przez inny kraj – wpływowego gracza w tym regionie. Jednak nie wnikając w politykę, jak wyglądała dalsza nasza podróż? Gdy dotarliśmy do miejscowości Rustawi robiło się ciemno. Mieliśmy jeszcze 240 km. Mogłoby się wydawać, że niedużo, natomiast na granicy mieliśmy duże opóźnienie ze względu na awanturę jaka wywiązała się pomiędzy Rosjanami, a celnikami ormiańskimi. Natomiast droga ormiańska od granicy aż do samej miejscowości Sevan praktycznie nie istniała. Na miejsce dotarliśmy o 2 w nocy. To był ciężki dzień pełen wrażeń, natomiast nasz plan zaczął się realizować w 100%.&#160; Dojazd z Tbilisi Do Dawit Garedża nie funkcjonuje transport publiczny. Jednak oprócz wypożyczenia auta istnieje także możliwość przejazdu taksówką, koszt wycieczki powinien wynieść około 100 lari w dwie strony wraz z postojem na zwiedzanie, co przy 4 osobach wyniesie 25 lari. Dodatkowo codziennie o godzinie 11 z Placu Wolności odjeżdża bus „Gareji line” który przywozi turystów na miejsce a wieczorem odwozi.&#160; Prywatny transport często oferują również hostele i pensjonaty. Spodobał Ci się post? Zajrzyj do innych! Kazbegi i Gruzińska Droga Wojenna Giumri – Wardzia – Chrtewisi – Brojomi – Kaukaz tour! Tbilisi – wszystko w jednym! Gruzja &#8211; Gori, z wizytą w rodzinnym mieście Stalina Gruzja &#8211; Kutaisi i okolice Girl on a (dangerous) Trail &#8211; czyli (nie)bezpieczeństwo drogowe Mięso, gluten i wino, czyli kuchnia gruzińska w skrócie</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/dawit-garedza-historia-pewnej-burzliwej-podrozy/">Dawit Garedża &#8211; historia pewnej burzliwej podróży</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/dawit-garedza-historia-pewnej-burzliwej-podrozy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Miejsca, które trzeba zobaczyć w Armenii Zachodniej cz. II</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-w-armenii-zachodniej-cz-ii/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-w-armenii-zachodniej-cz-ii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Mar 2021 11:03:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Armenia]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[gory]]></category>
		<category><![CDATA[klasztor]]></category>
		<category><![CDATA[swiatynia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=15458</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kolejnym punktem podróży po Armenii, tuż po ormiańskim Stonehenge (o którym pisałam w pierwszej części relacji) był Monastyr Tatev. W miarę zbliżania się do celu, droga stawała się coraz bardziej, kręta i górzysta. Natomiast widoczność zmniejszała się wraz z każdym przejechanym metrem, tak właściwie to wprost proporcjonalnie do ubywającego asfaltu na drodze. Pomijając fakt, że zmierzaliśmy do najpopularniejszego monastyru w Armenii, wyglądało na to, że jest to jedno z tych miejsc gdzie diabeł mówi dobranoc. Monastyr Tatev słynie głównie ze spektakularnego położenia w kanionie Worotan (Vorotan). Początkowy plan zakładał przejazd&#160; na miejsce jedną z najdłuższych kolejek linowych (Wings of Tatev), liczącą prawie 6 kilometrów, niestety przy braku jakiejkolwiek widoczności nie miało to żadnego sensu. Osobiście miałam cichą nadzieję, zobaczyć na miejscu choćby Kolumnę Gavazana. Kolumna powstała prawie na tysiąc lat przed opracowaniem współczesnego sejsmografu. Jest zbudowana z filaru umieszczonego na obrotowej podstawie. W przypadku wystąpienia wstrząsów, ulega przechyleniu. Niestety mgła na miejscu zaburzała percepcję do tego stopnia, że chyba nawet nie zauważyłabym trzęsienia ziemi. ? Niezrażeni, postanowiliśmy udać się w dalszą trasę do Monastyru Noravank. W miarę obniżania wysokości, mgła coraz bardziej ustępowała. Pomimo, że byliśmy z dala od jakiejkolwiek cywilizacji, na drodze można było zobaczyć coraz więcej samochodów. Niesamowite krajobrazy towarzyszyły nam do samego Monastyru Noravank. Muszę przyznać, że monastyr robi duże wrażenie. Nie ujmując jego wartości sakralnej, najbardziej ujął mnie jego kamuflaż ? . Monastyr znajduje się na wzgórzu, a jego jasny kolor zlewa się z barwą otaczających skał. Tymczasem z tarasu widokowego, przylegającego do klasztoru roztacza się przepiękny widok na równinę Egheknadzor. Kolejnym punktem wycieczki był najważniejszy punkt sakralny w Armenii, a zarazem główny cel pielgrzymek – Monastyr Chor Wirap (Khor Virap). Sama nazwa klasztoru po ormiańsku oznacza „głębokie lochy” i nie jest to przypadkowe. Chor Wirap stanowił miejsce uwięzienia Świętego Grzegorza Oświeciciela, który nawrócił Armenię na Chrześcijaństwo.&#160; Wnętrze klasztoru robi niesamowite wrażenie, głównie poprzez surowy wystrój, ciemny kolor ścian, małą ilość światła oraz liczne świece wotywne zapalane przez wiernych. Chor Wirap, jest niejako symbolem Armenii i można go zobaczyć na wielu materiałach reklamujących turystykę w tym kraju. Jednak jego sława nie wiąże się wyłącznie z&#160; miejscem kultu. Chor Wirap gwarantuje najlepszy widok na świętą górę Ormian – Ararat. Powszechnie uważa się, że na szczycie Araratu osiadła po Potopie Arka Noego, dlatego góra ta jest niezmiernie ważnym elementem tożsamości narodowej Ormian. Widnieje na godle Armenii oraz jest wszechobecna w codziennym życiu kraju. Jej motyw jest obecny nie tylko w sztuce czy literaturze, ale również w ormiańskich sklepach można spotkać wiele produktów codziennego użytku o tej nazwie. Ararat co prawda położony jest na historycznych ormiańskich terenach, jednak obecnie znajduje się w granicach odwiecznego wroga Armenii – Turcji. Fakt ten jest powodem poczucia niesprawiedliwości historycznej, powszechnego w świadomości Ormian. Po wizycie w Chor Wirap, muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że Armenia będzie w stanie mnie czymś jeszcze zaskoczyć. Mieliśmy do przejechania zaledwie 50-kilometrowy odcinek do Świątyni Garni, który okazał się jednym z najpiękniejszych w Armenii. Nie będę ukrywać, że jazda trochę się dłużyła, gdyż początkowo utknęliśmy na środku pola wisząc zawieszeniem na&#160; betonowym odpływie wody, a następnie ze względu na dość specyficzne warunki terenowe byliśmy zmuszeni znacznie zredukować prędkość. Natomiast tym razem nie narzekałam, było to nawet zaletą, gdyż mogłam powoli kontemplować ciekawie ukształtowany teren zarówno samej drogi jak i jej otoczenia 😀 Tymczasem kawałek dalej, po stepowym krajobrazie, okolica Świątyni Garni zaskoczyła nas ilością zieleni. Świątynia Garni pochodzi z I wieku i jest jedynym budynkiem sakralnym niezwiązanym z religią chrześcijańską, który ocalał w trakcie przyjmowania przez Armenię Chrześcijaństwa. Co ciekawe, świątynię można także zobaczyć w filmie Podróże Pana Kleksa, w którym pełni rolę pałacu Magistra Pigularza II. Tuż obok Świątyni znajduje się Klasztor Geghard. Klasztor z daleka przykuwa uwagę swoim ciekawym umiejscowieniem. &#160;Podobno w XIII wieku znajdowały się w nim szczątki św. Andrzeja i św. Jana oraz relikwie tzw. Włóczni Przeznaczenia, która zraniła Chrystusa na krzyżu. Klasztor robi niesamowite wrażenie nie tylko ze względu na swoje niesamowite położenie, ale także na klimatyczne wnętrze. Ma także ogromną wartość sakralną, gdyż według tradycji został założony przez św. Grzegorza Oświeciciela. Na terenie klasztoru można zobaczyć liczne Chaczkary&#160;są to kamienne płyty wotywne upamiętniajcie osoby lub istotne wydarzenia. Oprócz bogatych zdobień, przedstawiają one także charakterystyczny krzyż ormiański.&#160; Najczęściej można je spotkać w okolicy obiektów sakralnych, na cmentarzach oraz rozstajach dróg.&#160; Ostatni przystanek, to Pomnik Alfabetu Ormiańskiego, ufundowany w 2005 r. z okazji 1600-lecia jego istnienia. Alfabet ormiański został stworzony w latach 405-406 przez uczonego i mnicha Mesropa Masztotsa i podobno zalicza się do jednych z najbardziej zaawansowanych na świecie. Część pierwszą relacji znajdziesz tutaj.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-w-armenii-zachodniej-cz-ii/">Miejsca, które trzeba zobaczyć w Armenii Zachodniej cz. II</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-w-armenii-zachodniej-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		<enclosure url="http://girlonatrail.pl//wp-content/uploads/2021/03/VID-20180814-WA0045.mp4" length="9911678" type="video/mp4" />

			</item>
		<item>
		<title>Armenia – wszerz i wzdłuż, miejsca, które trzeba zobaczyć, część I</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/armenia-wszerz-i-wzdluz-miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-czesc-i/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/armenia-wszerz-i-wzdluz-miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-czesc-i/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2021 17:28:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Armenia]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[gory]]></category>
		<category><![CDATA[jezioro]]></category>
		<category><![CDATA[opuszczone miejsca]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=15412</guid>

					<description><![CDATA[<p>Armenia, kraj będący w cieniu Gruzji jest jakby omijany przez masową turystkę, dlatego nie będę ukrywać, że był to jeden z wielu powodów dla których tak bardzo chciałam go zobaczyć. W Gruzji byłam dwa razy i na swój przewrotny sposób ją lubię, choć ostatnia wizyta nie pozostawiła złudzeń. Turystyka w Gruzji staje się maszynką do robienia pieniędzy i nie byłoby w tym nic złego, gdyby kraj ten stawiał także na jakość oferowanych usług. Tymczasem Armenia, stanowi doskonałą alternatywę dla komercyjnej Gruzji. Dlaczego? Po pierwsze, nie będę Was czarować, jest tania,&#160; po drugie jest nam bliska kulturowo, po trzecie jest autentyczna, ale przede wszystkim jest piękna! ? Armenia jako kierunek turystyczny słynie głównie z wielu starych monastyrów. Zresztą nie powinno to dziwić, ponieważ był to pierwszy kraj, który przyjął Chrześcijaństwo jako religię państwową (około 301 r.). &#160;Z tego też powodu, identyfikowana jest głównie z kościołami i monastyrami, co jest trochę niesprawiedliwe. Poza ciekawymi obiektami sakralnymi, kraj ten słynie z cudownych krajobrazów oraz innych zaskakujących zabytków. Pierwszy przystanek – szmaragdowe Jezioro Sevan, nazywane także ormiańskim morzem, gdyż Armenia nie ma dostępu do żadnego większego akwenu wodnego. Położone jest na wysokości ponad 1900 m n.p.m. i zalicza się do najwyżej położonych jezior na świecie. Jezioro Sevan jest jednym najbardziej popularnych miejsc turystycznych w Armenii, ponieważ znajduje się nieco ponad 60 km od stolicy – Erywania.&#160; Woda jest tu obłędnie niebieska, a ponadto jezioro słynie z tak zwanego pstrąga sewańskiego, zwanego tutaj „ishxan”. Najlepszym punktem wypadowym na Jezioro Sevan jest miasto o tej samej nazwie. Co prawda znajduje się tutaj wiele punktów gastronomicznych oraz kwater, natomiast nie każdemu może przypaść to miejsce do gustu. Na pierwszy rzut oka widać, że jest ono bardzo zaniedbane, a mieszkańcy żyją tu głównie z turystyki, która kwitnie głównie latem. Natomiast mnie Sevan osobiście urzekło, głównie za sprawą wielu opuszczonych budynków oraz industrialnego charakteru ? Niedaleko Sevan znajduje się również prawdziwa perełka, opuszczony wagon porzucony tuż obok drogi wzdłuż jeziora. Natomiast główną atrakcją, która przyciąga turystów do miejscowości Sevan jest znajdujący się tuż obok Półwysep Sevanavank, który swoją nazwę zawdzięcza zabytkowemu klasztorowi, pochodzącemu z IX wieku. &#160;Zbudowany jest z ciemnego tufu wulkanicznego, dlatego też po ormiańsku zwany jest Czarnym Klasztorem. Jego wnętrze jest typowe dla wszystkich ormiańskich budowli sakralnych. Małe okna i ciemne surowe ściany tworzą ciekawy klimat tego miejsca. Nieopodal klasztoru znajduje się pewien ciekawy obiekt, nieznany masowej turystyce – Dom Pisarzy Sewanu. Budynek robi niesamowite wrażenie, ze względu na swój ciekawy, kosmiczny wygląd. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to opuszczona, niedokończona, nowoczesna konstrukcja. Tymczasem&#160; początki Domu Pisarzy sięgają lat 30-tych XX wieku. Wówczas dwóch wybitnych architektów radzieckiej awangardy Mikael Mazmanyan i Gevorg Kochar, zbudowali pierwszą część obiektu. Wygląd domu był do tego stopnia obrzydliwie kapitalistyczny, że Stalin postanowił, zesłać ich na Syberię. Jednak architekci nie dali za wygraną, po powrocie z łagru, po śmierci Stalina, dokończyli w 1965 r. budowę swojego dzieła. Tym razem, postanowili się odegrać, projektując jeszcze bardziej futurystyczny projekt – zawieszony nad taflą jeziora spodek. Co prawda w środku budynek nie wygląda już tak futurystycznie, przypomina bardziej czasy PRL. Natomiast warto tu zajrzeć, gdyż w spodku mieści się restauracja, która może nie tyle słynie z doskonałego jedzenia, co niesamowitych widoków ? Jadąc na południe od Jeziora Sevan droga robi się coraz bardziej kręta, krajobraz coraz bardziej górzysty. Góry Vardenis w oddali oraz przestrzeń robią niesamowite wrażenie. Trasa prowadzi przez Przełęcz Selim, która nie bez powodu jest uznawana za jedną z&#160; najbardziej spektakularnych tras samochodowych z jakich słynie Armenia. Jednak obłędne widoki to nie jedyny powód dla którego warto się tutaj wybrać. Nieco poniżej najwyższego punktu przełęczy &#8211; Vayots Dzor, zlokalizowany jest Karawanseraj Orbelian zwany też Karawanserajem Selim, zbudowany w 1332 r. Karawanseraje to obiekty znane szczególnie z krajów arabskich oraz dawnej Persji. W języku perskim słowo karawanseraj oznacza zajazd dla karawan. Stąd, można powiedzieć, że w dawnych czasach były to swego rodzaju schroniska dla karawan lokalizowane na szlakach handlowych. &#160;Obecnie karawanseraj to opuszczony obiekt. Wchodząc do niego czułam dreszczyk emocji, przede wszystkim dlatego, że samo wejście przypominało mi wyglądem stary grobowiec. Jednak była to tylko dobra zapowiedź tego co mogłam zobaczyć w środku. Opustoszałe, mroczne, surowe wnętrze o doskonałej akustyce, tworzy dość psychodeliczny klimat tego miejsca. Jadąc dalej na południe w kierunku Górskiego Karabachu o którym pisałam tutaj, warto zajrzeć do Karahunj, zwanym także ormiańskim Stonehenge. Do dziś pamiętam tę drogę, obłędne górskie krajobrazy, małe jeziorka oraz ciekawe kompozycje z chmur, to było coś niesamowitego. Karahunj, po naszemu Karahundż znajduje się nieopodal miasta Sisjan, tuż obok trasy M2. Jednak ormiański Stonehenge wbrew temu co mogłoby się wydawać, wcale nie jest popularną atrakcją turystyczną. Na miejscu nie ma żadnej infrastruktury turystycznej, jak parking, kasa biletowa czy sklepik z pamiątkami, zresztą jak okiem sięgnąć, po horyzont nie widać żywej duszy. Karahundż, znane jest także jako Zorac (Zorats) Karer co w przetłumaczeniu znaczy „kamienie pełne mocy”. Składa się z kilkunastu ozdobionych skalnych bloków. Do tej pory nie odkryto zagadki tego miejsca. Istnieją jednak podejrzenia, że mogło ono pełnić rolę obserwatorium astronomicznego lub starożytnej nekropolii. Czymkolwiek by nie było, robi niesamowite wrażenie. Ciąg dalszy trasy wkrótce…</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/armenia-wszerz-i-wzdluz-miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-czesc-i/">Armenia – wszerz i wzdłuż, miejsca, które trzeba zobaczyć, część I</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/armenia-wszerz-i-wzdluz-miejsca-ktore-trzeba-zobaczyc-czesc-i/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Giumri – Wardzia – Chrtewisi – Brojomi – Kaukaz tour!</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/giumri-wardzia-chrtewisi-brojomi-kaukaz-tour/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/giumri-wardzia-chrtewisi-brojomi-kaukaz-tour/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 19 Oct 2020 20:12:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Armenia]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Skalne Miasto]]></category>
		<category><![CDATA[twierdza]]></category>
		<category><![CDATA[Wardzia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=14721</guid>

					<description><![CDATA[<p>Ostatni przystanek podróży po Armenii – miasto Giumri. Jest to drugie co do wielkości miasto w Armenii, zaraz po stolicy Erywaniu, choć, liczy zaledwie 120 tys mieszkańców. Kiedyś tętniło życiem i było kulturalną stolicą regionu. Jednak 7 grudnia 1988 r., nawiedziło je największe trzęsienie ziemi w historii Armenii, które niemal zrównało je z ziemią. Tysiące ludzi straciło wówczas życie, nie wspominając już o tych którzy stracili dach nad głową. Przyczyną tak ogromnych strat była zabudowa miasta. Wysokie blokowiska zbudowane z najtańszych materiałów na terenie aktywnym sejsmicznie przesądziły o losie Giumri. Nie wiem co mnie ciągnęło do tego miasta, bo z pewnością nie jest to turystyczne miejsce. Chyba ciekawość, jak wygląda po ponad 30 latach od tragedii. Niestety Giumri nadal nie otrząsnęło się po trzęsieniu ziemi, wiele obiektów jest zniszczonych, a gdzieniegdzie widać prace budowlane. Giumri znajduje się tuż przy granicy z Gruzją. Szczerze przyznam, że żal mi było opuszczać Armenię natomiast z drugiej strony cieszyłam się, że w końcu będziemy mogli poruszać się po normalnych drogach. Drogi w Armenii były koszmarem, nie wspominając o kierowcach. Planując podróż, w tym trasy przejazdów zawsze uwzględniam margines czasu na nieplanowane zdarzenia. Przyznam, że w przypadku Armenii źle oszacowałam faktyczny czas przejazdu poszczególnych odcinków. Zdawałam sobie sprawę, że ormiańskim drogom daleko do niemieckich autostrad, natomiast ujmę to tak, przejechanie terenówką 200 kilometrowego odcinka trasy dziennie było sporym wyzwaniem. Natomiast, żeby było śmiesznie,na odcinkach, które pozwalały nadrobić stracony czas było pełno, dosłownie PEŁNO fotoradarów. Gruzińskie drogi znałam z poprzedniego wyjazdu dlatego też byłam przekonana, że dalsza podróż będzie zdecydowanie mniej męcząca. Wszystko zapowiadało się cudownie, za oknem niesamowity, sielski krajobraz, słońce powoli zachodziło. Przejechaliśmy przez małe przejście graniczne w miejscowości Բավրայի մաքսային կետ, no dobra żartuję, w miejscowości Bavra i naszym oczom ukazał się na drodze, dosłownie krajobraz księżycowy. Krater na kraterze, asfalt wyglądał jak ser szwajcarski. Do tego wszystkiego ograniczenie prędkości do 60 km na godzinę, muszę przyznać, że ten sarkazm naprawdę się Gruzinom udał. Właściwie to przy 20 km na godzinę, stabilizacja obrazu w telefonie nie dawała rady 😉 Natomiast, mnie osobiście najbardziej ujął mostek na rzece 😉&#160;&#160; Na zakończenie ekscytującego dnia dojechaliśmy do hotelu, w którym czekała nas nagroda – niesamowity zachód słońca. Następnego ranka skoro świt ruszyliśmy w dalszą trasę. Pierwszy przystanek Forteca Chertwisi. Niesamowita lokalizacja twierdzy na zboczach skalistego wzgórza tuż obok rzeki Kura robi niesamowite wrażenie. Natomiast jej wnętrze jeszcze większe. Twierdza Chertwisi nie raz w swojej długiej historii została zniszczona, przez Mongołów czy następnie Turków, jednak teraz niszczy ją upływ czasu. Większość osób która odwiedza to miejsce jest rozczarowana gdyż wewnątrz można zobaczyć tylko ruiny murów oraz baszt obronnych. Całkowicie zgadzam się, że szkoda takiego zabytku, natomiast w takiej surowej formie dla mnie ma jeszcze większy urok. Niecałe 20 minut jazdy samochodem wystarczy aby z Twierdzy Chertwisi znaleźć się w Wardzi. Wardzia powstała w XII wieku. Za sprawą królowej Tamary, w czasach świetności liczyła podobno ponad 3 tysiące jaskiń rozlokowanych na 13 kondygnacjach, połączonych tunelami i mogła pomieścić nawet 60 tysięcy mieszkańców. Wydaje się to wręcz niewiarygodne. Wardzia służyła głównie jako schronienie przed najazdami Mongołów.&#160; Do miasta można było się dostać wyłącznie ukrytymi przejściami. &#160;Na terenie skalnego miasta istniało podobno 25 winnic, a także rozmaite pomieszczenia mieszkalne i gospodarcze jak: stajnie, czy spichlerze. W centralnym punkcie skalnego miasta znajdował się Kościół Wniebowzięcia, który możemy także dzisiaj podziwiać. Oprócz kościoła funkcjonowało tutaj także kilkanaście innych świątyń. Niestety w 1283 r. Wardzia podobnie jak Giumri została w dużej części zniszczona przez trzęsienie ziemi. Odsłonięte miasto było łatwym celem ataku. Wykorzystali to Persowie, którzy w połowie XVI wieku kompletnie splądrowali miasto. Obecnie do zwiedzania udostępnionych jest około 300 komnat oraz klasztor. Wstęp kosztuje 7 lari czyli około 10 zł (dane z 2018 r.) &#160;Należy pamiętać, że nadal jest to miejsce kultu, dlatego obowiązuje tu skromny ubiór: długie spodnie lub spódnice oraz nakrycie głowy. Ostatnim miejscem na naszej trasie do Tbilisi było słynne uzdrowisko Bordjomi. Woda mineralna Bordjomi to chyba najbardziej rozpoznawany na świecie gruziński produkt. Jest to lecznicza woda stosowana przy schorzeniach układu pokarmowego, a ponadto polecana jest także na kaca. Jak widać po kolejce chętnych, Gruzini nie wylewają za kołnierz. Oczywiście chodzi mi o wodę leczniczą 😉 Uzdrowisko to rozkwitło w czasach ZSRR, wówczas było modnym ośrodkiem leczniczo – wypoczynkowym. Obecnie czasy świetności ma już za sobą, natomiast jest ciekawym miejscem aby po drodze tu zajrzeć.&#160; W mojej opinii jest bardzo podobne to naszych polskich uzdrowisk, nawet zabudowa wygląda znajomo.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/giumri-wardzia-chrtewisi-brojomi-kaukaz-tour/">Giumri – Wardzia – Chrtewisi – Brojomi – Kaukaz tour!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/giumri-wardzia-chrtewisi-brojomi-kaukaz-tour/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		<enclosure url="http://girlonatrail.pl//wp-content/uploads/2020/10/filmik-1.mp4" length="140492587" type="video/mp4" />

			</item>
		<item>
		<title>Tbilisi – wszystko w jednym!</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/tbilisi-wszystko-w-jednym/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/tbilisi-wszystko-w-jednym/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Mar 2020 20:09:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[architektura]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia gruzinska]]></category>
		<category><![CDATA[Stare Miasto]]></category>
		<category><![CDATA[Tbilisi]]></category>
		<category><![CDATA[urbex]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=13715</guid>

					<description><![CDATA[<p>Strategiczne położenie Gruzji na granicy dwóch kontynentów: Europy i Azji, pomiędzy dwoma kulturami: chrześcijaństwem i islamem od dawna było przyczyną licznych wojen. Rzymianie, Arabowie, Persowie, a także w historii nowożytnej Rosjanie próbowali zająć tereny Gruzji na stałe, jednak nikomu tak właściwie się to nie udało. Niesamowita determinacja Gruzinów oraz kultywowanie tradycji, w tym starożytnego języka kartuli ena, pozwoliło Gruzinom zachować tożsamość narodową. Historia tego kraju przejawia się w wielu aspektach, zaczynając od przekornego charakteru Gruzinów, a kończąc na różnorodnej architekturze. A jaka jest stolica tego kraju? Tak samo pokręcona jak jego historia. W Tbilisi można zobaczyć futurystyczną zabudowę, kontrastującą ze starą architekturą Starego Miasta, wpływy muzułmańskie mieszają się tutaj z chrześcijańskimi, a dodatkowo można tu odwiedzić parę opuszczonych socjalistycznych perełek. Kąpiel w gorącej siarce Ciekawym miejscem jest kompleks łaźni Orbeliani znajdujący się w dzielnicy Abanotubani. Charakterystyczna zabudowa oraz błękitny budynek ozdobiony niebieskimi mozaikami przywodzą na myśl czasy arabskie.&#160; W 736 r. stolica Gruzji została zdobyta przez Arabów i przez prawie 400 lat była centrum tzw. Emiratu Tbilisi. Termalne łaźnie z gorącymi źródłami siarkowymi znajdują się pod ziemią, tuż pod charakterystycznymi kopułami. Stanowią one wizytówkę miasta, którego nazwa wywodzi się od gruzińskiego słowa „tbili” co znaczy ciepły. Godzina kąpieli dla&#160; dwóch osób kosztuje&#160; około 70 zł. Po łaźni warto odwiedzić okoliczne knajpki oraz przy kieliszku gruzińskiego wina tetri podziwiać ciekawą architekturę dzielnicy Abanotubani. Stare Miasto – podróż w czasie Wycieczka na Stare Miasto to swego rodzaju podróż w czasie. Podczas gdy kamienice znajdujące się w okolicy&#160; łaźni Orbeliani wyglądają na świeżo odnowione, pozostała część starówki jest już bardziej autentyczna. Brak turystów, stare rozpadające się budynki, zdobione metalowe bramy, drewniane elementy dekoracyjne oraz kolorowe dziedzińce tworzą niepowtarzalny klimat tego miejsca. W niektórych miejscach zabudowa jest w fatalnym stanie, jednak widać postępujące prace rekonstrukcyjne. Dodatkową atrakcją są małe galerie sztuki oraz piekarnie rozmieszczone w piwnicach, gdzie oprócz lawasza można zakupić tetri. Moja rada: aby lepiej poznać to miejsce, należy się po prostu zgubić 😉&#160; Bajkowa wieża zegarowa Jedną z głównych atrakcji Starego Miasta jest bajkowa wieża zegarowa. Wkomponowana w starą zabudowę, jest tak naprawdę artystyczną wizją reżysera teatralnego – Rezo Gabriadze, wybudowaną w 2010 r. Ciekawa stylistyka oraz charakterystyczne pochylenie sprawiają wrażenie jak by miała zaraz runąć. Warto przyjść tutaj o pełnej godzinie. Wówczas w górnym oknie zegara pokazuje się anioł uderzający młotem w dzwon. Natomiast w południe oraz o 19.00 realizowany jest tu mały spektakl kukiełkowy. Tbilisi z perspektywy: Aby zobaczyć Tbilisi z nieco wyższej perspektywy należy udać się w dwa miejsca. Jednym z nich jest Góra Mtatsminda. Na szczycie znajduje się wesołe miasteczko. Warto wybrać się tam o zachodzie słońca lub w nocy. Na miejsce kursuje kolejka szynowa. Drugi ciekawy punkt widokowy to twierdza Narikala, która znajduje się na wzgórzu Solaki.&#160; Na wzgórze prowadzi ścieżka, jednak w upalne dni lepiej skorzystać z kolejki linowej. W trakcie przejażdżki można podziwiać charakterystyczną architekturę Starego Miasta. Wzgórza strzeże ogromny posąg Kartlis Deda – zwanej Matką Gruzji, trzymającej w lewej ręce puchar wina dla przyjaciół, a w prawej miecz dla wrogów. Niedaleko posągu można zobaczyć ruiny dawnej twierdzy. Podpaska z Pałacem Prezydenckim w tle Kolejka do Twierdzy Narikala kursuje z Parku Rike. Park Rike zaskakuje nowczesną architekturą, która kompletnie nie współgra z resztą zabudowy. Jest to artystyczna wizja dawnego, dziś znienawidzonego prezydenta Gruzji &#8211; &#160;Michaila Saakaszwili. Charakterystycznym obiektem jest Most Pokoju, który ze względu na wygląd jest określany przez mieszkańców podpaską. Doskonały kontrast dla „promenady” rzeki Kura stanowi Hala Koncertowa w kształcie tuby oraz znajdujący się tuż za nią budynek Pałacu Prezydenckiego, przypominający wyglądem Bundestag. Tbilisi alternatywnie: Miejscem które koniecznie trzeba zobaczyć będąc w Tbilisi jest Fabrika znajdująca się na ulicy Egnate Ninoshvili 8. Dawna fabryka tekstyliów została zamieniona na hostel oraz kultowe miejsce spotkań. Na dziedzińcu fabryki znajdują się kafejki i bary, a ściany budynku zdobią liczne ciekawe murale. W dzień można tu wstąpić na pyszną kawę natomiast wieczorem na imprezę. Herbatka tylko w Althaus Klimatycznym miejscem na herbatę lub kawę jest Althaus. Wnętrze urządzone jest w stylu vintage, a z kolorowej werandy roztacza się widok na miasto. Jest to idealne miejsce na śniadanie lub odpoczynek w trakcie zwiedzania. Na piwko do Warszawy! Kultowy Bar Warszawa znajduje się w samym centrum miasta na &#160;Placu Wolności. Jest to popularne miejsce spotkań mieszkańców oraz turystów. Jeśli komuś zabraknie polskiego jedzenie, to&#160; oprócz różnego rodzaju piw, win i wódki można zjeść tutaj tatar, śledzika lub mięso w galarecie. Menu oczywiście po polsku 😉 Dojazd do Tbilisi Do Tbilisi kursują regularnie samoloty LOT z lotniska Okęcie. Jednak w sezonie ceny są dość wysokie. Ja skorzystałam z oferty Wizzair na przelot Katowice – Kutaisi. Z lotniska Kutaisi do stolicy Gruzji kursują autobusy Gerogian Bus. Bilet kosztuje 15 lari. Podróż trwa około 4 godziny, a bus zatrzymuje się w centrum Tbilisi na Placu Wolności. Wypożyczenie auta: Jeśli lubicie adrenalinę to wypożyczenie auta będzie dla was z pewnością ciekawym doświadczeniem. Osobiście miałam dużo przygód z gruzińskimi wypożyczalniami aut, to jest temat na oddzielny post. Na szczęście podczas ostatniego pobytu w Gruzji towarzyszył mi całkiem dobry driver. Mówiąc szczerze, nie mam nic przeciwko sportom ekstremalnym ale przejażdżka autem po ulicach Tbilisi, to jak jazda rollercoasterem bez zapiętych pasów. Komnikacja miejska Komunikacja miejska to najlepsza opcja poruszania się po Tbilisi. Aby korzystać z autobusów oraz metra należy kupić zbliżeniową kartę Metromoney. Jej koszt to 2-3 lari (jest to zwrotny depozyt) Uzupełnia się ja dwolna kwota w kasach lub automatach. Z jednej karty może korzystać nawet kilka osób. &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/tbilisi-wszystko-w-jednym/">Tbilisi – wszystko w jednym!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/tbilisi-wszystko-w-jednym/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Armenia &#8211; Erywań, jeszcze bardziej Wieczne Miasto</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/armenia-erywan/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/armenia-erywan/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 13 Jan 2019 08:22:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Armenia]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Erywan]]></category>
		<category><![CDATA[gory]]></category>
		<category><![CDATA[jedzenie]]></category>
		<category><![CDATA[miasto]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=12162</guid>

					<description><![CDATA[<p>Bardzo dawno temu gdy zobaczyłam w telewizji program kulinarny Makłowicza o Armenii, od razu widziałam, że będę chciała zobaczyć na własne oczy ten kraj. Tak właściwie to ciężko mi powiedzieć, co urzekło mnie w Armenii. Być może tradycyjna kuchnia jaką zobaczyłam w programie, może piękne widoki z górą Ararat w tle, a może informacje o trudnej sytuacji politycznej, spowodowały, że Armenia wylądowała na liście moich podróży. Jednak musiało minąć trochę czasu żebym w końcu zdecydowała się tam wybrać. Armenia po raz kolejny przypomniała mi o sobie we Lwowie, w cudownej klimatycznej kawiarni Virmenka, z której smak i zapach kawy parzonej na piasku pamiętam do dziś. Jednak ostateczna decyzja o zakupie biletów zapadła po przeczytaniu wstrząsającego reportażu „Karawany Śmierci”, mojego ulubionego wydawnictwa „Czarne”. Chciałam zobaczyć na własne oczy kraj tak okropnie dotknięty konfliktami oraz kataklizmami, położony pomiędzy dwoma wrogimi krajami: Turcją oraz Azerbejdżanem, wyniszczony nieodpowiednim zarządzaniem, jednak z drugiej strony mający do zaoferowania niesamowite widoki, wspaniałą kulturę, doskonałą kuchnię, a przede wszystkim słynący z zaskakującej otwartości i gościnności jego mieszkańców. Gdy wjeżdżaliśmy do stolicy Armenii – Erywania, było gorące letnie popołudnie. W tle widać było spektakularną górę Ararat, a miasto w świetle zachodzącego słońca przybrało kolor różowy. Erywań często zwany jest różowym miastem, ze względu na kolor kamienia z jakiego jest zbudowany. Góra Ararat jest narodowym symbolem Armenii. Uważa się, że to właśnie na jej szczycie wylądowała Arka Noego. Śmiało można powiedzieć, że nazwa Ararat stała się niemal znakiem handlowym. Można ją znaleźć na wielu produktach, w tym na głównym towarze eksportowym Armenii – brandy. Ormiańska brandy była uwielbiana przez Winstona Churchilla, który regularnie otrzymywał ją od Stalina. Wytwórnia brandy znajduje się na przedmieściach Erywania i jest udostępniona do zwiedzania. Szczegóły znajdziecie tutaj. Ormianie nie mogą pogodzić się z faktem, że ich święta góra wznosi się na terenie największego wroga – Turcji, tym bardziej, że znajduje się niemal na wyciągnięcie ręki od Erywania. Można ją zobaczyć z wielu punktów miasta. Zdecydowanie najpiękniejszy widok na panoramę Erywania można zobaczyć z tarasu widokowego w Parku Zwycięstwa. Kolejnym ważnym punktem widokowym, z którego roztacza się niesamowity widok na stolicę Armenii, z górą Ararat w tle, jest wzgórze na którym znajduje się Pomnik oraz Muzeum Pamięci Ludobójstwa Ormian. Miejsce to upamiętnia ludobójstwo ponad 1,5 mln Ormian. Rzeź została dokonana przez Turcję w latach 1915 – 1923. Do tej pory Turcja nie przyznała się do masowej eksterminacji. Pomimo trudnej historii Armenia zachwyca bogactwem swojej kultury oraz wspaniałymi zabytkami. Podobnie jak Iran,&#160;Chiny, Grecja, Egipt i Japonia jest jednym z&#160; najstarszych państw na świecie. Jako pierwsza przyjęła również chrześcijaństwo. Warto dodać, że Erywań powstał 29 lat wcześniej niż Rzym, który przecież zwany jest Wiecznym Miastem. Aby zobaczyć stare oblicze Erywania warto odwiedzić jego najstarszą dzielnicę – Kond. Pomimo, że Kond znajduje się w samym centrum miasta, zupełnie nie przypomina reszty zabudowy Erywania. &#160; Wąskie uliczki, dzieci bawiące się na podwórkach, suszące się pranie, wspólne studnie wody &#8211; to cały Kond. Pomimo, wielu problemów gospodarczych Armenii, Erywań jest bardzo czystym i zadbanym miastem. Za czasów Związku Radzickiego został stworzony specjalny plan zabudowy miasta. Erywań szybko stał się nowoczesną metropolią. Wystarczy przejść na Plac Republiki, który swoją monumentalną zabudową przypomina dawne czasy. Tuż obok placu, znajduje się niepodpisany pomnik pewnej postaci, która wydaje się być, sami oceńcie kim… Socjalistyczna zabudowa urozmaicona jest ciekawymi rzeźbami oraz artystycznymi konstrukcjami. Przed Kinem Moskwa można zobaczyć wielkiego niedźwiedzia oraz pająka, przypominającego mi instalację z Muzeum Guggenheima w Bilbao. Wiele ciekawych artystycznych instalacji można zobaczyć tuż obok tzw. Kaskady, wysokich schodów prowadzących na szczyt wzgórza, z którego roztacza się przepiękny widok na miasto. Jest to główne miejsce spotkań, znajdują się tutaj liczne kawiarnie i restauracje. Miejscem, które warto odwiedzić, aby przyjrzeć się codziennemu życiu mieszkańców Erywania jest GUM Shuka – bazar na przedmieściach Erywania. W wielkiej hali znajduje się mnóstwo stoisk z warzywami i owocami. Wśród owoców na stoiskach królują morele – sztandarowy owoc Armenii.&#160; Na bazarze znajdują się także liczne stoiska z mięsem, lokalnymi serami oraz narodowym chlebem – lawaszem, będącym podstawa wyżywienia Ormian. Lawasze wypiekane są w specjalnym piecu zwanym tonir, zakopanym w&#160; ziemi. Są to cienkie placki, bardzo dużych rozmiarów. Co ciekawsze lawasz przyrządzany według ormiańskiej receptury jest zdatny do jedzenia nawet przez rok. Ten narodowy chleb Ormian został wpisany na listę&#160; Światowego Dziedzictwa UNESCO. Obok Placu Republiki w każdy weekend organizowany jest pchli targ Vernisage Crafts and Flea Market. Można zakupić tutaj dywany, obrazy, starą porcelanę, imbryczki do parzenia kawy po turecku (tutaj po ormiańsku), jedwabne szale, książki oraz różnego rodzaju pamiątki, wszystko w przystępnych cenach. Ciekawym miejscem jest Abovyan Children’s Park &#8211; park rozrywki, na którego końcu znajduje stary dworzec kolejowy z dziecięcą kolejką. Do parku prowadzi kilometrowy tunel o tajemniczym, nieco przerażającym wyglądzie. Największe zdziwienie wśród znajomych Ormian wywołał mój pomysł odwiedzenia jednej z dzielnic Erywania tzw. B1, popularnie zwanej Bangladesz. Na pierwszy rzut oka, miejsce to wydaje się nieciekawe. Ogromne osiedle bloków z wielkiej płyty, zbudowanych jeszcze za czasów Związku Radzieckiego. Jednak dla mnie wycieczka w to miejsce była to dobrą okazją do poznania innej strony Erywania oraz &#160;podpatrzenia codziennego życia jego mieszkańców. Wycieczkę po Erywaniu najlepiej zakończyć w jednej z najlepszych restauracji Lavash Restaurant. Polecam również cudowny&#160; Hotel Alex, znajdujący się w doskonałej lokalizacji, blisko centrum Erywania oraz wytwórni Brandy. Hotel jest nowym obiektem na mapie Erywania, pokoje wyposażone są w klimatyzację, szybkie WiFi oraz są perfekcyjnie czyste. Jednak miejsce to jest dla mnie szczególne nie tyle ze względu na udogodnienia lecz otwartych, gościnnych właścicieli Annę i Manuela, to oni czynią to miejsce wyjątkowym! Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o Armenii, poznać bliżej jej mieszkańców i poznać prawdziwe oblicze tego kraju, koniecznie ich odwiedźcie!</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/armenia-erywan/">Armenia &#8211; Erywań, jeszcze bardziej Wieczne Miasto</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/armenia-erywan/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Republika Artsakh (Górski Karabach) &#8211; państwo, którego nie ma&#8230;</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/gorski-karabach/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/gorski-karabach/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 11 Sep 2018 18:42:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Górski Karabach]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[pomnik]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=11979</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kaukaz Południowy słynie z przepięknych widoków, doskonałego jedzenia i niesamowitej gościnności, jednak rejon ten ma też swoją mroczną stronę. Strategiczne położenie łączące Azję z Europą było od zawsze powodem starć światowych graczy jak: Rosja, Iran oraz Turcja. Teren ten tworzą: Armenia, Azerbejdżan i Gruzja. Przed podróżą nie spodziewałam się, że państwa o niewielkiej powierzchni, graniczące ze sobą mogą się tak różnić pod każdym względem: religii, kultury, a nawet pochodzenia. Kaukaz Południowy to obszar o bardzo burzliwej historii, której efekty widać obecnie. Wiele konfliktów pozostało nadal niewyjaśnionych, czego skutkiem jest istnienie trzech parapaństw: Abchazji, Osetii Południowej oraz Górskiego Karabachu. Kwestia Abchazji i Osetii Południowej dotyczy Gruzji, natomiast Górski Karabach jest obszarem spornym pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem. Górski Karabach ma wiele nazw w języku rosyjskim to Nagorno/y Karabakh, w azerskim Qarabağ, natomiast w ormiańskim Artsakh – obecna nazwa republiki. Zarówno Armenia jak i Azerbejdżan roszczą sobie historyczne prawo do tego terytorium. Na próżno szukać Karabachu na mapie Kaukazu Południowego. Jest to enklawa ormiańska położona na terytorium Azerbejdżanu i stanowiąca około 15% powierzchni tego państwa. Karabach nie został uznany na arenie międzynarodowej, jedynie samozwańcze państwa: Abchazja, Naddniestrze i Południowa Osetia uznały jego niepodległość. Co ciekawsze, Karabach nie został uznany oficjalnie nawet przez wspierającą go Armenię. W XX wieku Karabach, na skutek polityki ZSRR, wielokrotnie był włączany raz do Azerbejdżanu, raz do Armenii. 4 lipca 1921 r. ZSRR postanowiło przyłączyć go do Armenii, jednak chcąc ocieplić relacje z Turcją (wrogiem Ormian), dzień później zdecdował o włączeniu go do terytorium Azerbejdżanu, na prawach terytorium autonomicznego. Fakt, że terytorium to było zamieszkiwane w większości przez Ormian nie miał znaczenia. Karabach pozostał w granicach Azerbejdżanu aż do 1987 r. kiedy wyszedł z propozycją przyłączenia go do Armenii. Odmowa ZSRR stała się początkiem konfliktu zbrojnego trwającego do dzisiaj. Typowa polityka „dziel i rządź” ZSRR trzymała mocno w ryzach dążenia niepodległościowe na Kaukazie Południowym, jednak wraz z jego upadkiem sytuacja w tym rejonie bardzo się skomplikowała. Co więcej, po upadku ZSRR, Rosja zaczęła wspierać Ormian w dążeniach do przyłączenia Karabachu. Głównym powodem zwrotu polityki Rosji wobec Karabachu był fakt, że Azerowie, jako nacja spokrewniona z Turkami, była zawsze wspierana przez Turcję, sojusznika USA. Ogłoszenie niepodległości przez Karabach w 1991 r. zapoczątkowało krwawą wojnę pomiędzy Azerbejdżanem a Armenią, trwającą do 1994 r. Obecnie sytuacja pomiędzy tymi państwami jest napięta, jednak nie są prowadzone otwarte działania wojenne. Górski Karabach wyobrażałam sobie jako miejsce zniszczone wojną, tymczasem okazało się, że jest to przepiękny rejon położony w otoczeniu wysokich gór, malowniczych dolin oraz kanionów. Sama nazwa Nagórny Karabach, daje wyobrażenie tego parapaństwa. W przetłumaczeniu znaczy “górski czarny ogród”. Nagorno – znaczy górzysty po rosyjsku, kara – to czarny po turecku a bakh – to ogrody po persku. Oprócz przepięknej przyrody można tutaj zobaczyć stare monastyry, kościoły i twierdze. Stolica Karabachu – Xankendi, powszechnie znana jako Stepanakert, zaskoczyła mnie porządkiem, nowymi budynkami oraz dobrymi drogami.&#160; Górski Karabach wspierany jest finansowo przez Armenię, dlatego tym większym zaskoczeniem było dla mnie, że jego sytuacja gospodarcza wydaje się znacznie lepsza niż ta po stronie ormiańskiej. Obowiązkowym punktem każdej wycieczki jest stolica – Stepanakert, gdzie należy uzyskać wizę. Na wzgórzu tuż pod Stepanakertem znajduje się wbudowany w 1967 r.&#160; pomnik “We Are Our Mountains” – “Jesteśmy naszymi górami”, symbol Karabachu. Przedstawia on dwóch staruszków – ludzi gór, zdrobniale nazywanych Tatik i Papik, czyli babcia i dziadek. W trakcie wycieczki, przy pomniku organizowana była manifestacja z udziałem jednego z ministrów Górskiego Karabachu. Stojąc w tłumie rozemocjonowanych dzieci wymachujących flagami, zostaliśmy gwiazdami karabaskiej telewizji. Historyczną stolicą Karabachu jest miejscowość Szuszi (Shushi), znajdująca się nieopodal Stepanakertu. Została ona bardzo zniszczona w trakcie działań wojennych. Obecnie w mieście nie widać śladów walk. Znajduje się tu przepiękna katedra, a na jej przedmieściach można zobaczyć czołg, pozostawiony po zakończeniu działań wojennych. Nieopodal Stepanakartu znajduje się prawdziwa perełka Górskiego Karabachu &#8211; Kanion Hunot. Ścieżka kanionu prowadzi wzdłuż rzeki Karkar w otoczeniu wysokich skał oraz bujnej roślinności. Ciekawym obiektem architektonicznym jest Hotel Eclectic, położony w małej miejscowości Vank, znajdującej się około 40 km od Stepanakertu. Wysoko na wzgórzu, ponad miejscowością Vank wznosi się zabytkowy Monastyr ormiański – Gandzasar. Jest to główny punkt wypraw wielu pielgrzymek, ze względu na złożone tutaj relikwie Zachariasza – ojca Jana Chrzciciela. Wenętrze monastyru jest surowe, a ociepla je jedynie blask świec zapalanych przez wiernych. Ze szczytu wzgórza roztacza się przepiękna panorama na Górski Karabach. W trakcie naszej wizyty chcieliśmy odwiedzić również Agdam – miasto widmo. Niegdyś 50&#160;tysięczne miasto, obecnie całkowicie opustoszałe na skutek działań wojennych. Niestety okazało się że wiza Karabaska nie zezwala na odwiedzenie tego miejsca. Dodatkowo jest to teren przygraniczny, stanowiący strefę buforową pomiędzy Azerbejdżanem, na którym w trakcie naszego pobytu była napięta sytuacja. Bezpieczeństwo: Relacje pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem są nadal na granicy konfliktu zbrojnego. Obecnie poruszanie się po Armenii i Azerbejdżanie jest bezpieczne, natomiast należy unikać przebywania w rejonach przygranicznych, gdyż niekiedy nadal dochodzi tam do wymiany ognia. Na stronie MSZ można znaleźć informację: Po terytorium Armenii co do zasady można poruszać się bez ograniczeń, należy jednak unikać podróżowania po obszarach położonych w pobliżu granicy z Azerbejdżanem (szczególnie w prowincji Tawusz), gdyż zdarzają się tam incydenty zbrojne związane z konfliktem karabachskim. Ambasada stanowczo przestrzega przed podróżowaniem po drodze H53 na odcinku Voskepar-Baghanis (stanowiącej fragment trasy międzynarodowej M16 Erywań-Tbilisi). Sugerujemy skorzystanie po stronie armeńskiej z trasy M5 i M3 (przez Wanadzor i Aparan). W razie konieczności przejazdu trasą M16 należy bezwzględnie przemieszczać się objazdem wyznaczonym po drodze H26. &#160; Natomiast w przypadku Górskiego Karabachu na stronie MSZ można znaleźć następującą informację: Stanowczo odradza się podróżowania po terytorium Górskiego Karabachu z uwagi na jego nieuregulowany status międzynarodowy oraz występujące incydenty zbrojne na linii kontaktu między skonfliktowanymi stronami. Konsul w Erywaniu nie posiada możliwości sprawowania opieki nad obywatelami polskimi znajdującymi się na tym terytorium. Należy również mieć świadomość, że wjazd na terytorium karabachskie stanowi z punktu widzenia władz Azerbejdżanu nielegalne przekroczenie granicy tego państwa i może skutkować konsekwencjami przewidzianymi prawem tego państwa. Decydując się na wyjazd do Górskiego Karabachu należy mieć na uwadze możliwe zagrożenie. Trzeba również pamiętać, że wykupione ubezpieczenie podróżne prawdopodobnie nie pokryje zdarzeń powstałych w wyniku działań zbrojnych lub terrorystycznych. Obecnie na terytorium Górskiego Karabachu nie występują incydenty zbrojne, jednak przed udaniem się tam, najlepiej uzyskać aktualne informacje o sytuacji od Ormian mieszkających na terenach przygranicznych bądź skorzystać z usług lokalnych przewodników. Dodatkowo, planując podróż po Kaukazie Południowym, należy najpierw udać się do Azerbejdżanu, a dopiero później odwiedzić Armenię nie wspominając o Górskim Karabachu. Ormiańska pieczątka w paszporcie uniemożliwia uzyskanie wizy do Azerbejdżanu, a na granicy należy schować wszelkie przedmioty mające związek z Armenią (o czym pisałam tutaj). Dojazd i wiza: Do Górskiego Karabachu można dostać się tylko poprzez granicę ormiańską. Przejście granicznie znajduje się obok miejscowości Berdzor, choć w okresie letnim istnieje możliwość przekroczenia granicy obok miejscowości Karvajar. Do Stepanakertu kursują codziennie busy z Erywania, koszt przejazdu wynosi 4500 dram. Muszę przyznać, że przejście graniczne pomiędzy Armenią i Górskim Karabachem jest dość kuriozalne. Wyznaczają je dwie flagi: ormiańska i karabaska, które właściwie praktycznie się nie różnią oraz budka celników ormiańskich. Turyści chcący odwiedzić Karabach muszą uzyskać wizę, jednak najbardziej zaskakujące jest to, że nie można jej załatwić przed wyjazdem, ani na granicy. Na granicy otrzymuje się karteczkę z adresem pod który trzeba się zgłosić. Co więcej wizę można otrzymać w stolicy – Xankendi (powszechne znanym jako Stepanakert) w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, znajdującym się w centrum przy ulicy Azatamartikneri 28, znajdującej się około 70 km od granicy!!! Celnik przekazując nam dane adresowe, poinstruował nas dodatkowo, abyśmy mieli na uwadze że o godzinie 13, urzędnicy Ministerstwa mają lunch. Była to cenna informacja, bo co byśmy zrobili gdyby głodny, rozdrażniony urzędnik nie udzielił nam wizy? Brak wizy uniemożliwia powrót do Armenii. Wówczas jest tylko jedno rozwiązanie… pozostanie w Karabachu 😉 Należy mieć na uwadze, że Ministerstwo jest czynne od poniedziałku do soboty w godzinach od 9 do 17. W przypadku, gdy Ministerstwo jest zamknięte, wizę należy uzyskać w najbliższy dzień roboczy. Jej koszt to 3 000 dram, co w przeliczeniu wynosi około 25 zł. Podobno można ją wyrobić w Erywaniu, natomiast wówczas należy dołączyć fotografię. Wiza nie jest wklejana do paszportu, dlatego w przyszłości można nią zakleić niechciane pieczątki np. z&#160; Kosowa, gdy chcemy odwiedzić Serbię. &#160; &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/gorski-karabach/">Republika Artsakh (Górski Karabach) &#8211; państwo, którego nie ma&#8230;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/gorski-karabach/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Azerbejdżan &#8211; kraina ognia i błotnych wulkanów</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/azerbejdzan/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/azerbejdzan/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 26 Aug 2018 13:20:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azerbejdżan]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[jedzenie]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=11911</guid>

					<description><![CDATA[<p>Azerbejdżan zwany jest także Krainą Ognia. Półwysep Apszeroński od wieków słynął z tzw. płonącej ziemi. Zjawisko to można zobaczyć zaledwie 5 km od Baku w Yanar Dag.&#160; Unikalną atrakcją są także wulkany błotne. Szacuje się, że na terenie Azerbejdżanu znajduje się połowa wulkanów błotnych występujących na świecie. Niedaleko Baku znajduje się Narodowy Park Qobustan, w którym można zobaczyć liczne wulkany tego typu. Co ciekawsze, bulgoczące błoto jest chłodniejsze niż temperatura powietrza – sprawdzone przez Łukasza! 😀 Wulkany są położone na wzniesieniach z których roztacza się piękny widok na Morze Kaspijskie z jednej strony, a&#160; z drugiej na góry i step.&#160; Droga do Qobustan jest bardzo ciekawa aczkolwiek trochę skomplikowana. Najwygodniej skorzystać z usług lokalnych taksówek lub przewodników, jednak można tam się udać także samochodem, poniżej mapka: Niestety przez początkowe komplikacje z wynajmem samochodu, nie udało nam się odwiedzić innych ciekawych miejsc w Azerbejdżanie, jak: Candy cane mountains – charakterystyczne biało – różowe góry, miasto Quba – słynące z produkcji doskonałych jabłek oraz dywanów, Gandży – drugiego co wielkości miasta w Azerbejdżanie, czy Naftalan Spa, gdzie można wykąpać się w ropie naftowej. Co zjeść: Niestety w rezultacie skróconego pobytu w Azerbejdżanie, śniadania wyglądały tak: Najbardziej popularnym owocem w Azerbejdżanie są arbuzy, podawane na różne sposoby, jednak najczęściej z chlebem i serem. Tradycyjnym napojem jest mocna herbata, podawana w znanych choćby z Turcji szklaneczkach w kształcie tulipana. Serwowana jest z kostką cukru, przez którą sączy się napój. Zamiast kostki cukru, Azerowie często podają także dżem. Tradycyjną potrawą są kutabi – naleśniki z rozmaitym nadzieniem – dynią, warzywami, kasztanami lub mięsem. Kuchnia azerska jest bardzo aromatyczna oraz pełna orientalnych smaków. W głównej mierze opiera się na wołowinie oraz baraninie, a także wykorzystuje intensywne przyprawy i zioła. Dużo dań jest podobnych do tych znanych w Turcji jak: dolma – potrawa podobna do naszych gołąbków czy pilaw – bardzo aromatyczne danie z mięsem, ryżem i warzywami, a czasami z owocami i orzechami. Pilaw jest podstawą wyżywienia Azerów i szacuje się, że w całym Azerbejdżanie istnieje ponad 350 jego odmian. Mięso podawane jest często z tradycyjnym pieczywem pieczonym w piecu tandoor. W kuchni azerskiej zachwycił mnie unikalny smak potraw. Azerowie potrafią w zaskakujący sposób łączyć różnorodne składniki. Mięso doprawiają sokiem z granatu, orzechami. Smak i aromatyczny zapach qovurma/kovurma – baraniny z cebulą, granatem i orzechami wspominam do dzisiaj. Zachwycający w kuchni w Azerskiej jest nie tylko aromat i smak dań, ale również sposób ich przygotowywania i podawania. Niezapomniany smak oraz wygląd miało danie przygotowywane w&#160; Sadż/Saj/Sac, na zdjęciu: baranina z warzywami, ziemniakami. Miejscem gdzie można zjeść tradycyjne i tanie dania kuchni azerskiej jest Rastauracja Dolma. Przykładowe ceny: &#8211; koszt (za noc) dwuosobowego pokoju w hostelu w centrum Baku – 40 zł &#8211; litr paliwa – około 2 zł &#8211; obiad w Dolma (dla jednej osoby) około 30 zł &#8211; bilety wstępu od 20 do 30 zł (ceny są wyższe dla zagranicznych turystów) Jak dojechać: Najwygodniej do Baku dostać się z dworca kolejowego w Tbilisi. Nocny pociąg nr 37 odjeżdża codziennie&#160; 20.30 i przyjeżdża do Baku o 9 rano, bilety można kupić tutaj. W okresie wakacyjnym rezerwację lepiej zrobić wcześniej. Koszt kuszetki w II klasie, w przedziale 4 osobowym to około 70 zł.&#160; Pociąg jest dobrze oznaczony, a informacja o peronie jest widoczna na tablicy odjazdów. W każdym wagonie znajduje się tzw. &#8222;etażowa&#8221;, służąca pomocą podróżnym oraz pilnująca porządku. Pociąg jest czysty, a świeża pościel wydawana jest w foliowych reklamówkach. W pociągu nie ma wagonu restauracyjnego dlatego dobrze kupić wcześniej jakiś prowiant na drogę. U etażowej można kupić kawę lub herbatę. W trakcie dłuższego postoju na granicy istnieje możliwość kupienia zimnych napojów.&#160; Powrotny pociąg do Tbilisi odjeżdża codziennie z Baku o 21.50 a przyjeżdża na miejsce o 10.30. Bilety można kupić tutaj. Niezbędne dokumenty: &#8211; paszport, &#8211; wiza, którą można załatwić online na tej stronie, &#8211; dobrze mieć przy sobie potwierdzenie rezerwacji noclegu w Azerbejdżanie. &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/azerbejdzan/">Azerbejdżan &#8211; kraina ognia i błotnych wulkanów</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/azerbejdzan/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		<enclosure url="http://girlonatrail.pl//wp-content/uploads/2018/08/WhatsApp-Video-2018-08-22-at-20.21.51.mp4" length="1157441" type="video/mp4" />
<enclosure url="http://girlonatrail.pl//wp-content/uploads/2018/08/Mud-Volcano-1.mp4" length="3967869" type="video/mp4" />

			</item>
	</channel>
</rss>
