<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>mosty -</title>
	<atom:link href="https://girlonatrail.pl/tag/mosty/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/mosty/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 24 Aug 2025 15:36:45 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://girlonatrail.pl/wp-content/uploads/2017/07/cropped-8656-1-32x32.jpg</url>
	<title>mosty -</title>
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/mosty/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Lublana – nieco psychodeliczne miasto smoków</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/lublana-nieco-psychodeliczne-miasto-smokow/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/lublana-nieco-psychodeliczne-miasto-smokow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 24 Aug 2025 15:36:44 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Słowenia]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Europa Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[mosty]]></category>
		<category><![CDATA[Stare Miasto]]></category>
		<category><![CDATA[zamek]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19299</guid>

					<description><![CDATA[<p>Lublana to jedno z tych miast, które nie da się nie polubić. Czas zdaje się tu upływać znacznie wolniej, zamiast korków i pośpiechu typowego dla innych europejskich stolic, Lublana wyróżnia się kameralną, spokojną atmosferą.&#160; Wizytówką miasta jest Smoczy Most (Zmajski most). Powstał w miejsce starego drewnianego mostu, który zawalił się w wyniku trzęsienia ziemi w 1895 r. Początkowo most miały zdobić skrzydlate lwy, jednak ostatecznie wybór padł na cztery smoki. &#160;Lokalny przesąd mówi, że kiedy przez most przejdzie dziewica, to smoki poruszą ogonami. Nie wiem jak w praktyce, ale powiedzmy sobie szczerze – ruch na moście jest całkiem spory, a smoki nie przejawiają żadnych oznak &#8222;poruszenia&#8221;&#8230; Oprócz Smoczego Mostu, na uwagę zasługują również trzy inne mosty. Jednym z najstarszych jest Most Szewców. Kiedyś podobnie jak Smoczy Most, kiedyś stanowił drewnianą konstrukcję. Wówczas znajdowały się tu sklepy mięsne, jednak smród mięsa był do tego stopnia uciążliwy, że rozkazano je przenieść. Ich miejsce zajęły warsztaty szewskie. Skoro mowa o rzeźnikach, to w Lublanie można zobaczyć także Most Rzeźników (Mesarski most). Został wybudowany w 2010 r. i jest najmłodszym z lublańskich mostów. Obecnie zamiast mięsa mamy tu kłódki miłości i rozmaite rzeźby. Najciekawszym i najbardziej urokliwym jest Potrójny Most (Tromostovje). Most znajduje się na placu Prešerena, który stanowi główny punkt miasta. Roztacza się stąd ciekawy widok na rzekę Liubljanicę oraz Kościół Franciszkański. Potrójny Most sąsiaduje z Cankarjevo nabrežje &#8211; słynnym deptakiem wzdłuż rzeki, pełnym kawiarni, knajpek i muzyki na żywo. Tutaj w średniowiecznym centrum Lublany, można znaleźć uliczkę, która dosłownie gapi się na ciebie spod nóg. To Ključavničarska ulica, czyli Ulica Ślusarska. Jej bruk zdobią setki dziwnych, wykonanych z brązu twarzy. Twarze tworzą surrealistyczny widok, który ciągnie się aż do Mestni trg &#8211; najstarszego placu z ratuszem i Fontanną Robba. Tymczasem po drugiej stronie rzeki znajduje się elegancki Plac Kongresowy otoczony zabytkowymi budynkami w tym Słoweńską Filharmonią czy budynkiem Uniwersytetu w Lublanie. Najlepszy widok na miasto roztacza się ze wzgórza zamkowego. Zamek w Lublanie, czyli Ljubljanski Grad, góruje nad miastem z wysokości 375 metrów. Na wzgórze można wejść pieszo, co zajmuje około 10–15 minut i daje gratisową porcję cardio, albo wjechać kolejką linową startującą tuż przy Centralnym Rynku. Sama przejażdżka kolejką to już atrakcja (ceny dostępne są tutaj). Na miejscu bezpłatnie można zobaczyć dziedziniec i kaplicę św. Grzegorza. Natomiast z wieży strażniczej roztacza się ciekawy widok na miasto. Alternatywą dla Starego Miasta może być dzielnica Metelkova. W miejscu dawnych koszar wybudowanych w 1911 r. przez austro-węgierską armię, można dzisiaj zobaczyć kolorowe murale i psychodeliczne rzeźby oraz poimprezować do rana. Charakter imprez możecie sobie wyobrazić 😉 Rząd Słowenii wielokrotnie próbował zlikwidować to miejsce, jednak za każdym razem towarzyszył temu opór lokalnych aktywistów. Obecnie turyści wpadają tu z aparatami, artyści z farbą w sprayu, a lokalni mieszkańcy protestują, bo Metelkova nadal balansuje na granicy legalności. Dodatkowo w nowoczesnej części Lublany stoi inny dziwaczny monument, który wygląda trochę jak futurystyczna latarnia, a trochę jak kosmiczna kapsuła. To Cyanometer – wynalazek artysty Martina Bricelja Baragi, który… mierzy odcień nieba. Ten ponad trzymetrowy słup porównuje błękit nad nami z całą paletą barw i na tej podstawie ocenia jakość powietrza. Zasada działania? Im bardziej „photoshopowy” błękit, tym czystsze powietrze. Gdy kolor bleknie to znak, że w powietrzu unosi się wilgoć i pyły. Dane zbiera lokalna stacja pomiarowa, a sam cyanometer wyświetla je na swojej powierzchni – razem z temperaturą. Do tego cały proces można śledzić online, bo przecież nic nie jest dziś prawdziwe, jeśli nie jest udokumentowane w internecie. Urządzenie pojawiło się w Lublanie w 2016 roku, czyli dokładnie wtedy, kiedy miasto otrzymało tytuł Europejskiej Zielonej Stolicy. Natomiast żeby to sprawdzić, &#160;zwiedzanie Lublany warto zakończyć w największym parku miasta &#8211; Tivoli, którego charakterystycznym punktem jest zamek, w którym mieści się obecnie Centrum Sztuk Graficznych. Lublana to miasto niewielkie, ale pełne charakteru. Smoki, dziwaczne rzeźby, mosty z historią i alternatywna Metelkova sprawiają, że nie da się tu nudzić, ale można też wypocząć z dala od zgiełku i pośpiechu typowych stolic.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/lublana-nieco-psychodeliczne-miasto-smokow/">Lublana – nieco psychodeliczne miasto smoków</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/lublana-nieco-psychodeliczne-miasto-smokow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kuwejt –kosmiczne wieże i operacja „Pustynna opona”</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/kuwejt-kosmiczne-wieze-i-operacja-pustynna-opona/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/kuwejt-kosmiczne-wieze-i-operacja-pustynna-opona/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 28 Oct 2023 15:40:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Kuwejt]]></category>
		<category><![CDATA[bazar]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[mosty]]></category>
		<category><![CDATA[pustynia]]></category>
		<category><![CDATA[wiezowiec]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=17023</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kuwejt odwiedziłam dość przypadkowo i spontanicznie. Przypadkowo bo w ten sposób znalazłam tam tanie bilety, natomiast spontanicznie bo wyjazd ten, z logistycznego punktu widzenia był całkowicie pozbawiony sensu. Jednak, zacznę może od początku. Pewnego sierpniowego dnia zaczęłam przeglądać oferty lotów i zauważyłam, że znana budżetowa linia lotnicza otworzyła nowe połączenia z Rzymu i Wiednia do Kuwejtu. Bilety można było znaleźć po 40€ w dwie strony włączając w to loty weekendowe. Nie musiałam się długo zastanawiać, spojrzałam szybko na mapę i oceniłam, że 2-3 dni wystarczą żeby objechać cały kraj. Nie uwzględniałam raczej dłuższego wyjazdu, gdyż odwiedzenie sąsiadów Kuwejtu nie wchodziło w grę. Z oczywistych względów nie brałam pod uwagę Iraku natomiast do Arabii Saudyjskiej niezbędna jest wiza, która jest dość droga. Obawiałam się także wysokich cen na miejscu, ponieważ Kuwejt należy do czołówki najbogatszych państw świata, a kuwejcki dinar jest najdroższą walutą świata (1 KWD to ponad 3$). Ostatecznie zdecydowałam się na lot z Rzymu i powrót do Wiednia, do biletu dopłaciłam dodatkowe 300 zł na przeloty pomiędzy tymi miastami, a Warszawą. Pomysł był totalnie zwariowany, całodzienny lot z Warszawy przez Rzym do Kuwejtu, 2-dniowy pobyt w Kuwejcie, a następnie powrót do Wiednia, z noclegiem na lotnisku i porannym lotem do Warszawy. Jednak potrzebowałam jakiejś odmiany, czegoś nowego, a przede wszystkim chciałam poczuć, że jestem w drodze. Co zastałam na miejscu? To co najbardziej lubię czyli kompletne zaskoczenie ? Gorąco i jeszcze goręcej… Oczywiście kolejną odsłoną mojej głupoty była decyzja o wyjeździe w środku lata. Zdawałam sobie sprawę, że będzie gorąco, a nawet bardzo gorąco… tzn. 47℃. Zdawałam sobie też sprawę, że będę musiała chodzić w długich spodniach i bluzkach zakrywających ramiona. Uznałam jednak, że nie będzie to stanowić dla mnie żadnej przeszkody, ponieważ byłam przeświadczona, że wysoka temperatura w suchym klimacie nie będzie uciążliwa, tym bardziej dla ciepłolubnej osoby jak ja. Jednak, rzeczywistość przerosła moje najśmielsze oczekiwania, ostatecznie poznałam granicę swojej tolerancji na gorąco. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, postanowiłam pójść za przykładem Kuwejtczyków i przemieszczać się wszędzie autem, a przebywanie na „świeżym” powietrzu ograniczać do minimum. Muszę przyznać, że taki sposób zwiedzania był ciekawym doświadczeniem. Kuwejt jest doskonale przystosowany do tego typu turystyki. Ma bardzo dobrze rozbudowaną infrastrukturę drogową oraz nie brakuje tu miejsc parkingowych. W efekcie przejechałam w ciągu niecałych 2 dni 600 km i tak właściwie do tej pory zastanawiam się jak to było możliwe, podczas gdy Kuwejt z północy na południe liczy zaledwie 200 km. Trening cierpliwości Prawdziwą atrakcją jest przejażdżka The Sheikh Jaber Al-Ahmad Al-Sabah Causeway. Cała konstrukcja budowy drogi na grobli kosztowała zaledwie 3 miliardy dollarów. W końcu, kto bogatemu zabroni? Budowa drogi była jednym z największych projektów budowlanych na Bliskim Wschodzie. Składa się ona z dwóch mostów o łącznej długości liczącej prawie 50 km. Głównym celem tego przedsięwzięcia było skrócenie drogi pomiędzy miastem Kuwejt a Silk City. Trasa pomiędzy tymi miastami została zmniejszona ze 104 km do 36 km. Przejazd zajmuje 30 min jednak osobiście muszę przyznać, że było to najdłuższe 30 minut w moim życiu. Po pierwsze dlatego, że na tej drodze nic, ale to kompletnie nic się nie dzieje. Najbardziej zaskakujące jest to, że nie ma tu praktycznie samochodów. Po drugie, przejazd nią stanowi całkiem niezły trening cierpliwości.&#160; Mogłoby się wydawać, że trzy puste pasy w każdą stronę to idealne miejsce, żeby sprawdzić co fabryka dała, tymczasem limit prędkości wynosi tu 100 km/h, a fotoradary ustawione są w taki sposób, że nawet nie da się rozpędzić.&#160; Ostatecznie uznałam, że bezpieczniej będzie nie zapoznawać się z kuwejckim taryfikatorem mandatów. Zresztą podobna sytuacja występuje na większości dróg w Kuwejcie, trzy pasy autostrady po horyzont, zero oznak jakiegokolwiek życia i ograniczenie prędkości maksymalnie do 120 km/h. Ostatecznie po godzinie śpiewania i gadania do siebie, zdecydowałam, że zrobię coś pożytecznego. Otaczający mnie krajobraz był tak wdzięczny, że zdecydowałam się na robienie zdjęć 😀&#160; Nie ma wody na pustyni… Kuwejt nie posiada naturalnych źródeł wody pitnej. Pozyskuje ją z odsalania wody morskiej. Co prawda nie znam się na tym procesie natomiast podejrzewam, że wymaga on dużej ilości energii. Nie wnikając w potrzeby kuwejckich gospodarstw domowych na wodę, muszę przyznać, że największym zaskoczeniem była dla mnie duża ilość zieleni. Ciężko mi sobie wyobrazić, jaki jest koszt utrzymania zielonych trawników i parków w Kuwejcie przy temperaturze dochodzącej do niemal 50℃. Jeżdżąc po mieście można zobaczyć liczne skwery oraz parki. Najpopularniejszym parkiem jest Al Shaheed Park, który dodatkowo stanowi przestrzeń rozrywkową. Na jego terenie organizowane są różnorodne wystawy, koncerty oraz inne widowiska. Kosmiczne wieże Centrum miasta Kuwejt robi niesamowite wrażenie tym bardziej jeśli weźmie się pod uwagę, że do lat 60-tych ubiegłego wieku była to mała wioska rybacka. Nowocześnie zaplanowana przestrzeń miejska, liczne wieżowce,&#160; czyste ulice oraz starannie wypielęgnowane trawniki i parki pokazują, że Kuwejt nie narzeka na brak gotówki. Najwyższym wieżowcem w Kuwejcie jest Al Hamra Tower, sięgająca prawie 413 m. Na 5 kondygnacjach tego budynku znajduje się centrum handlowe, podczas gdy parking zajmuje zaledwie 11 pięter.&#160; Punktem orientacyjnym Kuwejtu, jest sięgająca prawie 400 m Liberation Tower – Wieża Wyzwolenia. Jak sama nazwa wskazuje wieża jest symbolem wyzwolenia Kuwejtu spod irackiej okupacji. Można ją rozpoznać po charakterystycznym pierścieniu przypominającym talerz UFO. Ciekawym widokiem w Kuwejcie są wieże ciśnień, które przypominają bardziej artystyczną instalację, która spokojnie mogłaby stanowić scenografię dla filmu science – fiction. Wokół miasta Kuwejt znajduje się 6 charakterystycznych skupisk wież ciśnień. Pięć skupisk wyglądem przypomina ogromne grzyby pomalowane w biało-niebieskie pasy. Wieże zostały wybudowane w celu dystrybucji&#160; wody pochodzącej z odsalania. Zgodnie z życzeniem ówczesnego szejka Kuwejtu Jaber Al-Ahmed miały być dziełem sztuki, a zarazem być symbolem nowoczesności i zaawansowania technologicznego Kuwejtu. Wieże wyglądają nieziemsko, natomiast prawdziwą wisienką na torcie jest ostatnie skupisko trzech Wież Kuwejckich, które wyglądają jak ogromne kule pokryte niebieskimi cekinami. Wspomnień czar Jednak, nie jest tak, że Kuwejt całkowicie odcina się od tradycji. W centrum miasta znajduje się bazar Souq Al-Mubarakiya, który jest pamiątką po czasach kiedy Kuwejt stanowił centrum handlu. Jest jednym z najstarszych bazarów w Kuwejcie. Można tu zaopatrzyć się w liczne lokalne wyroby, dywany, perfumy, przyprawy oraz słodycze. Drugim ciekawym miejscem jest Kuwejcki Bazar Rybny, położony w pobliżu Wielkiego Meczetu. Bazar ten nie przypomina bazarów znanych mi z krajów arabskich, przede wszystkim jest tu nieskazitelnie czysto, towar jest starannie ułożony, a co najbardziej zaskakujące panuje tu grobowa cisza… aż strach się targować ? Operacja “Pustynna opona” Może to się wydać trochę dziwne, natomiast czytając przed wyjazdem o Kuwejcie zainteresowało mnie pewne nietypowe miejsce, a dokładniej składowisko zużytych opon nieopodal miejscowości Sulaibiya. Rozwiewając wszelkie wątpliwości, nie mam zajawki na tego typu atrakcje, natomiast kuwejckie składowisko zainteresowało mnie skalą. Podobno ponad 50 mln składowanych opon miało je czynić największym na świecie. Chciałam zobaczyć na własne oczy pustynię pokrytą oponami po horyzont. Na terenie składowiska występowały liczne pożary, którym towarzyszyła emisja szkodliwych substancji do powietrza.&#160; Rząd Kuwejtu przez lata starał się zlikwidować jego szkodliwy wpływ na środowisko i najwidoczniej mu się to udało do czasu mojego przyjazdu. Co prawda na miejscu nie zobaczyłam opon po horyzont natomiast drogę urozmaiciły mi pasące się na pustyni… dzikie wielbłądy 😀 Płonące szyby Kuwejt zajmuje szóste miejsce na świecie ze względu na zasoby ropy. Co ciekawsze koszty wydobycia ropy są tu najtańsze na świecie, gdyż znajduje się ona niemal pod powierzchnią ziemi. Nic dziwnego, że kraj ten jest praktycznie całkowicie uzależniony od wydobycia tego surowca. Dlatego będąc w Kuwejcie warto odwiedzić KOC Oil Display Center, gdzie można zapoznać się z technologią wydobycia ropy naftowej. Część wystawy jest poświęcona katastrofie z 1991 r. kiedy wycofujący się z Kuwejtu żołnierze iraccy podpalali szyby naftowe. Stanowiło to ogromne zagrożenie dla środowiska oraz ludności. Szacowano, że spalaniu będzie ulegać 4 miliony baryłek dziennie. Co więcej,&#160; operacja gaszenia szybów, według początkowych szacunków, miała zająć od 5 aż do 7 lat, tymczasem dzięki ogromnemu wsparciu innych państw, sytuacja została opanowana w zaledwie 9 miesięcy. Miejscem pamięci o wojnie z Irakiem jest także Muzeum Męczenników Al-Qurain Martyrs Museum. Muzeum wyglądem bardziej przypomina wojenny urbex. Zawalone fragmenty budynku oraz ściany podziurawione kulami, zostały pozostawione celowo przez kuwejcki rząd. Miejsce to ma przypominać o krwawej 10-godzinnej obławie sił irackich na kryjówkę kuwejckiej partyzantki. Naprzeciwko muzeum można zobaczyć jeden z irackich czołgów użytych w bitwie.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/kuwejt-kosmiczne-wieze-i-operacja-pustynna-opona/">Kuwejt –kosmiczne wieże i operacja „Pustynna opona”</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/kuwejt-kosmiczne-wieze-i-operacja-pustynna-opona/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Most Brookliński – 21 słoni i 17 wielbłądów…</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/most-brooklinski-21-sloni-i-17-wielbladow/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/most-brooklinski-21-sloni-i-17-wielbladow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 19 Oct 2021 17:32:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowy Jork]]></category>
		<category><![CDATA[Stany Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[mosty]]></category>
		<category><![CDATA[wiezowiec]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=16047</guid>

					<description><![CDATA[<p>Most Brookliński – ikona Nowego Jorku i zarazem jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Wielkiego Jabłka. Przyznam, że nie spodziewałam się, że zrobi na mnie ta wielkie wrażenie. Zresztą, wystarczy sama świadomość, że jest to jeden z najstarszych wiszących mostów na świecie. Tak właściwie to w momencie oddania go do użytku w 1883 r. był także najdłuższym zawieszonym mostem. Niecały tydzień po jego uroczystym otwarciu most stał się miejscem tragedii, zginęło na nim 12 ludzi. W trakcie obchodów Memorial Day fałszywy alarm o rzekomym ryzyku zawalenia się mostu, wywołał panikę wśród ludzi biorących udział w pochodzie. Wypadek ten oraz brak zaufania dla nowatorskiej konstrukcji spowodował, że mieszkańcy Nowego Jorku praktycznie przestali z niego korzystać. Dopiero pomysłowy ruch władz miasta, które zdecydowały aby przeprowadzić przez most 21 słoni i 17 wielbłądów cyrkowych, odbudowało zaufanie mieszkańców NYC do Mostu Brooklińskiego. Do dziś jego misterna konstrukcja składająca się z potężnych kamiennych wież, a także dużej ilości stalowych lin&#160; robi niesamowite wrażenie. O widokach na Manhattan nawet nie będę wspominać 😉 Oprócz swojej podstawowej funkcji transportowej Most Brookliński, do czasów I Wojny Światowej, był także miejscem przechowywania wina. Masywne granitowe filary mostów, tworzyły odpowiednią izolację i gwarantowały idealne warunki do jego przechowywania. Jedno z takich pomieszczeń, pełniło także funkcję schronu przeciwbombowego w trakcie Zimnej Wojny. Odkryto go dopiero w 2006 w trakcie kontroli budowlanej mostu. W pomieszczeniu znajdowały się środki medyczne, woda oraz zapas wysokokalorycznych krakersów. Obecnie można tu odwiedzić galerię fotografii, zlokalizowaną wewnątrz metalowych kontenerów. Będąc w pobliżu warto także odwiedzić tzw.&#160; DUMBO. DUMBO to nic innego jak akronim używany dla określenia obszaru NYC &#8211; Down Under the Manhattan Bridge Overpass. Na przełomie XIX i XX wieku DUMBO było centrum magazynowo &#8211; przemysłowym, również dzisiaj można tu zobaczyć stare magazyny, zbudowane z charakterystycznej rudej cegły.&#160;&#160; Obecnie w budynkach tych mieszczą się kultowe butiki oraz małe galerie sztuki. Jednak najważniejszym punktem DUMBO jest róg ulic Front i Washington. Można je poznać po tłumie turystów próbujących uchwycić słynny kadr 😉 Warto tu się wybrać zarówno w dzień jak i w nocy. Widok z kamienistej plaży na dwa mosty – Brookliński i Manhattan jest obłędny! Idąc dalej w kierunku Mostu Brooklińskiego, można zobaczyć kultową karuzelę z 1922 r. Tworzy ona niesamowity, starodawny klimat tego miejsca.&#160; Będąc w pobliżu warto zajrzeć także do Brooklyn Bridge Park, skąd roztacza się niesamowity widok na Most Brookliński oraz Manhattan.&#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/most-brooklinski-21-sloni-i-17-wielbladow/">Most Brookliński – 21 słoni i 17 wielbłądów…</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/most-brooklinski-21-sloni-i-17-wielbladow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Bośnia i Hercegowina &#8211; Mostar, miasto nienawiści?</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/bosnia-i-hercegowina-mostar/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/bosnia-i-hercegowina-mostar/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 12 Jun 2018 21:13:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bośnia i Hercegowina]]></category>
		<category><![CDATA[Balkany]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Europa Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Jugoslawia]]></category>
		<category><![CDATA[Mostar]]></category>
		<category><![CDATA[mosty]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=11526</guid>

					<description><![CDATA[<p>Godzina 11.00, zachwycona przepięknymi widokami w drodze z Sarajewa, niecierpliwie wyczekuję momentu wyjścia z busa i zobaczenia na własne oczy zjawiskowego Mostaru. Otwierają &#160;się drzwi klimatyzowanego autokaru, a ja czuję, że wysiadam wprost do piekła. Temperatura sięga 35 stopni, a nie ma jeszcze południa. Z plecakiem na plecach ruszam w kierunku hostelu, mając w głowie przepiękne zdjęcia malowniczo położonego miasta z charakterystycznym mostem. Jednak to co widzę po drodze w żaden sposób nie przypomina obrazków z katalogu.&#160; Na Moście Musala oprócz pięknej panoramy miasta można dostrzec ruiny Hotelu Neretva. Niegdyś luksusowy Hotel Neretva zwany był też Pałacem Tito i jak sama nazwa wskazuje był ulubionym miejscem Josipa Broz Tito. Obecnie znajduje się w kompletnej rozsypce. Tuż za mostem znajduje się wysoki budynek dawnego banku, który w trakcie wojny został nazwany Wieżą Snajperów, gdyż jego lokalizacja dawała doskonały widok na linię frontu. To stąd chorwaccy snajperzy strzelali do ludności cywilnej, która chciała przedostać się na drugą stronę rzeki. Obecnie Wieża Snajperów jest opuszczonym budynkiem, zamieszkałym przez bezdomnych. Można tu zobaczyć liczne ciekawe murale, a ze szczytu ciekawy widok na miasto. Mostar to malowniczo położone w dolinie rzeki Neretwa miasteczko. Jego nazwa&#160; pochodzi od słowa mostari, co znaczy strażnicy mostu, który w dawnych czasach pilnowali Starego Mostu, obecnie głównej atrakcji turystycznej Mostaru. Jednak Mostar ma także inne przydomki jak: “podzielone miasto”, “miasto nienawiści”, czy “miasto bez pojednania”. Może ciężko w to teraz uwierzyć, ale Mostar był miejscem najcięższym walk w trakcie wojny domowej w byłej Jugosławii. Początkowo Boszniacy (bośniaccy muzułmanie) i Chorwaci walczyli przeciwko Serbom. Jednak w maju 1993 r. Chorwaci zaatakowali wschodnią część miasta należącą do Boszniaków. W trakcie ponad rocznej okupacji, dokonali wielu zniszczeń w tej części miasta. W listopadzie 1993 r. Chorwaci całkowicie zniszczyli Stary Most, cenny zabytek sięgający czasów otomańskich, liczący ponad 400 lat. Most został odbudowany dopiero w 2004 r. W najwyższym punkcie liczy ponad 20 metrów wysokości, a główną atrakcją turystyczną jest obserwowanie śmiałków skaczących z niego do Neretwy. Pomimo odbudowy, most &#160;nadal dzieli Chorwatów i Boszniaków. Można powiedzieć, że Mostar obecnie składa się z dwóch miast: części boszniackiej oraz chorwackiej, które etnicznie dominują w składzie populacji miasta. Podziały są widoczne po dziś dzień zarówno w architekturze miasta jak i w organizacji instytucji publicznych. Prawy brzeg rzeki Neretwa zamieszkiwany ludność chorwacką ma bardziej nowoczesny charakter niż część Boszniacka. Nie widać tutaj śladów wojny, a zabudowa przypomina bardziej europejską z nowymi budynkami i kościołami. Lewostronna część Mostaru jest bardzo zróżnicowana. Starówka ma typowy orientalny, turecki charakter. Na ulicy Kujundziluk znajduje się bazar przypominający turecki suk na którym można zakupić&#160; wyroby rzemieślników, złotników i kowali, napić się aromatycznej kawy parzonej po turecku czy zapalić sziszę. Nad tą częścią miasta dominują również liczne meczety, z których najpopularniejszym jest meczet Koski Mehmed-Paszy, z którego minaretu roztacza się przepiękny widok na panoramę miasta, natomiast największym jest meczet Karadoz – Bega. Obok meczetu Mehmeda Paszy znajduje się mały bazar, na którym można zaopatrzyć się w przepyszną rakiję, lokalny miód oraz najsmaczniejsze świeże figi, zerwane prosto z drzewa. Odrobinę spokoju od zatłoczonej do granic możliwości starówki można znaleźć w okolicach Krzywego Mostu. Krzywy Most jest&#160; najstarszym zabytkiem w Mostarze. W zaskakujący sposób jego wygląd przypomina Stary Most, tylko w nieco mniejszej skali. Podobieństwo nie jest przypadkowe, gdyż wybudowany on został w ramach eksperymentu, przed budową właściwego mostu, dla sprawdzenia wytrzymałości konstrukcji. Ta część Mostaru podobała mi się najbardziej. Atmosfera tego miejsca jest bardziej kameralna niż okolic Starego Mostu, znajduje się tu wiele klimatycznych restauracji, z których można podziwiać ciekawy widok na okolicę, popijając aromatyczną bośniacką kawę. Mimo, że od zakończenia wojny minęło już ponad 20 lat oraz ogromnej pomocy finansowej Unii Europejskiej oraz UNESCO miasto nie zostało całkowicie odbudowane. Ślady bratobójczych walk widać szczególnie po stronie wschodniej&#160; &#8211; boszniackiej. W trakcie trwającej 4 lata wojny (od 1992 do 1995 r.), ta część miasta została praktycznie zrównana z ziemią. Wystarczy przejść zaledwie parę metrów od mostu, aby zobaczyć zniszczenia z czasów wojny. Na fasadach budynków widać ślady po kulach armatnich, pociskach z karabinów maszynowych, część budynków jest zburzona lub spalona, po innych pozostała wyłącznie z fasada. Większość budynków jest w tej części opuszczona, gdyż ludzie którzy zostali siłą z nich wypędzeni w trakcie wojny już nigdy tu nie wrócili. Przestrzeń miasta „urozmaicają” cmentarze, daty na nagrobkach są wszędzie&#160; te same&#8230;. Bulevar Revolucije &#8211; dawna linia frontu, w trakcie walk Boszniaków z Chorwatami, nadal dzieli mieszkańców Mostaru.&#160; Miejskie instytucje są zdublowane, oddzielne dla Chorwatów i oddzielne dla Boszniaków.&#160; Znajdują się tu dwa oddzielne urzędy pocztowe, dwie komendy straży pożarnej, dwa szpitale, dwie szkoły. Prąd oraz łączność telefoniczna jest zapewniona oddzielnie do części chorwackiej i boszniackiej przez różnych operatorów. Część mieszkańców Mostaru nigdy nawet nie przekroczyła mostu. Z zamówieniem pizzy na wynos też może być problem, gdyż często nie jest dostarczana na drugą część miasta. Sami mieszkańcy Mostaru, w trakcie licznych rozmów nie ukrywali rozczarowania obecną sytuacją polityczną Bośni i Hercegowiny. Budżet miasta jest bezsensownie wydawany na dublowanie instytucji publicznych, co uniemożliwia jego odbudowę i dalszy rozwój. Na zakończenie, dużym zaskoczeniem był dla mnie pomnik Bruca Lee znajdujący się w parku Zrinjski, nieopodal Wieży Snajperów. Wybudowany został z inicjatywy grupy pod nazwą Mostar Urban Movement oraz miał pełnić rolę symbolu łączącego Boszniaków i Chorwatów. Bo czy jest ktoś, kto nie lubi Bruca Lee? Niestety okazało się, że tak, gdyż pomnik został zdemolowany tuż po odsłonięciu.&#160; Jednak Mostar Urban Movement nie dał za wygraną, odnowił pomnik, który po dziś dzień stoi w parku.&#160; Co i gdzie zjeść? O&#160; jedzeniu w Bośni oraz miejscach gdzie warto spróbować lokalnych potraw i przede wszystkim kawy pisałam tutaj. Gdzie spać? Mostar ma dobrze rozwiniętą bazę noclegową, na każdą kieszeń. Ja wybrałam opcję najtańszą czyli nocleg w przytulnym Hostelu Beg, w którym za dwie noce w pokoju jednoosobowym zapłaciłam 15€. &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/bosnia-i-hercegowina-mostar/">Bośnia i Hercegowina &#8211; Mostar, miasto nienawiści?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/bosnia-i-hercegowina-mostar/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rotterdam – miasto nierzeczywiste</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/rotterdam-miasto-nierzeczywiste/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/rotterdam-miasto-nierzeczywiste/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 04 Nov 2015 07:26:10 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Holandia]]></category>
		<category><![CDATA[architektura]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Europa Zachodnia]]></category>
		<category><![CDATA[mosty]]></category>
		<category><![CDATA[port]]></category>
		<category><![CDATA[Rotterdam]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://littlebigtravel.pl/?p=2831</guid>

					<description><![CDATA[<p>Rotterdam, zwany także „Bramą na Świat/Europę” słynie głównie z największego portu morskiego w Europie oraz trzeciego co do wielkości na świecie (zaraz po Singapurze i Szanghaju). Drugą wizytówką miasta jest postać Erazma z Rotterdamu. Osoba tego słynnego myśliciela doskonale wpisuje się charakter tego wielokulturowego, kosmopolitycznego miasta. W trakcie zwiedzania, nie sposób nie odnieść wrażenia, że w tym drugim, zaraz po Amsterdamie mieście, Holendrzy stanowią zdecydowaną mniejszość. Podobno Rotterdam zamieszkuje 160 narodowości. Jednak nie tylko imponujący port oraz różnorodność kulturowa mieszkańców, czynią to miasto wyjątkowym.&#160;Nigdzie indziej w Holandii nie znajdziecie tego co tutaj! Przede wszystkim Rotterdam charakteryzuje się unikalną zabudową. Jest to jedyne miejsce w „krainie sera”, które można podziwiać z perspektywy wyższej niż 4 piętro, gdyż tylko tutaj zlokalizowane są wieżowce. Ciekawą, nowoczesną architekturę najlepiej podziwiać z mostu Erasmusa, będącego ikoną Rotterdamu. Most łączy północną część Rotterdamu z południową, a ze względu na charakterystyczne przęsło, zwany jest także „łabędziem”. Rotterdam to także poligon doświadczalny dla nieograniczonej fantazji architektów.&#160;Do najciekawszych obiektów architektonicznych można zaliczyć eksperymentalne osiedle mieszkaniowe tzw. Kubuswoningen, złożone z domów przypominających kształtem kostki. Najbardziej zaskakujący jest jednak fakt, że w tych „nie do końca normalnych”&#160; mieszkaniach, mieszkają normalni ludzie! Mieszkania w środku wyglądają „w miarę” konwencjonalnie, na pewno nie śpi się tutaj na ścianach, ani nie je na suficie, natomiast optymalizacja przestrzeni to z pewnością koszmar architekta wnętrz.&#160;Tuż obok „kostek Rubika” znajduje się dziwny budynek, przypominający kształtem tubę, ozdobioną wewnątrz kolorowymi panelami. Patrząc na niego z zewnątrz, ciężko powiedzieć co znajduje się w środku. Natomiast jest to nic innego jak bazar i budynek mieszkalny zarazem! Mieszkańcy tego budynku z pewnością nie mają problemu z zakupem świeżych warzyw czy owoców. Wystarczy spojrzeć przez okno czy przyjechała świeża dostawa i ewentualnie wyskoczyć na chwilę na dół w kapciach i piżamie. Z tą nowoczesną halą targową sąsiaduje największy i najsłynniejszy bazar w Holandii. Stoiska z elektroniką, ubraniami, akcesoriami rowerowymi, kwiatami, czy serami, ciągną się tu po sam horyzont ulicy Binnenrotte. Dodatkową atrakcją architektoniczną Rotterdamu są mosty zwodzone. W trakcie naszego pobytu mieliśmy okazję zobaczyć operację podnoszenia mostu. Wrażenie jest niesamowite, można poczuć się jak w surrealistycznym świecie filmu “Incepcja”. Rotterdam to nie tylko surowe betonowe miasto. Popularnym miejscem odpoczynku mieszkańców jest Het Park znajdujący się w samym centrum miasta. Holendrzy nazywają go po prostu The Park i chętnie spędzają tutaj czas w otoczeniu rzeczek i małych oczek wodnych. Na końcu parku znajduje się 186 metrowa wieża &#8211; Euromast, z której można podziwiać panoramę Rotterdamu. Tuż za parkiem znajduje się dzielnica Delfshaven, słynąca z zabytkowego portu dawnego miasta Delft. Miejsce to przenosi w zupełnie inny świat Rotterdamu. &#160; Kolorowe kamienice, zlokalizowane wzdłuż malowniczego kanału wraz z zabytkowym wiatrakiem, tworzą atmosferę dawnej Holandii. Rotterdam słynie z niesamowitej różnorodności, kosmopolitycznej atmosfery oraz zaskakującej architektury łączącej nowoczesność z tradycją. Nie bez powodu w 2014 r., został zaliczony przez znane wydawnictwo podróżnicze Rough Guides do najciekawszych miast na świecie. &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/rotterdam-miasto-nierzeczywiste/">Rotterdam – miasto nierzeczywiste</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/rotterdam-miasto-nierzeczywiste/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
