<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Wietnam -</title>
	<atom:link href="https://girlonatrail.pl/tag/wietnam/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/wietnam/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sat, 08 Jun 2024 20:09:54 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0</generator>

<image>
	<url>https://girlonatrail.pl/wp-content/uploads/2017/07/cropped-8656-1-32x32.jpg</url>
	<title>Wietnam -</title>
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/wietnam/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Phong Nha-Ke Bang &#8211;  niesamowity, podziemny świat Wietnamu</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/phong-nha-ke-bang-niesamowity-podziemny-swiat-wietnamu/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/phong-nha-ke-bang-niesamowity-podziemny-swiat-wietnamu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 29 Jun 2020 17:21:44 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[jaskinia]]></category>
		<category><![CDATA[park narodowy]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=14470</guid>

					<description><![CDATA[<p>Phong Nha-Ke Bang to jedno z najbardziej zjawiskowych miejsc w Wietnamie. Znajduje się około 500 km na południe od Hanoi, tuż obok granicy z Laosem oraz dawnej Wietnamskiej Strefy Zdemilitaryzowanej. Jest to ogromny kompleks liczący około 300 jaskiń. Szacuje się, że podziemne korytarze liczą tutaj aż 126 km, a duża ich część do tej pory nie została jeszcze odkryta. Park został otwarty dla zwiedzających w 2010 r. i od tamtego czasu nowe jaskinie są stale udostępniane do zwiedzania. Ja odwiedziłam to miejsce w 2014 r. wówczas Phong Nha-Ke Bang nie było jeszcze tak popularne jak obecnie. Potraficie sobie wyobrazić jaskinię, która zmieściła by w swoim wnętrzu 40 – piętrowy drapacz chmur? Tak właściwie nie trzeba sobie tego wyobrażać. Jeśli dysponujecie nadmiarem gotówki, wówczas za 3 000 $ możecie wybrać się na 4-dniowy trekking po największej jaskini świata &#8211; Hang Son Doong. Kasa to nie wszystko, dodatkowo musicie uzbroić się w cierpliwość, na taki trip oczekuje się w kolejce nawet 2 lata. Zwiedzanie odbywa się w zaledwie 10 osobowych grupach, a chętnych jest bardzo dużo. Jednak nie tylko wielkość się liczy, Hang Son Doong zachwyca niesamowitymi formacjami skalnymi, stalaktytami i stalagmitami. Natomiast na jej końcu znajduje się 80-metrowa ściana zwana Wielkim Murem Wietnamskim – ciekawe wyzwanie dla wielbicieli wspinaczki.&#160; Wycieczkę organizuje tylko jedna firma – Oxalis (szczegóły i niesamowite zdjęcia tego miejsca znajdziecie tutaj). Natomiast dla tych, którzy powiedzmy, że nie dysponują wystarczającą ilością czasu na 4-dniowy trekking, Park Phong Nha-Ke Bang oferuje także inne, tańsze opcje zwiedzania jaskiń. Najbardziej popularną jaskinią jest Paradise Cave (otwarta w 2011 r.), którą można zobaczyć w trakcie jednodniowej wycieczki. Była to niestety jedyna jaskinia, którą zwiedziłam w trakcie pobytu w&#160; Phong Nha-Ke Bang. Część z jaskiń nie była wówczas jeszcze udostępniona do zwiedzania. Wejście do jaskini ukryte jest w gęstej dżungli. Sceneria tego miejsca wygląda jakby była zaczerpnięta z Jurrasic Park.&#160; Aby zobaczyć jej niesamowite, ogromne wnętrze, trzeba się trochę powspinać. Paradise Cave liczy 31 km i jest najdłuższą jaskinią w Wietnamie, dla zwiedzających samodzielnie, udostępniony jest 1-kilometrowy odcinek. Gwarantuję natomiast, że ten kilometr będzie niezapomniany! Jaskinia zwana jest Podziemnym Pałacem i rzeczywiście wewnątrz tak wygląda.&#160;&#160; Ogromne stalagmitowe kolumny, ciekawie oświetlone stalaktyty, tworzą magiczną atmosferę. Nie będę ukrywać, że jest to najpiękniejsza jaskinia jaką do tej pory widziałam.&#160; Koszt wstępu to 250 000 dongów &#8211; nieco nad 40 zł (bilet dziecięcy 125 000). Osoby, które chciałyby lepiej poznać tę jaskinię mogą także skorzystać z dłuższej, 7-kilometrowej trasy, jednak wycieczki organizowane są wówczas wyłącznie z przewodnikiem. Drugą popularną jaskinią jest Phong Nha Cave do której można się dostać wyłącznie łódką. Koszt biletu to 150.000 VND dla osób powyżej 1.3 m, poniżej 1.3 wysokości gratis. Koszt wypożyczenia łódki wynosi 360.000 VND i mieści ona 14 osób, zatem lepiej poczekać do zebrania się większej ilości turystów.&#160; Phong Nha Cave jako pierwsza została udostępniona do zwiedzania. Jest także najdłuższą „mokrą” jaskinią na świecie. Przez całą jej długość rozciąga się podziemny system rzeczny. Tuż obok niej znajduje się jaskinia Thien Son Cave (koszt biletu 80000 dongów oraz wynajęcie łódki dla 12 osób 400000 dongów), która podobnie jak inne suche jaskinie w tym kompleksie, służyła jako skład amunicji i schron w trakcie wojny amerykańskiej. Tak jak wcześniej pisałam, nie bez znaczenia była wówczas lokalizacja kompleksu, tuż obok Wietnamskiej Strefy Zdemilitaryzowanej – oddzielającej Wietnam Północny od Południowego. Ciekawą propozycją jest także Hang Toi (Dark Cave). Trasa przez tą jaskinię obejmuje zip-lining, brodzenie w błocie oraz przeprawę przez rzekę. Jeśli ktoś poszukuje mocniejszych wrażeń, Dark Cave to idealna propozycja 😉 Na terenie Phong Nha-Ke Bang znajduje się wiele innych jaskiń udostępnionych do zwiedzania, zróżnicowanych pod względem trudności trekkingu oraz opłaty za wstęp. Park stale poszerza swoją ofertę o nowe jaskinie. TRANSPORT Na zwiedzanie całego Wietnamu miałam zaledwie 3 tygodnie, dlatego zdecydowałam się na wykupienie wycieczki do Phong Nha-Ke Bang&#160; z lokalnym biurem podróży. W 2014&#160; r. miejsce to nie było jeszcze tak popularne i skomunikowane, zatem była to najlepsza opcja aby zaoszczędzić trochę czasu. Całodniową wycieczkę wykupiłam w jednym z biur podróży w miejscowości w Hue i zapłaciłam około 20$. Dla tych, którzy preferują samodzielny transport, zwiedzanie Phong Nha-Ke Bang&#160; zaczyna się w miejscowości Son Trach (czasami nazywane Phong Nha). Najwygodniej dojechać do niej z Dong Hoi, Hue albo Hanoi. Z miejscowości Dong Hoi (w której znajduje się stacja kolejowa) do Son Trach kursuje autobus w cenie 50 000 dongów czyli 8 zł.&#160; Główna kasa biletowa do parku znajduje się w centrum miasteczka.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/phong-nha-ke-bang-niesamowity-podziemny-swiat-wietnamu/">Phong Nha-Ke Bang &#8211;  niesamowity, podziemny świat Wietnamu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/phong-nha-ke-bang-niesamowity-podziemny-swiat-wietnamu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wietnam &#8211; Sa Pa, gdzieś daleko w Wietnamie&#8230;</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/wietnam-sa-pa/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/wietnam-sa-pa/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 12 Dec 2018 21:07:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[gory]]></category>
		<category><![CDATA[Sa Pa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=12073</guid>

					<description><![CDATA[<p>Do Sa Pa przyjeżdżamy skoro świt, nocnym pociągiem. O godzinie 6 rano budzi mnie pisk hamowania i kolejne uderzenie głową w sufit, podskakującego na nierównych szynach, wagonu sypialnego. W ciągu 9 godzin podróży, przemierzyliśmy zaledwie 380 km, czyli odległość jaka dzieli stolicę Wietnamu – Hanoi od Sa Pa. Sa Pa znajduje się w prowincji Lào Cai przy granicy z Chinami w północno – zachodniej części Wietnamu. Krajobraz tego regionu tworzy pasmo górskie Hoàng Liên Son, stanowiące południowo &#8211; wschodnie przedłużenie Himalajów. Największym szczytem jest Fan Si Pan liczący 3143 m. n. p.m. Region Sa Pa jest bardzo zróżnicowany kulturowo, zamieszkuje go ponad 20 mniejszości etnicznych. Każda z nich ma własny język, sposób ubierania, tradycje oraz zwyczaje. Najliczniejszą grupą etniczną są plemiona: Hmong i Dao (Yao), Giáy, Pho Lu i Tay. W Sa Pa najczęściej można spotkać kobiety z plemienia Hmong, które można poznać po charakterystycznym czarnym kapeluszu oraz kobiety z plemienia Dao, które na głowie mają zawiązane tradycyjne czerwone chusty z białą obwódką. Prowincja Lao Cai jest jedną z najuboższych w Wietnamie. Poszczególne mniejszości etniczne mieszkają w małych wioskach rozlokowanych po całym regionie. Aby je zwiedzić, najlepiej skorzystać z usług lokalnego przewodnika. Całkiem spora ilość mieszkańców Sa Pa mówi po angielsku, co nie jest typowe dla północnego Wietnamu, zatem nie ma problemu z porozumiewaniem się. W trakcie wspólnego trekkingu oprócz podziwiania niesamowitych widoków, można się wiele dowiedzieć o kulturze lokalnych społeczności oraz o życiu w regionie Lao Cai. Czy chcemy czy nie, takiej wędrówce zawsze towarzyszy grupa kobiet, które liczą że w zamian za asystę dostaną napiwek lub w ramach wdzięczności kupimy od nich pamiątki. Często towarzyszą turystom przez długie kilometry, wywołując wyrzuty sumienia. Jednak na tym polega ich taktyka. Również dzieci, zamiast chodzić do szkoły &#160;zajmują się sprzedażą. Często przemierzają dalekie odcinki od wsi do wsi, aby sprzedać pamiątki i wspomóc finansowo rodzinę. Kupowanie czegokolwiek w ten sposób, nie pomaga w wręcz pogarsza sytuację, gdyż utrwala w świadomości tych ludzi, że jest to najbardziej efektywna forma zarobku. Odwiedzając wioski, można zobaczyć w jak ciężkich warunkach żyją mniejszości etniczne Wietnamu. Wioski są zaniedbane, a duża część domostw jest bardzo zniszczona. Część budynków zlokalizowana jest na terenach zagrożonych lawinami błotnymi, co często skutkuje tragedią. Przykry jest również sposób traktowania zwierząt. Wietnamczycy generalnie mają „specyficzne” podejście do zwierząt, natomiast w regionie Lao Cai, są one w perfidny sposób wykorzystywane do zarabiania pieniędzy, jako „atrakcje turystyczne”. Głównym ośrodkiem turystycznym jest miasteczko Sa Pa. Można powiedzieć, że na mapie pojawiło się dopiero w XIX wieku dzięki Francuzom, którzy utworzyli tutaj bazę wojskową. W trakcie okupacji francuskiej, Sa Pa stanowiła miejsce ucieczki przed uciążliwymi upałami w Hanoi. W zimę występują tu gęste mgły, a czasami może spaść nawet śnieg.&#160; Najlepsze warunki pogodowe występują jesienią i na wiosnę, wówczas panuje tu optymalna temperatura do wycieczek pieszych, które są główną atrakcją regionu. Sa Pa do niedawna było spokojnym górskim miasteczkiem, jednak zaczyna się to zmieniać, gdyż miejsce to zyskuje coraz większą popularność. Wspaniałe górskie krajobrazy, malownicze tarasy uprawne, bogata kultura lokalnych społeczności, przyciągają tu coraz więcej turystów. Większość ludności do niedawna zajmowała się głównie rolnictwem oraz hodowlą zwierząt gospodarskich. Na specjalnie utworzonych tarasach, zlokalizowanych na stokach, uprawia się głównie ryż. W związku z rozwojem turystyki poprawił się standard życia mieszkańców tego regionu. Hotele oferują usługi lokalnych przewodników, część mieszkańców oferuje noclegi w swoich tradycyjnych domach, bądź trudni się handlem. W regionie Lao Cai organizowane są liczne bazary na których można spróbować lokalnych przysmaków oraz zakupić tradycyjne wyroby: jak odzież, biżuterię czy tkane poduszki i koce. Miejscowość Sa Pa jest na tyle mała, że bez problemu można się po niej poruszać na własną rękę. Ciekawym punktem jest tu kościół katolicki wzniesiony przez Francuzów w 1930 r. Warto również wspiąć się na górę Ham Rong, skąd roztacza się przepiękny widok na miasto i góry. Idealnym miejscem do odpoczynku jest staw znajdujący się w centrum miasta, główne miejsce spotkań towarzyskich. Dojazd: Do Sa Pa najwygodniej dostać się pociągiem nocnym. Podróż trwa około 9 godzin. Do dyspozycji pasażerów są pociągi z wagonami sypialnymi. Bilety najlepiej zarezerwować odpowiednio wcześnie, szczególnie w sezonie. Pociąg przyjeżdża do miejscowości Lao Cai, skąd do centrum Sa Pa kursują regularnie busy, koszt godzinnego przejazdu to 2,5 – 3$. Do Sapa można się również dostać busem z dworca My Dinh w Hanoi. Jest to tańsza i szybsza opcja. Podróż trwa około 6 godzin i kosztuje 10-18$. Busy (Sapaexpress, EcoSapa, Hung Thanh, Sapa Shuttlebus) nie są wyposażone w toalety oraz przyjeżdżają do Sa Pa we wczesnych godzinach rannych, co może być uciążliwe.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/wietnam-sa-pa/">Wietnam &#8211; Sa Pa, gdzieś daleko w Wietnamie&#8230;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/wietnam-sa-pa/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Girl on a (dangerous) Trail &#8211; czyli (nie)bezpieczeństwo drogowe</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 07 Jan 2018 10:55:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ameryka Pln]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Meksyk]]></category>
		<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka Polnocna]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[samochód]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=10608</guid>

					<description><![CDATA[<p>Do czasu wyjazdu do Gruzji wydawało mi się że widziałam już wszystko w kwestii manewrów drogowych. Były drogi w Meksyku&#8230; Szczególnie te w Mexico City, dostarczały adrenaliny porównywalnej do skoku na bungee. Brak jakichkolwiek zasad, poza jedną dotyczącą zakazu parkowania, która i tak nie polepszała mojej sytuacji, z punktu widzenia pieszego. Było ciężko, do dziś pamiętam dylematy przed przejściem dla pieszych, przecinającym 7- pasmową, jednokierunkową, ruchliwą drogę, czy wchodzić na zielonym, które i tak nie gwarantuje bezpieczeństwa, czy szukać innego przejścia. Do tego ta wieczna niepewność, czy kierowca jadący siódmym skrajnym, prawym pasem nie zacznie zaraz wykonywać bez uprzedzenia gwałtownego manewru skrętu w lewo. Rozrywką porównywalną do oglądania dobrego thrillera psychologicznego była obserwacja rond w godzinach szczytu, patrzyłam z podziwem na odwagę kierowców jadących pod prąd oraz tych jadących z prądem, to już była wyższa szkoła jazdy… A co na to policja, gwarant bezpieczeństwa drogowego? Wiadomo Mexico City to przeludnione miasto, w którym nie zawsze jest bezpiecznie. Stąd w sumie logiczny wydaje się pomysł policji aby na przejazdach patrolowych używać sygnałów dźwiękowych, natomiast wyłączać je jadąc na interwencję by nie spłoszyć przestępców. O ile jest to logiczne z punktu widzenia prewencji o tyle spotkanie na drodze pieszego z radiowozem gnającym na akcję bez sygnału już niekoniecznie. Muszę przyznać, że poruszanie się po drogach w Meksyku to sztuka. Przede wszystkim wymaga dużych umiejętności psychologicznych, przewidywania odruchów behawioralnych kierowców, umiejętności czytania ruchu ciała i gestów,&#160; w końcu także odpowiednich umiejętności interpersonalnych, a umiejętność „drogowej asertywności” trzeba tu opanować do perfekcji. Tymczasem drogi w Wietnamie to oddzielny temat na książkę, jednak na razie opisałam tę problematykę w skromnym poście. Wydawać by się mogło, że sytuacja tu jest lepsza niż w Meksyku, gdyż na drogach przeważają głównie skutery. Natomiast uwierzcie mi, że nawet siedzenie na krawędzi samolotu przed skokiem ze spadochronem nie daje takiej adrenaliny, jak zmiana światła na czerwone w połowie przejścia dla pieszych na ruchliwej arterii Sajgonu. Po tych wszystkich przygodach, myślałam że „kultura” jazdy w Gruzji, nie będzie znacząco odbiegać od europejskiej normy, jednak bardzo się myliłam. O ile przechodzenie przez jezdnię w tym kraju, na podstawie wcześniejszych doświadczeń nie robiło już na mnie większego wrażenia, o tyle obserwacja ruchu drogowego z tylnego siedzenia marszrutki była prawdziwie duchowym przeżyciem. Ale może zacznę od początku. Marszrutki są popularnym środkiem komunikacji w Gruzji. Samochody, przewożące osoby często należą do osób prywatnych, co niestety wpływa na ich stan techniczny. Podstawową zasadą w Gruzji przy wyborze środka transportu jest ocena stanu jakości szyby. Jeśli przednia szyba jest rozbita, należy poszukać innego środka transportu. Problem natomiast pojawia się wtedy kiedy wsiądziemy do auta, w którym okazuje się, że przezorny kierowca zasłonił tablicą stłuczoną szybę. W tej sytuacji pozostaje nam się już tylko pomodlić razem z kierowcą. Ujmę to tak, modlenie gruzińskich kierowców przez jazdą to cała ceremonia. Samochody są wyposażone w różnego rodzaju&#160; różańce oraz obrazki świętych. Modlitwa kończy się trzykrotnym przeżegnaniem oraz dotknięciem każdego z dewocjonaliów, dopiero wtedy można ruszać w drogę. Oczywiście czynność ta jest powtarzana w trakcie drogi głównie przed i po manewrze wyprzedzania… Dodatkowo w Gruzji doszedł jeszcze jeden element, którego nie spotkałam w żadnym z poprzednich krajów. Popularnym środkiem transportu są tu samochody japońskie, które są znacznie tańsze. Oczywiście trudno się nie zgodzić, że auta japońskiej produkcji, cenione są za jakość, jednak na litość boską! Mają jedną podstawową wadę – kierownicę po prawej stronie! Przy pierwszym manewrze wyprzedzania kierujemy nasze usilne intencje w stronę ołtarzyka kierowcy, natomiast &#160;po przejażdżce umiemy wyrecytować całą Apokalipsę z pamięci. Jednak to nie koniec, sytuacje dodatkowo komplikują stada krów, koni i kóz, które bez żadnego skrępowania chodzą środkiem drogi. Jednak na tym niestety nie koniec&#8230; Tereny zabudowane w Gruzji wymuszają zastosowanie dodatkowych środków ostrożności, gdyż tuż przy drodze przebiegają rury doprowadzające gaz do budynków.&#160; A ja wygląda taka niezapomniana przejażdżka? &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/">Girl on a (dangerous) Trail &#8211; czyli (nie)bezpieczeństwo drogowe</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Girl on a Trail &#8211; Wojna w Wietnamie, przegrane zwycięstwo?</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/wojna-w-wietnamie/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/wojna-w-wietnamie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 18 Aug 2017 19:56:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[wiezienie]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=9989</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wojna wietnamska to najbardziej brutalny konflikt od czasów II Wojny Światowej. Wyszukane techniki tortur i zabijania, broń chemiczna w postaci czynnika pomarańczowego, napalmu czy bomb fosforowych oraz tysiące zabitych i rannych tak w skrócie wyglądał ten konflikt. Zatem czy można się dziwić, że w pamięci Wietnamczyków wspomnienie tych czasów jest nadal żywe? Wystarczy krótki spacer ulicami Hanoi, żeby dostrzec pozostałości po wojnie…. Pierwszy punkt w Hanoi – Most Long Bien. Jego historia sięga czasów gdy Wietnam był kolonią francuską. Został wybudowany na początku XX wieku i na tamten czas był jednym z najdłuższych mostów w Azji. &#160;Pomysłodawca, tego wielkiego osiągnięcia inżynierii, Gubernator Generalny Indochin – Pan Paul Doumer (późniejszy Prezydent Francji) skromnie nazwał go swoim imieniem. Marzec, godzina 19 wieczorem, gęsta mgła unosi się nad Hanoi, co jest typowe dla tej pory roku. Moim oczom ukazuje się rozlatująca się metalowo – drewnienia konstrukcja. Obecnie most ledwo pamięta czasy swojej świetności jednak jego wygląd doskonale pasuje do jego roli – symbolu oporu wietnamskiego przeciwko Amerykanom. Ze względu na swoje strategiczne położenie (był to jedyny most, który łączył Hanoi z głównym portem w Haiphong) w trakcie wojny wietnamskiej, był to jeden z najbardziej bombardowanych punktów w Hanoi.&#160; W celu wstrzymania bombardowania mostu oraz jego odbudowy, Wietnamczycy wykorzystywali amerykańskich jeńców. Kolejny punkt &#8211; więzienie Hoa Lo, „pieszczotliwie” nazwane przez amerykańskich jeńców Hanoi Hilton. Z zewnątrz wygląda całkiem przyzwoicie, niestety pozory mogą mylić… Co znajduje się w środku? Ekspozycja podzielona jest na dwie części. Pierwsza w drastyczny sposób przedstawia czasy kolonii francuskiej. Można zobaczyć tu rozmaite narzędzia tortur oraz klaustrofobiczne izolatki. Druga część, przedstawia warunki w jakich byli przetrzymywani w trakcie wojny wietnamskiej amerykańcy piloci z Johnem McCainem na czele. Zdjęcia przedstawiają szczęśliwych jeńców grających w szachy, sadzących drzewka czy ubierających choinkę na Boże Narodzenie&#8230; Jakieś 700 km dalej „ląduję” w Khe Sanh – dawnej bazie amerykańskiej znajdującej się tuż przy granicy z Laosem, a ściślej drogi nr 9, wykorzystywanej przez armię Północnowietnamską do przedostawania się na teren Wietnamu. Pod koniec lat 60-tych rozegrała się tu historyczna bitwa. Po krwawych walkach oraz oblężeniu trwającym 77 dni U.S. Marines zdołali utrzymać bazę. Baza Khe Sanh znajduje się około 23 km (14 mil) na południe od słynnej wietnamskiej strefy zdemilitaryzowanej (DMZ). W latach 1954 -1975 oddzielała ona Wietnam Północny od Południowego i w rzeczywistości była wówczas jednym z najbardziej zmilitaryzowanych obszarów na świecie. Na skutek intensywnych bombardowań okolicy powstał tutaj kompleks tuneli Vinh Moc, w&#160; którym chroniła się lokalna ludność. Szacuje się że w okresie od 1966 do 1972 r. Armia Amerykańska zrzuciła na ten teren około 9 tys. ton bomb, co w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynosi około 7 ton!!! Tunele zostały wykopane przy pomocy prostych narzędzi na głębokość 30 metrów i długość 2 km. Znajdowały się tu kuchnie, oddzielne „pokoje” dla rodzin oraz szpital. Na trzech poziomach mieszkało tu łącznie około 300 osób. Pomimo licznych nalotów na ten teren nikt nie zginął. Na południu Wietnamu, tuż pod Ho Chi Minh City (dawnym Sajgonem), także znajduje się sieć tuneli zwanych Cu Chi. Ich budowa rozpoczęła się jeszcze za czasów okupacji francuskiej. Jest to cześć szerszego systemu podziemnego o długości aż 250 km, sięgającego aż pod samą granicę z Kambodżą! W takcie wojny wietnamskiej były wykorzystywane do walki partyzanckiej, a część z nich przechodziła tuż pod amerykańskimi bazami. Stanowiły one też drogi zaopatrzenia w broń i jedzenie, a także kryjówkę dla miejscowej ludności. Amerykanie bezskutecznie próbowali zniszczyć tunele, poprzez wysyłanie swoich żołnierzy pod ziemię. Specjalnie szkoleni żołnierze tak zwane „szczury tunelowe”, uzbrojeni jedynie w broń, nóż i latarkę, musieli przeczołgać się przez bardzo wąskie tunele, natrafiając po drodze na różnego rodzaju pułapki, jaka była ich przeżywalność, można się domyślić… Innym sposobem było użycie defoliantów mających za zdanie zniszczenie gęstej roślinności porastającej tunele. Ostatecznie naloty dywanowe zastosowane pod koniec wojny zniszczyły część tuneli. Po wizycie w tunelach Cu Chi udałam się do tzw. War Remnants Museum, wcześniej znanego jako Exhibition House for US and Puppet Crimes. Zewnętrzna ekspozycja przedstawiająca różnego rodzaju sprzęt i wyposażenie wojskowe nie wskazuje na jego prawdziwy charakter. Wewnątrz znajdują się przerażające zdjęcia wojenne, a także te przedstawiające skutki użycia agenta pomarańczowego, napalmu oraz bomb fosforowych. Zastosowanie broni chemicznej miało daleko idące konsekwencje, gdyż prowadziło do zwiększonej zachorowalności na choroby nowotworowe oraz było przyczyną upośledzeń i niedorozwoju u późniejszych pokoleń. Celowo nie przedstawiam swojego komentarza w tym poście. Wiadomo, każdy kraj ma swoją wersję historii, a poza tym to podobno zwycięzcy piszą historię…&#160; Jednak czy jakąkolwiek wojnę można rozpatrywać w kategorii wygranej? Wydaje mi się, że o ile można stwierdzić że Wietnam Północny pokonał USA, o tyle stwierdzenie, że wygrał jest wątpliwe. &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/wojna-w-wietnamie/">Girl on a Trail &#8211; Wojna w Wietnamie, przegrane zwycięstwo?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/wojna-w-wietnamie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czysta improwizacja czyli handlowanie w Wietnamie</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/wietnam-bazar/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/wietnam-bazar/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 14 Jan 2017 12:35:26 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[bazar]]></category>
		<category><![CDATA[Indochiny]]></category>
		<category><![CDATA[jedzenie]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia wietnamska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://littlebigtravel.pl/?p=5374</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wietnamski bazar to jedno z tych miejsc w&#160;którym trzeba się znaleźć. Lokalnych targów, czy stoisk z różnorodnymi produktami,&#160; nie trzeba tu długo szukać, a tak właściwie to one same nas znajdują. Obserwując różnorodne miejsca w Wietnamie, ciężko nie odnieść wrażenia, jakby handel był podstawową gałęzią gospodarki tego kraju. Zapobiegliwi Wietnamczycy sprzedają wszystko i wszędzie. Gwarantuję Wam, że wszystkie potrzebne produkty&#160;znajdziecie w tym kraju zawsze pod ręką niezależnie&#160; od pory dnia czy nocy 😉&#160; Czy to noc czy dzień handel tutaj zawsze kwitnie, bo przecież ktoś może wpaść o 2 w nocy po arbuza… Różne też są sposoby sprzedaży… Handel może odbywać się &#160;prosto z samochodu – czyli szybko i mobilnie, jednak czasami może to nastręczać pewne trudności z ekspozycją towaru 😉 Kolejna opcja prosto z roweru&#8230;. lub rzadziej, tradycyjnie ze stoiska&#8230; Czasami na ziemi&#8230; Popularny jest też handel obnośny… Jest także opcja na leniwca, bez wychodzenia z samochodu, ze stoiska ustawionego na środku jezdni 😉 A na ekspozycję wykorzystywana jest każda przestrzeń. A zatem co można kupić na wietnamskich bazarach? Przede wszystkim rozmaite owoce, te dobrze nam znane jak i te egzotyczne. Do lokalnych przysmaków można zaliczyć: liczi i podobne w smaku longany, „włochate” rambutany, karambole, zwane tez owocami gwiaździstymi od swojego charakterystycznego kształtu, śmierdzące duriany (o których szerzej pisałam tutaj) oraz ogromne jackfruity widoczne na zdjęciu poniżej. Ciekawym owocem jest także cytron, potocznie zwany ręką Buddy (od swojego charakterystycznego wyglądu). Cytron wykorzystywany jest do produkcji dżemów i marmolad, a jego sok używany jest jako kwasek cytrynowy.&#160; &#160; Na wietnamskich bazarach nie brakuje również warzyw będących podstawą wietnamskiej kuchni. Do najbardziej popularnych warzyw w Wietnamie należy kolczoch, przygotowywany na różne sposoby, poprzez pieczenie, grillowanie lub gotowanie (na zdjęciu zielone warzywo obok marchewki). Warzywo przypominające ogórek z wypustkami, na zdjęciu poniżej, to gorzki melon.&#160; Miąższ, przed spożyciem naciera się solą, w celu zniwelowania gorzkiego smaku. Popularnym dodatkiem do dań jest szpinak wodny oraz &#160;rukiew wodna, w smaku przypominająca musztardę. Charakterystycznym warzywem, widocznym na zdjęciu poniżej, po prawej stronie jest rzodkiew japońska, z wyglądu przypominająca „wyrośniętą pietruszkę”. Używa się jej jako składnik zup i sosów bądź jako dodatek do sałatek.&#160; Oczywiście na wietnamskim bazarze nie może zabraknąć głównego towaru eksportowego – wyśmienitej kawy. Więcej o wietnamskiej kawie może znaleźć tutaj. Nie wszystkie wietnamskie mieszkania są wyposażone w kuchnię, dlatego też na bazarach możemy spotkać, łatwe w przechowywaniu suszone ryby i owoce morza. Oczywiście można kupić też świeże ryby i owoce morza… jednak uwierzcie mi, po całym upalnym dniu lepiej te stoiska omijać szerokim łukiem. To samo dotyczy, stoisk mięsnych… W Wietnamie widoczne są także wpływy francuskie, gdyż kraj ten przez prawie 100 lat (od połowy XIX wieku do połowy XX wieku) był kolonią francuską.&#160; Francuscy kolonizatorzy wprowadzili do wietnamskiego menu nowe produkty jak chleb czy słodkie bułeczki. Wietnam jest także wyjątkiem w całej Azji Południowo – Wschodniej jeśli chodzi o spożycie nabiału. &#160;Masło, mleko czy śmietana również zostały wprowadzone do Wietnamu przez Francuzów. Należy jednak pamiętać, że produkcja tych wyrobów, może znacząco odbiegać od standardów francuskich jak na przykład, widoczne na załączonym obrazku odciskanie sera z serwatki… ktoś chętny? 😉 Niektóre stoiska wydają się być wzorowane na tych francuskich, słynących z elegancko ułożonych towarów 😉 Pozostałością wpływów kuchni francuskiej, z pewnością są też żaby…&#160; Na bazarach można też niestety znaleźć żółwie. Jak widać wizyta na wietnamskim bazarze może być ciekawym doświadczeniem, a zarazem dobrym wstępem do zaznajomienia się kuchnią wietnamską. &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/wietnam-bazar/">Czysta improwizacja czyli handlowanie w Wietnamie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/wietnam-bazar/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Hoi An &#8211; spokojne miejsce spotkań</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/hoi-an/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/hoi-an/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 06 Jul 2016 06:54:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Hoi An]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://littlebigtravel.pl/?p=4509</guid>

					<description><![CDATA[<p>Hoi An to zdecydowanie moje ulubione miejsce w Wietnamie. Jego nazwa&#160;znaczy „spokojne miejsce spotkań” i rzeczywiście trafnie opisuje to miasteczko. Pomijając dość dużą ilość turystów, Hoi An jest spokojnym miejscem, w którym można odpocząć od zgiełku wielkich miast jak: Hanoi czy Ho Chi Minh.&#160; Hoi An jest miejscem wyjątkowym, w którym mieszają się&#160; wpływy różnych kultur.&#160;Miasteczko pomiędzy XV a XIX w. było ważnym portem Morza Południowochińskiego na trasie tzw. „morskiej drogi jedwabnej”. Wielu żeglarzy z Azji czy nawet Europy zawijało do tego portu, jednak najliczniejsi pochodzili z Chin i Japonii. To przede wszystkim oni mieli decydujący wpływ na zachowaną do dziś architekturę Hoi An. Obecnie na terenie Hoi An możemy zobaczyć ponad 1000 tradycyjnych domów kupieckich, zbudowanych z drewna i cegły, zazwyczaj w żółtych kolorach. Licznie świątynie oraz pagody stanowią niesamowitą mieszankę wpływów chińskich, japońskich i wietnamskich. Bogato zdobione miejsca kultu przypominają czasy dawnej świetności tego miejsca, Najpopularniejszym zabytkiem, a zarazem ikoną miasta&#160;jest Most Japoński o&#160;charakterystycznej pastelowo – różowej barwie. To właśnie kolory sprawiają, że Hoi An jest miejscem wyjątkowym. Nigdzie indziej w Wietnamie nie zobaczycie tylu barwnych świątyń i budynków co tutaj. Prawdziwą atrakcją jest spacer ulicami Hoi An po zmroku. Wówczas ulice rozświetlają przepiękne różnokolorowe lampiony, a&#160; liczne restauracje i sklepy zapełniają się ludźmi. Aż ciężko uwierzyć, że w latach 90-tych ubiegłego wieku, plany władz Hoi An zmierzały do wybudowania nowoczesnych bloków mieszkalnych w miejsce części zabytkowych&#160;budynków. Co ciekawsze, osobą która uchroniła kompleks przed zniszczeniem był Polak – Kazimierz Kwiatkowski, konserwator zabytków. To dzięki niemu historyczna&#160;część Hoi An&#160;została zrekonstruowana, a miasteczko zyskało popularność. Pomimo dużej ilości turystów Hoi An nie zatracił swojej autentyczności. W otoczeniu z zabytkowych budynków, życie toczy się dalej. Tuż przed wejściem do świątyni, suszy się starannie rozwieszone pranie, które wydaje się być&#160;specjalnie kolorystycznie wkomponowane w otoczenie. Nieco dalej, grupka starszych Wietnamczyków, siedzi przy filiżance najlepszej na świecie wietnamskiej kawy i obserwuje ulicznych sprzedawców. Hoi An, pomimo swoich niewielkich rozmiarów ma wyjątkowo dużo do zaoferowania. Intensywne zwiedzanie tego miasteczka&#160;najlepiej zakończyć odpoczynkiem na przepięknej, pobliskiej plaży. &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;] &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/hoi-an/">Hoi An &#8211; spokojne miejsce spotkań</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/hoi-an/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Przepis &#8211; Jak przygotować wietnamską kawę?</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/przepis-jak-przygotowac-wietnamska-kawe/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/przepis-jak-przygotowac-wietnamska-kawe/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 20 Jul 2015 20:07:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Przepisy]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[kawa]]></category>
		<category><![CDATA[Phin]]></category>
		<category><![CDATA[przepisy]]></category>
		<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://littlebigtravel.pl/?p=1534</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jak przygotować wietnamską kawę? Potrzebujemy zaparzacz – Phin, jednak równie dobrze sprawdza się zwykły filtr do kawy. Budowa tego urządzenia nie jest skomplikowana. Składa się on z głównego pojemniczka do którego wsypuje się kawę, przykręcanego wieczka dolnego oraz wieczka górnego. Oprócz Phin potrzebujemy wietnamskiej kawy oraz słodkie mleko zagęszczone. Do filiżanki wlewamy niewielką ilość mleka. Następnie ogrzewamy Phin we wrzątku i wsypujemy do niego kawę. Wietnamska kawa jest bardzo esencjonalna dlatego też na filiżankę zużyłam 4 łyżeczki. Kolejnym krokiem jest przykręcenie dolnego wieczka. Następnie wlewamy wrzątek tylko do wysokości dolnego wieczka. Po nasączeniu kawy, możemy dolać resztę wody oraz przykryć Phin pokrywką. Wietnamską kawę przesącza się przez filtr od 3 do 5 minut. Po tym czasie możemy się delektować tym przepysznym napojem.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/przepis-jak-przygotowac-wietnamska-kawe/">Przepis &#8211; Jak przygotować wietnamską kawę?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/przepis-jak-przygotowac-wietnamska-kawe/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wietnam – raj dla koneserów kawy</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/wietnam-raj-dla-koneserow-kawy/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/wietnam-raj-dla-koneserow-kawy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 15 Jul 2015 06:49:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[kawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://littlebigtravel.pl/?p=1565</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kawa kojarzy nam się z takimi krajami jak Brazylia czy Kolumbia. Zaskakujący jednak jest fakt że drugim światowym producentem kawy tuż po Brazylii jest Wietnam.&#160;Reprezentując beznadziejny przypadek kawoholiczki, o wietnamskiej kawie mogłabym rozpisywać się bez końca. Jest to gęsty, aromatyczny, esencjonalny napar o niepowtarzalnym smaku stanowiącym połączenie znanej nam kawowej goryczy z domieszką karmelowo &#8211; czekoladową. Obecność tego boskiego napoju w Wietnamie, zawdzięczamy Francuzom, którzy od 1857 r. zainicjowali tam pierwsze uprawy krzewu kawowca.Zróżnicowana topografia oraz klimat tego kraju sprzyjają uprawie różnorodnych gatunków kawy, wśród których można wyróżnić takie jak: Arabica, Robusta, Excelsa, Liberica, Catimor i wiele innych. Główną część upraw stanowi gatunek Robusta, który charakteryzuje się bardziej gorzkawym posmakiem, ze względu na wyższą zawartość kofeiny niż produkowana w Brazylii Arabica. Sekretem esencjonalnego i aromatycznego naparu wietnamskiej kawy jest połączenie różnych rodzajów ziaren. Na tym jednak nie koniec… Sam proces palenia wietnamskiej kawy jest unikalny. Słodkawy, czekoladowy smak jest wynikiem wykorzystania w tym procesie tłuszczu maślanego lub roślinnego. Dzięki dodaniu olejów, zmielona kawa ma delikatnie tłustą, połyskującą konsystencję o intensywnie brązowym kolorze. Smak może być urozmaicony dodaniem odrobiny cukru, wanilii lub kakao. Wszystko to, w celu złamania gorzkiego smaku Robusty.&#160;Prażenie ziaren odbywa się dodatkowo w niższej temperaturze i trwa dłużej co zapobiega szybkiej oksydacji kawy oraz spaleniu ziaren co ma miejsce przy tradycyjnym sposobie palenia. Jej zmielone ziarna charakteryzują się także większą średnicą niż znanych nam popularnych marek. Dla aromatu wietnamskiej kawy, nie bez znaczenia pozostaje także proces jej parzenia. W Wietnamie do zaparzenia tego czarnego napoju nie potrzeba specjalistycznego i drogiego sprzętu jak wykorzystywane powszechnie w Polsce ekspresy ciśnieniowe. Fantazyjni Wietnamczycy wykorzystują zadziwiający swoją prostotą zaparzacz o nazwie Phin. Samo zaparzanie kawy w tym imbryku stanowi istny rytuał i co najważniejsze odbywa się na oczach klienta. Do przyrządzania kawy często używane jest słodzone skondensowane mleko. Tradycyjne mleko jest ciężko dostępne w Wietnamie, z uwagi na gorący klimat oraz brak lodówek w większości mieszkań. Popularną odmianami są także jest także Ca Phe Den Da czyli mrożona czarna kawa lub Ca Phe Sua Da z dodatkiem skondensowanego mleka.Interesująca odmianą jest także kawa podobna do znanego nam cappuccino, z ta różnicą że podawana jest z surowym żółtkiem. Do czasu pobytu w Wietnamie nawet nie dopuszczałam do siebie myśli o spróbowaniu surowego żółtka, tym bardziej w miejscu, w którym warunki sanitarne często pozostawiają wiele do życzenia. Moja ciekawość wzięła jednak górę nad rozsądkiem. Mój żołądek zniósł dzielnie tę próbę, natomiast podniebienie niekoniecznie. Jako osoba uwielbiająca słodycze muszę stwierdzić, że kawa była zdecydowanie za słodka. Na uwagę zasługuje również najdroższa i podobno najlepsza Ca Phe Chon, znana powszechnie jako Kopi Luwak.&#160; Jej wyjątkowość związana jest z unikalnym procesem produkcji. Owoce kakaowca zjadane są przez gatunek cywety &#8211; zwierzątka przypominającego łasicę. Wybredne cywety zjadają najlepsze owoce kawy. Częściowo nadtrawione ziarna są następnie wypłukiwane z odchodów i suszone.&#160;Ze względu na niską &#8222;moc przerobową&#8221; biednych cywet, Ca Phe Chon jest trudno dostępna oraz bardzo droga. Kawa wyprodukowana tym sposobem, charakteryzuje się delikatnym smakiem oraz bogatym aromatem oraz adekwatną ceną sięgającą nawet do 200 zł za filiżankę!&#160;Nie dajmy się zmylić etykietom w sklepach wskazującym na ten typ kawy przy jednocześnie bardzo niskiej cenie &#8211; paru dolarów, gdyż jest to produkt wyprodukowany z zastosowaniem syntetycznych enzymów imitujących enzymy trawienne cywet. Najpopularniejszym, a zarazem największym wietnamskim producentem kawy jest firma Trung Nguyen Coffee Company Ltd., której różnorodne wyroby przyprawiają o zawroty głowy. Przy odrobinie szczęścia, czarne złoto produkcji tej firmy można zakupić w Hali Mirowskiej w Warszawie lub w Internecie. Przy wyborze najlepiej kierować się numerem na opakowaniu. Im wyższy numer tym lepsza jakość kawy. &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/wietnam-raj-dla-koneserow-kawy/">Wietnam – raj dla koneserów kawy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/wietnam-raj-dla-koneserow-kawy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wietnam &#8211; Istny Sajgon… czyli szkoła przetrwania na wietnamskich drogach</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/istny-sajgon-czyli-szkola-przetrwania-na-wietnamskich-drogach-wietnam/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/istny-sajgon-czyli-szkola-przetrwania-na-wietnamskich-drogach-wietnam/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 13 Jul 2015 02:02:24 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[ciekawe]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[Ho Chi Mihn]]></category>
		<category><![CDATA[Sajgon]]></category>
		<category><![CDATA[skutery]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://littlebigtravel.pl/?p=1239</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nasze przygody z hotelem nie były jedyną atrakcją, jaką Wietnam zafundował nam już pierwszego dnia. Umęczeni podróżą i umierający z głodu postanowiliśmy wybrać się na miasto w celu spróbowania wietnamskich specjałów. Jako kierowcy jeżdżący po Warszawie myśleliśmy, że widzieliśmy już wszystkie możliwe „drogowe akrobacje”, jak się jednak później okazało, samo przejście na drugą stronę ulicy stanowi w Wietnamie nie lada wyzwanie. Wietnam to istna dżungla drogowa w dosłownym znaczeniu tego słowa. Wyobraźcie sobie przykładowo 7 mln miasto z niezbyt rozbudowaną infrastrukturą drogową i dodajcie do tego brak jakichkolwiek zasad ruchu drogowego. Skrzyżowania ze światłami i pasami dla pieszych są tam rzadkością, a jeśli już są to może się zdarzyć, że wyglądają mniej więcej tak: Obserwując przechodzących przez jezdnię śmiałków, zaobserwowaliśmy zasadę ruchu rządzącą tą karkołomną operacją. Bezwzględnie należy odłożyć na bok europejskie przeświadczenie o prawach pieszego na drodze i uświadomić sobie, że jest się przeszkodą, którą bezprawnie wtargnęła na jezdnię. Następnie ograniczając do minimum rozglądanie się na boki (czynność ta grozi zawałem serca), należy spokojnym i pewnym krokiem kierować się do upragnionego celu. W praktyce wygląda to następująco: Po ponad dobie na „diecie samolotowej”, czując niesamowity aromat jedzenia unoszący się z drugiej strony ulicy, cóż mogliśmy zrobić… Zrobiliśmy ten nieśmiały pierwszy krok, czując się niemalże jak zwierzyna łowna w drodze do wodopoju na sawannie. Cel wydawał się bliski a zarazem tak odległy. W trakcie przeprawy obserwowaliśmy przejeżdżające tuż przed naszymi nosami autobusy, ciężarówki oraz niezliczoną ilość skuterów. Przedostanie się na krawężnik było dla nas porównywalne do postawienia stopy na Evereście. Na tym nie koniec drogowych atrakcji. Głównym środkiem transportu Wietnamczyków są skutery, które służą do przewożenia dosłownie wszystkiego, zaczynając od sprzętu domowego, budowlanego a kończąc na zwierzętach gospodarskich. W osłupienie jednak wprawiał nas niejednokrotny widok 6-osobowej rodziny, matki karmiącej dziecko na tylnim siedzeniu czy pana który zdecydował się na przewiezienie całej meblościanki. Nie byliśmy odosobnieni w naszym zachwycie fantazją drogową Wietnamczyków. Będąc w Ho Chi Minh (dawnym Sajgonie) codziennie spotykaliśmy w barze znajdującym się tuż obok naszego hotelu, pewnego Australijczyka. Siedział zawsze w tym samym miejscu i popijał piwko. Jak się później okazało, kolega z Australii po prostu lubił przyjeżdżać na wakacje do Wietnamu i obserwować ruch uliczny! Rzeczywiście czynność ta dostarcza wielu wrażeń, zaczynając od niedowierzania połączonego z fascynacją, a kończąc na dreszczyku grozy. &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/istny-sajgon-czyli-szkola-przetrwania-na-wietnamskich-drogach-wietnam/">Wietnam &#8211; Istny Sajgon… czyli szkoła przetrwania na wietnamskich drogach</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/istny-sajgon-czyli-szkola-przetrwania-na-wietnamskich-drogach-wietnam/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
