<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Afryka -</title>
	<atom:link href="https://girlonatrail.pl/tag/afryka/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/afryka/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 14 Jun 2026 16:27:22 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0.2</generator>

<image>
	<url>https://girlonatrail.pl/wp-content/uploads/2017/07/cropped-8656-1-32x32.jpg</url>
	<title>Afryka -</title>
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/afryka/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Nairobi surrealistyczne &#8211; między safari a betonem</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/nairobi-surrealistyczne-miedzy-safari-a-betonem/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/nairobi-surrealistyczne-miedzy-safari-a-betonem/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Jun 2026 16:23:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Kenia]]></category>
		<category><![CDATA[Nairobi]]></category>
		<category><![CDATA[safari]]></category>
		<category><![CDATA[wieżowce]]></category>
		<category><![CDATA[zwierzęta]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20150</guid>

					<description><![CDATA[<p>Trudno dziś uwierzyć, że teren stolicy Kenii pokrywały kiedyś mokradła. Masajowie nazywali to miejsce Enkare Nyrobi, co oznacza „chłodne wody”. Stąd też, wzięła się nazwa tej metropolii. Rozwój Nairobi rozpoczął się pod koniec XIX w. wówczas dostrzeżono potencjał tych terenów jako centrum wymiany handlowej. W miarę rozrastania się miasta, Masajowie, którzy wypasali tu bydło, zostali przesiedleni. Obecnie Nairobi nazywane jest Krzemową Sawanną, ze względu na kwitnący tu przemysł technologiczny. Określa się je także &#8222;Zielonym Miastem w Słońcu” i nie bez powodu. Na jego terenie znajdują się liczne parki i tereny zieleni. Niemniej jednak jest to miasto pełne kontrastów. Ponad 60% jego 4,5 milionowej populacji żyje na granicy ubóstwa. Znajduje się tu także jeden z największych slumsów w Afryce &#8211; Kibera. Wystarczy pójść nieco dalej poza granice Centralnego Dystryktu Biznesowego, żeby zobaczyć prawdziwe realia życia w tym mieście. Osobiście miasto nie przypadło mi do gustu natomiast warto je odwiedzić ze względu na jedną unikalną atrakcję. Zaledwie 7 kilometrów od Nairobi, można znaleźć się w kompletnie odmiennej rzeczywistości. Znajduje się tu park narodowy, w którym można podziwiać surrealistyczny widok dzikich zwierząt na tle miejskiego krajobrazu. Park Narodowy Nairobi został tu utworzony w 1946 r. i jest najstarszym terenem chronionym w Kenii. Pomimo stosunkowo niewielkich rozmiarów, jest domem dla wielu dzikich zwierząt. Zamieszkuje go ponad 70 gatunków ssaków, w tym lwy, lamparty, zebry, małpy i bawoły. Brak tu tylko słoni, dla których park jest zbyt mały. Park jest również popularnym miejscem obserwacji ptaków oraz kluczowym siedliskiem dla zagrożonego wyginięciem czarnego nosorożca. Wstęp do parku nie należy do najtańszych. Bilet normalny kosztuje $60 natomiast ulgowy dla $20. Jednak możliwość zobaczenia dzikiej przyrody na tle ogromnej metropolii rekompensuje wysoką cenę. Drogi są w dobrym stanie, a park w porze suchej można bez problemu zwiedzać samochodem bez napędu 4&#215;4. Natomiast trzeba mieć na uwadze, że strażnicy parku mogą twierdzić, że jest to niemożliwe, próbując wymusić wypożyczenie samochodu z napędem na cztery koło w cenie od $150 do $200. Jest to nieprawda i o ile warunki pogodowe sprzyjają wjazd normalny prywatnym autem nie stanowi problemu. Podsumowując, Nairobi może nie jest idealnym miejscem turystycznym natomiast z pewnością warto je odwiedzić ze względu na możliwość zobaczenia dzikiej przyrody na tle panoramy tej ogromnej metropolii. &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/nairobi-surrealistyczne-miedzy-safari-a-betonem/">Nairobi surrealistyczne &#8211; między safari a betonem</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/nairobi-surrealistyczne-miedzy-safari-a-betonem/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Warzazat – marokańskie Hollywood z dykty</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/warzazat-marokanskie-hollywood-z-dykty/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/warzazat-marokanskie-hollywood-z-dykty/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 17 May 2026 15:49:24 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Maroko]]></category>
		<category><![CDATA[Gra o Tron]]></category>
		<category><![CDATA[urbex]]></category>
		<category><![CDATA[urbex Maroko]]></category>
		<category><![CDATA[urbex-Maroko]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20106</guid>

					<description><![CDATA[<p>Rejon Warzazat od lat przyciąga licznych reżyserów.&#160; To tutaj powstały takie klasyki jak Lawrence z Arabii, Gladiator czy Mumia. Większość turystów zaczyna i kończy zwiedzanie na słynnym Atlas Studio. Miejsce to z pewnością warto odwiedzić jednak ograniczenie się wyłącznie do niego można porównać do obejrzenia tylko trailera dobrego filmu. Prawdziwa przygoda z marokańską kinematografią zaczyna się na pustkowiach. Co ciekawsze, o tych miejscach świat filmowy już dawno zapomniał. Wyobraźcie sobie, że budowane są tu ogromne pałace, zamki warowne czy świątynie, które po nakręceniu scen są po prostu porzucane. Nie ma tu recyklingu, demontażu ani pakowania scenografii do kontenerów. Miejsca te, ulegając dekompozycji, otrzymują drugie życie. Cmentarzyska planów filmowych stają się unikatowym miejscem do eksploracji. W okolicy Warzazat (Ouarzaate) można znaleźć ich wiele i co najlepsze można je zwiedzać całkowicie legalnie! Wstęp do nich co prawda jest bezpłatny, natomiast dojazd trochę bardziej skomplikowany. Przed wyjazdem do Maroko, słyszałam o tych miejscach. Niestety nigdzie nie potrafiłam odnaleźć ich lokalizacji. Z pomocą przyszedł Google Earth, moja upartość i wybitna spostrzegawczość (to akurat żart 😀 ) tzn. centymetr po centymetrze przesuwałam mapę, aż dostrzegłam coś dziwnego. Zresztą wypatrzenie ich na pustyni to jak szukanie pałacu pośrodku niczego. To jest tak absurdalne, że jak coś takiego znajdziesz to już wiesz, że musisz się tam znaleźć. No właśnie, a kiedy się tam znajdziesz… Z pewnością pierwszą rzecz jaką ujrzysz to fasada wielkości ego reżysera. Potężna, z monumentalnymi kolumnami, która wygląda jak Partenon. Ale wystarczy podejść bliżej i czar pryska szybciej niż budżet sezonu „Gry o Tron”. To co z daleka wygląda jak marmur w rzeczywistości jest kartonem, plastikiem i dyktą. Zawalone ściany, oderwane dachy, przechylone kolumny i poodrywane zdobienia tworzą surrealistyczny klimat tego miejsca. Całość wygląda naprawdę ujmująco i robi niesamowite wrażenie! 😉 Niewiarygodne jest to, że taka tandeta na ekranie wygląda jak antyczne imperium. Jak widać, Rzym można zbudować w jeden dzień, ale takie rzeczy tylko w Maroko 😉</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/warzazat-marokanskie-hollywood-z-dykty/">Warzazat – marokańskie Hollywood z dykty</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/warzazat-marokanskie-hollywood-z-dykty/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Fez &#8211; miasto miliona meczetów, osiołków i gołębich odchodów</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/fez-miasto-miliona-meczetow-osiolkow-i-golebich-odchodow/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/fez-miasto-miliona-meczetow-osiolkow-i-golebich-odchodow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 02 Nov 2025 09:56:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Maroko]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka Zachodnia]]></category>
		<category><![CDATA[bazar]]></category>
		<category><![CDATA[Fez]]></category>
		<category><![CDATA[meczet]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19517</guid>

					<description><![CDATA[<p>Fez to nie miasto, to średniowieczny wehikuł czasu z opcją intensywnego zanurzenia się pod uszy w kulturę arabską. Założony pod koniec VIII wieku, uchodzi za najstarsze i najlepiej zachowane miasto muzułmańskiego świata. Jednak nie spodziewaj się tutaj nudnego skansenu, to stuprocentowo arabskie miasto, z całym pakietem chaosu, kolorytu i dźwięków. Fez przez stulecia pełnił rolę stolicy Maroko, centrum religii, nauki i kultury. To tutaj powstał najstarszy działający uniwersytet świata – Al-Karawijjin, działający nieprzerwanie od IX wieku. Pomimo, że Fez jest dzisiaj czwartym co do wielkości miastem w Maroko, zachował swój unikalny średniowieczny klimat. Wycieczkę zaczynam od Bab Bou Jeloud, jednej z piętnastu bram prowadzących na stare miasto, czyli medinę. Jestem tu z samego rana i łudzę się, że jest na tyle wcześnie, aby w spokoju zwiedzić to miejsce. Brama wykończona jest niebieską misterną mozaiką i wygląda bajkowo. Jednak tuż po jej przekroczeniu bajka się kończy i zaczyna się twarda rzeczywistość arabskiego souku. Na straganach znajdują się liczne towary, w warsztatach można zobaczyć lokalnych rzemieślników, garncarzy, tkaczy oraz jubilerów, jest tłoczno, a w tle słychać emocjonujące negocjacje. Jest po prostu po arabsku. Można by pomyśleć, że panuje tu totalny chaos, jednak jest to chaos kontrolowany. Souk podzielony jest tematycznie, w zależności od tego co chcemy kupić mamy do dyspozycji cześć z artykułami metalowymi, żywnością, przyprawami, odzieżą czy kosmetykami. W teorii powinien być łatwy do nawigacji, o ile ktoś potrafi się odnaleźć się w prawdziwym labiryncie prawie tysiąca uliczek. Medyna jest tak duża, że zaplanowane zostały tutaj specjalne szlaki turystyczne. Co ciekawsze, jest także największym na świecie obszarem miejskim wolnym od samochodów, a transport towarów odbywa się tu tradycyjne przy pomocy osiołków. Najwidoczniej idea zrównoważonego miasta znana tu była dużo wcześniej niż Unia Europejska pomyślała o wydaniu pierwszej dyrektywy. Fez jest także znany jako Miasto Miliona Meczetów. To właśnie tutaj, w licznych medresach od wieków kształcą się duchowni islamu. Jednym z takich miejsc jest bogato zdobiona Al-Attarine Medresa, która oddaje klimat dawnych czasów. Jednak prawdziwą wizytówką Fezu są garbarnie, z których najbardziej znaną i największą jest Chouara. Działa nieprzerwanie od XI wieku, co w praktyce oznacza, że niewiele się tu zmieniło od średniowiecza. Z góry wygląda to całkiem malowniczo: dziesiątki kamiennych kadzi pełnych naturalnych barwników w odcieniach żółci szafranu, przez czerwień maku, aż po błękity indygo. Ale zanim skóra nabierze piękny kolor, musi przejść żmudny proces, który w Chouara można zobaczyć na własne oczy. Chouara jest najstarszą garbarnią na świece i funkcjonuje od XI wieku. Co więcej, praktycznie nic od tych czasów się tu nie zmieniło. Najpierw skóry trafiają do kadzi z białym płynem, który składa się z wody, palonego wapna, soli i… gołębich odchodów. Nie, to nie żart. Dzięki temu zmiękczają się i łatwiej chłoną kolory. Następnym etapem jest moczenie w kolorowych barwnikach, po którym następuje suszenie skór na powietrzu. Pracownicy to głównie mężczyźni, którzy brodzą po pas w tych miksturach i wykonują całą robotę w pełnym słońcu, dokładnie jak w średniowieczu. Garbarnię w całej okazałości najlepiej oglądać z tarasów widokowych znajdujących się w okolicznych sklepach. Najlepszy widok jest z tarasu widokowego ze sklepu nr 10, dając niewielki napiwek sklepikarzowi możemy zaobserwować cały proces. Każdy z odwiedzających dostaje gałązkę mięty, ponieważ w powietrzu unosi się swego rodzaju niezapomniany zapach barwników. Warto również udać się do pobliskiej garbarni Sidi Moussa. Jest co prawda dużo mniejsza, natomiast dzięki temu mniej zatłoczona przez turystów. Na koniec wycieczki warto udać się restauracji Cafe Clock&#160;gdzie w cenie 110 dirhamów można spróbować burgera z wielbłąda. Smak przypomina wołowinę, choć mięso wydaje się chudsze i bardziej aromatyczne. Fez to nie tylko miasto, to żywa pamiątka średniowiecza, gdzie tradycja miesza się z codziennym zgiełkiem arabskiego miasta. Tutaj historia pachnie skórą z garbarni, a każdy zakręt medyny kryje nową opowieść.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/fez-miasto-miliona-meczetow-osiolkow-i-golebich-odchodow/">Fez &#8211; miasto miliona meczetów, osiołków i gołębich odchodów</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/fez-miasto-miliona-meczetow-osiolkow-i-golebich-odchodow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Maroko &#8211; gliniane twierdze, oko Saurona, róże i górskie przeprawy</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/maroko-gliniane-twierdze-oko-saurona-roze-i-gorskie-przeprawy/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/maroko-gliniane-twierdze-oko-saurona-roze-i-gorskie-przeprawy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 19 Oct 2025 15:42:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Maroko]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka Zachodnia]]></category>
		<category><![CDATA[elektrownia]]></category>
		<category><![CDATA[gory]]></category>
		<category><![CDATA[twierdza]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19457</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jeśli myślisz, że Maroko to tylko Marrakesz, wielbłądy i herbata z miętą – to… w sumie masz rację. Ale jak tylko odbijesz trochę od głównych szlaków i zamiast folderu biura podróży, w rękę weźmiesz mapę z odręcznie zaznaczonymi „dziwnymi” punktami – trafisz na rzeczy, które zmienią kompletnie Twoje wyobrażenie o tym kraju. Kasbah Amridil – twierdza z banknotu i planu filmowego Kasbah Amridil znajduje się po drodze z Wąwozu Dades do miejscowości Warzazat. Jest to kolejne miejsce na mapie Maroko, w którym czas się zatrzymał. Kasbah to chroniony pałac, cytadela lub fortyfikacja zwykle wykonana z cegieł glinianych. Kasbahy były budowane na trasach szlaków handlowych, dając schronienie podróżnym. &#160; W Maroko można obecnie zobaczyć wiele tego typu budowli, jednak Kasbah Amridil jest miejscem unikalnym, które zdobi marokański banknot 50 dirhamów. Malownicze otoczenie, pośrodku oazy Skoura oraz tradycyjna architektura berberyjska czynią to miejsce wyjątkowym. Noor Ouarzazate – marokański cud techniki Maroko jest niesamowitym miejscem, w którym zaawansowane obiekty inżynieryjne współistnieją z glinianymi tradycyjnymi kasbahami. Nieopodal Kasbah Amridil, na horyzoncie można dostrzec wysoką wieżę, przypominającą „Oko Saurona”. Jest to Noor Ouarzazate &#8211; jedna z największych elektrowni słonecznych na świecie. Wyobraź sobie 4200 boisk piłkarskich, ale zamiast trawy – morze luster. Brzmi jak scenografia z jakiegoś sci-fi? W Maroku to nie film, tylko codzienność. Noor (czyli „światło” po arabsku – bardzo poetycko, ale też bardzo trafnie) to czteroczęściowy kompleks energetyczny w okolicy słynnego miasta Warzazat. Obejmuje zarówno klasyczne panele fotowoltaiczne (PV), jak i bardziej kosmiczne technologie skupiania promieni słonecznych (CSP – Concentrated Solar Power). Zasada działania elektrowni jest prosta, gigantyczne paraboliczne lustra śledzą słońce, skupione na wieży promienie grzeją rury wypełnione specjalnym olejem aż do 393°C. Olej podgrzewa wodę, której para napędza turbiny, a te generatory, które przekształcają energię mechaniczną w energię elektryczną.&#160;Elektrownia ma moc 580 MW i stanowi część marokańskiego planu na wykorzystanie 52% energii ze źródeł odnawialnych do 2030 roku. Dzięki tej elektrowni Maroko stało się liderem energii słonecznej w Afryce i zmniejsza zależność od importowanych paliw kopalnych. Podobny obiekt widziałam jakiś czas temu w Izraelu. Kasbah Taourirt Jeśli kiedykolwiek postanowisz odwiedzić to miejsce, to jestem przekonana, że pierwszą Twoją myślą będzie „ta twierdza wygląda znajomo”. I faktycznie, miejsce to jest znane z pierwszej części Gladiatora. Znajduje się w miejscowości Warzazat tzw. marokońskim Hollywood, tuż obok słynnego Atlas Studios, o którym pisałam tutaj. Twierdza z zewnątrz wygląda imponująco, natomiast jej wnętrze jest dość surowe. Pomimo, że nie ma tu za dużo do obejrzenia, za 20 dirhamów (czyli grosze) warto tu zajrzeć chociażby dla klimatu i poczucia, że właśnie stąpasz po planie filmowym. Wąwozy Dades i Todra Obydwa wąwozy, choć znajdują się blisko siebie, to dwa zupełnie odmienne światy. Pierwszym punktem, będącym bramą do niesamowitych marokańskich krajobrazów jest miasteczko Tinghir, otoczone zieloną oazą z górami Atlas w tle. Tuż za punktem widokowym na miasto zaczyna się spektakularna trasa wiodąca przez Wąwóz Todra. Pionowe ściany wapienne, wyglądają jakby ktoś wstawił skalny mur na 400 metrów wysokości po obu stronach rzeki. Co więcej, w zależności od pory dnia przybierają różne odcienie od pomarańczowych, po różowe i czerwone. Na końcowym odcinku wąwóz zwęża się do zaledwie 10 metrów szerokości. Tymczasem droga przez wąwóz Dades to prawdziwy rollercoaster, kilometry serpentyn, ostre zakręty i zero barierek. Jest tu naprawdę fascynująco. Wąwóz tworzą czerwone skały o fantazyjnych kształtach. Szczególnie ciekawie wygląda formacja skalna zwana „Małpimi palcami”. Skały kształtem przypominają palce, a z oddali można zauważyć tu całą rękę unoszącą się z dna doliny. Widoki to nie jedyna atrakcja tej trasy. Jest ona zwana także „Drogą Tysiąca Kasb”. Budowane były przez Berberów w celu obrony przed najazdami. Obecnie część z nich jest nadal zamieszkiwana przez lokalną ludność. Nie da się przejechać przez Dades i nie zauważyć, że tu życie toczy się swoim rytmem, bez szaleństwa wielkich miast. Kalaat M’Gouna – Dolina Róż Wąwozy Dades i Todra to nie jedyna atrakcja tego regionu. Nieco dalej na południe znajduje się bajkowa „Dolina Róż”, która w maju zamienia się w bajkową różaną krainę. Miejscowe kobiety zbierają dziennie tony płatków, które trafiają do pobliskich fabryk. Szacuje się, że w okresie od kwietnia do maja zbiera się tutaj od 3 tys. do 4 tys. ton płatków. Następnie, płatki służą do produkcji perfum, kremów i słynnych olejków różanych. Podobno do produkcji jednego litra takiego olejku potrzeba aż pół tony płatków. Dlatego nic dziwnego, że zaledwie jeden jego mililitr kosztuje więcej niż złoto. Z Kalaat M’Gouna warto przejechać się do Bou Tharar. Droga, która kiedyś wymagała Jeepa i odwagi, dziś jest gładka jak skóra po różanym balsamie. Widoki? Czerwone skały, zielona dolina, spektakularne widoki szczególnie o zachodzie słońca, czynią ten zaledwie 30-km odcinek drogi niesamowitym przeżyciem. Tizi n’Tichka, czyli Przełęcz Pastwisk Tizi n’Tichka to dość oryginalna nazwa najwyższej i najbardziej zakręconej drogi w Maroko. Na wysokości ponad 2 tys. metrów zobaczyć tu można najpiękniejsze górskie krajobrazy Atlasu Wysokiego. Atlas Wysoki to najwyższe pasmo górskie w tej części Afryki. Natomiast Tizi n’Tichka&#160; to nie jest zwykła górska przełęcz — to naturalna granica między dwoma światami: śródziemnomorskim zachodnim z palmami i gajami oliwnymi oraz suchym wschodnim, pokrytym piaskami Sahary. Droga ta była przemierzana od zamierzchłych czasów przez karawany transportujące towary ze wschodniej Afryki do Marrakeszu. &#160;Wówczas dostępne były tu tylko wąskie, kręte ścieżki dla mułów. Dopiero na początku XX wieku Francuzi postanowili wybudować tu drogę, która wówczas uważana była za dzieło inżynierii.&#160; Dziś trasa jest szersza i znacznie bezpieczniejsza, natomiast zdarza się, że jest zamykana w trakcie dużych opadów śniegu. Tizi n’Tichka zachwyca różnorodnością, widoki zmieniają się tu z każdym mijanym kilometrem. &#160;Jest to najlepsze miejsce, żeby poczuć klimat dzikiego i surowego Maroko. Wszystkie te punkty to plan na dwudniową wycieczkę po centralnej części Maroko. Jazda tutaj przypomina podróż w czasie i przestrzeni – przez średniowieczne kasby, futurystyczne obiekty inżynieryjne, po niesamowite górskie krajobrazy. &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/maroko-gliniane-twierdze-oko-saurona-roze-i-gorskie-przeprawy/">Maroko &#8211; gliniane twierdze, oko Saurona, róże i górskie przeprawy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/maroko-gliniane-twierdze-oko-saurona-roze-i-gorskie-przeprawy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Atlas Studios – marokańskie Hollywood na pełnym styropianie</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/atlas-studios-marokanskie-hollywood-na-pelnym-styropianie/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/atlas-studios-marokanskie-hollywood-na-pelnym-styropianie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 06 Sep 2025 14:10:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Maroko]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka Zachodnia]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19359</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wizyta w Atlas Studios, znajdującego się w marokańskiej miejscowości Warzazat, to jak zaliczenie Egiptu, Rzymu i kawałka Somalii w trakcie godzinnej podróży. Interesujesz się kinem? To zapomnij o Hollywood – bo prawdziwa magia dzieje się w Maroku, między górami Atlasu Wysokiego, a piaskami Sahary. Tak właściwie, to historia obydwu miejsc zbiega się w czasie. Podczas gdy pod koniec XIX wieku Hollywood było znane zaledwie jako dzielnica mieszkaniowa, w Maroko Louis Lumière nakręcił pierwszy film „Le chevrier Marocain” (Marokański pasterz). Jednak dopiero w 1983 roku przedsiębiorca Mohamed Belghmi otworzył tu oficjalne studio filmowe. Tak powstało Atlas Studios – czyli tania, słoneczna alternatywa dla Hollywood, z górskimi pejzażami, pustynią, odrobiną orientu i hasłem reklamowym „Kino na budżecie”. Momentem przełomowym był 1998 r., kiedy to Ridley Scott postanowił wykorzystać tą scenerię do nakręcenia Gladiatora. To tutaj powstawały takie popularne filmy jak: Lawrence z Arabii, Ostatnie kuszenie Chrystusa, Klejnot Nilu, Mumia, Black Hawk Down, Babel, Ultimatum Bourne’a, Gra o Tron, Kundun. Obecnie Atlas Studio jest jednym z największych obiektów tego typu na świecie. Na rozległych pustkowiach wokół miejscowości Warzazat budowane są liczne plany filmowe, które następnie są opuszczane, a pozostałości po scenografii stają się ciekawym miejscem do eksploracji (o czym wkrótce napiszę). Z tego powodu tak właściwie ciężko stwierdzić, gdzie kończą się studia filmowe, a gdzie zaczyna pustynia. Atlas Studios jest otwarte dla zwiedzających. Wstęp kosztuje 80 dirgamów plus 30 dirhamów za plan Królestwa Niebieskiego (ceny z w 2025 r.). Zwiedzanie odbywa się wyłącznie z przewodnikiem, który przedstawia różne ciekawostki z planów filmowych. Wizyta zaczyna się od wielkiego placu, na którym można zobaczyć replikę F-16 użytego w filmie Klejnot Nilu z M. Douglasem i Kathleen Turner z 1985 r. Tuż za nim znajdują się pojazdy użyte w Black Hawk Down. Jest tu również bus z legendarnego serialu Prison Break oraz Arka Noego i Aston Martin ze styropianu, całkiem ciekawe zestawienie… Następnie na pierwszy plan wjeżdża Kleopatra z 1999 r. Egipska świątynia robi niesamowite wrażenie. Monumentalne kolumny i mroczne wnętrze robią ciekawy klimat. Malowidła wyglądają jak oryginalne, choć hieroglify nie przedstawiają żadnej treści, po prostu imitują oryginał. Z pałacu trafiamy na rynek niewolników z Gladiatora. Tu atmosfera się zagęszcza, ciemne, duszne, zakurzone pomieszczenia dają wrażenia jak z escape room bez wyjścia awaryjnego. Brakuje tylko Russella Crowe krzyczącego „Are you not entertained?!” I aż chce się odpowiedzieć “Not yet…” Bo to zaledwie początek. Nieopodal – mniejsza wersja świątyni z Karnaku (Luksor), z filmów Asterix i Obelix: Misja Kleopatra i Mumia. Może i skromniejsza, ale podobieństwo uderzające. Następnie na plan wjeżdża druga świątynia Kleopatry z filmu Asterix i Obelix: Misja Kleopatra. Obłędne kolory i misterne zdobienia sprawiają, że przez chwilę można się poczuć jak Monica Bellucci, ale tylko przez chwilę zanim nie dostrzeżesz prowizorki. Natomiast w oddali widać plan Jerozolimy z Królestwa Niebieskiego – podobno największy zbudowany na potrzeby filmu. Ostatnim punktem programu jest świątynia Buddyjska, wybudowana na potrzeby filmu Kundun Martina Scorsese. Ogromny posąg buddy oraz unikalne dekoracje przenoszą prosto do Tybetu (a przynajmniej, tak jakby). &#160; Atlas Studio to miejsce, gdzie marzenia o wielkim kinie spotykają się z rzeczywistością z Castoramy. Z jednej strony czujesz się tu jak gwiazda hollywoodzkiego hitu, z drugiej – jak statysta w szkolnym przedstawieniu. Z wierzchu widzisz monumentalne świątynie i luksusowe pałace, natomiast pod spodem styropian, dykta i drewniane rusztowania. Całość wygląda jak ściągnięta z Monty Pythona. Wszystko wygląda epicko, ale absurdalnie.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/atlas-studios-marokanskie-hollywood-na-pelnym-styropianie/">Atlas Studios – marokańskie Hollywood na pełnym styropianie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/atlas-studios-marokanskie-hollywood-na-pelnym-styropianie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Bandżul – stolica, której prawie nie ma</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/bandzul-stolica-ktorej-prawie-nie-ma/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/bandzul-stolica-ktorej-prawie-nie-ma/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 31 Aug 2025 10:26:45 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Gambia]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka Zachodnia]]></category>
		<category><![CDATA[gambia]]></category>
		<category><![CDATA[ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[plaza]]></category>
		<category><![CDATA[plaża]]></category>
		<category><![CDATA[prom]]></category>
		<category><![CDATA[stolica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19327</guid>

					<description><![CDATA[<p>Bandżul to stolica Gambii, ale wygląd miasta bardziej przypomina prowincjonalne miasteczko niż ośrodek decyzyjny. Nie dość, że nie jest największym miastem w kraju, to z zaledwie 40 tysiącami mieszkańców zajmuje dopiero ósme miejsce pod względem ludności. Nic dziwnego, że zalicza się do najmniejszych stolic świata. Miasto jest stosunkowo młode – Brytyjczycy założyli je w 1816 roku jako bazę wojskową pilnującą ujścia rzeki Gambia i przestrzegania zakazu handlu niewolnikami. Wtedy nazywało się Bathurst – od nazwiska ministra kolonii, hrabiego Bathursta. Przez długi czas było centrum administracyjnym Protektoratu Gambii, a w czasie II wojny światowej – ważnym punktem na mapie transportowej Aliantów. Po uzyskaniu niepodległości w 1965 r. miasto przemianowano na Bandżul. Z czasów kolonialnych zostały głównie coraz bardziej rozpadające się budynki i powszechna znajomość angielskiego. Ale lokalizacja ma potencjał – Bandżul leży na wyspie St. Mary, tuż przy ujściu rzeki do Atlantyku. Stąd można się przetransportować promem na drugi brzeg – do miasta Barra, ale o tym później. 😉 Bandżul dziś – nie porywa, ale zaskakuje Nie będę owijać w bawełnę, Bandżul to nie jest metropolia z pocztówek. To raczej uroczy chaos. Trochę kolonialnej architektury, trochę afrykańskiego kolorytu, dużo kurzu i życia toczącego się w swoim rytmie, zupełnie pozbawionym poczucia czasu. Główna arteria &#8211;&#160;Independence Drive, kończy się przy Łuku Triumfalnym- Arch 22, czyli bramie triumfalnej większej niż wszystko, co znajduje się dookoła. Budowla powstała po zamachu stanu w 1994 roku. Miała symbolizować „nową erę”, ale dziś bardziej symbolizuje to, jak daleko można odpłynąć z architekturą. Można wspiąć się na jego szczyt, skąd&#160;roztacza się panoramiczny widok na miasto i rzekę Gambia. Bandżul stał się również popularny wśród turystów, szczególnie licznie odwiedzają go Brytyjczycy. W pobliżu miasta znajduje się kilka ładnych plaż, z których najsłynniejszą jest Cape Point Beach. Przeprawa Barra w zwolnionym tempie Przeprawa z Barry do Bandżulu (i na odwrót) była jednym z najciekawszych doświadczeń w trakcie mojego pobytu w Gambii. W teorii to zaledwie pięć kilometrów natomiast w praktyce pięć lat świetlnych, ta niewielka odległość ciągnie się w nieskończoność. I nie przesadzam – tu nie tylko przekraczasz rzekę Gambia, ale także granice cierpliwości i wyobraźni 😀 Alternatywna opcja przeprawy na drugą stronę odpada, wystarczy spojrzeć na mapę… Rzeka właściwie dzieli kraj na dwie połowy, a żeby przedostać się do Barra właściwie trzeba przejechać całą Gambię! Rozkład kursowania promu nie istnieje, a kolejka do promu zdaje się nie mieć końca. Z podziwem patrzę na kobiety stojące w pełnym słońcu, transportujące ciężkie towary na głowach. Wszyscy czekają w napięciu na otworzenie się bramek do promu. Wówczas można zobaczyć prawdziwą wędrówkę ludów. Prom zabiera ludzi, samochody, kozy, worki z ryżem, beczki i nie wiadomo, co jeszcze. Rejs trwa około 30 minut i z pewnością nikomu się tutaj czas nie dłuży.&#160; Nudy tu nie ma. Dzieci biegają, sprzedawcy wciskają orzeszki, soki i plastikowe zegarki, z głośników leci lokalna muzyka albo wiadomości z państwowego radia. Ludzie rozmawiają, śmieją się, drzemią. A ty siedzisz, wpatrujesz obserwujesz to wszystko i myślisz, że to chyba właśnie kwintesencja podróżowania po Afryce: płynąć, nie spieszyć się i chłonąć to całe zamieszanie. Ten prom to nie tylko środek transportu. To kwintesencja Gambii. Tu spotykają się wszyscy – kierowcy ciężarówek, rybacy, uczniowie wracający ze szkoły i oszołomieni turyści z Zachodu. Nigdzie indziej nie zobaczy się tylu abstrakcyjnych sytuacji i ludzkich zachowań w jednym miejscu. &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/bandzul-stolica-ktorej-prawie-nie-ma/">Bandżul – stolica, której prawie nie ma</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/bandzul-stolica-ktorej-prawie-nie-ma/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Małpi gaj oraz urbex w sanatorium i klasztorze &#8211; okolice Fezu</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/malpi-gaj-oraz-urbex-w-sanatorium-i-klasztorze-okolice-fezu/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/malpi-gaj-oraz-urbex-w-sanatorium-i-klasztorze-okolice-fezu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 10 Aug 2025 16:30:53 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Maroko]]></category>
		<category><![CDATA[Urbex]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka Zachodnia]]></category>
		<category><![CDATA[małpy]]></category>
		<category><![CDATA[opuszczone miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[urbex]]></category>
		<category><![CDATA[urbex Maroko]]></category>
		<category><![CDATA[urbex-Maroko]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19260</guid>

					<description><![CDATA[<p>Małpi gaj oraz urbex w sanatorium i klasztorze – te trzy miejsca znajdują się w niedalekiej odległości od słynnego Fezu. Wystarczy wyjechać kawałek za miasto, by trafić w scenerie jak z horroru klasy B, filmu przyrodniczego albo&#8230; reklamy bananów. Jeśli masz słabość do miejsc opuszczonych, dziwnych i lekko upiornych, a do tego nie boisz się spotkać małpy o pokerowej twarzy to koniecznie musisz zobaczyć trzy niepowtarzalne miejsca. Opuszczone sanatorium dla gruźlików – Ben Smim Unikalną atrakcją dla koneserów urbexu jest opuszczone Sanatorium dla gruźlików. Znajduje się nieopodal wioski Ben Smim, w środku lasu. Droga do tego miejsca wiedzie przez malownicze zielone tereny. W oddali widać zalew z ogromną tamą Michlifen. Wydawać by się mogło, że droga zmierza do urokliwego kurortu, doskonale wkomponowanego w naturalne otoczenie. Tymczasem na horyzoncie pojawia się betonowy, ośmiopiętrowy kompleks, który stanowiłby idealną scenerię dla filmu klasy B o nawiedzonej lecznicy. Sanatorium powstało w 1955 roku i działało prężnie do 1965 roku, kiedy to zostało przejęte przez państwo. Jak widać, ingerencja państwa w coś, co sprawnie funkcjonuje, niezależnie od szerokości geograficznej, kończy się tak samo 😀 Rząd marokański potrzebował zaledwie 10 lat, aby położyć kres temu zakładowi. Po jego zamknięciu budynek został opuszczony i splądrowany. Zniknęły meble, sprzęt medyczny i wszystko, co dało się wywieźć. Wnętrza są zniszczone, ale atmosfera minionej epoki wciąż jest wyczuwalna, zwłaszcza gdy słychać trzaskanie okien i skrzypienie drzwi… Cèdre Gouraud – mafia z małpiego gaju Nieopodal sanatorium znajduje się niepowtarzalna atrakcja – „małpi gaj” w którym dla odmiany głównym aktorem są małpy. Na pierwszy rzut oka, można by pomyśleć, że jest to unikalna miejscówka. Góry Średniego Atlasu, wysokie drzewa cedrowe i dzika przyroda &#8211; sceneria jak z National Geographic. Tymczasem tuż po wyjściu z samochodu orientujesz się, że działa tu całkiem skuteczna kooperacja. Nagle… małpa ciągnie cię za spodnie, patrząc ci głęboko w oczy z pełną determinacją. Będąc przedstawicielem ssaków naczelnych rozumiecie się bez słów, podświadomie wiesz, że pyta: „gdzie są moje orzeszki?”, taki passive aggresive, tyle, że małpim wydaniu. I to jest właśnie ten moment, kiedy pojawiają się sprzedawcy z pełnym asortymentem małpich przysmaków. Co ciekawsze, małpy doskonale wiedzą, jak się zachowywać i są bardzo towarzyskie. Zatem najlepiej udać się tutaj z własnym prowiantem, dodam, że największą popularnością cieszą się banany 😉 Tioumliline – opuszczony klasztor, zbuntowanych Benedyktynów Kolejną atrakcją w pobliżu, jest Tioumliline – opuszczony klasztor. Klasztor Tioumliline, co w przetłumaczeniu znaczy „Białe kamienie” został założony w 1952 r. Benedyktyni zorganizowali tu ośrodek, w którym znajdowała się przychodnia i szkoła.&#160; Klasztor działał prężnie, do czasu, kiedy mnisi postanowili zaangażować się politycznie wspierając działaczy walczących o niepodległość Maroko spod władzy francuskiej. Po odzyskaniu przez Maroko niepodległości, Benedyktyni kontynuowali swoją działalność polityczną. W rezultacie, ich obecność stała się problematyczna i w 1968 r. władze Maroko postanowiły go zamknąć.&#160; Jednak to nie koniec historii tego miejsca. Klasztor odzyskał drugie życie dzięki filmowi Ludzie Boga, który był tu kręcony w 2009 r. Co prawda klasztor jest obecnie zamknięty i widać, że trwają tu prace remontowe, jednak jest to nadal ciekawe miejsce do odwiedzenia po drodze z Fezu na południe Maroko. Okolice Fezu to nie tylko przystanek w drodze na południe, ale też świetna okazja, żeby poznać „zakulisowe” Maroko – takie, którego nie zobaczysz w folderze biura podróży. Opuszczone sanatorium, klasztor z historią z podziemiem politycznym w tle i małpi gaj z lokalną mafią naczelnych – brzmi jak absurdalny miks, ale właśnie takie połączenia są najlepsze.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/malpi-gaj-oraz-urbex-w-sanatorium-i-klasztorze-okolice-fezu/">Małpi gaj oraz urbex w sanatorium i klasztorze &#8211; okolice Fezu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/malpi-gaj-oraz-urbex-w-sanatorium-i-klasztorze-okolice-fezu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rezerwat Bandia – safari w Senegalu</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/rezerwat-bandia-safari-w-senegalu/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/rezerwat-bandia-safari-w-senegalu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 27 Jul 2025 11:10:03 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Senegal]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka Zachodnia]]></category>
		<category><![CDATA[safari]]></category>
		<category><![CDATA[zwierzeta]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19241</guid>

					<description><![CDATA[<p>Rezerwat Bandia znajduje się zaledwie 65 km od senegalskiej stolicy Dakar. Bandia została ustanowiona w 1990 r, jako pierwszy prywatny rezerwat. Teren rezerwatu jest ogrodzony, niemniej jednak na 3&#160;500 hektarach, zwierzęta mogą się czuć jak w naturalnym środowisku. Co więcej, krajobraz rezerwatu urozmaica naturalna roślinność w postaci gigantycznych baobabów, plam i zarośli, które stanowią doskonałe tło do zdjęć. Co z Wielką Piątką? No cóż – lwy i słonie mają tu wolne. Bandia nie oferuje pełnego afrykańskiego zestawu „Big Five”, ale rekompensuje to różnorodnością. Można tu zobaczyć: żyrafy, nosorożce, gazele impala, bawoły, hieny i krokodyle. Rezerwat zamieszkują także strusie oraz ponad 150 gatunków ptaków. Częstym widokiem są także małpy, przybierające ciekawe pozy, jakby pozowały na okładkę National Geographic. Natomiast w odróżnieniu od innych safari, jest tu znacznie mniej zebr. Najlepszy czas na wizytę? Od listopada do maja – wtedy pora sucha zapewnia najlepsze warunki: bez błota, bez komarów i z największą szansą na spotkanie dzikich zwierząt. Poza tym krajobraz zyskuje wtedy na dramatyzmie – wyschnięte koryta rzek i majestatyczne baobaby robią robotę. Jak wygląda safari? Wstęp jest relatywnie drogi jak na warunki senegalskie. Kosztuje 12.000 Franków CFA co wynosi około 19€ (aktualne ceny dostępne są tutaj). Rezerwat można zwiedzić samodzielnie, korzystając z własnego auta, taxi bądź wypożyczając samochód na miejscu. Auta 4&#215;4 są wymagane w porze deszczowej. Rezerwat jest czynny codziennie od 8.00 do 18.00 jednak najlepiej przyjechać tu wcześnie rano, kiedy jest chłodniej i zwierzęta są bardziej aktywne. Safari trwa ok. 1,5–2 godziny, a po wszystkim można uzupełnić płyny w restauracji z widokiem legowisko krokodyli. Rezerwat Bandia to idealna opcja, jeśli chcesz poczuć klimat afrykańskiej przygody bez konieczności przedzierania się przez dżunglę z maczetą. Zwierzęta, krajobrazy&#160; i mnóstwo okazji do zdjęć, które wyglądają, jakbyś był na końcu świata – a tymczasem to zaledwie godzina drogi od Dakaru.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/rezerwat-bandia-safari-w-senegalu/">Rezerwat Bandia – safari w Senegalu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/rezerwat-bandia-safari-w-senegalu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Essaouira, Maroko</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/essaouira-maroko/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/essaouira-maroko/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 20 Jul 2025 15:50:33 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Maroko]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka Zachodnia]]></category>
		<category><![CDATA[port]]></category>
		<category><![CDATA[Stare Miasto]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19217</guid>

					<description><![CDATA[<p>Essaouira to jedno z tych marokańskich miast, które warto odwiedzić. Zamiast plątaniny wąskich uliczek i chaotycznej medyny, mamy tu uporządkowaną siatkę ulic, białe domy z niebieskimi okiennicami i powiew atlantyckiej bryzy. Choć nie tak popularna jak Marrakesz czy Fez, Essaouira ma swoją własną historię, unikalny klimat i kilka solidnych powodów, by tu zajrzeć. Historia miasta sięga czasów rzymskich, kiedy handlowano tutaj cennym barwnikiem tzw. purpurą tyryjską (o której pisałam tutaj). Była ona pozyskiwana ze specjalnego gatunku ślimaków morskich, które występowały w okolicy miasta. Barwnik ten był wykorzystywany do barwienia strojów w Imperium Rzymskim. Później pojawili się Portugalczycy, którzy – jak to Portugalczycy – lubili stawiać fortece w egzotycznych miejscach. W 1506 roku wznieśli twierdzę o nazwie Mogador. Następnie w&#160; XVIII wieku tereny te przeszły we władnie sułtana Maroko, który nie tylko lubił porządek, ale też miał słabość do francuskich projektów urbanistycznych. W ten sposób powstało miasto o nazwie As- Suwajra co po arabsku oznaczało „pięknie zaprojektowane”. W języku francuskim natomiast przybrało bardziej wdzięczną nazwę Essaouira. Essaouira jest zupełnie odmiennym miastem niż Fez czy Marrakesz. Wydaje się bardziej uporządkowana i europejska. Miasto stanowi doskonałe połączenie architektury arabskiej i europejskiej. &#160;Białe domy z niebieskimi okiennicami przypominają architekturą greckie wyspy. I wszystko to w połączeniu z arabskim klimatem daje ciekawą mieszankę. Jednak największą atrakcją w Essaouira są mury obronne. Od strony oceanu miasta strzegą dwa bastiony, zwane skala. Jeden z nich – Skala de la Ville znajduje się tuż przy starym mieście. Niegdyś chronił miasto przed piratami, natomiast obecnie stanowi doskonały punkt widokowy na miasto i ocean. Drugi bastion Skala du Port, jak można się domyślić sąsiaduje z portem, z charakterystycznymi niebieskimi łodziami rybackimi. Panuje tutaj specyficzna lokalna atmosfera. To tutaj na lokalnym targu rybnym można podejrzeć mieszkańców Essaouira twardo negocjujących ceny. Z portu roztacza się ciekawy widok na medynę. Miejsce to jest także odwiedzane przez turystów, głównie ze sprawą Gry o Tron. To tutaj zlokalizowano miasto Astapor. Essaouira znana jest też jako „miasto wiatrów”, co brzmi całkiem poetycko, dopóki piasek nie wchodzi w zęby w trakcie lunchu na plaży. Ale właśnie ten wiatr przyciąga fanów windsurfingu i kitesurfingu z całego świata.&#160; &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/essaouira-maroko/">Essaouira, Maroko</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/essaouira-maroko/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
