<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>piwo -</title>
	<atom:link href="https://girlonatrail.pl/tag/piwo/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/piwo/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 09 Jun 2024 17:50:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0</generator>

<image>
	<url>https://girlonatrail.pl/wp-content/uploads/2017/07/cropped-8656-1-32x32.jpg</url>
	<title>piwo -</title>
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/piwo/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Brno i tajemniczy Ołomuniec &#8211; Czechy na weekend</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/brno-i-tajemniczy-olomuniec-czechy-na-weekend/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/brno-i-tajemniczy-olomuniec-czechy-na-weekend/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 15 Sep 2020 14:13:08 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czechy]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Brno]]></category>
		<category><![CDATA[Europa Centralna]]></category>
		<category><![CDATA[Olomuniec]]></category>
		<category><![CDATA[piwo]]></category>
		<category><![CDATA[pomysl na weekend]]></category>
		<category><![CDATA[Stare Miasto]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=14549</guid>

					<description><![CDATA[<p>Brno i Ołomuniec zwiedziłam w ciągu jednego dnia. Mam szczególny sentyment do tych miast, ze względu na to, że od nich rozpoczęłam samodzielne zwiedzanie 😉 Mój plan był dość intensywny. W piątek po pracy wsiadłam do autokaru Lux Express, który w sobotę skoro świt przywiózł mnie do Brna. W Brnie wypiłam szybką kawę i przesiadłam się do busa kursującego do Ołomuńca. Za 230 koron w ciągu godziny znalazłam się w tym zapomnianym przez turystów mieście . Kiedy dotarłam na miejsce i zobaczyłam ołomuński dworzec, pomyślałam, że rzeczywiście czas się tu zatrzymał. Jednak wystarczy przejść nieco dalej, aby zobaczyć zupełnie odmienną rzeczywistość. Idąc pustymi ulicami, najbardziej zdziwił mnie brak turystów. Jednak zdałam sobie po chwili sprawę, że &#160;Ołomuniec znalazł się na liście 50 najpiękniejszych nieznanych miast w Europie według znanego przewodnika Lonely Planet. Co zaskakujące,&#160; to właśnie w Ołomuńcu znajduje się jeden z największych zabytkowych zespołów urbanistycznych zaraz po Pradze. Starówka Ołomuńca rzeczywiście jest dość rozległa i składa się z dwóch rynków – Górnego i Dolnego. Najważniejszym zabytkiem miasta jest bogato zdobiona, licząca ponad trzydzieści metrów Kolumna Trójcy Przenajświętszej. Została wybudowana w pierwszej połowie XVIII w. w ramach dziękczynienia za zwalczenie epidemii dżumy. Kolumna jest największą rzeźbą w Czechach i zaskakuje misternym wykonaniem. Charakterystycznym elementem Ołomuńca są figury żółwi, znajdujące się tuż obok kolumny. Są one zagadką Ołumuńca, ze względu na to, że nieznana jest ich symbolika. Co więcej, nie tylko Praga może się pochwalić słynnym zegarem astronomicznym – orloj. Zegar w Ołomuńcu, ma niepowtarzalny, socjalistyczny charakter ponieważ zamiast figurek religijnych, prezentuje postacie robotników.&#160; Zatem zapomnijcie, że w południe zobaczycie tutaj figurki aniołków, Ołomuński orloj odmierza czas przodownikom pracy! Ołomuniec to także miasto barokowych fontann. Możemy tu zobaczyć fontannę: Herkulesa, Juliusza Cezara czy Neptuna. W Ołomuńcu nie brakuje także zaskakujących murali. Jeden z najciekawszych można zobaczyć na ulicy Denisova. Przedstawia króla Edwarda VII, który w ręku, zamiast berła trzyma selfie sticka. Nieopodal murala znajduje się Katedra św. Wacława, będąca jednym z najwyższych obiektów sakralnych w Czechach. Można tu zobaczyć organy na których komponował Wolfgang Amadeusz Mozart. Jednak, największą atrakcją Ołomuńca jest spacer urokliwymi uliczkami starówki. Brno tymczasem, przywitało mnie luźną, studencką atmosferą. To drugie co do wielkości miasto w Republice Czeskiej, jest ważnym ośrodkiem naukowym i kulturalnym. Zwiedzając Brno, wycieczkę najlepiej rozpocząć od zobaczenia miasta z nieco wyższej perspektywy. Moja propozycja to dwa wzgórza. Pierwsze z nich &#8211; Petrov, na którym znajduje się słynna Katedra św. Piotra i Pawła. Roztacza się stąd ciekawy widok na miasto. Warto odwiedzić klimatyczne Ogrody Denisa, zlokalizowane tuż pod katedrą, jest to jeden z najpiękniejszych parków w mieście. Drugą miejscówką jest wzgórze,na którym znajduje się Zamek&#160; Špilberk. W czasach Cesarstwa Austro – Węgierskiego był jednym z najcięższych więzień, w którym przetrzymywano więźniów politycznych. Obecnie można stąd podziwiać panoramę Brna, z Katedrą św. Piotra i Pawła w tle. Warto zajrzeć na Zelný trh, czyli targ warzywy. Rano plac wypełniony jest kolorowymi stoiskami oferującymi rozmaite warzywa, owoce, przyprawy oraz lokalne produkty. Tuż obok znajduje się Stary Ratusz &#8211; Stará Radnica. W przejściu prowadzącym do Ratusza można zobaczyć dwa symbole, z których słynie Brno – krokodyla, który pełni rolę tutejszego smoka oraz drewniane koło. Będąc w Brnie warto także się zgubić w labiryncie brukowanych uliczek i tajemnych przejść. Można wówczas zobaczyć wiele ciekawych detali, które tworzą ciekawy charter miasta. Zwiedzanie najlepiej zakończyć na Placu Wolności – głównym punkcie spotkań mieszkańców Brna. W centralnym punkcie Placu, znajduje się charakterystyczny czarny zegar, który wielu osobom kojarzy się z niczym innym jak… oczywiście, że mam na myśli nabój, bo cóż innego? 😉 Nabój jest symbolem obrony miasta przed Szwedami w czasie wojny trzydziestoletniej. Co ciekawsze, zegar ten dla odmiany wybija godzinę 11 zamiast południa. Jest to związane z legendą według, której podczas kilku-miesięcznego oblężenia Brna w połowie XVII wieku, Szwedzi podjęli decyzję, że jeśli nie uda im się zdobyć miasta przed południem, wówczas zaprzestaną ataku.&#160; Obrońcy miasta dowiadując się o tym, uruchomili dzwony Katedry św. Piotra i Pawła o godzinie 11.00, tym samym przerywając szwedzkie oblężenie. Plac Wolności jest doskonałym miejscem, aby po intensywnym dniu spróbować słynnych knedliczków oraz napić się lokalnego piwa Starobrno.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/brno-i-tajemniczy-olomuniec-czechy-na-weekend/">Brno i tajemniczy Ołomuniec &#8211; Czechy na weekend</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/brno-i-tajemniczy-olomuniec-czechy-na-weekend/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dublin &#8211; miasto na zielonej wyspie, czarnym Guinnessem płynące</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/dublin-miasto-na-zielonej-wyspie-czarnym-guinessem-plynace/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/dublin-miasto-na-zielonej-wyspie-czarnym-guinessem-plynace/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 13 Jul 2015 02:14:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Irlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Dublin]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Europa Północna]]></category>
		<category><![CDATA[Guinness]]></category>
		<category><![CDATA[jedzenie]]></category>
		<category><![CDATA[katedra]]></category>
		<category><![CDATA[piwo]]></category>
		<category><![CDATA[zamek]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://littlebigtravel.pl/?p=1342</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dublin, podobnie jak cała Irlandia zadziwia swoim zróżnicowaniem. Jest to miasto, w którym prawdopodobnie większa ilość mieszkańców mówi językiem Mikołaja Reja,&#160; niż rdzennym gaelickim, w którym w ciągu godziny możemy doświadczyć wszelkich możliwych zjawisk atmosferycznych, a wieczny, niezależny od warunków pogodowych, optymizm Irlandczyków wręcz zaskakuje. Dublin to miasto nie tylko znanych nam w Polsce cudów ekonomicznych, to także miejsce gdzie tradycja przenika nowoczesność. Do najstarszych zachowanych zabytków możemy zaliczyć Zamek Dubliński oraz Katedrę Kościoła Chrystusowego. To jednak Katedra pod wezwaniem patrona Irlandii – św. Patryka, jest najbardziej okazałą budowlą sakralną miasta. Zaskakujący jest fakt, że kojarzony głównie z piwem i tańcami św. Patryk, nie był wcale wielbicielem tego trunku, a co gorsza nawet nie był Irlandczykiem. Jego związki z Irlandią ograniczają się do okresu niewoli w tym kraju. Po krótkim epizodzie ucieczki, postanowił powrócić na zieloną wyspę, gdzie do końca życia poświęcił się pracy misyjnej. Symbolem Irlandii, związanym z jego osobą jest trzylistna koniczyna, która służyła św. Patrykowi to wytłumaczenia Irlandczykom czym jest Trójca Święta. Będąc w Dublinie, warto się również wybrać do Trinity College – założonego w 1592 r. przez Królową Elżbietę I. W murach tego renomowanego uniwersytetu studiowali m.in. Samuel Beckett i Oscar Wilde. W bibliotece uniwersyteckiej znajduje się pięknie zdobiony manuskrypt z 800 roku tzw. Księga z Kells. &#160; Tuż za Trinity College kierując się w stronę dublińskiego portu, idąc deptakiem wzdłuż rzeki Liffey, można podziwiać nowoczesną zabudowę Dublina z Mostem Samuela Becketta oraz przechylony budynek Convention Centre. Akcentem, przypominającym o przykrej przeszłości, jest znajdujący się w pobliżu pomnik, upamiętniający setki zmarłych na wskutek Wielkiego Głodu, w latach 1845 – 1849. Przyczyną głodu, był sprowadzony ze Stanów Zjednoczonych szczep grzyba, który spowodował masowe straty w uprawach ziemniaków – podstawowego źródła wyżywienia Irlandczyków. W trakcie tego okresu populacja Irlandii zmniejszyła się niemal o 20% oraz doprowadziła do wielkiej fali emigracji głównie do Stanów Zjednoczonych. Niemałym zaskoczeniem jest także widok, znajdującej się w centrum ruchliwej ulicy O’Connell, iglicy zwanej The Spire of Dublin lub Monument of Light. Ta wysoka na ponad 120 m konstrukcja, będąca jedną z najwyższych rzeźb na świecie, zdecydowanie góruje na niską zabudową Dublina. Iglica będąca symbolem XXI wieku, została wzniesiona w miejscu Filaru Nelsona zniszczonego w 1966 r., na wskutek bomby podłożonej przez IRA. Punktem obowiązkowym jest także wizyta w Fabryce Guinnessa &#8211; miejscu produkcji najszlachetniejszego irlandzkiego trunku, będącego jednocześnie głównym towarem eksportowym tego kraju. W siedmiopiętrowym budynku możemy poznać 250 &#8211; letnią historię tego piwa, a na ostatnim piętrze, w słynnym barze o nazwie „Gravity”, możemy poczuć tę historię własnym podniebieniem, podziwiając jednocześnie panoramę Dublina. Fabryka Guinnessa jest jednym z tych miejsc, które warto odwiedzić w Dublinie. Jest ona nie tylko miejscem produkcji piwa, ale stanowi również nieodłączną część historii tego miasta i kluczowy element kształtujący jego tożsamość. Marka zyskała nie tylko renomę światowego giganta w produkcji piwa stout, ale osiągnęła także sukces na gruncie wydawniczym. „Księga rekordów Guinnessa” z podrzędnej książeczki dla klientów rozwinęła się w rozpoznawalną publikację. Oczywiście Guinness nie smakuje nigdzie tak jak w prawdziwym irlandzkim pubie. Jednym z aspektów które lubię obserwować w trakcie podróży są zwyczaje kulinarne krajów, które odwiedzam. Jest to jeden z tych elementów, które stanowią o unikalności danego miejsca, jego kultury oraz definiują ludzi którzy tam mieszkają. Każdy, z odwiedzonych przez nas do tej pory krajów, charakteryzował się właściwą sobie „kulturą picia”. Irlandzka wariacja, odzwierciedla niejako stosunek Irlandczyków do życia przejawiający się w otwartości oraz optymizmie. Jest to tzw. system &#8222;rundowy&#8221;, w którym zapoznani w pubie współtowarzysze stawiają sobie kolejno piwo. Z tego też wywodzi się znane irlandzkie powiedzenie, zgodnie z którym: „niemożliwe jest aby dwie osoby poszły do pubu na jedno piwo”. Dyscyplina pub crawlingu jest szeroko rozwinięta w rejonie ulic St. Stephen’s Green i Grafton Street, z najsłynniejszym Temple Bar, położonym przy ulicy o tej samej nazwie. Na uwagę zasługuje, także kuchnia irlandzka. Podstawą jej są ziemniaki, przygotowywane na rozmaite sposoby. Dużą popularność zyskały także „fish and chips” w wersji irlandzkiej podawane z octem. Natomiast Guinness w mojej opinii najlepiej komponuje się z Irish stew czyli gulaszem irlandzkim. Irlandia słynie również w wyrobu whiskey. Ten 40% alkohol, produkowany jest z jęczmienia, pszenicy, owsa i żyta oraz w odróżnieniu od szkockiego whisky, jest trzykrotnie destylowany. Nazwa whiskey używana jest wyłącznie dla alkoholu wyprodukowanego w Irlandii i Stanach Zjednoczonych. Na bazie whiskey wytwarzany jest znany Baileys Irish Cream oraz coś dla kawoholików – Irish Coffee, czyli nic innego jak połączenie tego trunku z kawą i bitą śmietaną. Miejscowości o nazwie Dublin jest wiele, szczególnie w znanych enklawach Irlandczyków, znajdujących się w Stanach Zjednoczonych czy Australii. Jednakże Dublin, z całą swoją różnorodnością, kapryśną pogodą oraz wspaniałymi, otwartymi ludźmi jest tylko jeden! &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;] &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/dublin-miasto-na-zielonej-wyspie-czarnym-guinessem-plynace/">Dublin &#8211; miasto na zielonej wyspie, czarnym Guinnessem płynące</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/dublin-miasto-na-zielonej-wyspie-czarnym-guinessem-plynace/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wietnam &#8211; Aby głowa znośną nam była, a żołądek wytrzymały… Bia Hoi i nie tylko</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/aby-glowa-znosna-nam-byla-a-zoladek-wytrzymaly-czyli-bia-hoi-i-nie-tylko/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/aby-glowa-znosna-nam-byla-a-zoladek-wytrzymaly-czyli-bia-hoi-i-nie-tylko/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 13 Jul 2015 01:50:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Bia Hoi]]></category>
		<category><![CDATA[Hanoi]]></category>
		<category><![CDATA[Hoi An]]></category>
		<category><![CDATA[jedzenie]]></category>
		<category><![CDATA[piwo]]></category>
		<category><![CDATA[Ruou thuoc]]></category>
		<category><![CDATA[wino]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://littlebigtravel.pl/?p=1136</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kultura picia piwa w Wietnamie sięga XIX wieku i związana jest z kolonialną przeszłością tego kraju.&#160;Wtedy też, w Hanoi została założona przez Francuzów pierwsza warzelnia piwa. Wyroby warzelni były wówczas przeznaczone dla wąskiej elity zamożnych Wietnamczyków. Zanim piwo na stałe zagościło w wietnamskich barach ludzie pili głównie wino ryżowe, które było popularne do lat 60-tych XX wieku. W trakcie wojny amerykańskiej w celu zabezpieczenia pożywienia dla ludności, ze względu na uszczuplone zasoby ryżu, produkcja wina ryżowego została przez władze zakazana. Dzięki temu nasz złoty trunek zyskał na popularności. Dodatkowo aktywna wymiana pomiędzy wietnamskim reżimem komunistycznym a Związkiem Radzieckim, w skład którego wchodziła Czeska Republika Socjalistyczna, przyczyniła się do upowszechnienia tradycyjnych metod wytwarzania piwa. Bia hoi jest ważone codziennie wieczorem, dojrzewa przez noc i rano rozwożone jest do ulicznych barów. Niepasteryzowane, bez dodatku konserwantów nadaje się do spożycia tylko w dzień w którym zostało wyprodukowane. Receptura nie jest do końca znana, ale można się domyślać, że składa się z chmielu, słodu jęczmiennego oraz dodatkowo ryżu, który pozwala na utrzymanie lekkiej i przejrzystej konsystencji. Bia hoi to trunek o złotym kolorze, delikatnie gazowany, z lekką pianką na wierzchu, czasami smaczny a czasami nie… ale wszędzie i zawsze tani! Należy do najtańszych piw świata. Kosztuje w zależności od lokalizacji od 3 000 do 5 000 dongów, co w przeliczeniu na polską walutę wynosi od 0,50 do 0,80 zł za szklankę! Najbardziej popularne jest w Hanoi, gdzie w tzw. kąciku Bia hoi, znajdującym się w Starej Dzielnicy Hanoi, przy ulicy 41 Luong Ngoc Quyen, na małych plastikowych krzesełkach, ocierając się ramionami z miejscowymi, można skosztować tego wspaniałego napoju z pobieżnie przepłukanych w wiadrze szklaneczek. Co więcej Bia hoi to nie tylko piwo, to także kwintesencja stylu życia Wietnamczyków oraz niesamowite doświadczenie kulturowo – towarzyskie. Bariery językowe po kilku szklankach nie odrywają większego znaczenia dla ożywionej dyskusji, a wszystko to ma miejsce w samym centrum gwarnego Hanoi. &#160; &#160; &#160; &#160; &#160; &#160; &#160; &#160; Sama obserwacja chaosu drogowego czy targujących się sprzedawców ulicznych dostarcza niezliczonej ilości wrażeń. Jedno jest więc pewne, topienie smutków w wietnamskim ulicznym barze jest rzeczą niemożliwą. Zatem szklanki w górę i chúc sức khỏe! Jeśli ktoś poczuje niedosyt alkoholu, w myśl zasady zwiększania procentów, w Wietnamie można skosztować wina wężowego zwanego Ruou thuoc. Jak sama nazwa wskazuje, jest to nic innego jak zanurzony w winie ryżowym lub wódce wąż. Alkohol ten, wywodzi się tradycyjnej medycyny chińskiej, która wykorzystywała ten trunek do leczenia bólu pleców oraz reumatyzmu. Jest również cenionym w Wietnamie afrodyzjakiem. Wino wężowe to nie byle jaki trunek, gdyż głównym jego składnikiem powinny być jadowite węże, w praktyce stanowi on mieszankę niejadowitych osobników tego gatunku, ptaków, insektów i ziół. Pocieszające jest w tym wszystkim to, że jad węży zanurzony w alkoholu staje się nieszkodliwy na skutek denaturacji zwartych w nim białek. Inna forma tego trunku tzw. „na świeżo”, polega przesączeniu krwi z rozciętego na oczach klienta węża, do kieliszka wypełnionego alkoholem. W trakcie pobytu w przepięknej miejscowości Hoi An, mieliśmy okazję skosztować pierwszej, „łagodniejszej” opcji. Smak był interesujący… można powiedzieć, że bukiet smakowy porównywalny był do koniaku, jednak właściwości lecznicze tego trunku są naszym zdaniem dyskusyjne, gdyż jedynym efektem był ból głowy. W Wietnamie wyróżnia się ponad 100 odmian Ruou thuoc, niestety wiele z nich zawiera gatunki uznane za zagrożone. &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/aby-glowa-znosna-nam-byla-a-zoladek-wytrzymaly-czyli-bia-hoi-i-nie-tylko/">Wietnam &#8211; Aby głowa znośną nam była, a żołądek wytrzymały… Bia Hoi i nie tylko</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/aby-glowa-znosna-nam-byla-a-zoladek-wytrzymaly-czyli-bia-hoi-i-nie-tylko/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
