<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>street art -</title>
	<atom:link href="https://girlonatrail.pl/tag/street-art/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/street-art/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Mon, 08 Jul 2024 07:11:48 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.1</generator>

<image>
	<url>https://girlonatrail.pl/wp-content/uploads/2017/07/cropped-8656-1-32x32.jpg</url>
	<title>street art -</title>
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/street-art/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Berlin w ruinie cz. II, Teufelsberg &#8211;  na Górze Diabła</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/berlin-w-ruinie-cz-ii-teufelsberg-na-gorze-diabla/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/berlin-w-ruinie-cz-ii-teufelsberg-na-gorze-diabla/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 16 Mar 2020 17:17:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[Berlin]]></category>
		<category><![CDATA[Europa Zachodnia]]></category>
		<category><![CDATA[murale]]></category>
		<category><![CDATA[opuszczone miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[street art]]></category>
		<category><![CDATA[urbex]]></category>
		<category><![CDATA[urbex Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[Zimna wojna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=13785</guid>

					<description><![CDATA[<p>W konkurencji najdziwniejszych miejscówek w Berlinie, Teufelsberg, w dosłownym tłumaczeniu Góra Diabła, bezdyskusyjnie zajmuje podium. Atrakcyjność Teufelsberg zauważali początkowo Naziści. Pod kierunkiem Alberta Speer’a – nadwornego architekta Hitlera rozpoczęto tu budowę akademii wojskowej. Inwestycja nie została dokończona, ze względu na działania wojenne III Rzeszy, które pochłonęły większość wydatków. Po wojnie, bezskuteczne próby wysadzenia przez Aliantów solidnej, niemieckiej konstrukcji, zakończyły się przysypaniem jej gruzami ze zbombardowanego Berlina. W wyniku zrzutki, usypano tutaj całkiem sporą, liczącą 80 metrów górkę – najwyższy punkt w Berlinie. Początkowo uznano, że będzie to doskonała lokalizacja na stok narciarski, jednak chwilę później radość narciarzy się skończyła. Uroki tego doskonałego &#8222;punktu widokowego&#8221; na Berlin dostrzegli Amerykanie i Brytyjczycy, którzy zlokalizowali tu stację szpiegowską. Wieści głoszą, że specjaliści z NSA (National Security Agency), przy pomocy radarów, zlokalizowanych w charakterystycznych 5 kopułach o średnicy 10 metrów, podsłuchiwali swoich sąsiadów z Bloku Wschodniego. Istnieją podejrzenia, że Teufelsberg był częścią ECHELON – globalnej sieci wywiadu elektronicznego. Podobno w szczytowym punkcie działalności stacji, pracowało tutaj około 1500 szpiegów brytyjskich i amerykańskich. Stacja szpiegowska funkcjonowała ponad 30 lat, gdyż dopiero w 1992 r. Amerykanie postanowili wynieść stąd swoje zabawki. Duchowa odnowa z wizytą u diabła? Po zjednoczeniu Niemiec, pojawiło się wiele pomysłów jak zagospodarować Teufelsberg, jednak, żaden z nich nie doczekał się realizacji.&#160; Diabelską Górą zainteresował się nawet David Lynch, który chciał utworzyć tutaj centrum medytacji transcendentalnej, jednak nie dostał pozwolenia od władz na realizację tego projektu. W końcu opiekę nad terenem przekazano firmie, która organizuje zwiedzanie Teufelsberg, za opłatą oraz udostępnia miejsce na różne imprezy. Szczegóły oraz ceny biletów można znaleźć tutaj. Charakterystyczne kopuły czasy świetności mają już za sobą, ale to właśnie one czynią to miejsce unikalnym. Podarty biały brezent, który kiedyś je pokrywał, dzisiaj wydaje charakterystyczny szelest na wietrze, aż ciarki przechodzą. Niesamowite wrażenie robią murale, oraz różnorodne rzeźby i instalacje. Jak się tam dostać? Najłatwiej samochodem, który można zaparkować na jednym z 2 parkingów, z których prowadzi leśna droga na szczyt wzgórza. Aby dostać się komunikacją miejską należy wsiąść w S-Bahn S3, S5, S75 i wysiąść na stacji Berlin – Grunewald. Stamtąd należy kierować się ulicą Dauerwaldweg, a następnie Harbigstrasse, z której należy skręcić w prawo do parkingu. Stąd prowadzi ścieżka na górę.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/berlin-w-ruinie-cz-ii-teufelsberg-na-gorze-diabla/">Berlin w ruinie cz. II, Teufelsberg &#8211;  na Górze Diabła</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/berlin-w-ruinie-cz-ii-teufelsberg-na-gorze-diabla/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O Berlinie w ruinie cz. I &#8211; zaproszenie na afterparty</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/berlin-w-ruinie-cz-i/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/berlin-w-ruinie-cz-i/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 10 Mar 2020 15:38:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[Urbex]]></category>
		<category><![CDATA[Berlin]]></category>
		<category><![CDATA[Europa Zachodnia]]></category>
		<category><![CDATA[murale]]></category>
		<category><![CDATA[opuszczone miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[street art]]></category>
		<category><![CDATA[urbex]]></category>
		<category><![CDATA[urbex Niemcy]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=13767</guid>

					<description><![CDATA[<p>W końcu przyszedł czas na wpis o Berlinie, jednak tym razem nie będę przedstawiać urokliwych, eleganckich miejsc. Wręcz przeciwnie, czas napisać o Berlinie w ruinie! Praktyczni do szpiku kości Niemcy, opanowali do perfekcji sztukę przywracania starych, zdewastowanych obiektów do życia.&#160; Podobny kierunek widać obecnie w Warszawie, choć jeszcze na mniejszą skalę i w zupełnie inny sposób. Jak robią to Niemcy? Bardzo prosto. Reanimacja tych obiektów nie ma nic wspólnego z niemieckim perfekcjonizmem. Wręcz przeciwnie, wychodzą oni z prostego założenia, jaki sens jest modyfikować coś, co jest samo w sobie kultowe, ze względu na historię i unikalny charakter. Lotnisko Tempelhof Nieczynny od 2008 r. port lotniczy Tempelhof, to idealny przykład niemieckiej pomysłowości. Co można zrobić z uciążliwym, nierentownym lotniskiem położonym w pobliżu centrum Berlina? Zrobić z niego kultowe miejsce spotkań mieszkańców! Pasy startowe doskonale sprawdzają się dla rolkarzy, a murawa na środku jako przestrzeń na liczne organizowane tu imprezy lub po prostu na grilla.  Lotnisko jest także udostępnione do zwiedzania, szczegóły można znaleźć tutaj. Szczególne opcja zwiedzania przyciąga tu wielu turystów, bo z lotniskiem wiąże się kawał ciekawej historii. Lotnisko zostało wybudowane w 1924 r. Nazistowskie plany budowy III Rzeszy, uwzględniały jego rozbudowę, tak aby rzut głównego budynku wraz z terminalami przypominał rozpostarte skrzydła orła. &#160;Jednak, na ironię w trakcie II Wojny Światowej lotnisko wcale nie było wykorzystywane zgodnie ze swoim przeznaczeniem. W hangarach produkowano broń oraz samoloty bombowe. Co ciekawsze w trakcie wojny praktycznie nie zostało zbombardowane. Alinci nie chcieli zniszczyć tak strategicznego punktu, który mogliby później wykorzystać. Niedługo po wojnie okazało się, że mieli rację. Co prawda, tuż po zdobyciu Berlina, Armia Czerwona przekazała lotnisko wojsku USA, jednak parę lat później doszło do blokady Berlina Zachodniego. Tempelhof odegrał wówczas kluczową rolę. Lotnisko w okresie od czerwca 1948 r. do maja 1949 r.&#160; stało się głównym punktem zrzutów żywności oraz produktów pierwszej potrzeby, dostarczanych Berlińczykom przez Wielką Brytanię i USA.&#160; Z czasem samoloty transportujące produkty zaczęto nazywać „rodzynkowymi bombowcami”, ponieważ oprócz&#160; podstawowych produktów spożywczych, Amerykanie dostarczali także słodycze dla dzieci. Tempelhof jest lotniskiem szczególnie bliskim Polakom, jego położenie w pobliżu granicy z Polską sprawiło, że w okresie Zimnej Wojny było głównym „hubem” uprowadzonych samolotów oraz uciekinierów z Polski. Liczne porwania samolotów LOT, szczególnie w latach 80-tych, spowodowały, że skrót LOT nabrał zupełnie nowego znaczenia. Nazwę naszego narodowego przewoźnika zaczęto tłumaczyć jako: Landing On Tempelhof, Linie Okęcie-Tempelhof lub Landet Oft in Tempelhof (z niemieckiego: ląduje często na Tempelhof). Na Temeplhof było kręconych wiele znanych filmów jak: Krucjata Bourne’a, Most Szpiegów czy Igrzyska Śmierci. Można się tu dostać metrem – linią U6 w kierunku Platz der Luftbrücke. Należy wysiąść na stacji Tempelhof, która znajduje się po drugiej stronie lotniska. Haus Schwarzenberg Street Art Haus Schwarzenberg to ciekawa miejscówka, ukryta w samym centrum Berlina. Na małym dziedzińcu zlokalizowana jest niezliczona ilość murali, pracownie artystyczne, kino oraz bary. Właściwie to, aż ciężko uwierzyć, że na tak małej powierzchni może znajdować się tyle różnorodnych prac oraz artystycznych instalacji. Jednak nie jest to tylko alternatywny hangout, jakich wiele w Berlinie. Znajduje się tutaj Muzeum Warsztatu dla Niewidomych im. Ottona Weidta, który w trakcie II Wojny Światowej, zatrudniał tu niewidomych Żydów, aby uchronić ich przed Nazistami. Co ciekawsze, zakład produkował miotły i szczotki… także dla Wermachtu.&#160;&#160; Na miejscu można także odwiedzić wystawę poświęconą Anne Frank. Wejście znajduje się tuż obok charakterystycznej mozaiki, która ją przedstawia. Wejście do na dziedziniec Haus Schwarzenberg, znajduje się przy ulicy Rosenthaler Straße 39, obok Café Cinema. Ballhaus rivera – impreza skończona, zapraszamy na afterparty Ballhaus rivera jest prawdziwą perełką ze wszystkich alternatywnych miejscówek w Berlinie. &#160;Sala balowa to kawałek historii. Została wybudowana w 1890 r. i od samego początku była popularnym miejscem imprez. Doskonała lokalizacja, tuż nad brzegiem rzeki Dahme była doskonałym miejscem na relaks.&#160; Pomimo, że przetrwała II Wojnę Światową w stanie nienaruszonym, w kolejnych dekadach nie wytrzymywała konkurencji z innymi obiektami rozrywkowymi.&#160; Ostatnia impreza odbyła się tutaj w 1990 roku i od tamtego czasu budynek żyje własnym życiem, z roku na rok coraz bardziej popadając w ruinę. Teren jest niedostępny dla zwiedzających, a obiekt grozi zawaleniem, ale w tym właśnie tkwi urok zwiedzania tego typu miejsc. Teren sali balowej otoczony jest siatką, jednak nie potrzeba nadzwyczajnych umiejętności akrobatycznych, aby znaleźć się po drugiej stronie. Wszystkie wejścia do budynku oczywiście zaryglowane są na cztery spusty jednak niektóre ogromne okiennice są otwarte… 😉 Wnętrze robi niesamowite wrażenie. Wielką salę oświetlają promienie słoneczne wpadające przez zdemolowane okiennice. Wciąż można zobaczyć&#160; tu zdobiony sufit, z resztkami kryształowego żyrandola. W centralnym punkcie znajduje się scena, z pozostałością po fortepianie. Ballhaus odwiedziłam w 2018 r. więc jakiś czas temu. Miejsce to z pewnością wygląda teraz inaczej, ciekawa jestem czy w ogóle nadal istnieje. Jeśli masz jakieś informacje, podziel się w komentarzu 🙂</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/berlin-w-ruinie-cz-i/">O Berlinie w ruinie cz. I &#8211; zaproszenie na afterparty</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/berlin-w-ruinie-cz-i/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Alfama, Lizbona &#8211; jak opisać coś nie do opisania?</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/alfama-lizbona-jak-opisac-cos-niedoopisania/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/alfama-lizbona-jak-opisac-cos-niedoopisania/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Aug 2019 14:48:32 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Portugalia]]></category>
		<category><![CDATA[Europa Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Lizbona]]></category>
		<category><![CDATA[murale]]></category>
		<category><![CDATA[Stare Miasto]]></category>
		<category><![CDATA[street art]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=13076</guid>

					<description><![CDATA[<p>Alfama od długiego czasu chodziła mi po głowie, jednak ciężko mi było się zebrać aby napisać post o tej dzielnicy Lizbony. Najwygodniej byłoby wytłumaczyć to brakiem czasu, jednak powód był zupełnie inny. O Alfamie po prostu napisać się nie da. Mogłabym bez końca używać wielu przymiotników opisujących moje wrażenia słuchowe, smakowe i wizualne w trakcie kilku pobytów w tym miejscu. Jednak najlepszy opis nie odda moich emocji i tego co pozostało w wspomnieniach. Pominąć Alfamę w trakcie zwiedzania Lizbony to tak jakby nie zwiedzić tego miasta. Stolicę Portugalii można zwiedzić wzdłuż i wszerz, ale bez wizyty w Alfamie nie da się jej poznać. Alfama jako najstarsza dzielnica Lizbony, zdecydowanie wyróżnia się od innych części miasta. Miejsce to właściwie przenosi w czasie, gdyż jako jedyna dzielnica Lizbony przetrwała trzęsienie ziemi w 1755 r. Sama nazwa Alfama pochodzi z języka arabskiego od słowa al – hamma, które oznacza gorące źródła. W czasach okupacji tych terenów przez Maurów, Alfama była ekskluzywną dzielnicą.&#160; Można powiedzieć, że miejsce to było wówczas&#160; swego rodzaju uzdrowiskiem, gdyż wodom Alfamy przypisywano właściwości lecznicze. W XX wieku Alfama zamieszkiwana była głównie przez rybaków oraz rodziny żeglarzy – uboższą część społeczeństwa. W latach 70-80-tych była uznawana za najbardziej niebezpieczną dzielnicę w Lizbonie. Planowano nawet wyburzenie i przebudowę tej historycznej części miasta, na szczęście nie doszło to do skutku. Obecnie z roku na rok przybywa tu coraz więcej trustów, a miejsce to powoli zaczyna się komercjalizować, przez traci swój unikalny charakter. Alfama wydaje się być właściwie miastem w mieście, funkcjonować na swoich własnych warunkach, z dala od gwarnego miasta. Mieszkańcy Alfamy wydają się tworzyć lokalną społeczność odciętą od reszty Lizbony. Jest tu swojsko i spokojnie , a leniwy rytm dnia mieszkańców wyznaczają codziennie domowe czynności. Najlepszym sposobem na zwiedzanie tego miejsca jest zgubienie się w labiryncie wąskich uliczek. Charakterystyczna pastelowa, gęsta zabudowa, wiszące na balkonach pranie, wylegujące się na chodniku koty czy niesamowita ilość ozdobnych detali tworzą unikalny klimat tej dzielnicy. Można tu także zaobserwować codziennie życie mieszkańców Alfamy, spróbować&#160; domowej roboty nalewki Ginjinha, sprzedawanej przez starsze panie, które w ten sposób dorabiają do emerytury. Niestety nadal widać, że Alfama jest zamieszkiwana przez uboższą część społeczeństwa, jednak na każdym korku możemy tu spotkać uśmiechniętych i pomocnych mieszkańców. Alfamie Portugalia zawdzięcza również Fado – tradycyjną muzykę. jest ona nierozerwalnie związana z tzw. saudade – odczuciem tęsknoty i nostalgii. Saudade jest słowem które występuje tylko w języku portugalskim i jest nieodłącznym elementem&#160; charakteryzującym Portugalię jako naród żeglarzy i odkrywców. Z tego powodu muzyka Fado jest bardzo emocjonalna, a zarazem melancholijna. Wiele piosenek jest dedykowanych właśnie Alfamie, a na terenie dzielnicy organizowanych jest wiele koncertów fado. Fado poświęcona jest również sztuka uliczna Lizbony. Na ulicy Escandinhas&#160;de São Cristóvão można zobaczyć mural Fado Vadio przedstawiający popularnych wykonawców fado. Na terenie Alfamy, na murach budynków można zaobserwować wiele ciekawych murali oraz słynnych azulejos – ceramicznych dekoracyjnych płytek. Alfamę warto odwiedzić zarówno w dzień jak i wieczorem, gdy jest ciekawie oświetlona, a z pobliskich barów można usłyszeć muzykę fado. Na terenie Alfamy w każy wtorek i sobotę w godzinach od 6 do 17&#160; organizowany jest pchli targ &#8211; Feira da Ladra, co w przetłumaczeniu znaczy &#8211; bazar złodziei. Jest to idealne miesjce aby podpatrzec lokalne życie mieszkańców Lizbony. Alfama jest miejscem unikalnym. wydaje się być oddzielona od gwarnej części Lizbony, co daje odczucie zanurzenia się w hermetyczną lokalną rzeczywistość. Niestety w związku z rozwojem masowej turystyki tego typu miejsc, jest coraz mniej. Podejrzewam, że niedługo na ulicach Alfamy również zobaczymy stragany z „chińskimi” pamiątkami, food trucki i komercyjne sieciówki. W mojej pamięci zostaną dźwięki fado, serdeczne uśmiechy starszych pań sprzedających cudowną w smaku, domową nalewkę wiśniową, pastelowe kolory kamieniczek oraz niesamowity światłocień do zdjęć z jakim nie spotkałam się jak dotąd w żadnym innym mieście. &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/alfama-lizbona-jak-opisac-cos-niedoopisania/">Alfama, Lizbona &#8211; jak opisać coś nie do opisania?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/alfama-lizbona-jak-opisac-cos-niedoopisania/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Girl on a trail w&#8230;</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/bristol/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/bristol/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 12 Jul 2017 19:14:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Anglia]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[bungee]]></category>
		<category><![CDATA[Europa Północna]]></category>
		<category><![CDATA[murale]]></category>
		<category><![CDATA[street art]]></category>
		<category><![CDATA[UK]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=9727</guid>

					<description><![CDATA[<p>Początek listopada, za oknem było zimno, szaro i ponuro, a ja zasiadając do wyszukiwarki lotów, zaczęłam sobie wizualizować palmy, słońce i ciepłe morze. Musiałam gdzieś się wyrwać choćby na weekend. Po desperackich poszukiwaniach jakiejkolwiek drogi ewakuacji wybór padł na… Bristol. Nie mogę powiedzieć że była to kwestia świadomego&#160; wyboru, bo kto o normalnych zmysłach wybiera się do Anglii w samym środku zimy?! &#160;Nazwę to może chwilowym impulsem, spowodowanym w dużej mierze niską ceną za przelot… Miesiąc później, śmiejąc się z samej siebie, karnie pojechałam na lotnisko w Modlinie, wtedy się jeszcze nie spodziewałam, że będzie to jeden z moich lepszych weekendowych wyjazdów. Znając „angielskie” realia, tym bardziej o tej porze roku, starałam się nie myśleć że mój wyjazd to typowa ucieczka z deszczu pod rynnę. Tymczasem, ku mojemu zaskoczeniu Bristol przywitał mnie przepiękną słoneczną pogodą. Jednak nie było to jedyne zaskoczenie, samo miasto zachwyciło mnie swoją różnorodnością, atmosferą oraz ilością kolorów. Szare, zaniedbane budynki na ulicy Stokes Croft czy Nelson Street, za sprawą grupy artystów działających w projekcie pod nazwą See No Evil, zostały zamienione w prawdziwe dzieła sztuki. Śmiało można powiedzieć, że te ulice Bristolu te jedna wielka galeria na świeżym powietrzu, która nieustannie się zmienia. Z Bristolu pochodzi słynny Banksy. Jego prace o charakterze pacyfistycznym, anarchistycznym, antykonsumpcyjnym często odwołujące się do takich problemów jak bezdomność czy wyobcowanie lub obnażające hipokryzję oraz absurd, można spotkać na całym świecie, od Stanów Zjednoczonych po Australię.&#160; Na wspomnianej wcześniej ulicy Stokes Croft można zobaczyć jeden z pierwszych murali Banksy’ego zatytuowany The Mild Mild West, przedstawiający pluszowego misia, rzucającego koktajlem Mołotowa w policję. Bristol zaskakuje też swoją oryginalnością oraz nieschematycznym podejściem. Stąd pochodzą takie zespoły jak: Massive Attack czy Portishead, które dały początek gatunkowi trip hop, a 1 kwietnia 1979 r. z bristolskiego mostu Clifton Bridge, odbył się pierwszy skok na bungee. Sam most robi duże wrażenie, gdyż wznosi się na wysokość 80 metrów i gwarantuje niesamowite widoki na wąwóz Avon.&#160; Most Clifton był pierwszym miejscem które zobaczyłam w Birstolu, jeszcze z okien samolotu. Późnym wieczorem, pięknie oświetlony, naprawdę zrobił na mnie duże wrażenie. Jednak Bristol to nie tylko skoki na bungee i street art. Znajduje się tu wiele zupełnie odmiennych i klimatycznych miejsc jak słynne Christmas Steps. A także zbombardowany w trakcie II wojny Światowej &#8211; Temple Church. Warto również zwiedzić port w Bristolu. Port ten, zwany też bramą do Nowego Świata, jest jednym z najstarszych w Anglii. To stąd John Cabot po koniec XV w. wypływał na „podbój” Ameryki. Obecnie znajduje się tu replika jego okrętu, a także muzeum &#8211; M Shed – poświęcone historii oraz życiu ludzi w Bristolu oraz centrum edukacyjne z planetarium. Bristol to miasto otwarte i kosmopolityczne, co widać chociażby na słynnym, St. Nicholas’ Market, gdzie liczne stoiska oferują rozmaite potrawy oraz produkty z różnych zakątków świata. Co więcej można tu znaleźć także polskie akcenty 😉 &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;] &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/bristol/">Girl on a trail w&#8230;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/bristol/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
