<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Gruzja -</title>
	<atom:link href="https://girlonatrail.pl/tag/gruzja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/gruzja/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 23 May 2024 14:15:37 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://girlonatrail.pl/wp-content/uploads/2017/07/cropped-8656-1-32x32.jpg</url>
	<title>Gruzja -</title>
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/gruzja/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Dawit Garedża &#8211; historia pewnej burzliwej podróży</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/dawit-garedza-historia-pewnej-burzliwej-podrozy/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/dawit-garedza-historia-pewnej-burzliwej-podrozy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 02 May 2021 10:34:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Dawit Garedża]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=15669</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Dawit Garedża mieliśmy zwiedzać pierwszego dnia tuż po przylocie do Gruzji. Plan zakładał wizytę w kompleksie klasztornym, a następnie dalszą podróż do miejscowości Gandża w Azerbejdżanie. Największym problemem w organizacji objazdówki po Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie był samochód. Armenia i Azerbejdżan są w stanie wojny, a granica między nimi jest zamknięta, jednak to nie stanowi jako takiego problemu&#160; bo do obydwu można dostać się przez Gruzję. Problemem jest znalezienie wypożyczalni, która zgodzi się na przejazd wypożyczonym autem do tych dwóch państw. W końcu udało się taką znaleźć, miała dobre oceny, kontakt był natychmiastowy. Jeszcze przed wyjazdem, znając temperament gruzińskich kierowców zdecydowaliśmy się na wykupienie pełnego ubezpieczenia. Po przylocie udaliśmy się prosto na miejsce. Otrzymujemy umowę zgodnie z którą pokrywamy pełne koszty naprawy samochodu. Do umowy dołączony jest formularz odbioru samochodu zgodnie z którym brak jest jakichkolwiek szkód, samochód w rzeczywistości to skorupa poobijana z każdej strony. Pani z wypożyczalni tłumaczy się, że ona tylko to drukuje i że możemy zadzwonić do szefowej. Po dłuższej dyskusji otrzymujemy poprawioną umowę i zabieramy się do czytania. Po chwili przychodzi jakiś Gruzin i robi zamieszanie, że potrzebuje wypożyczyć auto, operatorka drukarki zaczyna nas pośpieszać… Ta presja na nas nie działa, domyślamy się o co chodzi i jeszcze wnikliwiej czytamy umowę. Oczywiście została poprawiona, zgodnie z nowym brzmieniem zakres naszej odpowiedzialności w związku ze szkodami określa aneks, jednak nic takiego nie zostało dołączone. Prosimy o aneks, pani operator mówi, że to ich prawo… Jakie prawo? Niech wydrukuje zatem to „ich prawo”. Nie może, ale przecież zawsze możemy ponownie dzownić do szefowej. Tak właściwie to był dla nas koniec negocjacji. W dzwiach słyszymy, że mamy zapłacić za upoważnienie do użycia samochodu w Azerjbejdżanie i w Armenii, dobry żart! Zaśmialiśmy i wyszliśmy. Zostaliśmy na lodzie. Mój plan zakładał przejechanie ponad 3 000 km w ciągu 10 dni, wszystko dopięte na ostatni guzik, oprócz auta. Mieliśmy nikłe szanse, żeby znaleźć w sezonie wypożyczalnię, która wypożyczyłaby nam auto 4&#215;4 i dodatkwo zewzoliła nam na wyjazd do Azerbejdżanu i Armenii. Na tą chwilę nie pozostało nam nic innego jak ratowanie wyjazdu i skorzystanie z opcji B czyli przejazdu nocnym pociągiem do Baku w Azerbejdżanie. Na dworcu pełno ludzi, do kas niesamowite kolejki, wiem, że trasa ta jest bardzo popularna w sezonie. Nieśmiało podchodzimy do pustego okienka, chcę się dowiedzieć czy w ogóle są jakieś bilety, przyznam, że jesteśmy tak zmęczeni po locie i negocjacjach w wypożyczalni, że mam nadzieję, kupić te bilety bez kolejki. Wyraz twarzy pani z okienka wskazuje, że robi mi ogromną przysługę sprawdzając miejsca. Jest tylko 6 biletów, jeeeeest, udało się! Pada pytanie o karteczkę z numerkiem… nie mamy. Prośby na nic się zdają będzie bilet jak będzie karteczka, musimy odczekać swoje w kolejce. Bierzemy numerek, wskazuje 216 osób przed nami… Czekamy parę godzin, z zazdrością obserwując cieszących się ludzi &#8211; zdobyli bilety, na pewno na nasz pociąg. Planu C nie mieliśmy, więc co mogliśmy robić innego jak cierpliwie czekać? W końcu przyszła nasza kolej, są!!! Ostatnie 2 miejsca, jedziemy!!! Z perspektywy czasu cieszę się, że tak się stało ponieważ sama podróż pociągiem była niezapomnianym doświadczeniem, o czym pisałam tutaj. W drodze zrodził się „plan naprawczy”, oprócz zwiedzania Baku i okolic szukamy wypożyczalni w Tbilisi, która dysponowałaby wolnym samochodem 4&#215;4. Nie mam złudzeń, w sezonie nie da rady, wściekła idę zwiedzać stolicę Azerbejdżanu. Tymczasem Łukasz dokonuje cudu, znajduje auto! Dwa dni później, znajdujemy się w punkcie wyjścia, wysiadamy skoro świt z nocnego pociągu z Baku do Tbilisi. Mamy wypożyczyć auto i udać się do Armenii do miejscowości Sevan, znajdującej się około 240 km od stolicy Gruzji. Po załatwieniu formalności ruszyliśmy w drogę. Straciłam już wcześniej nadzieję na zobaczenie kompleksu Dawit Garedża. Jednak mój towarzysz podróży stwierdził, że skoro kompleks był w planie to trzeba go zobaczyć. Miałam wątpliwości, było już popołudnie, nie ukrywam, że byliśmy trochę zmęczeni po nocnej podróży i emocjach ostatnich dni, zdawałam sobie sprawę, że przejazd do Garedży zajmie nam 2 godziny, uwzględniałam czas na zwiedzanie i powrót, przejazd przez granicę ormiańską oraz 150 km do Sevan, nie wiadomo jaką drogą. Zresztą zdjęcia Dawit Garedża nie zrobiły na mnie większego wrażenia, miejsce to nie trafiło na moja listę must -see. Moje argumenty nie były jednak przekonujące, Łukasz argumentował, że przecież damy radę. Pomyślałam sobie… skoro tak nalega? Trzeba tam jechać! Kawałek za miejscowością Rustawi stopniowo ubywało asfaltu na drodze, aż w końcu go zabrakło i wjechaliśmy na drogę szutrowo &#8211; polną. Pogoda stopniowo zaczęła się pogarszać, zbierało się na burzę. Pomyślałam sobie, że cały wysiłek na nic, zanim dojedziemy do kompleksu będzie lało i w ogóle będzie podle i beznadziejnie. Nie zdawałam sobie wtedy jednak sprawy, że to właśnie ta burzowa pogoda sprawi, że ta wycieczka dołączy do tych z kategorii – niezapomniane. W miarę jak robiło się coraz ciemniej, krajobraz stawał się coraz bardziej stepowy. Poczuliśmy się jak byśmy byli na końcu świata. Dookoła nas była bezkresna pustka. Niesamowite odczucie, tym bardziej że w cywilizowanym świecie naprawdę bardzo rzadko można zobaczyć&#160; pustą po horyzont przestrzeń. Widoki na tej drodze są nieprzeciętne. Przypominają przepastne mongolskie stepy widziane na filmach. Pofałdowany stepowy krajobraz składający się kolorowych pagórków w odcieniach różu i czerwieni, coś niesamowitego. A do tego wszystkiego, ciężkie chmury z burzą na dalekim horyzoncie, ten obraz mam przed oczami do dzisiaj. Sam kompleks monastyrów wobec tego wszystkiego co widzimy wydaje się być zaledwie dodatkiem, a nie głównym punktem naszej wycieczki. Kto by pomyślał? 😉 Kompleks monastyrów Dawit Garedża pamięta czasy VI w. Wówczas syryjski mnich Dawit postanowił osiedlić się z jednej z jaskiń, tak powstał pierwszy monastyr &#8211; Lavra. Z czasem pustelniczy tryb życia przyciągnął innych mnichów, którzy mogli tutaj oddawać się kontemplacji. Z czasem kompleks zaczął się powiększać o kolejne monastyry, a pomiędzy XI a XIII wiekiem nastąpił największy jego rozkwit. Kolejne lata to burzliwy czas najazdów najpierw Mongołów w drugiej połowie XIII wieku (1265), a następnie Persów w XVII wieku. Pomimo to Dawit Garedża dalej funkcjonował aż do 1921 r. W okresie Związku Radzieckiego, klasztor został zamknięty, a tereny w jego pobliżu zostały przeznaczone na poligon wojskowy. Dopiero w 1991 r. po odzyskaniu przez Gruzję niepodległości został ponownie otwarty. Obecnie w monastyrze przebywa zaledwie kilku mnichów. W trakcie naszej wizyty, duża jego część byłą niedostępna ze względu na trwające prace remontowe. Nie lamentuję kiedy mam takie widoki. Niesamowity krajobraz dookoła, położony jest tak właściwie także na terytorium azerskim. Zaledwie 200 metrów od Dawit Garedża znajduje się granica z Azerbejdżanem. Teren kompleksu jest źródłem konfliktu pomiędzy obydwoma państwami, co jakiś czas dochodzi tutaj do incydentów. Ze względu na dużą wartość historyczną Garedży, Gruzja oferuje Azerom inne tereny w zamian za odstąpienie tego terenu. Natomiast dla Azerbejdżanu tereny te mają szczególne znaczenie militarne. Konflikt ten zdaje się nie mieć końca, tym bardziej, że jest podsycany przez inny kraj – wpływowego gracza w tym regionie. Jednak nie wnikając w politykę, jak wyglądała dalsza nasza podróż? Gdy dotarliśmy do miejscowości Rustawi robiło się ciemno. Mieliśmy jeszcze 240 km. Mogłoby się wydawać, że niedużo, natomiast na granicy mieliśmy duże opóźnienie ze względu na awanturę jaka wywiązała się pomiędzy Rosjanami, a celnikami ormiańskimi. Natomiast droga ormiańska od granicy aż do samej miejscowości Sevan praktycznie nie istniała. Na miejsce dotarliśmy o 2 w nocy. To był ciężki dzień pełen wrażeń, natomiast nasz plan zaczął się realizować w 100%.&#160; Dojazd z Tbilisi Do Dawit Garedża nie funkcjonuje transport publiczny. Jednak oprócz wypożyczenia auta istnieje także możliwość przejazdu taksówką, koszt wycieczki powinien wynieść około 100 lari w dwie strony wraz z postojem na zwiedzanie, co przy 4 osobach wyniesie 25 lari. Dodatkowo codziennie o godzinie 11 z Placu Wolności odjeżdża bus „Gareji line” który przywozi turystów na miejsce a wieczorem odwozi.&#160; Prywatny transport często oferują również hostele i pensjonaty. Spodobał Ci się post? Zajrzyj do innych! Kazbegi i Gruzińska Droga Wojenna Giumri – Wardzia – Chrtewisi – Brojomi – Kaukaz tour! Tbilisi – wszystko w jednym! Gruzja &#8211; Gori, z wizytą w rodzinnym mieście Stalina Gruzja &#8211; Kutaisi i okolice Girl on a (dangerous) Trail &#8211; czyli (nie)bezpieczeństwo drogowe Mięso, gluten i wino, czyli kuchnia gruzińska w skrócie</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/dawit-garedza-historia-pewnej-burzliwej-podrozy/">Dawit Garedża &#8211; historia pewnej burzliwej podróży</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/dawit-garedza-historia-pewnej-burzliwej-podrozy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kazbegi i Gruzińska Droga Wojenna</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/kazbegi-i-gruzinska-droga-wojenna/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/kazbegi-i-gruzinska-droga-wojenna/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 26 Jan 2021 19:37:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[gory]]></category>
		<category><![CDATA[kosciol]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=15233</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wycieczkę do Kazbegi zaczynam skoro świt, chcę tego samego dnia wrócić do Tbilisi. Podróż w jedną stronę wynosi około 2,5 – 3 godziny, dodatkowo muszę uwzględnić czas na wspinaczkę do słynnego Kościoła Świętej Trójcy. Plan jak najbardziej realny. Wysiadam na stacji metra Didube i udaję się prosto na Dworzec Autobusowy. Do Kazbegi można się dostać na dwa sposoby. Tańsza opcja to marszrutka, koszt przejazdu wynosi 10 lari. Decyduje się jednak na droższą opcję – przejazd prywatnym busem za 15 lari (podobno obecnie wynosi 20 lari – dane z 2019 r.), gdyż w cenę wliczone są wówczas dwa postoje&#160; na zwiedzanie. Busów nie trzeba długo szukać, znajdują się same, jak to w Gruzji. Wyjeżdżamy z Tbilisi na drogę E117, zwaną złowieszczo &#8211; Gruzińską Drogą Wojenną. Od starożytności był to znany szlak handlowy łączący Północny Kaukaz z Południowym. Nazwa Gruzińska Droga Wojenna, przyjęła się dopiero w XIX w. kiedy została poszerzona i umocniona przez Rosjan w celu transportu wojska w rejon Zakaukazia. Tamte czasy minęły, nie są tu prowadzone żadne działania wojenne, natomiast nastroje pozostały bojowe. Mówię głównie o kierowcach, którzy przeprowadzają na tej drodze mrożące krew w żyłach manewry. Gruzińska Droga Wojenna to jedna z najpięknieszych tras w Eurazji.&#160; Na odcinku 200 km przcina Wielki Kaukaz, od Tbilisi, aż po Władykaukaz. Co ciekawsze, tylko tą drogą możemy się dostać do Rosji. Funkcjonuje tu jedyne legalne przejście graniczne, znajdujące się zaledwie 12 km od mojego celu podróży – miejscowości Kazbegi. Gruzińska Droga Wojenna &#160;słynie z zapierających dech w piersiach widoków i wznosi się na wysokość ponad 2300 metrów. Jednak niezależnie od krajobrazu za oknem ja i tak mam zaparty dech obserwując z tylnego siedzenia widowisko na drodze. W programie kierowca przewidział m.in. wyprzedanie na mostach i ostrych zakrętach, czasami zdarza się na ślepo na trzeciego, o szczegółach jak przekraczanie prędkości nie będę wspominać. Nie wiem czy poczuliście dramatyzm sytuacji?&#160; Nie? Właśnie zapomniałam wspomnieć o tym, że kierownicę ma po prawej stronie, przy ruchu prawostronnym. Każdy manewr wyprzedzania poprzdzony jest swoistym rytuałem. Zaczyna się od przeżegnania, następnie następuje porozumiewawcze spojrzenie na pasażerkę siedzącą po lewej, na pierwszy rzut oka może się wydawać, że&#160; kierowca szuka potwierdzenia, że droga jest wolna, jednak niezależnie od wyrazu jej twarzy, decyzja i tak już została podjęta przed przeżegnaniem.&#160; Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że wszyscy użytownicy tej drogi zdają się po prostu na przeznaczenie. Minęła połowa drogi, pierwszy przystanek, co za ulga… Przede mną rozpościera się krystalicznie czyste jezioro Żinwali, bajecznie położone między górami. A na szczycie twierdza Ananuri. Można ją zobaczyć na wielu materiałach reklamujących turystykę w Gruzji. Po krótkim postoju na zrobienie zdjęć i zobaczenie twierdzy z bliska, z duszą na ramieniu wsiadam do wehikułu. Tym razem jest jeszcze gorzej, droga staje się coraz węższa, kręta i prowadzi coraz wyżej. Tu już nie ma żartów, kierowca bez przerwy robi znak krzyża. Po kolejnych 60 kilometrach, tuż za słynnym kurortem Gudauri, cali i zdrowi docieramy do Pomnika Przyjaźni Rosyjsko – Gruzińskiej, to nie żart&#8230;. Został wzniesiony w 1983 r. z okazji dwusetnej rocznicy podpisania traktatu o przyjaźni między Gruzją a Rosją. Warto się tu zatrzmać nie tyle dla pomnika, co dla niesamowitych widoków. Krótki postój na zdjęcia i znowu muszę się zmierzyć z Panem Final – Destinantion. Na szczęscie tym razem tylko 30 kilometrów jazdy do Kazbegi, a tak właściwie Stepancminda. Nazwa Kazbegi pochodzi z czasów radzieckich, została nadana w 1925 dla upamiętnienia Gabriela Kazbegiego, który pomógł stłumić antyrosyjską rewolucję na terenie Gruzji. Dlatego w 2006 r. postanowiono przywrócić miasteczku pierwotną nazwę&#160; Stepancminda, nadaną na cześć św. Szczepana. Samo miasteczko nie grzeszy pięknością, natomiast jest punktem wypadowym do najbardziej popularnej atrakcji Gruzji – Kościoła Świętej Trójcy znanego także jako Cminda Sameba lub Gergeti Trinity Church, a także na słynną górę Kazbek. Do kościoła można się dostać samochodem 4&#215;4 z parkingu w centrum miasta, wówczas ta przyjemność kosztuje 10 lari. Ja zdecydowałam się na wycieczkę pieszo. Trekking nie jest wymagający, droga wiedzie przez las, zdarzają się ostre podejścia, natomiast bez problemu można się obejść bez specjalnego obuwia. Cała trasa zajmuje od 2,5 do 3 godzin. Pocztówkowy kościół z XIV wieku znajduje się na wyskości 2170 m. To tutaj ukrywano święte relikwie w czasach niepokoju. Chcąc zwiedzić kościół, należy pamietać o skromnym ubiorze: długa spódnica lub spodnie , chusta na głowę i zakryte ramiona są obowiązkowe. Największe wrażenie robi lokalizacja kościoła pomiędzy wysokimi szczytami, pośród których wyróżnia się Kazbek. Jest to jeden z najwyższych szczytów Kaukazu, liczący ponad 5000 m. Jest to drzemiący wulkan, choć w trakcie mojej wizyty wcale na taki nie wyglądał 😉 To właśnie niesamowity krajobraz czyni to miejsce wyjątkowym. Do Kazbegi najlepiej przyjechać na dłużej, gdyż w okolicy znajduje się wiele atrakcji. Jednak będąc w Tbilisi warto się tu wybrać choćby na jeden dzień.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/kazbegi-i-gruzinska-droga-wojenna/">Kazbegi i Gruzińska Droga Wojenna</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/kazbegi-i-gruzinska-droga-wojenna/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		<enclosure url="http://girlonatrail.pl//wp-content/uploads/2021/01/filmik-1-Gruzja.mp4" length="58596326" type="video/mp4" />
<enclosure url="http://girlonatrail.pl//wp-content/uploads/2021/01/filmik-2-Kazbegi.mp4" length="64028250" type="video/mp4" />

			</item>
		<item>
		<title>Giumri – Wardzia – Chrtewisi – Brojomi – Kaukaz tour!</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/giumri-wardzia-chrtewisi-brojomi-kaukaz-tour/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/giumri-wardzia-chrtewisi-brojomi-kaukaz-tour/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 19 Oct 2020 20:12:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Armenia]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Skalne Miasto]]></category>
		<category><![CDATA[twierdza]]></category>
		<category><![CDATA[Wardzia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=14721</guid>

					<description><![CDATA[<p>Ostatni przystanek podróży po Armenii – miasto Giumri. Jest to drugie co do wielkości miasto w Armenii, zaraz po stolicy Erywaniu, choć, liczy zaledwie 120 tys mieszkańców. Kiedyś tętniło życiem i było kulturalną stolicą regionu. Jednak 7 grudnia 1988 r., nawiedziło je największe trzęsienie ziemi w historii Armenii, które niemal zrównało je z ziemią. Tysiące ludzi straciło wówczas życie, nie wspominając już o tych którzy stracili dach nad głową. Przyczyną tak ogromnych strat była zabudowa miasta. Wysokie blokowiska zbudowane z najtańszych materiałów na terenie aktywnym sejsmicznie przesądziły o losie Giumri. Nie wiem co mnie ciągnęło do tego miasta, bo z pewnością nie jest to turystyczne miejsce. Chyba ciekawość, jak wygląda po ponad 30 latach od tragedii. Niestety Giumri nadal nie otrząsnęło się po trzęsieniu ziemi, wiele obiektów jest zniszczonych, a gdzieniegdzie widać prace budowlane. Giumri znajduje się tuż przy granicy z Gruzją. Szczerze przyznam, że żal mi było opuszczać Armenię natomiast z drugiej strony cieszyłam się, że w końcu będziemy mogli poruszać się po normalnych drogach. Drogi w Armenii były koszmarem, nie wspominając o kierowcach. Planując podróż, w tym trasy przejazdów zawsze uwzględniam margines czasu na nieplanowane zdarzenia. Przyznam, że w przypadku Armenii źle oszacowałam faktyczny czas przejazdu poszczególnych odcinków. Zdawałam sobie sprawę, że ormiańskim drogom daleko do niemieckich autostrad, natomiast ujmę to tak, przejechanie terenówką 200 kilometrowego odcinka trasy dziennie było sporym wyzwaniem. Natomiast, żeby było śmiesznie,na odcinkach, które pozwalały nadrobić stracony czas było pełno, dosłownie PEŁNO fotoradarów. Gruzińskie drogi znałam z poprzedniego wyjazdu dlatego też byłam przekonana, że dalsza podróż będzie zdecydowanie mniej męcząca. Wszystko zapowiadało się cudownie, za oknem niesamowity, sielski krajobraz, słońce powoli zachodziło. Przejechaliśmy przez małe przejście graniczne w miejscowości Բավրայի մաքսային կետ, no dobra żartuję, w miejscowości Bavra i naszym oczom ukazał się na drodze, dosłownie krajobraz księżycowy. Krater na kraterze, asfalt wyglądał jak ser szwajcarski. Do tego wszystkiego ograniczenie prędkości do 60 km na godzinę, muszę przyznać, że ten sarkazm naprawdę się Gruzinom udał. Właściwie to przy 20 km na godzinę, stabilizacja obrazu w telefonie nie dawała rady 😉 Natomiast, mnie osobiście najbardziej ujął mostek na rzece 😉&#160;&#160; Na zakończenie ekscytującego dnia dojechaliśmy do hotelu, w którym czekała nas nagroda – niesamowity zachód słońca. Następnego ranka skoro świt ruszyliśmy w dalszą trasę. Pierwszy przystanek Forteca Chertwisi. Niesamowita lokalizacja twierdzy na zboczach skalistego wzgórza tuż obok rzeki Kura robi niesamowite wrażenie. Natomiast jej wnętrze jeszcze większe. Twierdza Chertwisi nie raz w swojej długiej historii została zniszczona, przez Mongołów czy następnie Turków, jednak teraz niszczy ją upływ czasu. Większość osób która odwiedza to miejsce jest rozczarowana gdyż wewnątrz można zobaczyć tylko ruiny murów oraz baszt obronnych. Całkowicie zgadzam się, że szkoda takiego zabytku, natomiast w takiej surowej formie dla mnie ma jeszcze większy urok. Niecałe 20 minut jazdy samochodem wystarczy aby z Twierdzy Chertwisi znaleźć się w Wardzi. Wardzia powstała w XII wieku. Za sprawą królowej Tamary, w czasach świetności liczyła podobno ponad 3 tysiące jaskiń rozlokowanych na 13 kondygnacjach, połączonych tunelami i mogła pomieścić nawet 60 tysięcy mieszkańców. Wydaje się to wręcz niewiarygodne. Wardzia służyła głównie jako schronienie przed najazdami Mongołów.&#160; Do miasta można było się dostać wyłącznie ukrytymi przejściami. &#160;Na terenie skalnego miasta istniało podobno 25 winnic, a także rozmaite pomieszczenia mieszkalne i gospodarcze jak: stajnie, czy spichlerze. W centralnym punkcie skalnego miasta znajdował się Kościół Wniebowzięcia, który możemy także dzisiaj podziwiać. Oprócz kościoła funkcjonowało tutaj także kilkanaście innych świątyń. Niestety w 1283 r. Wardzia podobnie jak Giumri została w dużej części zniszczona przez trzęsienie ziemi. Odsłonięte miasto było łatwym celem ataku. Wykorzystali to Persowie, którzy w połowie XVI wieku kompletnie splądrowali miasto. Obecnie do zwiedzania udostępnionych jest około 300 komnat oraz klasztor. Wstęp kosztuje 7 lari czyli około 10 zł (dane z 2018 r.) &#160;Należy pamiętać, że nadal jest to miejsce kultu, dlatego obowiązuje tu skromny ubiór: długie spodnie lub spódnice oraz nakrycie głowy. Ostatnim miejscem na naszej trasie do Tbilisi było słynne uzdrowisko Bordjomi. Woda mineralna Bordjomi to chyba najbardziej rozpoznawany na świecie gruziński produkt. Jest to lecznicza woda stosowana przy schorzeniach układu pokarmowego, a ponadto polecana jest także na kaca. Jak widać po kolejce chętnych, Gruzini nie wylewają za kołnierz. Oczywiście chodzi mi o wodę leczniczą 😉 Uzdrowisko to rozkwitło w czasach ZSRR, wówczas było modnym ośrodkiem leczniczo – wypoczynkowym. Obecnie czasy świetności ma już za sobą, natomiast jest ciekawym miejscem aby po drodze tu zajrzeć.&#160; W mojej opinii jest bardzo podobne to naszych polskich uzdrowisk, nawet zabudowa wygląda znajomo.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/giumri-wardzia-chrtewisi-brojomi-kaukaz-tour/">Giumri – Wardzia – Chrtewisi – Brojomi – Kaukaz tour!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/giumri-wardzia-chrtewisi-brojomi-kaukaz-tour/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		<enclosure url="http://girlonatrail.pl//wp-content/uploads/2020/10/filmik-1.mp4" length="140492587" type="video/mp4" />

			</item>
		<item>
		<title>Tbilisi – wszystko w jednym!</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/tbilisi-wszystko-w-jednym/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/tbilisi-wszystko-w-jednym/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Mar 2020 20:09:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[architektura]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia gruzinska]]></category>
		<category><![CDATA[Stare Miasto]]></category>
		<category><![CDATA[Tbilisi]]></category>
		<category><![CDATA[urbex]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=13715</guid>

					<description><![CDATA[<p>Strategiczne położenie Gruzji na granicy dwóch kontynentów: Europy i Azji, pomiędzy dwoma kulturami: chrześcijaństwem i islamem od dawna było przyczyną licznych wojen. Rzymianie, Arabowie, Persowie, a także w historii nowożytnej Rosjanie próbowali zająć tereny Gruzji na stałe, jednak nikomu tak właściwie się to nie udało. Niesamowita determinacja Gruzinów oraz kultywowanie tradycji, w tym starożytnego języka kartuli ena, pozwoliło Gruzinom zachować tożsamość narodową. Historia tego kraju przejawia się w wielu aspektach, zaczynając od przekornego charakteru Gruzinów, a kończąc na różnorodnej architekturze. A jaka jest stolica tego kraju? Tak samo pokręcona jak jego historia. W Tbilisi można zobaczyć futurystyczną zabudowę, kontrastującą ze starą architekturą Starego Miasta, wpływy muzułmańskie mieszają się tutaj z chrześcijańskimi, a dodatkowo można tu odwiedzić parę opuszczonych socjalistycznych perełek. Kąpiel w gorącej siarce Ciekawym miejscem jest kompleks łaźni Orbeliani znajdujący się w dzielnicy Abanotubani. Charakterystyczna zabudowa oraz błękitny budynek ozdobiony niebieskimi mozaikami przywodzą na myśl czasy arabskie.&#160; W 736 r. stolica Gruzji została zdobyta przez Arabów i przez prawie 400 lat była centrum tzw. Emiratu Tbilisi. Termalne łaźnie z gorącymi źródłami siarkowymi znajdują się pod ziemią, tuż pod charakterystycznymi kopułami. Stanowią one wizytówkę miasta, którego nazwa wywodzi się od gruzińskiego słowa „tbili” co znaczy ciepły. Godzina kąpieli dla&#160; dwóch osób kosztuje&#160; około 70 zł. Po łaźni warto odwiedzić okoliczne knajpki oraz przy kieliszku gruzińskiego wina tetri podziwiać ciekawą architekturę dzielnicy Abanotubani. Stare Miasto – podróż w czasie Wycieczka na Stare Miasto to swego rodzaju podróż w czasie. Podczas gdy kamienice znajdujące się w okolicy&#160; łaźni Orbeliani wyglądają na świeżo odnowione, pozostała część starówki jest już bardziej autentyczna. Brak turystów, stare rozpadające się budynki, zdobione metalowe bramy, drewniane elementy dekoracyjne oraz kolorowe dziedzińce tworzą niepowtarzalny klimat tego miejsca. W niektórych miejscach zabudowa jest w fatalnym stanie, jednak widać postępujące prace rekonstrukcyjne. Dodatkową atrakcją są małe galerie sztuki oraz piekarnie rozmieszczone w piwnicach, gdzie oprócz lawasza można zakupić tetri. Moja rada: aby lepiej poznać to miejsce, należy się po prostu zgubić 😉&#160; Bajkowa wieża zegarowa Jedną z głównych atrakcji Starego Miasta jest bajkowa wieża zegarowa. Wkomponowana w starą zabudowę, jest tak naprawdę artystyczną wizją reżysera teatralnego – Rezo Gabriadze, wybudowaną w 2010 r. Ciekawa stylistyka oraz charakterystyczne pochylenie sprawiają wrażenie jak by miała zaraz runąć. Warto przyjść tutaj o pełnej godzinie. Wówczas w górnym oknie zegara pokazuje się anioł uderzający młotem w dzwon. Natomiast w południe oraz o 19.00 realizowany jest tu mały spektakl kukiełkowy. Tbilisi z perspektywy: Aby zobaczyć Tbilisi z nieco wyższej perspektywy należy udać się w dwa miejsca. Jednym z nich jest Góra Mtatsminda. Na szczycie znajduje się wesołe miasteczko. Warto wybrać się tam o zachodzie słońca lub w nocy. Na miejsce kursuje kolejka szynowa. Drugi ciekawy punkt widokowy to twierdza Narikala, która znajduje się na wzgórzu Solaki.&#160; Na wzgórze prowadzi ścieżka, jednak w upalne dni lepiej skorzystać z kolejki linowej. W trakcie przejażdżki można podziwiać charakterystyczną architekturę Starego Miasta. Wzgórza strzeże ogromny posąg Kartlis Deda – zwanej Matką Gruzji, trzymającej w lewej ręce puchar wina dla przyjaciół, a w prawej miecz dla wrogów. Niedaleko posągu można zobaczyć ruiny dawnej twierdzy. Podpaska z Pałacem Prezydenckim w tle Kolejka do Twierdzy Narikala kursuje z Parku Rike. Park Rike zaskakuje nowczesną architekturą, która kompletnie nie współgra z resztą zabudowy. Jest to artystyczna wizja dawnego, dziś znienawidzonego prezydenta Gruzji &#8211; &#160;Michaila Saakaszwili. Charakterystycznym obiektem jest Most Pokoju, który ze względu na wygląd jest określany przez mieszkańców podpaską. Doskonały kontrast dla „promenady” rzeki Kura stanowi Hala Koncertowa w kształcie tuby oraz znajdujący się tuż za nią budynek Pałacu Prezydenckiego, przypominający wyglądem Bundestag. Tbilisi alternatywnie: Miejscem które koniecznie trzeba zobaczyć będąc w Tbilisi jest Fabrika znajdująca się na ulicy Egnate Ninoshvili 8. Dawna fabryka tekstyliów została zamieniona na hostel oraz kultowe miejsce spotkań. Na dziedzińcu fabryki znajdują się kafejki i bary, a ściany budynku zdobią liczne ciekawe murale. W dzień można tu wstąpić na pyszną kawę natomiast wieczorem na imprezę. Herbatka tylko w Althaus Klimatycznym miejscem na herbatę lub kawę jest Althaus. Wnętrze urządzone jest w stylu vintage, a z kolorowej werandy roztacza się widok na miasto. Jest to idealne miejsce na śniadanie lub odpoczynek w trakcie zwiedzania. Na piwko do Warszawy! Kultowy Bar Warszawa znajduje się w samym centrum miasta na &#160;Placu Wolności. Jest to popularne miejsce spotkań mieszkańców oraz turystów. Jeśli komuś zabraknie polskiego jedzenie, to&#160; oprócz różnego rodzaju piw, win i wódki można zjeść tutaj tatar, śledzika lub mięso w galarecie. Menu oczywiście po polsku 😉 Dojazd do Tbilisi Do Tbilisi kursują regularnie samoloty LOT z lotniska Okęcie. Jednak w sezonie ceny są dość wysokie. Ja skorzystałam z oferty Wizzair na przelot Katowice – Kutaisi. Z lotniska Kutaisi do stolicy Gruzji kursują autobusy Gerogian Bus. Bilet kosztuje 15 lari. Podróż trwa około 4 godziny, a bus zatrzymuje się w centrum Tbilisi na Placu Wolności. Wypożyczenie auta: Jeśli lubicie adrenalinę to wypożyczenie auta będzie dla was z pewnością ciekawym doświadczeniem. Osobiście miałam dużo przygód z gruzińskimi wypożyczalniami aut, to jest temat na oddzielny post. Na szczęście podczas ostatniego pobytu w Gruzji towarzyszył mi całkiem dobry driver. Mówiąc szczerze, nie mam nic przeciwko sportom ekstremalnym ale przejażdżka autem po ulicach Tbilisi, to jak jazda rollercoasterem bez zapiętych pasów. Komnikacja miejska Komunikacja miejska to najlepsza opcja poruszania się po Tbilisi. Aby korzystać z autobusów oraz metra należy kupić zbliżeniową kartę Metromoney. Jej koszt to 2-3 lari (jest to zwrotny depozyt) Uzupełnia się ja dwolna kwota w kasach lub automatach. Z jednej karty może korzystać nawet kilka osób. &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/tbilisi-wszystko-w-jednym/">Tbilisi – wszystko w jednym!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/tbilisi-wszystko-w-jednym/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Gruzja &#8211; Gori, z wizytą w rodzinnym mieście Stalina</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/gruzja-gori/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/gruzja-gori/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 20 Jun 2018 14:27:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gori]]></category>
		<category><![CDATA[II Wojna Światowa]]></category>
		<category><![CDATA[komunizm]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[Stalin]]></category>
		<category><![CDATA[Uplisciche]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=11577</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pierwszy raz usłyszałam o Gori, dawno temu na lekcji historii, nie podejrzewałam wówczas nawet, że kiedyś znajdę się w rodzinnej miejscowości Stalina. Jakiś czas temu, świat ponownie przypomniał sobie o Gori. W sierpniu 2008 roku wiadomości oraz nagłówki gazet były zdominowane przez obrazy miasta okupowanego przez Rosjan. W trakcie krótkiej wojny pomiędzy państwami o dwa separatystyczne regiony: Abchazję oraz Południową Osetię. Gori, niemal graniczące z Osetią Południową stało się głównym punktem działań zbrojnych. Początkowo zostało zbombardowane przez siły rosyjskie, w wyniku czego śmierć poniosło wielu cywilów, a następnie od 13 do 22 sierpnia znajdowało się &#160;pod rosyjską okupacją. Będąc w Gruzji niecałe 10 lat po tych wydarzeniach postanowiłam zobaczyć to miejsce. Byłam bardzo ciekawa jak wygląda rodzinna miejscowość Stalina oraz jak sami Gruzini postrzegają osobę generalissimusa. Stalin nigdy nie identyfikował się z Gruzją lecz z Rosją, co więcej od momentu włączenia Gruzji w skład ZSSR&#160; w 1921 r. dokonał szeregu represji. Gruzja była pierwszą sowiecką republiką, która ogłosiła niepodległość, a obecnie nie ukrywa aspiracji do dołączenia do struktur NATO i UE.&#160; Z tych powodów nie będę ukrywać, że Gori bardzo mnie zaskoczyło. Czuć w nim lekko stęchłą &#160;„bryzę komunizmu”. Miasto wygląda jak z poprzedniej epoki, mogłabym powiedzieć, że czas zatrzymał się tu wraz ze śmiercią „dobrego wujaszka” w 1953 r. Wjeżdżam na główną arterie Gori – Aleję Stalina. Szybka przejażdżka taksówką, mijam&#160; Ratusz na Placu Stalina. Niegdyś w jego centralnym miejscu stał wielki pomnik wodza. Władze kilkakrotnie próbowały się go pozbyć najpierw w latach 50-tych w trakcie „odwilży”, a potem w latach 80-tych, jednak opór społeczny był zbyt duży. Dopiero niedawno bo 2010 r. decyzją Prezydenta Saakashvili pomnik został zdemontowany, jednak aby uniknąć protestów, zrobiono to pod osłoną nocy.&#160; Jadąc dalej po chwili docieram do Parku Stalina w którym wita mnie jego ogromny posąg, dumnie stojący naprzeciwko wejścia do muzeum. Muzeum Stalina zostało wybudowane w 1957 r., a zatem zaraz po śmierci Stalina, kiedy w całym Związku Radzieckim trwała ogłoszona przez Chruszczowa destalinizacja. Gmach muzeum został wybudowany z typowym radzieckim rozmachem, czerwony dywan przy wejściu prowadzi do marmurowej komnaty, w której głównym punkcie znajduje się, zgadnijcie co… posąg Stalina 😉 Muzeum przedstawia życie Stalina od najmłodszych lat do końca rządów nad ZSRR.Wśród zbiorów można zobaczyć wiersze, zdjęcia, popiersia oraz portrety wodza. Dodatkową atrakcją jest niewyretuszowane zdjęcie wodza, będące rzadkością. W rzeczywistości Stalin po przebytej ospie miał wiele blizn na twarzy, których na próżno szukać na skrupulatnie wyretuszowanych z jego rozkazu zdjęciach. Interesująca jest również wystawa darów z całego świata, wśród których można zobaczyć także te z Polski. W centralnej części głównej sali ekspozycyjnej znajduje się pośmiertna maska Stalina. Sama maska nie stanowi wyjątkowego eksponatu, jest to zwykłe odbicie twarzy zmarłego, natomiast atmosfera tego pokoju to już inna bajka. Wnętrze utrzymane jest w ciemnej tonacji kolorystycznej i panuje w nim półmrok. Robi wrażenie mauzoleum, na kształt mauzoleum Ho Chi Minh, które widziałam w Hanoi, z tym, że w trochę mniejszej skali. Muzeum praktycznie nic nie wspomina o zbrodniach Stalina, a wręcz przeciwnie przedstawia go jako wrażliwego poetę, doskonałego wodza narodu i stratega. Na zewnątrz muzeum znajduje się mała chatka, w której urodził się Stalin. Sama w sobie nie stanowi szczególnej atrakcji turystycznej. Natomiast obudowana w specjalną osłonę wygląda dość kuriozalnie. Nieopodal znajduje się pancerny wagon kolejowy, główny środek transportu Stalina, ze względu na jego strach przez lataniem.&#160; Tym środkiem transportu wódz podróżował na konferencje w Jałcie i Teheranie.&#160; Co ciekawsze wagon nie był odnawiany, pozostał w stanie oryginalnym od ostatniej podróży Stalina. Wstęp do wagonu jest dodatkowo płatny 5 lari, a żeby się do niego dostać należy znaleźć pracownika muzeum dysponującego kluczem. Obsługa muzeum w zadziwiający sposób komponuje się z atmosferą gmachu. Po 15 minutach poszukiwań, na końcu czerwonego dywanu, oślepiona światłem z kryształowych żyrandoli, widzę postać kobiety w roboczej chuście na głowie. Okazuje się, że to kustoszka! &#160;Nie ukrywam swojego szczęścia, gdy idziemy w kierunku wagonu. Otwierają się drzwi i moim oczom ukazuje się ekskluzywne wnętrze w którym znajduje się gabinet Stalina, sypialnia, łazienka oraz kuchnia. Wszystko urządzone ze smakiem, daleko odbiegającym od typowego rosyjskiego designu. Zaczynam robić zdjęcia po czym słyszę głośne „niet! foto niet!”, a w obiektywie widzę kustoszkę przybierającą groźną pozę woźnej ze szkoły podstawowej. Wiadomo, każda okazja jest dobra, aby dorobić do pensji, doskonale wiedziałam do czego zmierza, jednak uznałam, że wysoka cena biletu jest wystarczająca, aby pokryć zrobienie paru fotek wagonu. Nie chcąc poruszać drażliwych tematów finansowych zapytałam krótko – „czemu niet?” Zobaczyłam konsternacje i zmieszanie na twarzy kustoszki, która bezsilnie próbowała znaleźć dobre argumenty. Po chwili namysłu, dała jednak za wygraną i wyszła z wagonu 😉 Muzeum jest swoistym hołdem dla Stalina, oraz nostalgicznym wspomnieniem o ukochanym wodzu. Po wizycie w tym miejscu długo zastanawiałam się nad powodami uwielbienia Stalina. Wiadomo,&#160; że każdy kraj pisze swoją wersję historii, a system edukacyjny w Gruzji nie przedstawia całego okrucieństwa wodza. Wydaje mi się, że Gruzini mają trochę przewrotny stosunek do Stalina. Jest on postrzegany jako buntownik z okupowanego kraju, który ostatecznie stanął na czele wielkiego Związku Radzieckiego. Sam Premier Gruzji w swojej przemowie w dniu zwycięstwa 9 maja 2015 r. stwierdził z dumą, że II wojna światowa została wygrana przez Gruzina. Dodatkowo w moim odczuciu, Gruzja pomimo, odzyskania niepodległości w 1991 r. nie wykształciła jeszcze całkowicie poczucia przynależności/tożsamości narodowej. Z drugiej strony nie da się ukryć, że relikty komunizmu się obecnie sprzedają, nawet bardzo dobrze&#8230; 😉 Dojazd i wstęp: Z Dworca autobusowego w Didube w Tbilisi, kursuje wiele marszrutek do Gori. Wstęp nie jest tani, w porównaniu do innych atrakcji turystycznych w Gruzji. Normalny bilet kosztuje 10 lari natomiast za obejrzenie wagonu kolejowego trzeba zapłacić dodatkowe 5 lari. Więcej info tutaj. Okolice Gori Twierdza Gori jest jednym z najstarszych miast Gruzji. Nazwa miasta pochodzi od górującej nad Gori twierdzy Goris Ciche, co znaczy „twierdza na górze”. Na miejscu obecnie znajdują się&#160; tylko ruiny, natomiast widok ze wzgórza jest imponujący. Uplisciche Będąc Gori warto również odwiedzić znajdujące się zaledwie 10 km dalej Uplisciche. Dojazd możliwy jest komunikacją publiczną, jednak w ciągu dnia kursuje tylko kilka autobusów. Najwygodniejszą i stosunkowo niedrogą opcją jest dojazd taksówką. Przejazd wraz z postojem koniecznym na zwiedzanie kosztuje 25 lari, ale można stargować na mniej 😉&#160; Uplisciche znaczy „Twierdza Pana” i jest jednym z najstarszych miast w Gruzji. Zachowało się tutaj wiele jaskiń pełniących funkcje domów, magazynów, sklepów czy kościołów. Szacuje się że w czasach świetności kompleks składał się z około 700 jaskiń! &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/gruzja-gori/">Gruzja &#8211; Gori, z wizytą w rodzinnym mieście Stalina</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/gruzja-gori/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Gruzja &#8211; Kutaisi i okolice</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/kutaisi/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/kutaisi/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 13 May 2018 21:01:06 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[architektura]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Batumi]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Kutaisi]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=11398</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kutaisi &#8211; nazwa wywołująca uśmiech niejednej osoby, jednak z drugiej strony także popularny cel wycieczek, głównie ze względu na tanie połączenia lotnicze. To drugie, co do wielkości miasto w Gruzji, słynie nie tylko z chwytliwej nazwy, nadającej się do reklamy Durexa. Kutaisi, w mojej opinii, podobnie jak cała Gruzja jest pełne sprzeczności. Na szczególną uwagę zasługuje gruzińska architektura. Nie będę ukrywać, że w tym zakresie jestem ignorantką, natomiast muszę przyznać, że fantazja Gruzinów w tej kwestii była dla mnie dużym zaskoczeniem. W Kutaisi, od 2012 roku za sprawą Prezydenta Saakaszwilego znajduje się siedziba Parlamentu Gruzińskiego, która została tu przeniesiona z Tbilisi. Właściwie nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że budynek Parlamentu znajduje się na peryferiach miasta, pośrodku pola, a jego architektura przypomina statek kosmiczny. Obserwując otoczenie nie sposób nie odnieść wrażenia, że Saakaszwili wywiódł posłów w pole…&#160; Drugą budzącą liczne kontrowersje wśród Gruzinów budowlą jest Katedra Bagrata. Ruiny dawnej świątyni wznosiły się nad Kutaisi od XVII wieku i traktowane były jako symbol narodowy. Pomimo licznych protestów, także UNESCO, Prezydent Saakaszwili zdecydował się ją odbudować w stylu powiedzmy dość nowoczesnym. Kutaisi jest położone w otoczeniu wzgórz, z których roztacza się ciekawy widok na miasto oraz rzekę Rioni.&#160; Most nad rzeką jest głównym punktem zwiedzania oraz spotkań miejscowych. Tuż obok niego znajduje się kolejka linowa prowadząca do parku Besik Gabashvili, znajdującego się na jednym ze wzgórz Kutaisi. W parku funkcjonuje wesołe miasteczko wyglądające jak z poprzedniej epoki. Obowiązkowym punktem na mapie Kutaisi jest bazar, znajdujący się pomiędzy ulicami Paliashvilli i Lermontov. Podobno jest to jeden z ciekawszych i kolorowych bazarów w całej Gruzji. Po wizycie w tym miejscu jestem w stanie w to uwierzyć. Towar na bazarze jest standardowy: owoce, warzywa, przyprawy oraz orzechy, jednak nie w tym rzecz. Wycieczka w to miejsce to ciekawe doświadczenie kulturowe. Można podpatrzeć tutaj codziennie życie mieszkańców Kutaisi, potargować się oraz spróbować lokalnych specjałów. Warto odwiedzić dział z nabiałem, można tu podpatrzeć sprzedawczynie reklamujące własnoręcznie zrobione sery oraz spróbować każdego rodzaju. Natomiast dział mięsny też ma swoją specyfikę, na większość sprzedawców, nie wiadomo czemu działa usypiająco 😉 Na bazarze można się zaopatrzyć w słynną churchkhelę, zwaną także gruzińskim snickersem. Są to nawleczone na nitkę orzechy włoskie zanurzone w soku winogronowym, wyglądające na straganach jak kiełbasa. A do picia polecam słynny nieco już zapomniany kwas chlebowy, w Gruzji serwowany z ogromnych beczek. Okolice Kutaisi Kutaisi to także bardzo dobry punkt wypadowy do pobliskich atrakcji turystycznych. Każdy na pewno zna mit o Prometeuszu, który ukradł ogień bogom, aby dać go ludziom. Został za to ukarany i zakuty do Góry Khvamli, którą widać z Jaskini Prometeusza, znajdującej się niedaleko Kutaisi. Jednak ta historia to nie jedyny powód, aby się tu wybrać. Jaskinia zaskakuje wielkością, rzeźbą, kolorami oraz licznymi stalaktytami i stalagmitami. Półtora kilometrowy spacer można zakończyć krótkim rejsem łódką po rzece przepływającej przez jaskinię. Do jaskini można się dostać marszrutką nr 30 do miasta Tskaltubo, a stamtąd marszrutną nr 42 do jaskini. Całkowity koszt przejazdu wynosi około 3 lari (dane z 2017 r.) Wstęp do jaskini kosztuje 7 lari, a przejażdżka łódka dodatkowe 7 lari. Obok Kutaisi znajduje się jeszcze jedna jaskinia – Sataplia. Jej wnętrze nie jest tak barwne i duże jak w jaskini Prometeusza, natomiast znajdują się tutaj pozostałości po dinozaurach. W parku znajdującym się obok jaskini, jest taras widokowy, z którego roztacza się przepiękna panorama na Kutaisi. Dojeżdża tutaj minibus N45, przystanek znajduje się przy wspomnianym wcześniej bazarze. Niesamowite widoki gwarantuje Kanion Okatse,&#160; przez który prowadzi długa prawie kilometrowa, metalowa kładka, wznosząca się wysoko na nad konarami drzew. Roztacza się stąd niesamowity widok na rzekę Okatse.&#160;&#160; W odległości około 5 kilometrów od Kanionu Okatse znajduje się wysoki na 70 metrów wodospad Kinchkha. Można się tu dostać taksówką za około 20 USD z Okatse. Obowiązkowym punktem jest również Kanion Gachedili, który zachwyca bujną roślinnością oraz wodospadami. Kaniony Okatse oraz Gachedili, a także wodospad najwygodniej i najszybciej zwiedzić z lokalnym biurem podróży. Ja korzystałam z pomocy Gigi z Budget Georgia, który oferuje jednodniową 8-godzinną wycieczkę w te miejsca, a także do jaskini Prometeusza i Satapli. Batumi, ach Batumi… Dysponując większą ilością czasu, można się także wybrać na jednodniową wycieczkę do Batumi.&#160; Marszrutki z dworca autobusowego w Kutaisi odjeżdżają&#160; do Batumi co pół godziny. Podróż trwa dwie i pół godziny i kosztuje 10 GEL (dane z 2017 r.). Podczas gdy architektura w Kutaisi zaskakuje, ta w Batumi powala. W centrum słynnego kurortu można zobaczyć zarówno typowo komunistyczne bloki z wieliej płyty, budynki o architekturze typowo kolonialnej czy pałace, a obok tego wszystiego wyrastają nowoczesne wieżowce. Głównym punktem miasta jest promenada ciągnąca się wzdłuż kamienistej plaży. To tutaj można zobaczyć najwięcej „perełek” architektonicznych. Znajduje się tu spiralna wieża ozdobiona literami gruzińskiego alfabetu oraz posąg Ali i Nino, symbolizujący niespełnioną miłość Azera oraz gruzińskiej księżniczki, których rozdzieliła wojna. Niedaleko wznosi się wieżowiec z charakterystycznym zegarem astronomicznym. Batumi nie zachwyciło mnie jako kurort wypoczynkowy i przyznam szczerze, że jeden dzień zwiedzania tego miasta był wystarczający. Miasto wydaje się być w ciągłej budowie i aż strach pomyśleć jaki będzie tego efekt. Niemniej jednak ten architektoniczny chaos ma swój urok i jest na swój sposób ciekawy 😉</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/kutaisi/">Gruzja &#8211; Kutaisi i okolice</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/kutaisi/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Girl on a (dangerous) Trail &#8211; czyli (nie)bezpieczeństwo drogowe</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 07 Jan 2018 10:55:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ameryka Pln]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Meksyk]]></category>
		<category><![CDATA[Wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka Polnocna]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[samochód]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=10608</guid>

					<description><![CDATA[<p>Do czasu wyjazdu do Gruzji wydawało mi się że widziałam już wszystko w kwestii manewrów drogowych. Były drogi w Meksyku&#8230; Szczególnie te w Mexico City, dostarczały adrenaliny porównywalnej do skoku na bungee. Brak jakichkolwiek zasad, poza jedną dotyczącą zakazu parkowania, która i tak nie polepszała mojej sytuacji, z punktu widzenia pieszego. Było ciężko, do dziś pamiętam dylematy przed przejściem dla pieszych, przecinającym 7- pasmową, jednokierunkową, ruchliwą drogę, czy wchodzić na zielonym, które i tak nie gwarantuje bezpieczeństwa, czy szukać innego przejścia. Do tego ta wieczna niepewność, czy kierowca jadący siódmym skrajnym, prawym pasem nie zacznie zaraz wykonywać bez uprzedzenia gwałtownego manewru skrętu w lewo. Rozrywką porównywalną do oglądania dobrego thrillera psychologicznego była obserwacja rond w godzinach szczytu, patrzyłam z podziwem na odwagę kierowców jadących pod prąd oraz tych jadących z prądem, to już była wyższa szkoła jazdy… A co na to policja, gwarant bezpieczeństwa drogowego? Wiadomo Mexico City to przeludnione miasto, w którym nie zawsze jest bezpiecznie. Stąd w sumie logiczny wydaje się pomysł policji aby na przejazdach patrolowych używać sygnałów dźwiękowych, natomiast wyłączać je jadąc na interwencję by nie spłoszyć przestępców. O ile jest to logiczne z punktu widzenia prewencji o tyle spotkanie na drodze pieszego z radiowozem gnającym na akcję bez sygnału już niekoniecznie. Muszę przyznać, że poruszanie się po drogach w Meksyku to sztuka. Przede wszystkim wymaga dużych umiejętności psychologicznych, przewidywania odruchów behawioralnych kierowców, umiejętności czytania ruchu ciała i gestów,&#160; w końcu także odpowiednich umiejętności interpersonalnych, a umiejętność „drogowej asertywności” trzeba tu opanować do perfekcji. Tymczasem drogi w Wietnamie to oddzielny temat na książkę, jednak na razie opisałam tę problematykę w skromnym poście. Wydawać by się mogło, że sytuacja tu jest lepsza niż w Meksyku, gdyż na drogach przeważają głównie skutery. Natomiast uwierzcie mi, że nawet siedzenie na krawędzi samolotu przed skokiem ze spadochronem nie daje takiej adrenaliny, jak zmiana światła na czerwone w połowie przejścia dla pieszych na ruchliwej arterii Sajgonu. Po tych wszystkich przygodach, myślałam że „kultura” jazdy w Gruzji, nie będzie znacząco odbiegać od europejskiej normy, jednak bardzo się myliłam. O ile przechodzenie przez jezdnię w tym kraju, na podstawie wcześniejszych doświadczeń nie robiło już na mnie większego wrażenia, o tyle obserwacja ruchu drogowego z tylnego siedzenia marszrutki była prawdziwie duchowym przeżyciem. Ale może zacznę od początku. Marszrutki są popularnym środkiem komunikacji w Gruzji. Samochody, przewożące osoby często należą do osób prywatnych, co niestety wpływa na ich stan techniczny. Podstawową zasadą w Gruzji przy wyborze środka transportu jest ocena stanu jakości szyby. Jeśli przednia szyba jest rozbita, należy poszukać innego środka transportu. Problem natomiast pojawia się wtedy kiedy wsiądziemy do auta, w którym okazuje się, że przezorny kierowca zasłonił tablicą stłuczoną szybę. W tej sytuacji pozostaje nam się już tylko pomodlić razem z kierowcą. Ujmę to tak, modlenie gruzińskich kierowców przez jazdą to cała ceremonia. Samochody są wyposażone w różnego rodzaju&#160; różańce oraz obrazki świętych. Modlitwa kończy się trzykrotnym przeżegnaniem oraz dotknięciem każdego z dewocjonaliów, dopiero wtedy można ruszać w drogę. Oczywiście czynność ta jest powtarzana w trakcie drogi głównie przed i po manewrze wyprzedzania… Dodatkowo w Gruzji doszedł jeszcze jeden element, którego nie spotkałam w żadnym z poprzednich krajów. Popularnym środkiem transportu są tu samochody japońskie, które są znacznie tańsze. Oczywiście trudno się nie zgodzić, że auta japońskiej produkcji, cenione są za jakość, jednak na litość boską! Mają jedną podstawową wadę – kierownicę po prawej stronie! Przy pierwszym manewrze wyprzedzania kierujemy nasze usilne intencje w stronę ołtarzyka kierowcy, natomiast &#160;po przejażdżce umiemy wyrecytować całą Apokalipsę z pamięci. Jednak to nie koniec, sytuacje dodatkowo komplikują stada krów, koni i kóz, które bez żadnego skrępowania chodzą środkiem drogi. Jednak na tym niestety nie koniec&#8230; Tereny zabudowane w Gruzji wymuszają zastosowanie dodatkowych środków ostrożności, gdyż tuż przy drodze przebiegają rury doprowadzające gaz do budynków.&#160; A ja wygląda taka niezapomniana przejażdżka? &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/">Girl on a (dangerous) Trail &#8211; czyli (nie)bezpieczeństwo drogowe</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/bezpieczenstwo-drogowe/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mięso, gluten i wino, czyli kuchnia gruzińska w skrócie</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/kuchnia-gruzinska/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/kuchnia-gruzinska/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 24 Sep 2017 13:32:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia gruzinska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=10209</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kuchnia gruzińska to królestwo glutenu i mięsa, a tutejsze potrawy nie należą do lekkostrawnych. Warzywa, co prawda są w niej wykorzystywane, lecz często stanowią tylko dodatek. &#160;Popularną przekąską są także doskonałe sery, a posiłek nie może się obyć bez tetri – białego wina. Co na ząb? Z pewnością najbardziej znaną gruzińską potrawą jest chinkali, czyli pierogi mające kształt sakiewek, podobno zgodnie ze sztuką, chinkali powinno być złożone na 19 zakładek. Jednak prawdziwym arcydziełem jest farsz tych pierogów, wyobraźcie sobie tylko soczyste, idealnie doprawione, lekko ostre mięsko, zanurzone w pysznym rosole… Obecność rosołu w pierogach wymusza specjalny sposób ich jedzenia, odkładamy sztućce na bok, bierzemy chinkali za końcówkę, lekko nadgryzamy i wypijamy rosół, po czym zjadamy pozostałą część. Wizyta w Gruzji nie może się obejść bez słynnego chaczapuri, czyli wypiekanej na miejscu bułki z serem. Każdy region Gruzji ma własną odmianę chaczapuri, i tak wyróżniamy: chaczapuri Imeruli z serem, z serem i&#160; mięsem, z serem i szpinakiem, czy chaczapuri Acharuli – ciasto uformowane w kształcie łódki z serem, jajkiem oraz masłem, prawdziwa bomba kaloryczna. Z dań mięsnych warte polecenia są kotlety Abkhazura, danie pochodzące z regionu Abchazji. Ciekawą i smaczna potrawą jest także Odzhakhuri (odżachuri)&#160; – kurczak lub wołowina duszone z warzywami, podawane na gorącym półmisku. Ciekawie wygląda także lokalna wersja kebabu. Warto również spróbować ostri &#8211; duszonej wołowiny, w doprawionym na ostro pomidorowym sosie. W kategorii przekąsek, w mojej opinii bezdyskusyjnie prowadzi Badridżani (badrijani) – pieczone bakłażany z nadziniem z pasty z orzechów włoskich oraz udekorowane ziarenkami granatu. Podobnym daniem, choć nieco ostrzejszym jest bakłażan z orzechami, papryką oraz dużą ilością kolendry. Doskonałą przystawką może być również lokalny ser z tradycyjnym pieczywem zwanym puri lub lawasz. Na deser Z pewnością podróżując po Gruzji, nieraz będziecie mieli okazję zobaczyć stragany z czymś na kształt kiełbasy. Jest to tak zwana churchkhela, lokalny przysmak zwany gruzińskim snickersem. Wyróżnia się wiele odmian churchkheli, natomiast ta tradycyjna składa się z orzechów włoskich nawleczonych na nitkę i zalanych zagęszczonym mąką, sokiem winogronowym. Oczywiście nie można zapomnieć o gruzińskich owocach. Obserwując gruzińskie bazary, mogę stwierdzić, że narodowym owocem jest tu arbuz. Arbuzy można znaleźć tu dosłownie wszędzie, w dużych ilościach. Oprócz arbuzów, można spotkać znane nam owoce jak brzoskwinie, nektarynki, maliny, a także liczne stoiska z orzechami które sa popularnym składnikiem kuchni gruzińskiej. Do picia Gruzja słynie z doskonałych wód, a na terenie kraju znajdują się liczne uzdrowiska. W samym centrum Tbilisi, znajdują się łaźnie wykorzystujące gorące siarkowe źródła, a nazwę miasta można by przetłumaczyć jako Cieplice. Najpopularniejszą wodą w Gruzji jest słona Borjomi, Sairme oraz Nabeghlavi. Co ciekawsze, woda z kranu jest tu bardzo czysta i zdatna do picia. Ciekawą alternatywą dla wody w upalny dzień są różnego rodzaju lemoniady, z pośród których koniecznie trzeba spróbować tej o smaku estragonu. Na ulicach natomiast, można spotkać liczne dystrybutory z kwasem chlebowym. Trochę procentów… Gruzja to ojczyzna wina, które wytwarzane jest tutaj od ponad 8 tys. lat, a co ważniejsze w niezmieniony sposób! Proces fermentacji winogron wraz z pestkami i skórkami, odbywa się w kvevri &#8211; ogromnych, glinianych dzbanach zakopanych w ziemi. Obecność skórek w procesie fermentacji, powoduje że wino białe czyli „tetri” ma tu żółto – pomarańczowy kolor. W trakcie fermantacji wytłoczyny wina, zwane czaczą opadają na dno, a wino nad tym osadem dojrzewa przez zimę. Na wiosnę przelewa się je do czystego dzbana. Co ciekawsze gruzińskie wino nie zawiera konserwantów oraz siarczanów. Temperatura w kvevri jest stała i wynosi 12-15 stopni, dzięki czemu tak wytworzone wino jest zdatne do picia nawet przez 50 lat. Wino jest kwintesencją Gruzji oraz podstawowym elementem tzw. supry, czyli tradycyjnej kolacji. Głównym punktem supry są liczne toasty, wygłaszane przez tamadę, w odpowiedniej kolejności. Supra to z pewnością zabawa dla osób o mocnej głowie, podobno w jej trakcie wypija się około 3-4 butelek wina na osobę! A zatem gaumarjos czyli na zdrowie! W Gruzji dostępnych też jest wiele rodzajów piwa, głównie lagerów, jednak należy pamiętać, że toasty wznosi się tylko winem lub mocnymi alkoholami. W tradycji gruzińskiej, piwem wznosi się toasty z wrogami. Będąc w Gruzji koniecznie należy spróbować kultowej chachy – czyli lokalnego bimbru wytwarzanego z winogron. A zatem gdzie w Tbilisi można tego wszystkiego spróbować? Do Fabryki na drinka… W mojej opinii jest to miejsce numer jeden jeśli o chodzi o klimat. Zatem, jeśli lubicie niestandardowe lokale, z unikalną atmosferą, wystrojem i muralami, koniecznie musicie tu zajrzeć! W tej dawnej fabryce tekstyliów, oprócz baru i kawiarni zlokalizowany jest także hostel oraz galeria sztuki. Do Warszawy na tatar… Kolejnym kultowym miejscem wieczornych spotkań jest bar Warszawa. Piwo może nie jest tu wybitne, natomiast jeśli macie dość chinkali, znajdziecie tu porządne polskie przystawki: jak tatar czy śledzik. Bar Warszawa jest atrakcją turystyczną dla samych Gruzinów, a ich miny w trakcie próbowania tatara… bezcenne! Bar Warszawa jest zlokalizowany w samym centrum, tuż przy Placu Wolności, na ulicy Puszkina 19. Do Althaus na herbatkę… Althaus to klimatyczne miejsce dla wielbicieli herbaty. Znajdziecie tu duży wybór herbat, starodawny, ciekawy wystrój oraz przytulną werandę. Do Rachy na obiad… Niepozorna, zlokalizowana w piwnicy knajpka Racha, znajdująca sie na ulicy Lermontov 6/20 jest punktem numer 1 na mapie lokali w Tbilisi. Zajrzyjcie tam, a gwarantuje, że wasze kubki smakowe odkryją nieznane do tej pory horyzonty. Wystrój Rachy może nie ujmuje, natomiast spotkacie tu dużo miejscowych oraz będziecie mogli podejrzeć proces przygotowywania posiłków. &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/kuchnia-gruzinska/">Mięso, gluten i wino, czyli kuchnia gruzińska w skrócie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/kuchnia-gruzinska/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
