/ / Azja, Gruzja, Kaukaz/ 0 comments

Wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Dawit Garedża mieliśmy zwiedzać pierwszego dnia tuż po przylocie do Gruzji. Plan zakładał wizytę w kompleksie klasztornym, a następnie dalszą podróż do miejscowości Gandża w Azerbejdżanie. Największym problemem w organizacji objazdówki po Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie był samochód. Armenia i Azerbejdżan są w stanie wojny, a granica między nimi jest zamknięta, jednak to nie stanowi jako takiego problemu  bo do obydwu można dostać się przez Gruzję. Problemem jest znalezienie wypożyczalni, która zgodzi się na przejazd wypożyczonym autem do tych dwóch państw.

Azerbaijan - Baku

W końcu udało się taką znaleźć, miała dobre oceny, kontakt był natychmiastowy. Jeszcze przed wyjazdem, znając temperament gruzińskich kierowców zdecydowaliśmy się na wykupienie pełnego ubezpieczenia. Po przylocie udaliśmy się prosto na miejsce. Otrzymujemy umowę zgodnie z którą pokrywamy pełne koszty naprawy samochodu. Do umowy dołączony jest formularz odbioru samochodu zgodnie z którym brak jest jakichkolwiek szkód, samochód w rzeczywistości to skorupa poobijana z każdej strony. Pani z wypożyczalni tłumaczy się, że ona tylko to drukuje i że możemy zadzwonić do szefowej. Po dłuższej dyskusji otrzymujemy poprawioną umowę i zabieramy się do czytania. Po chwili przychodzi jakiś Gruzin i robi zamieszanie, że potrzebuje wypożyczyć auto, operatorka drukarki zaczyna nas pośpieszać… Ta presja na nas nie działa, domyślamy się o co chodzi i jeszcze wnikliwiej czytamy umowę. Oczywiście została poprawiona, zgodnie z nowym brzmieniem zakres naszej odpowiedzialności w związku ze szkodami określa aneks, jednak nic takiego nie zostało dołączone. Prosimy o aneks, pani operator mówi, że to ich prawo… Jakie prawo? Niech wydrukuje zatem to „ich prawo”. Nie może, ale przecież zawsze możemy ponownie dzownić do szefowej. Tak właściwie to był dla nas koniec negocjacji. W dzwiach słyszymy, że mamy zapłacić za upoważnienie do użycia samochodu w Azerjbejdżanie i w Armenii, dobry żart! Zaśmialiśmy i wyszliśmy. Zostaliśmy na lodzie. Mój plan zakładał przejechanie ponad 3 000 km w ciągu 10 dni, wszystko dopięte na ostatni guzik, oprócz auta. Mieliśmy nikłe szanse, żeby znaleźć w sezonie wypożyczalnię, która wypożyczyłaby nam auto 4×4 i dodatkwo zewzoliła nam na wyjazd do Azerbejdżanu i Armenii. Na tą chwilę nie pozostało nam nic innego jak ratowanie wyjazdu i skorzystanie z opcji B czyli przejazdu nocnym pociągiem do Baku w Azerbejdżanie.

Azerbejdżan

Na dworcu pełno ludzi, do kas niesamowite kolejki, wiem, że trasa ta jest bardzo popularna w sezonie. Nieśmiało podchodzimy do pustego okienka, chcę się dowiedzieć czy w ogóle są jakieś bilety, przyznam, że jesteśmy tak zmęczeni po locie i negocjacjach w wypożyczalni, że mam nadzieję, kupić te bilety bez kolejki. Wyraz twarzy pani z okienka wskazuje, że robi mi ogromną przysługę sprawdzając miejsca. Jest tylko 6 biletów, jeeeeest, udało się! Pada pytanie o karteczkę z numerkiem… nie mamy. Prośby na nic się zdają będzie bilet jak będzie karteczka, musimy odczekać swoje w kolejce. Bierzemy numerek, wskazuje 216 osób przed nami… Czekamy parę godzin, z zazdrością obserwując cieszących się ludzi – zdobyli bilety, na pewno na nasz pociąg. Planu C nie mieliśmy, więc co mogliśmy robić innego jak cierpliwie czekać? W końcu przyszła nasza kolej, są!!! Ostatnie 2 miejsca, jedziemy!!!

Azerbaijan - Baku

Z perspektywy czasu cieszę się, że tak się stało ponieważ sama podróż pociągiem była niezapomnianym doświadczeniem, o czym pisałam tutaj. W drodze zrodził się „plan naprawczy”, oprócz zwiedzania Baku i okolic szukamy wypożyczalni w Tbilisi, która dysponowałaby wolnym samochodem 4×4. Nie mam złudzeń, w sezonie nie da rady, wściekła idę zwiedzać stolicę Azerbejdżanu. Tymczasem Łukasz dokonuje cudu, znajduje auto!

Gruzja - Dawit Garedża

Dwa dni później, znajdujemy się w punkcie wyjścia, wysiadamy skoro świt z nocnego pociągu z Baku do Tbilisi. Mamy wypożyczyć auto i udać się do Armenii do miejscowości Sevan, znajdującej się około 240 km od stolicy Gruzji. Po załatwieniu formalności ruszyliśmy w drogę.

Gruzja - Dawit Garedża

Straciłam już wcześniej nadzieję na zobaczenie kompleksu Dawit Garedża. Jednak mój towarzysz podróży stwierdził, że skoro kompleks był w planie to trzeba go zobaczyć. Miałam wątpliwości, było już popołudnie, nie ukrywam, że byliśmy trochę zmęczeni po nocnej podróży i emocjach ostatnich dni, zdawałam sobie sprawę, że przejazd do Garedży zajmie nam 2 godziny, uwzględniałam czas na zwiedzanie i powrót, przejazd przez granicę ormiańską oraz 150 km do Sevan, nie wiadomo jaką drogą.

Gruzja - Dawit Garedża

Zresztą zdjęcia Dawit Garedża nie zrobiły na mnie większego wrażenia, miejsce to nie trafiło na moja listę must -see. Moje argumenty nie były jednak przekonujące, Łukasz argumentował, że przecież damy radę. Pomyślałam sobie… skoro tak nalega? Trzeba tam jechać!

Gruzja - Dawit Garedża

Kawałek za miejscowością Rustawi stopniowo ubywało asfaltu na drodze, aż w końcu go zabrakło i wjechaliśmy na drogę szutrowo – polną.

Gruzja - Dawit Garedża

Gruzja - Dawit Garedża

Pogoda stopniowo zaczęła się pogarszać, zbierało się na burzę. Pomyślałam sobie, że cały wysiłek na nic, zanim dojedziemy do kompleksu będzie lało i w ogóle będzie podle i beznadziejnie. Nie zdawałam sobie wtedy jednak sprawy, że to właśnie ta burzowa pogoda sprawi, że ta wycieczka dołączy do tych z kategorii – niezapomniane.

Gruzja - Dawit Garedża

W miarę jak robiło się coraz ciemniej, krajobraz stawał się coraz bardziej stepowy. Poczuliśmy się jak byśmy byli na końcu świata.

Gruzja - Dawit Garedża

Dookoła nas była bezkresna pustka. Niesamowite odczucie, tym bardziej że w cywilizowanym świecie naprawdę bardzo rzadko można zobaczyć  pustą po horyzont przestrzeń.

Gruzja - Dawit Garedża

Widoki na tej drodze są nieprzeciętne. Przypominają przepastne mongolskie stepy widziane na filmach. Pofałdowany stepowy krajobraz składający się kolorowych pagórków w odcieniach różu i czerwieni, coś niesamowitego.

Gruzja - Dawit Garedża

A do tego wszystkiego, ciężkie chmury z burzą na dalekim horyzoncie, ten obraz mam przed oczami do dzisiaj.

Gruzja - Dawit Garedża

Sam kompleks monastyrów wobec tego wszystkiego co widzimy wydaje się być zaledwie dodatkiem, a nie głównym punktem naszej wycieczki. Kto by pomyślał? 😉

Gruzja - Dawit Garedża

Kompleks monastyrów Dawit Garedża pamięta czasy VI w. Wówczas syryjski mnich Dawit postanowił osiedlić się z jednej z jaskiń, tak powstał pierwszy monastyr – Lavra. Z czasem pustelniczy tryb życia przyciągnął innych mnichów, którzy mogli tutaj oddawać się kontemplacji.

Gruzja - Dawit Garedża

Z czasem kompleks zaczął się powiększać o kolejne monastyry, a pomiędzy XI a XIII wiekiem nastąpił największy jego rozkwit. Kolejne lata to burzliwy czas najazdów najpierw Mongołów w drugiej połowie XIII wieku (1265), a następnie Persów w XVII wieku.

Gruzja - Dawit Garedża

Pomimo to Dawit Garedża dalej funkcjonował aż do 1921 r. W okresie Związku Radzieckiego, klasztor został zamknięty, a tereny w jego pobliżu zostały przeznaczone na poligon wojskowy. Dopiero w 1991 r. po odzyskaniu przez Gruzję niepodległości został ponownie otwarty.

Gruzja - Dawit Garedża

Obecnie w monastyrze przebywa zaledwie kilku mnichów. W trakcie naszej wizyty, duża jego część byłą niedostępna ze względu na trwające prace remontowe.

Gruzja - Dawit Garedża

Nie lamentuję kiedy mam takie widoki. Niesamowity krajobraz dookoła, położony jest tak właściwie także na terytorium azerskim. Zaledwie 200 metrów od Dawit Garedża znajduje się granica z Azerbejdżanem. Teren kompleksu jest źródłem konfliktu pomiędzy obydwoma państwami, co jakiś czas dochodzi tutaj do incydentów. Ze względu na dużą wartość historyczną Garedży, Gruzja oferuje Azerom inne tereny w zamian za odstąpienie tego terenu. Natomiast dla Azerbejdżanu tereny te mają szczególne znaczenie militarne. Konflikt ten zdaje się nie mieć końca, tym bardziej, że jest podsycany przez inny kraj – wpływowego gracza w tym regionie.

Gruzja - Dawit Garedża

Jednak nie wnikając w politykę, jak wyglądała dalsza nasza podróż? Gdy dotarliśmy do miejscowości Rustawi robiło się ciemno.

Gruzja - Dawit Garedża

Mieliśmy jeszcze 240 km. Mogłoby się wydawać, że niedużo, natomiast na granicy mieliśmy duże opóźnienie ze względu na awanturę jaka wywiązała się pomiędzy Rosjanami, a celnikami ormiańskimi. Natomiast droga ormiańska od granicy aż do samej miejscowości Sevan praktycznie nie istniała.

Gruzja - Dawit Garedża

Na miejsce dotarliśmy o 2 w nocy. To był ciężki dzień pełen wrażeń, natomiast nasz plan zaczął się realizować w 100%. 

Dojazd z Tbilisi

Do Dawit Garedża nie funkcjonuje transport publiczny. Jednak oprócz wypożyczenia auta istnieje także możliwość przejazdu taksówką, koszt wycieczki powinien wynieść około 100 lari w dwie strony wraz z postojem na zwiedzanie, co przy 4 osobach wyniesie 25 lari.
Dodatkowo codziennie o godzinie 11 z Placu Wolności odjeżdża bus „Gareji line” który przywozi turystów na miejsce a wieczorem odwozi.  Prywatny transport często oferują również hostele i pensjonaty.

Gruzja - Dawit Garedża

Spodobał Ci się post? Zajrzyj do innych!

Kazbegi i Gruzińska Droga Wojenna

Giumri – Wardzia – Chrtewisi – Brojomi – Kaukaz tour!

Tbilisi – wszystko w jednym!

Gruzja – Gori, z wizytą w rodzinnym mieście Stalina

Gruzja – Kutaisi i okolice

Girl on a (dangerous) Trail – czyli (nie)bezpieczeństwo drogowe

http://girlonatrail.pl/kuchnia-gruzinska/ 

Share this Post

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.