-
Szanghaj – ogród przyjemności i analogowy Tinder
Szanghaj to miasto wielu imion – „Perła Azji”, „Paryż Wschodu”, „Nowy Jork Azji” i miejsce, które chyba nigdy nie zasypia. Tu zawsze coś się dzieje, a jego energię czuć na każdej uliczce, w każdej knajpce i nad brzegiem rzeki. Zaskoczyła mnie także jego niesamowita różnorodność, stare świątynie współistnieją tu z nowoczesnymi wieżowcami, gdzieniegdzie można trafić na elegancką europejską zabudowę, a przy tym wszystkim ulice są zadziwiająco uporządkowane i… czyste. Jeśli myślicie o typowym Chinatown to zapomnijcie tu jest tak jakby luksusowo 😉 Na zwiedzanie miałam tylko dwa dni – jeden w drodze do Nowej Zelandii, drugi w powrotnej podróży. Za krótko, żeby zobaczyć wszystko, ale wystarczająco, by na przyszłość odhaczyć…
-
Instytut Słońca – radzieckie science fiction w górach Uzbekistanu
Instytut Słońca, znany również jako Wielki Piec Słoneczny czy Heliokompleks, znajduje się zaledwie około 50 kilometrów od Taszkentu, w niepozornej miejscowości Parkent, która na pierwszy rzut oka właściwie niczym szczególnym się nie wyróżnia. Zwyczajne uzbeckie miasteczko u podnóża gór. A jednak wystarczy spojrzeć w górę, na górujące nad nim wzgórze, żeby zobaczyć coś, co zdecydowanie nie pasuje do tego krajobrazu. Na zboczu stoi ogromna, futurystyczna konstrukcja z tysiącami luster, wyglądająca jak skrzyżowanie opuszczonego kompleksu przemysłowego, urbexu i radzieckiego science fiction. I choć dziś można tu przyjechać i zwiedzać kompleks, przez lata było to miejsce owiane tajemnicą. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że jego lokalizacja jest przypadkowa. Tyle że…
-
Uzbekistan, Shahrisabz – miasto Tamerlana
Shahrisabz to miasto, które kojarzy się przede wszystkim z jednym człowiekiem. To właśnie tutaj urodził się Timur Chromy, znany powszechnie jako Tamerlan, jeden z najpotężniejszych i jednocześnie najbardziej bezwzględnych władców w historii Azji Środkowej. Timur to postać, wobec której trudno pozostać obojętnym. Dla Uzbeków jest dziś jednym z największych bohaterów narodowych. W jego ojczyźnie znajdziemy pomniki, muzea i całe kompleksy zabytków przypominające o jego potędze. Ale kiedy zaczniemy czytać o jego podbojach, obraz robi się zdecydowanie mniej pomnikowy. Timur był genialnym strategiem i niezwykle skutecznym władcą, ale jednocześnie bezwzględnym zdobywcą. Jego kampanie wojenne pochłonęły życie ogromnej liczby ludzi. Dla jednych był wielkim budowniczym i twórcą potężnego imperium, dla innych brutalnym…
-
Mount Cook, Clay Cliffs – za zamkniętą bramą
Tego dnia byłam podekscytowana jak dziecko przed wycieczką szkolną. W planach miałam kilka krótkich tras pieszych w Parku Narodowym Aoraki / Mount Cook. Pogoda rano była idealna. Słońce świeciło, niebo było bezchmurne, a ja naiwnie wierzyłam, że tak już zostanie. Pierwszym przystankiem były Clay Cliffs, miejsce kompletnie niepozorne i sprytnie schowane z dala od głównej drogi. Żeby się tam dostać, trzeba zjechać z trasy numer 8 na szutrową ścieżkę, która absolutnie nie wygląda jak dojazd do atrakcji turystycznej. Tuż za skrętem dociera się do bramy, która sprawia wrażenie, jakby stanowiła granicę terenu prywatnego. Brak jakiejkolwiek informacji o przejeździe czy parkingu tylko utwierdza w tym przekonaniu. I to jest moment, w…
-
The North Coast 500 – przez Highlands na czterech kołach
The North Coast 500 to trasa, którą z pewnością zapamiętam na długo. I tym razem nie tylko ze względu na krajobrazy. Sama jazda po NC500 potrafi być ciekawym doświadczeniem. W wielu miejscach droga robi się naprawdę wąska i przechodzi w single-track road, czyli jeden pas, którym muszą poradzić sobie samochody jadące w obu kierunkach. Co jakiś czas pojawiają się niewielkie passing places, w które trzeba zjechać, żeby przepuścić samochód z naprzeciwka. Czasem trzeba też trochę pokombinować, a jeśli minie się mijankę w złym momencie, pozostaje cofanie. Do tego dochodzą ostre zakręty, ślepe wzniesienia, hidden dips, czyli nagłe zagłębienia drogi, których wcześniej praktycznie nie widać (to jest problem przy większych prędkościach),…
-
Belgrad – od rzymskiej twierdzy do jugosłowiańskiej przyszłości
Po pierwszym dniu zwiedzania i całej dawce historii, która momentami była naprawdę ciężka, czas było ruszyć dalej, żeby zobaczyć Belgrad z innej perspektywy. Tym razem na pierwszy ogień poszedł Kalemegdan – miejsce, które chyba najbardziej kojarzy się z miastem. I tutaj naprawdę można się na chwilę zatrzymać, bo historia tego miejsca jest gruba. Pierwsze fortyfikacje pojawiły się tu jeszcze za czasów Celtów, a później swój ślad pozostawili tu Rzymianie. Przez kolejne stulecia twierdza była wielokrotnie przebudowywana przez kolejne imperia, dlatego dziś jest tu prawdziwy historyczny miszmasz – rzymskie pozostałości, tureckie grobowce, cerkwie, stare bramy, fortyfikacje i kolejne warstwy historii miasta. Sama twierdza leży na wzgórzu, z którego rozciąga się świetny…
-
Belgrad cz. 1 – miasto kontrastów, historii i bałkańskiego chaosu
Belgrad był drugim przystankiem w trakcie moich dłuższych tegorocznych wakacji. Pierwszą część spędziłam w Szkocji, gdzie przez 9 dni przejechałam ponad 3200 km. I szczerze mówiąc miałam już dość prowadzenia auta, zwiedzania, pakowania, rozpakowywania i ciągłego przemieszczania się 😀 Po takim maratonie wizja kolejnych kilometrów w Serbii nie była więc czymś, na co szczególnie czekałam. Ale cóż, skoro wakacyjny plan to zakładał, nie pozostawało mi nic innego, jak po prostu jechać dalej. Do Belgradu przyleciałam późnym popołudniem, odebrałam auto, dojechałam na kwaterę i… zbojkotowałam dalszą jazdę. Postanowiłam wybrać się pieszo do centrum. I tu pojawiła się bardzo przyjemna niespodzianka – od 2025 roku komunikacja miejska w Belgradzie jest bezpłatna. Autobusy,…
-
NC500 daleko na północ Szkocji
NC500 czyli The North Coast 500 to jedna z najbardziej znanych tras samochodowych w Szkocji – około 830 kilometrów przez północne Highlands, wzdłuż wybrzeża, przez góry, małe miejscowości, plaże, klify i miejsca, w których czasem trudno uwierzyć, że to jeszcze Wielka Brytania. Im więcej mil pokonywałam tą drogą, tym bardziej miałam wrażenie, że Szkocja powoli odłącza się od reszty świata. Krajobraz stawał się coraz bardziej surowy, dziki i pusty. Znikały większe miejscowości, drogi robiły się węższe, a zamiast kolejnych zabudowań pojawiały się klify, wrzosowiska, góry i morze. I właśnie wtedy zaczęła się ta część trasy, na którą najbardziej czekałam. Północne wybrzeże Szkocji – z ruinami zamków zawieszonymi nad przepaścią, latarniami…
-
Nowa Zelandia deszczowa Cape Reinga, Sahara i najładniejszy kibel świata
Przylądek Reinga to miejsce, gdzie według tradycji Maorysów duchy wyruszają w podróż do zaświatów. Prowadzi tutaj trasa nr 1 kończąca się na najdalej wysuniętej na północ latarni morskiej w Nowej Zelandii. To tutaj Morze Tasmana łączy się z Oceanem Spokojnym. Rzeczywiście, droga tutaj wyglądała jakby prowadziła do miejsca, gdzie diabeł mówi dobranoc. Towarzyszyła mi ściana deszczu i porywisty wiatr. Na drodze nic się nie działo, dookoła zero cywilizacji, a ja z nudów pląsałam w rytm wycieraczek. Trasa wydawała się nie mieć końca, wijąc się wąskim pasem gruntu niczym miniaturowy półwysep – trochę jak Półwysep Helski, tylko w wersji dramatycznej. Szaro, ponuro, ale za to niesamowicie klimatycznie. Na końcu nastąpiła kulminacja,…






















