-
Belgrad cz. 1 – miasto kontrastów, historii i bałkańskiego chaosu
Belgrad był drugim przystankiem w trakcie moich dłuższych tegorocznych wakacji. Pierwszą część spędziłam w Szkocji, gdzie przez 9 dni przejechałam ponad 3200 km. I szczerze mówiąc miałam już dość prowadzenia auta, zwiedzania, pakowania, rozpakowywania i ciągłego przemieszczania się 😀 Po takim maratonie wizja kolejnych kilometrów w Serbii nie była więc czymś, na co szczególnie czekałam. Ale cóż, skoro wakacyjny plan to zakładał, nie pozostawało mi nic innego, jak po prostu jechać dalej. Do Belgradu przyleciałam późnym popołudniem, odebrałam auto, dojechałam na kwaterę i… zbojkotowałam dalszą jazdę. Postanowiłam wybrać się pieszo do centrum. I tu pojawiła się bardzo przyjemna niespodzianka – od 2025 roku komunikacja miejska w Belgradzie jest bezpłatna. Autobusy,…
-
NC500 daleko na północ Szkocji
NC500 czyli The North Coast 500 to jedna z najbardziej znanych tras samochodowych w Szkocji – około 830 kilometrów przez północne Highlands, wzdłuż wybrzeża, przez góry, małe miejscowości, plaże, klify i miejsca, w których czasem trudno uwierzyć, że to jeszcze Wielka Brytania. Im więcej mil pokonywałam tą drogą, tym bardziej miałam wrażenie, że Szkocja powoli odłącza się od reszty świata. Krajobraz stawał się coraz bardziej surowy, dziki i pusty. Znikały większe miejscowości, drogi robiły się węższe, a zamiast kolejnych zabudowań pojawiały się klify, wrzosowiska, góry i morze. I właśnie wtedy zaczęła się ta część trasy, na którą najbardziej czekałam. Północne wybrzeże Szkocji – z ruinami zamków zawieszonymi nad przepaścią, latarniami…
-
Nowa Zelandia deszczowa Cape Reinga, Sahara i najładniejszy kibel świata
Przylądek Reinga to miejsce, gdzie według tradycji Maorysów duchy wyruszają w podróż do zaświatów. Prowadzi tutaj trasa nr 1 kończąca się na najdalej wysuniętej na północ latarni morskiej w Nowej Zelandii. To tutaj Morze Tasmana łączy się z Oceanem Spokojnym. Rzeczywiście, droga tutaj wyglądała jakby prowadziła do miejsca, gdzie diabeł mówi dobranoc. Towarzyszyła mi ściana deszczu i porywisty wiatr. Na drodze nic się nie działo, dookoła zero cywilizacji, a ja z nudów pląsałam w rytm wycieraczek. Trasa wydawała się nie mieć końca, wijąc się wąskim pasem gruntu niczym miniaturowy półwysep – trochę jak Półwysep Helski, tylko w wersji dramatycznej. Szaro, ponuro, ale za to niesamowicie klimatycznie. Na końcu nastąpiła kulminacja,…
-
Chiwa, Uzbekistan – miasto jak z „Baśni tysiąca i jednej nocy”
Szczerze mówiąc, Chiwa prawie wypadła z mojego planu podróży po Uzbekistanie. Nie dlatego, że nie wydawała się interesująca. Wręcz przeciwnie, planując wycieczkę do Uzbekistanu wiedziałam, że jest jednym z tych miejsc, które muszę zobaczyć. Problem był zupełnie inny… logistyka. A dokładniej: mój pierwszy dzień w Uzbekistanie był delikatnie mówiąc ambitny. 😉 Po nocnym locie do Taszkentu, po którym czułam, że kawa jest jedyną rzeczą utrzymującą moje funkcje życiowe, czekał mnie jeszcze lokalny lot do miejscowości Urgencz. Tam odbierałam samochód i ruszałam dalej w drogę. Rozsądek podpowiadał, żeby odpuścić. Nieprzespana noc, dwa loty, temperatura sięgająca 40°C i perspektywa kolejnych sześciu godzin za kółkiem (docelowo moją metą była miejscowość Kungrad) były całkiem…
-
Nowa Zelandia, Dunedin – szkocki klimat i ekstremalne ulice
Dunedin to miasto, które na pierwszy rzut oka wygląda bardzo poważnie. Gotycka, surowa architektura, okazałe katedry i dworzec kolejowy przypominający bardziej pałac z luksusowymi komnatami. Ale pod tą fasadą, kryje się pełne życia miasto, któremu rytm nadają studenci Uniwersytetu Otago – najstarszej uczelni w Nowej Zelandii. Widać to w rozmaitych zaułkach miasta i bocznych uliczkach, za fasadą majestatycznych budynków kryje się ciekawa sztuka uliczna i murale. Choć dziś Dunedin sprawia wrażenie spokojnego, w XIX wieku było najbogatszym i najbardziej zaludnionym miastem w całej Nowej Zelandii. Gorączka złota w Otago w latach 60. sprowadziła tu ludzi z całego świata. Wówczas otwarto tu pierwszy uniwersytet, szkołę medyczną, pierwszą codzienną gazetę, a po…
-
Queenstown i okolice – adrenalina, złoto i bielizna na płocie
Queenstown jest znane głównie jako miasto sportów ekstremalnych. Ziplining, Skydiving, rafting, jet boating, paralotniarstwo czy katapulty, to zaledwie część z rozmaitych atrakcji, jakie można doświadczyć w okolicy. Natomiast dla prawdziwych koneserów pozostają skoki na bungee. W 1988 roku na moście Kawarau Gorge Suspension Bridge, AJ Hackett i Henry van Asch, zapoczątkowali skoki na bungee. Zainspirowani rytualnymi skokami na lianach wykonywanymi przez mieszkańców Vanuatu, postanowili sprawdzić to na własnej skórze — najpierw w Auckland, a potem (bo czemu nie) na Wieży Eiffla. W ten sposób Kawarau stało się mekką skoczków bungee. Natomiast ci, którym nogi miękną jeszcze przed skokiem, mają przynajmniej gwarantowany ładny widok w drodze w dół. Ewentualnie dalsza trasa…
-
Nairobi surrealistyczne – między safari a betonem
Trudno dziś uwierzyć, że teren stolicy Kenii pokrywały kiedyś mokradła. Masajowie nazywali to miejsce Enkare Nyrobi, co oznacza „chłodne wody”. Stąd też, wzięła się nazwa tej metropolii. Rozwój Nairobi rozpoczął się pod koniec XIX w. wówczas dostrzeżono potencjał tych terenów jako centrum wymiany handlowej. W miarę rozrastania się miasta, Masajowie, którzy wypasali tu bydło, zostali przesiedleni. Obecnie Nairobi nazywane jest Krzemową Sawanną, ze względu na kwitnący tu przemysł technologiczny. Określa się je także „Zielonym Miastem w Słońcu” i nie bez powodu. Na jego terenie znajdują się liczne parki i tereny zieleni. Niemniej jednak jest to miasto pełne kontrastów. Ponad 60% jego 4,5 milionowej populacji żyje na granicy ubóstwa. Znajduje się…
-
Okolice Paeroa i Waihi – gigantyczna butla, murale, złoto i tunele
Czy można zacząć zwiedzanie bardziej abstrakcyjnie niż od gigantycznej butli napoju? W Nowej Zelandii jak najbardziej. Szczególnie w miejscowości Paeroa, skąd pochodzi kultowy napój Lemon & Paeroa. Ma słodko -cytrynowy smak i przypomina coś pomiędzy Sprite’em a porządną chemią z dzieciństwa. Napój powstał w 1907 roku właśnie tutaj, w miasteczku Paeroa, na bazie lokalnej wody mineralnej. Logo L&P jest wszędzie, a ogromna brązowa butla jest dumą mieszkańców. Z Paeroa ruszyłam do Wąwozu Karangahake – dawnego centrum wydobywczego złota. Znajdują się tu dwie ścieżki spacerowe, każda z nich liczy około 2,5 kilometra. Pierwsza – Windows Walk prowadzi przez las i krótkie tunele górnicze, natomiast druga Rail Tunnel Loop biegnie wzdłuż rzeki…
-
Warzazat – marokańskie Hollywood z dykty
Rejon Warzazat od lat przyciąga licznych reżyserów. To tutaj powstały takie klasyki jak Lawrence z Arabii, Gladiator czy Mumia. Większość turystów zaczyna i kończy zwiedzanie na słynnym Atlas Studio. Miejsce to z pewnością warto odwiedzić jednak ograniczenie się wyłącznie do niego można porównać do obejrzenia tylko trailera dobrego filmu. Prawdziwa przygoda z marokańską kinematografią zaczyna się na pustkowiach. Co ciekawsze, o tych miejscach świat filmowy już dawno zapomniał. Wyobraźcie sobie, że budowane są tu ogromne pałace, zamki warowne czy świątynie, które po nakręceniu scen są po prostu porzucane. Nie ma tu recyklingu, demontażu ani pakowania scenografii do kontenerów. Miejsca te, ulegając dekompozycji, otrzymują drugie życie. Cmentarzyska planów filmowych stają się…



















