-
Oman – odkrywanie okolic Maskatu
Oman od wieków był strategicznie położony na szlakach handlowych. Znalazło to odzwierciedlenie w budowie licznych fortów obronnych, które miały zapewniać bezpieczeństwo przed najeźdźcami. Jedna z takich budowli – zamek Al Hazm, to jedna z najbardziej imponujących budowli w Omanie. Został zbudowany w XVIII wieku przez imama sułtana bin Saifa II. Zamek był nie tylko rezydencją władcy Omanu, ale pełnił również funkcję obronną. Dlatego też często znany jest również jako fort. Zamek Al Hazm jest unikalny ze względu na swoją konstrukcję. Do budowy sufitów nie zostało użyte drewno oraz zastosowano tu innowacyjny system wodociągowy zwany falaj – faladż. Falaj to system nawadniania znany w Omanie od tysięcy lat. Szacuje się, że…
-
Abu Dhabi – atrakcje, architektura i lokalny klimat ZEA
Abu Dhabi, stolica największego emiratu w ZEA, co prawda nie oferuje wielu atrakcji turystycznych, ale z pewnością jest warta zobaczenia. Na pierwszy rzut oka widać, że miasto to jest przeznaczone głównie dla mieszkańców. O ile w pobliskim Dubaju turyści stanowią większość, Abu Dhabi wydaje się być przez nich omijane. Podczas, gdy w emiracie Dubaju podstawę gospodarki stanowią obecnie nowe technologie i turystyka, Abu Dhabi pozostaje wciąż niezależne ze względu na wydobycie ropy. Dlatego też zachowało swój specyficzny lokalny charakter. Tradycyjnie w centrum miasta można zobaczyć liczne wieżowce. Niektóre z nich aż rażą po oczach, ale o gustach się nie dyskutuje 😉 Generalnie Abu Dhabi wydaje się być poligonem doświadczalnym dla…
-
Mount Taranaki w Nowej Zelandii: trudny test na inteligencję oraz info praktyczne
Do Parku Narodowego Egmont dotarłam po południu. Główna gwiazda programu, czyli szczyt Taranaki, tradycyjnie schowała się w chmurach, czyli zrobił dokładnie to czego się spodziewałam. Nie było sensu wybierać się na dłuższą wspinaczkę więc zdecydowałam się na wersję light: Dawson Falls i Wilkies Pools. Już po przekroczeniu granicy parku miałam wrażenie, że znalazłam się w zupełnie innej rzeczywistości. Wąska, kręta droga prowadziła przez gęsty, zielony tunel, tworząc niemal bajkowy krajobraz. Żeby nie tracić czasu, uznałam, że nie będę dojeżdżać do Dawson Falls Visitor Centre i zatrzymałam się wcześniej tuż przy wejściu na ścieżkę. Krótki spacer przez porośnięty mchem las był jak podróż do innej czasoprzestrzeni, wyglądał jak zaprojektowany przez kogoś…
-
Road trip w Nowej Zelandii
Road trip po Nowej Zelandii to nie jest sposób przemieszczania się między atrakcjami, tylko atrakcja sama w sobie. Jednak muszę to powiedzieć wprost: Nowa Zelandia nie ma super infrastruktury drogowej. I to było dla mnie zaskoczenie, szczególnie że jest to kraj popularny wśród turystów. Ze względu na ukształtowanie terenu większość dróg to górskie, jednopasmowe serpentyny. I paradoksalnie to jest absolutnie fantastyczne. Każda trasa jest przeżyciem, a road trip po Nowej Zelandii spokojnie może być głównym punktem podróży, a nie tylko środkiem do celu. Jazda technicznie trudniejszymi odcinkami wśród gór, jezior i pustych przestrzeni daje niezapomniane wrażenia. Jednak przyjemność czasami odbiera stan techniczny dróg. Część z nich wygląda tak, jakby…
-
Rotorua – miasto nieprzewidywalne
Rotorua czuć na odległość. Zanim pojawi się tablica z nazwą miasta w powietrzu czuć specyficzny zapach siarkowodoru, który można porównać do zgniłego jajka. Jest to naturalną konsekwencją aktywności geotermalnej na tym obszarze. Jednak smród nie odstrasza turystów. Rotorua to jeden z głównych punktów turystycznych na Wyspie Północnej w Nowej Zelandii. Nazywana jest także żartobliwie Roto-Vegas, ze względu na dużą ilość neonów i knajp. Poza tym Rotorua ma też inne ksywy np. Sulphur City (Siarkowe Miasto) czy Rotten-rua i każda z nich oddaje specyficzny klimat tego miasta. Źródła geotermalne można tu spotkać na każdym kroku. Rotorua leży w samym sercu tzw. Taupo Volcanic Zone – jednego z najbardziej aktywnych geologicznie obszarów…
-
Thames Town – czyli chińskie Truman Show
Thames Town to urocze miasteczko jak z brytyjskiej pocztówki. Czerwone budki telefoniczne, wiktoriańska architektura, ceglane domy szeregowe i starodawne skrzynki pocztowe robią typowy angielski klimat. Jednak coś tu nie gra, jest zdecydowanie zbyt uroczo, schludnie i podejrzanie. Po chwili coś zaczyna się nie zgadzać. Samochody jadą prawą stroną, większość sklepów jest zamknięta, a mijani przechodnie w żaden sposób nie przypominają Europejczyków. Do tego panuje tu dziwna cisza, a wszystko jest tak perfekcyjnie, że aż nienaturalne. Dopiero napisy zdradzają prawdę. Obok angielskich nazw pojawiają się chińskie znaki. I wtedy wszystko staje się jasne: to nie jest Anglia tylko Chiny. Thames Town to miniaturowe brytyjskie miasteczko położone jakieś 30 kilometrów od centrum…
-
Nowa Zelandia, droga do Milford Sound
Droga do Milford Sound to nie jest żaden „dojazd do atrakcji” – to atrakcja sama w sobie. Przyznam, że to było jedyne miejsce, które postanowiłam zwiedzić na totalnego lenia, czyli w ramach zorganizowanej wycieczki. Początkowo wahałam się, czy nie pojechać tam samodzielnie – w końcu miałam wypożyczony samochód. Ostatecznie jednak wygrał zdrowy rozsądek. Wiedziałam, że to jeden z ostatnich dni mojej dość intensywnej podróży, a trasa z Queenstown do Milford Sound i z powrotem to prawie 300 kilometrów w jedną stronę, co w nowozelandzkich realiach oznacza jakieś osiem godzin jazdy. I dobrze zrobiłam! Uwielbiam prowadzić, ale przyznam szczerze, ku mojemu zaskoczeniu pod koniec wyjazdu nie mogłam już patrzeć na kierownicę.…
-
Milford Sound, Nowa Zelandia – zatoka, która okazała się fiordem
Milford Sound to miejsce dość specyficzne. Potrafi tu być tak mokro, że kierunek deszczu momentami przeczy prawom grawitacji – woda dosłownie leci do góry. A jakby tego było mało, po okolicy grasuje gang papug wyspecjalizowanych we… włamaniach do samochodów. Brzmi jak dramat, a tymczasem to najpopularniejsza atrakcja Nowej Zelandii. Nazwa jednak sprytnie próbuje wprowadzić turystów w błąd. Milford Sound wcale nie jest żadnym “soundem”, czyli zatoką, lecz fiordem – i to jednym z najbardziej spektakularnych na świecie. Jak to możliwe? Cofnijmy się na chwilę do lekcji geografii. “Sound” to nic innego jak zalana dolina rzeczna w kształcie litery V. Fiord natomiast powstaje dzięki działalności lodowca i ma charakterystyczne, strome, skaliste…
-
Nowa Zelandia – Kaikoura, czyli post o spełnianiu marzeń
Czas na post o spełnianiu marzeń. Może ciężko w to uwierzyć, ale Nowa Zelandia nie była dla mnie celem samym w sobie. Tak właściwie, to marzenie narodziło się osiem lat temu na Hawajach… Wtedy, zupełnie przypadkiem, podczas jednego z rejsów dowiedziałam się, że byłam o krok od zobaczenia wielorybów. To znaczy, był to raczej siedmiomilowy krok, bo powinnam zorganizować moją podróż w terminie o sześć miesięcy późniejszym. To niezrealizowane doświadczenie, zostało zamieszczone na mojej długiej liście marzeń i odłożone do szuflady oznaczonej etykietą z długim terminem do realizacji. Aż do dnia, gdy w skrzynce mailowej wylądowały bilety do Nowej Zelandii. I wtedy było dla mnie jasne – teraz, albo nigdy.…

















