-
Road trip w Nowej Zelandii
Road trip po Nowej Zelandii to nie jest sposób przemieszczania się między atrakcjami, tylko atrakcja sama w sobie. Jednak muszę to powiedzieć wprost: Nowa Zelandia nie ma super infrastruktury drogowej. I to było dla mnie zaskoczenie, szczególnie że jest to kraj popularny wśród turystów. Ze względu na ukształtowanie terenu większość dróg to górskie, jednopasmowe serpentyny. I paradoksalnie to jest absolutnie fantastyczne. Każda trasa jest przeżyciem, a road trip po Nowej Zelandii spokojnie może być głównym punktem podróży, a nie tylko środkiem do celu. Jazda technicznie trudniejszymi odcinkami wśród gór, jezior i pustych przestrzeni daje niezapomniane wrażenia. Jednak przyjemność czasami odbiera stan techniczny dróg. Część z nich wygląda tak, jakby…
-
Rotorua – miasto nieprzewidywalne
Rotorua czuć na odległość. Zanim pojawi się tablica z nazwą miasta w powietrzu czuć specyficzny zapach siarkowodoru, który można porównać do zgniłego jajka. Jest to naturalną konsekwencją aktywności geotermalnej na tym obszarze. Jednak smród nie odstrasza turystów. Rotorua to jeden z głównych punktów turystycznych na Wyspie Północnej w Nowej Zelandii. Nazywana jest także żartobliwie Roto-Vegas, ze względu na dużą ilość neonów i knajp. Poza tym Rotorua ma też inne ksywy np. Sulphur City (Siarkowe Miasto) czy Rotten-rua i każda z nich oddaje specyficzny klimat tego miasta. Źródła geotermalne można tu spotkać na każdym kroku. Rotorua leży w samym sercu tzw. Taupo Volcanic Zone – jednego z najbardziej aktywnych geologicznie obszarów…
-
Thames Town – czyli chińskie Truman Show
Thames Town to urocze miasteczko jak z brytyjskiej pocztówki. Czerwone budki telefoniczne, wiktoriańska architektura, ceglane domy szeregowe i starodawne skrzynki pocztowe robią typowy angielski klimat. Jednak coś tu nie gra, jest zdecydowanie zbyt uroczo, schludnie i podejrzanie. Po chwili coś zaczyna się nie zgadzać. Samochody jadą prawą stroną, większość sklepów jest zamknięta, a mijani przechodnie w żaden sposób nie przypominają Europejczyków. Do tego panuje tu dziwna cisza, a wszystko jest tak perfekcyjnie, że aż nienaturalne. Dopiero napisy zdradzają prawdę. Obok angielskich nazw pojawiają się chińskie znaki. I wtedy wszystko staje się jasne: to nie jest Anglia tylko Chiny. Thames Town to miniaturowe brytyjskie miasteczko położone jakieś 30 kilometrów od centrum…
-
Nowa Zelandia, droga do Milford Sound
Droga do Milford Sound to nie jest żaden „dojazd do atrakcji” – to atrakcja sama w sobie. Przyznam, że to było jedyne miejsce, które postanowiłam zwiedzić na totalnego lenia, czyli w ramach zorganizowanej wycieczki. Początkowo wahałam się, czy nie pojechać tam samodzielnie – w końcu miałam wypożyczony samochód. Ostatecznie jednak wygrał zdrowy rozsądek. Wiedziałam, że to jeden z ostatnich dni mojej dość intensywnej podróży, a trasa z Queenstown do Milford Sound i z powrotem to prawie 300 kilometrów w jedną stronę, co w nowozelandzkich realiach oznacza jakieś osiem godzin jazdy. I dobrze zrobiłam! Uwielbiam prowadzić, ale przyznam szczerze, ku mojemu zaskoczeniu pod koniec wyjazdu nie mogłam już patrzeć na kierownicę.…
-
Milford Sound, Nowa Zelandia – zatoka, która okazała się fiordem
Milford Sound to miejsce dość specyficzne. Potrafi tu być tak mokro, że kierunek deszczu momentami przeczy prawom grawitacji – woda dosłownie leci do góry. A jakby tego było mało, po okolicy grasuje gang papug wyspecjalizowanych we… włamaniach do samochodów. Brzmi jak dramat, a tymczasem to najpopularniejsza atrakcja Nowej Zelandii. Nazwa jednak sprytnie próbuje wprowadzić turystów w błąd. Milford Sound wcale nie jest żadnym “soundem”, czyli zatoką, lecz fiordem – i to jednym z najbardziej spektakularnych na świecie. Jak to możliwe? Cofnijmy się na chwilę do lekcji geografii. “Sound” to nic innego jak zalana dolina rzeczna w kształcie litery V. Fiord natomiast powstaje dzięki działalności lodowca i ma charakterystyczne, strome, skaliste…
-
Nowa Zelandia – Kaikoura, czyli post o spełnianiu marzeń
Czas na post o spełnianiu marzeń. Może ciężko w to uwierzyć, ale Nowa Zelandia nie była dla mnie celem samym w sobie. Tak właściwie, to marzenie narodziło się osiem lat temu na Hawajach… Wtedy, zupełnie przypadkiem, podczas jednego z rejsów dowiedziałam się, że byłam o krok od zobaczenia wielorybów. To znaczy, był to raczej siedmiomilowy krok, bo powinnam zorganizować moją podróż w terminie o sześć miesięcy późniejszym. To niezrealizowane doświadczenie, zostało zamieszczone na mojej długiej liście marzeń i odłożone do szuflady oznaczonej etykietą z długim terminem do realizacji. Aż do dnia, gdy w skrzynce mailowej wylądowały bilety do Nowej Zelandii. I wtedy było dla mnie jasne – teraz, albo nigdy.…
-
Fez – miasto miliona meczetów, osiołków i gołębich odchodów
Fez to nie miasto, to średniowieczny wehikuł czasu z opcją intensywnego zanurzenia się pod uszy w kulturę arabską. Założony pod koniec VIII wieku, uchodzi za najstarsze i najlepiej zachowane miasto muzułmańskiego świata. Jednak nie spodziewaj się tutaj nudnego skansenu, to stuprocentowo arabskie miasto, z całym pakietem chaosu, kolorytu i dźwięków. Fez przez stulecia pełnił rolę stolicy Maroko, centrum religii, nauki i kultury. To tutaj powstał najstarszy działający uniwersytet świata – Al-Karawijjin, działający nieprzerwanie od IX wieku. Pomimo, że Fez jest dzisiaj czwartym co do wielkości miastem w Maroko, zachował swój unikalny średniowieczny klimat. Wycieczkę zaczynam od Bab Bou Jeloud, jednej z piętnastu bram prowadzących na stare miasto, czyli medinę. Jestem…
-
Lotnisko Rangsdorf – od Operacji Walkiria do operacji „Urbex”
Lotnisko Rangsdorf, otwarte 30 lipca 1936 roku tuż przed Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w Berlinie, miało pierwotnie służyć do obsługi pasażerów przybywających na Olimpiadę. Był to niewielki port z trawiastym pasem startowym, przeznaczony głównie do realizacji lotów sportowych i rekreacyjnych. Jednak jego historia jest pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Wojenne Losy Lotniska Rangsdorf Po wybuchu II wojny światowej, od października 1939 roku do marca 1940 roku, Rangsdorf przejął funkcję głównego lotniska Berlina. Władze obawiały się, że lotnisko Tempelhof będzie celem wzmożonych ataków bombowych. Ostatecznie jednak Tempelhof wrócił do swojej funkcji, a Rangsdorf przekształcono w obiekt wojskowy, wykorzystywany przez Luftwaffe. W latach 1939-1945 działał tu zakład Bücker Flugzeugbau, produkujący części do samolotów. W…
-
Maroko – gliniane twierdze, oko Saurona, róże i górskie przeprawy
Jeśli myślisz, że Maroko to tylko Marrakesz, wielbłądy i herbata z miętą – to… w sumie masz rację. Ale jak tylko odbijesz trochę od głównych szlaków i zamiast folderu biura podróży, w rękę weźmiesz mapę z odręcznie zaznaczonymi „dziwnymi” punktami – trafisz na rzeczy, które zmienią kompletnie Twoje wyobrażenie o tym kraju. Kasbah Amridil – twierdza z banknotu i planu filmowego Kasbah Amridil znajduje się po drodze z Wąwozu Dades do miejscowości Warzazat. Jest to kolejne miejsce na mapie Maroko, w którym czas się zatrzymał. Kasbah to chroniony pałac, cytadela lub fortyfikacja zwykle wykonana z cegieł glinianych. Kasbahy były budowane na trasach szlaków handlowych, dając schronienie podróżnym. W Maroko…




















