Chiny
-
Szanghaj – ogród przyjemności i analogowy Tinder
Szanghaj to miasto wielu imion – „Perła Azji”, „Paryż Wschodu”, „Nowy Jork Azji” i miejsce, które chyba nigdy nie zasypia. Tu zawsze coś się dzieje, a jego energię czuć na każdej uliczce, w każdej knajpce i nad brzegiem rzeki. Zaskoczyła mnie także jego niesamowita różnorodność, stare świątynie współistnieją tu z nowoczesnymi wieżowcami, gdzieniegdzie można trafić na elegancką europejską zabudowę, a przy tym wszystkim ulice są zadziwiająco uporządkowane i… czyste. Jeśli myślicie o typowym Chinatown to zapomnijcie tu jest tak jakby luksusowo 😉 Na zwiedzanie miałam tylko dwa dni – jeden w drodze do Nowej Zelandii, drugi w powrotnej podróży. Za krótko, żeby zobaczyć wszystko, ale wystarczająco, by na przyszłość odhaczyć…
-
Thames Town – czyli chińskie Truman Show
Thames Town to urocze miasteczko jak z brytyjskiej pocztówki. Czerwone budki telefoniczne, wiktoriańska architektura, ceglane domy szeregowe i starodawne skrzynki pocztowe robią typowy angielski klimat. Jednak coś tu nie gra, jest zdecydowanie zbyt uroczo, schludnie i podejrzanie. Po chwili coś zaczyna się nie zgadzać. Samochody jadą prawą stroną, większość sklepów jest zamknięta, a mijani przechodnie w żaden sposób nie przypominają Europejczyków. Do tego panuje tu dziwna cisza, a wszystko jest tak perfekcyjnie, że aż nienaturalne. Dopiero napisy zdradzają prawdę. Obok angielskich nazw pojawiają się chińskie znaki. I wtedy wszystko staje się jasne: to nie jest Anglia tylko Chiny. Thames Town to miniaturowe brytyjskie miasteczko położone jakieś 30 kilometrów od centrum…





