Rotorua – miasto nieprzewidywalne
Rotorua czuć na odległość. Zanim pojawi się tablica z nazwą miasta w powietrzu czuć specyficzny zapach siarkowodoru, który można porównać do zgniłego jajka. Jest to naturalną konsekwencją aktywności geotermalnej na tym obszarze. Jednak smród nie odstrasza turystów. Rotorua to jeden z głównych punktów turystycznych na Wyspie Północnej w Nowej Zelandii. Nazywana jest także żartobliwie Roto-Vegas, ze względu na dużą ilość neonów i knajp. Poza tym Rotorua ma też inne ksywy np. Sulphur City (Siarkowe Miasto) czy Rotten-rua i każda z nich oddaje specyficzny klimat tego miasta.
Źródła geotermalne można tu spotkać na każdym kroku. Rotorua leży w samym sercu tzw. Taupo Volcanic Zone – jednego z najbardziej aktywnych geologicznie obszarów w Nowej Zelandii. Naturalnie gorąca woda od najdawniejszych czasów była dla lokalnej ludności darem od bogów. Najgorętsze źródła służyły do gotowania, cieplejsze do kąpieli, a domy budowano na ogrzanym gruncie, który działał jak naturalne ogrzewanie podłogowe. Jednak są także efekty uboczne geotermalnej aktywności. Domy w Rotorua nie mają piwnic, bo kopanie w ziemi mogłoby się zakończyć odkryciem kolejnego gorącego źródła. To samo odnosi się do cmentarzy, groby buduje się tu na powierzchni.
Aktywność geotermalna to codzienność mieszkańców. Wystarczy przejść się do centrum miasta do Parku Kuirau. Znajdują się tu gorące źródła, parujące skały i bulgoczące błota. Wszystko dostępne bezpłatnie, w tym basen do moczenia stóp.
Po drugiej stronie miasta znajdują się Government Gardens. Ze względu na walory lecznicze, w 1908 r. utworzono tu sanatorium. Leczono tu choroby skóry, reumatyzm i artretyzm. Zadziwiające jest, że nawet na końcu świata, sanatorium do złudzenia przypomina te znane z Europy. Znajdują się tu wszystkie elementy typowe dla uzdrowiska: charakterystyczna zabudowa, baseny termalne oraz park uzdrowiskowy.

Wzdłuż brzegu jeziora Rotorua prowadzi ścieżka spacerowa, gdzie można zobaczyć charakterystyczną siarkową wodę oraz liczne ptaki wodne ostrożnie omijające miejsca z buchającymi oparami siarki.
Rotorua to także ważne centrum kultury maoryskiej. Maorysi stanowią tu najliczniejszą grupę mieszkańców, spośród wszystkich nowozelandzkich miast. Idealnym miejscem do poznania bliżej ich tradycji i kultury jest Te Puia. To centrum kultury maoryskiej położone na terenie dawnej doliny geotermalnej Whakarewarewa. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem (Maorysem) i trwa około 90 minut. W Te Puia można zobaczyć ptaka kiwi będącego symbolem Nowej Zelandii. Kiwi jest ptakiem nocnym, stąd można go obserwować w specjalnie przygotowanym ciemnym miejscu, w którym zabronione jest robienie zdjęć. Można tu także zajrzeć do szkoły rzeźby, tkactwa i jubilerstwa oraz poznać hangi – tradycyjny sposób gotowania w ziemnych piecach z gorącymi kamieniami. Ta metoda gotowania nie zmieniła się od setek lat i dalej jest praktykowana na tych terenach. W Te Puia można spróbować tradycyjnej kuchni maoryskiej oraz zobaczyć maoryski taniec haka. Jednak największą gwiazdą wycieczki jest gejzer Pōhutu – najaktywniejszy gejzer na półkuli południowej. Wyrzuca wodę i parę średnio co pół godziny, na imponującą wysokość 20–30 metrów.
Kiedyś aktywność Pohutu była poważnie zagrożona. Liczne odwierty wykonywane przez mieszkańców w poszukiwaniu źródeł geotermalnych spowodowały obniżenie wydajności Pohutu. Dopiero program zamykania sztucznych odwiertów przywrócił dawną aktywność gejzera. W otoczeniu gejzera znajdują się gorące skały, dzięki którym można poczuć na własnej skórze ciepło wydobywające się z wnętrza ziemi.
Hell’s Gate to kolejna geotermalna atrakcja w Rotorua. To nie jest zwykły park geotermalny, lecz najbardziej aktywna strefa geotermalna w Nowej Zelandii. Nazwa Wrota Piekieł, nie jest w tym wypadku marketingowym chwytem. Jak wskazuje nazwa, tj. Wrota Piekieł jest tu naprawdę piekielnie. Wszystko paruje, bulgocze i sprawia wrażenie jakby miało zaraz wybuchnąć. Z każdym korkiem czuje się tu potężną energię pochodzącą z wnętrza ziemi.
Trasę zwiedzania wytyczają drewniane kładki, które sprawiają wrażenie tratw ratunkowych. Dookoła wszystko jest jakby wyblakłe, szare i jałowe. Nazwy mijanych miejsc przemawiają do wyobraźni: Diabelski Kocioł Devil’s Cauldron, Sodoma i Gomora (Sodom and Gomorrah), Piekielny Basen (Inferno Pool). W wielu miejscach temperatura bulgoczących mazi sięga 100°C, a czasem nawet więcej. Jeśli dodamy do tego parującą ziemię, bulgoczące błotne jeziora i buchające parą fumarole, mamy przepis na prawdziwie piekielny krajobraz.
Na terenie parku znajduje się wulkan błotny, który działa dokładnie jak klasyczny wulkan, tylko zamiast lawy wypluwa gorące błoto i co kilka tygodni urządza pokaz bez ostrzeżenia. Jest to największy wulkan błotny w rezerwatach Nowej Zelandii. Tego typu wulkany zazwyczaj sięgają jeden metr wysokości, natomiast ten w Hell’s Gate liczy, aż trzy metry i stale rośnie, dobudowując kolejne warstwy błota, wraz z kolejną erupcją.
Na szczęście w środku tego geotermalnego piekła trafia się niespodzianka: zielona enklawa z unikalnymi roślinami, które rosną tu dzięki ciepłu i bogatej w minerały glebie. W gąszczu zarośli można dostrzec Kakahi Falls, największy gorący wodospad na półkuli południowej, z wodą o temperaturze około 40 stopni. Dawniej maoryscy wojownicy kąpali się tu po bitwach, zmywając krew i opatrując rany. Zawarta w wodzie siarka działała antyseptycznie.
Na terenie Hell’s Gate znajduje się też Medicine Lake, będące źródłem słynnego rotoruańskiego błota leczniczego. Od setek lat używano go do leczenia bólu i chorób skóry. Dziś błoto jest używane w spa, z którego można skorzystać za dodatkową opłatą. Sesje w basenach błotnych są ograniczone do dwudziestu minut, gdyż dłuższy czas w gorących warunkach mógłby spowodować przegrzane organizmu. Hell’s Gate oferuje trzy rodzaje leczniczego błota: czarne na reumatyzm i artretyzm, białe na oparzenia i szare do delikatnego złuszczania skóry.
To miejsce bywa nieprzystępne i momentami przerażające. Surowe, wyblakłe kolory nie zachęcają do robienia instagramowych sweet fotek, ale to jest właśnie powód, dla którego Hell’s Gate przyciąga. Pozwala zobaczyć z bliska potężną siłę kryjącą się pod ziemią.
Rotorua – przewidując nieprzewidywalne
Rotorua jest miastem nieprzewidywalnym. Wiele atrakcji leży na terenach aktywnych sejsmicznie, więc zdrowy rozsądek to nie opcja, tylko konieczność. Należy bezwzględnie stosować się do komunikatów i ostrzeżeń. Do tego Rotorua jest dużym centrum turystycznym, co niestety ma swoją ciemniejszą stronę. Poziom drobnej przestępczości jest tu wyższy niż średnia krajowa, a najczęstszym problemem są włamania do samochodów. Złodzieje szczególnie upodobali sobie parkingi przy hostelach, atrakcjach turystycznych i punktach startowych szlaków. Zasada jest prosta: nie zostawiaj w aucie żadnych wartościowych rzeczy, nawet „na chwilę”.
Rotorua to miejsce kontrastów –piękne i fascynujące, a zarazem przerażające. Miasto pachnie siarką, ziemia paruje pod stopami, a gejzery i wulkany błotne pokazują, na każdym kroku potężną siłę wnętrza ziemi. Rotorua to też serce kultury maoryskiej i uzdrowisko, w którym natura i tradycja łączą się w niezwykły sposób. Żeby zobaczyć to wszystko w pełni warto zarezerwować z wyprzedzeniem bilety do The Puia i Hell’s Gate.


