<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>wulkan -</title>
	<atom:link href="https://girlonatrail.pl/tag/wulkan/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/wulkan/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 19 Apr 2026 16:50:04 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.1</generator>

<image>
	<url>https://girlonatrail.pl/wp-content/uploads/2017/07/cropped-8656-1-32x32.jpg</url>
	<title>wulkan -</title>
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/wulkan/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Auckland – metropolia na wulkanicznym polu minowym</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/auckland-metropolia-na-wulkanicznym-polu-minowym/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/auckland-metropolia-na-wulkanicznym-polu-minowym/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 19 Apr 2026 16:49:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[Auckland]]></category>
		<category><![CDATA[wiezowiec]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20032</guid>

					<description><![CDATA[<p>Auckland co prawda nie jest stolicą Nowej Zelandii, choć usilnie stara się sprawiać takie wrażenie. Zresztą historycznie pełniło tą rolę w latach 1841-1865. Dziś nowoczesna dzielnica biznesowa z wysokimi wieżowcami i kosmopolitycznymi knajpkami wygląda nadal jak centrum dowodzenia kraju. Miasto regularnie ląduje wysoko w rankingach jakości życia, bo tu po prostu dobrze się żyje. Pomimo, że jest drożej niż gdzie indziej w Nowej Zelandii, to najwyraźniej nikogo nie odstrasza, a tym bardziej turystów. Auckland może się pochwalić dość unikalnym położeniem. Leży na Auckland Volcanic Field, polu wulkanicznym składającym się z około 50–53 wulkanów. Wszystkie co prawda są dziś wygasłe, ale całe pole wulkaniczne wciąż uznawane jest za aktywne. To, co można by uznać za wadę, miasto przekuło w zaletę. Wiele z tych wulkanów zamieniono w parki i punkty widokowe. Mieszkańcy Auckland podeszli do tematu wyjątkowo pragmatycznie – skoro już przyszło im mieszkać na wulkanicznym polu minowym, to przynajmniej z ładnym widokiem. Dzień zaczęłam od Mt Eden, czyli Maungawhau – najwyższego punktu miasta i jednego z najbardziej fotogenicznych miejsc w Auckland. To wygasły wulkan o wysokości 196 metrów, którego ostatnia erupcja miała miejsce około 28 tysięcy lat temu. Na szczycie znajduje się ogromny krater w kształcie misy, głęboki na około 50 metrów. Krótki spacer na górę wynagradza panoramicznym widokiem na całe miasto, porty, zatoki i inne wulkany. Warto pamiętać, że krater jest miejscem świętym dla Maorysów, dlatego nie należy schodzić z wyznaczonych ścieżek. Historia Mt Eden ma jednak jeszcze jeden, dość nieoczywisty wątek. Kamienna platforma widokowa na szczycie powstała w XIX wieku przy pomocy… słonia. W tamtym czasie zbocza wulkanu były intensywnie eksploatowane, wydobywany tu bazalt posłużył do budowy domów, więzienia Mt Eden oraz samej platformy. Pracowali tu Maorysi i więźniowie, ale jednym z robotników był również słoń o imieniu Tom. Tom trafił do Nowej Zelandii jako prezent dla księcia Alfreda, syna królowej Wiktorii bo w XIX wieku, gdy nie miało się pomysłu na prezent dla arystokraty to po prostu dawało mu się słonia&#8230; Podczas podróży morskiej nosił tony węgla, a po przybyciu do Auckland wykorzystywano jego siłę do transportu ciężkich bloków kamienia na zboczu Mt Eden. Za swoją pracę dostawał cukierki i piwo, bo w tamtych czasach luźno podchodzono do BHP i praw zwierząt, nie wspominając o zdrowym rozsądku. Słoń nie został w Nowej Zelandii na stałe. Trafił do Europy, a jego szczątki można dziś oglądać w muzeum Trinity College w Dublinie. Platforma natomiast stoi do dziś i nadal oferuje jeden z najlepszych widoków w mieście. Z Mt Eden ruszyłam w stronę Karangahape Road, znanej wszystkim jako K’ Road. To jedna z tych ulic, które nie próbują udawać wielkomiejskiej elegancji. Pełno tu knajp, które bynajmniej nie zamykają się wraz z dobranocką. K’ Road słynie z tego, że tu się po prostu żyje, głośno, różnorodnie i bez spiny. Jest tu trochę artystycznie, trochę buntowniczo, ale zdecydowanie nie jest nudno. Kolejnym punktem był Albert Park, jeden z najstarszych parków w Auckland, założony w XIX wieku. Leży na wulkanicznym wzgórzu w samym centrum miasta i do dziś można tu zobaczyć ogromne drzewa, które pamiętają początki parku. Na jego terenie znajdują się ogrody oraz Auckland Art Gallery, ale to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, kryje się pod ziemią. Pod parkiem zlokalizowana jest sieć tuneli z czasów II wojny światowej, zbudowanych jako schrony przeciwlotnicze. Dziś, co prawda są zamknięte, ale świadomość o ich istnieniu, daje inną perspektywę na to miejsce. Stamtąd przeszłam na High Street. Jest to miejsce, gdzie można zrobić zakupy, wypić dobrą kawę, zjeść kolację albo po prostu posiedzieć z kieliszkiem wina. Szczególne, kameralnie wygląda Vulcan Lane, wąskie przejście między głównymi ulicami z licznymi knajpkami. Będąc w okolicy warto zajrzeć także do Giapo – kultowej lodziarni. Serwują tutaj nowozelandzką klasykę &#8211; Hokey Pokey, czyli lody waniliowe z kawałkami toffi. Tuż obok znajduje się Viaduct Harbour – nadbrzeżna dzielnica pełna restauracji, barów i kawiarni, z widokiem na marinę. Auckland bywa nazywane „City of Sails”, zarejestrowanych jest tu ponad 135 tysięcy jachtów i łodzi, a port Waitematā oraz Zatoka Hauraki momentami wyglądają jak gigantyczny parking dla ludzi sceptycznych wobec życia na lądzie. Z właściwie z każdego punktu miasta można dostrzec ikonę Auckland &#8211; Sky Tower. Wysoka na 328 metrów wieża, dominuje nad panoramą miasta. To najwyższa konstrukcja na półkuli południowej. Jeśli ktoś woli spokojniejsze klimaty, warto zajrzeć do Parnell – najstarszej i jednej z najbardziej stylowych dzielnic Auckland. Urokliwa zabudowa oraz liczne restauracje i kawiarnie pozwalają odetchnąć od zgiełku centrum miasta. Auckland było ostatnim miejscem, które odwiedziłam w Nowej Zelandii. I dobrze, że zostawiłam je sobie na deser — idealnie podsumowało całą różnorodność kraju. Kończyć podróż w takim miejscu to trochę jak zamknąć przygodową książkę, do której już wiesz, że prędzej czy później wrócisz.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/auckland-metropolia-na-wulkanicznym-polu-minowym/">Auckland – metropolia na wulkanicznym polu minowym</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/auckland-metropolia-na-wulkanicznym-polu-minowym/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Auckland, Devonport &#8211; fort, który nigdy nie strzelał… i fake news, który go zbudował</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/auckland-devonport-fort-ktory-nigdy-nie-strzelal-i-fake-news-ktory-go-zbudowal/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/auckland-devonport-fort-ktory-nigdy-nie-strzelal-i-fake-news-ktory-go-zbudowal/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 12 Apr 2026 16:44:26 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[Auckland]]></category>
		<category><![CDATA[bunkier]]></category>
		<category><![CDATA[fort]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20006</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wystarczy kilkanaście minut, aby z centrum Auckland dopłynąć do Devonport – miejsca, które funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości. Devonport leży między dwoma wygasłymi wulkanami, które ukształtowały jego historię i doskonale ją symbolizują. Na pierwszy rzut oka to spokojne, niemal senne przedmieście Auckland: drewniana zabudowa, kawiarnie, restauracje, dzieciaki łowiące ryby w zatoce z widokiem na wieżowce… ale to tylko pozory. Pod powierzchnią kryje się burzliwa historia, dzięki której Devonport kiedyś był jednym z najbardziej strategicznych punktów w regionie. Tuż przy terminalu promowym wznosi się Mount Victoria – 87-metrowy stożek wulkaniczny. Może nie robi wrażenia wysokością, ale widok z jego szczytu już tak. Już od najdawniejszych czasów miejsce to miało znaczenie strategiczne: najpierw Maorysi ulokowali tu swoje pā (fortyfikacje) żeby kontrolować dostęp do portu, później poszli w ich ślady Brytyjczycy. W 1885 roku ustawiono tu cztery 3-tonowe działa, a w 1898 roku na szczycie stanęło potężne 8-calowe działo Armstrong Elswick na tzw. znikającym stanowisku. Dzięki hydraulicznemu podestowi lufa mogła znikać w betonowej wnęce po każdym strzale, chroniąc obsługę. Działo wystrzeliło tylko raz – pociskiem ważącym ok. 95 kg na odległość pięciu mil (8km). Powód? Roztrzaskane okna i skuteczny protest mieszkańców. Dziś można je obejrzeć w niezmienionym stanie. Obok znajdował się Fort Victoria z magazynem, schronem i punktem obserwacyjnym połączonym telefonicznie z innymi fortyfikacjami. Jeden z bunkrów dziś służy jako miejsce koncertów lokalnego zespołu. Mount Victoria to dopiero początek, prawdziwe atrakcje można zobaczyć na drugim wygasłym wulkanie North Head, czyli Maungauika. Już wspinaczka na szczyt tłumaczy, dlaczego wybrano to miejsce na punkt obronny: widok 360 stopni robi niesamowite wrażenie. Fort z końca XIX wieku nigdy nie został użyty w walce – powstał w wyniku… fake newsa z 1873 roku. Wieść o okręcie „Kaskowiski”, który rzekomo przetransportował setki rosyjskich żołnierzy do Waitemata Harbour, wywołała panikę i obnażyła lukę w systemie obrony Nowej Zelandii. W rezultacie powstał fort ze znikającymi działami, tunelami i bunkrami. System obronny składał się z trzech baterii artyleryjskich North Battery, skierowaną na kanał Rangitoto, South Battery, pilnującą zatoki wewnętrznej oraz Summit/Cautley Battery na szczycie góry. Spacerując po North Head, można zobaczyć wiele historycznych punktów: stanowiska dla dział, punkty obserwacyjne ze ścianami pokrytymi muralami oraz drewniane koszary z 1885 roku z tunelami do Summit Battery. Nieopodal warto odwiedzić Torpedo Bay Naval Museum, które pozwala poznać historię Royal New Zealand Navy. Lokalizacja muzeum ma znaczenie historyczne. Teren był częścią systemu obronnego Auckland. Muzeum szczyci się jedną z największych w Nowej Zelandii kolekcji materiałów dotyczących historii marynarki, a wstęp dla międzynarodowych gości powyżej 18. roku życia kosztuje 10 dolarów. Aktualne ceny i szczegóły można znaleźć na stronie muzeum. Devonport – informacje praktyczne Prom z Auckland do Devonport kursuje regularnie, a rejs trwa około 10 minut. Start odbywa się z Pier 1, Ferry Terminal przy 99 Quay St, w ciągu dnia realizowanych jest około 30 kursów. Najwygodniej płacić kartą AT HOP lub zbliżeniowo (karta kredytowa, debetowa, Apple/Google/Samsung Pay). Ważne: przy wsiadaniu i wysiadaniu („tag on” i „tag off”) należy użyć tej samej karty. Istnieje także możliwość zakupu biletów papierowych w automatach lub w centrum obsługi klienta. Aktualne ceny i rozkład rejsów znajdziesz na Auckland Transport (Ferry Terminal – Downtown ↔ Devonport).</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/auckland-devonport-fort-ktory-nigdy-nie-strzelal-i-fake-news-ktory-go-zbudowal/">Auckland, Devonport &#8211; fort, który nigdy nie strzelał… i fake news, który go zbudował</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/auckland-devonport-fort-ktory-nigdy-nie-strzelal-i-fake-news-ktory-go-zbudowal/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mount Taranaki w Nowej Zelandii: trudny test na inteligencję oraz info praktyczne</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/mount-taranaki-w-nowej-zelandii-trudny-test-na-inteligencje-oraz-info-praktyczne/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/mount-taranaki-w-nowej-zelandii-trudny-test-na-inteligencje-oraz-info-praktyczne/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 22 Feb 2026 16:15:10 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[gora]]></category>
		<category><![CDATA[park narodowy]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19898</guid>

					<description><![CDATA[<p>Do Parku Narodowego Egmont dotarłam po południu. Główna gwiazda programu, czyli szczyt Taranaki, tradycyjnie schowała się w chmurach, czyli zrobił dokładnie to czego się spodziewałam. Nie było sensu wybierać się na dłuższą wspinaczkę więc zdecydowałam się na wersję light: Dawson Falls i Wilkies Pools. Już po przekroczeniu granicy parku miałam wrażenie, że znalazłam się w zupełnie innej rzeczywistości. Wąska, kręta droga prowadziła przez gęsty, zielony tunel, tworząc niemal bajkowy krajobraz. Żeby nie tracić czasu, uznałam, że nie będę dojeżdżać do Dawson Falls Visitor Centre i zatrzymałam się wcześniej tuż przy wejściu na ścieżkę. Krótki spacer przez porośnięty mchem las był jak podróż do innej czasoprzestrzeni, wyglądał jak zaprojektowany przez kogoś po ostrych psychodelikach. Potem pojawił się wysoki na 18 metrów wodospad. Wyglądał niesamowicie, bez lania wody 😉 Trasa do Wilkies Pools była przyjemną odmianą. Prowadziła przez bardziej cywilizowany las, a następnie przez wiszący most. Wilkies Pools to maleńkie wodospady z przelewowymi basenami, które świetnie nadawałby się na naturalne spa. W drodze powrotnej chmury w końcu się rozstąpiły i w oddali zobaczyłam Taranaki. Było już późno, więc trekkingi odpadały, ale ruszyłam w stronę tarasu widokowego przy North Egmont Visitor Centre. I wtedy dotarło do mnie, jak odjechane jest to miejsce. Droga była płaska jak stół z IKEI, aż nagle przed maską auta wyrósł mi idealny stożek wulkaniczny. Był absurdalnie blisko, zdecydowanie za blisko jak na coś, co powinno się oglądać z bezpiecznej odległości, a najlepiej na zdjęciu. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś tak nierealnego. Im bardziej się zbliżałam, tym bardziej dominował krajobraz. Wiszące nad nim chmury sprawiały wrażenie, jakby zaraz miał eksplodować. Było w tym coś pięknego i jednocześnie lekko przerażającego. W zachwycie, oglądając Taranaki w tylnym lusterku wracałam na kwaterę. Resztę punktów zostawiłam na następny dzień. Jeszcze nie wiedziałam, że los szykuje mi test inteligencji, który niestety oblałam. Następnego dnia wstałam skoro świt. W planach miałam trekking na Pouakai Reflective Tarn, a późnej przejazd na wybrzeże w okolice New Plymounth. Jednak jedząc śniadanie postanowiłam sobie ten dzień skutecznie skomplikować. Bo jak inaczej można nazwać próbę wyjęcia pestki awokado nożem. Efekt? z pełną determinacją Wbiłam sobie nóż w rękę. Pominę szczegółowy opis następstw tego czynu, powiem tylko tyle, że obserwując tą scenę zrobiło mi się słabo, bardzo słabo… &#160;Rana była wąska, ale głęboka. Otwierała się przy każdym ruchu palców i wglądała jak zapowiedź ekscytującego dnia. Rezygnacja z zaplanowanej trasy nie wchodziła w grę, miałam przy sobie opatrunki i zero zdrowego rozsądku.&#160; Dzięki temu, że miałam auto z automatem, mogłam w ogóle dojechać na start trasy. O ile prowadzenie auta jedną ręką nie było dużym wyzwaniem, to wykonanie podstawowej czynności zawiązania górskich butów było jak powrót do czasów, kiedy uczyłam się przechodzić z rzepów na sznurowadła. Czułam dokładnie tę samą, absolutną frustrację. Szlak był monotematyczny: drewniana kładka, schody, schody, jeszcze więcej schodów. Pogoda pochmurna, nadzieja na odbicie Taranaki w wodzie – minimalna. Krew pompowała, a opatrunki szybko znikały. Pomimo to szłam z nadzieją zobaczenia jednego z najbardziej fotogenicznych miejsc w Nowej Zelandii. W idealnych warunkach na Pouakai Reflective Tarn Mount Taranaki odbija się w wodzie jak w lustrze. Jednak w moim przypadku, idealne warunki istnieją, ale tylko w teorii. Na miejscu gęste chmury utrudniały zobaczenie czegokolwiek. A sam staw, który na zdjęciach wydaje się ogromny, w rzeczywistości okazał się zwykłą sadzawką. Schodzenie było jeszcze gorsze. Opatrunki się skończyły, z ręki kapało, a ja wzbudzałam coraz większe zainteresowanie turystów. Schody ciągnęły się w nieskończoność, a ja skupiałam się wyłącznie na tym, żeby dostać się jak najszybciej do samochodu i udać się do apteki. Apteka załatwiła sprawę, dostałam specjalne plastry, które &#160;do pewnego stopnia uszczelniły ranę, kryzys został zażegnany. Czy było warto? Tak. Czy zrobiłabym to jeszcze raz? Oczywiście, że tak! Czy następnym razem użyję łyżki? Zdecydowanie! 😀 Informacje o szlakach &#160; Wilkies Pools i Dawsons Falls Początek szlaków do Wilkies Pools i Dawsons Falls zaznaczyłam na poniższej mapce. Oba można zrobić w wersji dłuższej, jako pętlę. Wilkies Pools &#38; Dawsons Falls Loop liczy niecałe 4 km, przewyższenie wynosi 225 m, a standardowy czas przejścia to 1,5 – 2 godziny. Pouakai Reflective Tarn Do Pouakai Reflective Tarn prowadzi kilka ścieżek. Jedną z popularniejszych jest trasa z Mangorei Track Trailhead. Początkowo planowałam wybrać Pouakai Circuit, zaczynającą się na Kaiauai Car Park, ale opinie jasno sugerowały, że jest to opcja bardziej wymagająca. W związku z konsekwencjami moich ograniczeń umysłowych oraz ogólną chęcią przeżycia, ostatecznie wybrałam łatwiejszy wariant z Mangorei Road Car Park. Trasa w jedną stronę liczy 6 km, a standardowy czas przejścia to 5–6 godzin (tam i z powrotem tą samą drogą). Ja zrobiłam ją w 3 godziny, plus dodatkowe 30 minut na zmiany opatrunków, które skutecznie wybijały mnie z rytmu. Większa część szlaku prowadzi po drewnianych deskach. Gdy są mokre, a zazwyczaj są, bywają śliskie. Trasa jest przez to dość monotonna i żmudna, ale uczciwie trzeba przyznać, bez tych desek byłoby po prostu jedno wielkie bagno. Pierwszym przystankiem na trasie jest Pouakai Hut (ok. 5 km od startu), gdzie znajdują się bezpłatne toalety. Stamtąd to już tylko 1 km do Pouakai Reflective Tarns po relatywnie płaskiej ścieżce.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/mount-taranaki-w-nowej-zelandii-trudny-test-na-inteligencje-oraz-info-praktyczne/">Mount Taranaki w Nowej Zelandii: trudny test na inteligencję oraz info praktyczne</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/mount-taranaki-w-nowej-zelandii-trudny-test-na-inteligencje-oraz-info-praktyczne/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Haleakala, Hawaje – dom wschodzącego słońca…</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/haleakala-hawaje-dom-wschodzacego-slonca/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/haleakala-hawaje-dom-wschodzacego-slonca/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 25 Feb 2024 17:33:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Hawaje]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[Stany Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[gora]]></category>
		<category><![CDATA[Maui]]></category>
		<category><![CDATA[obserwatorium astronomiczne]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=17268</guid>

					<description><![CDATA[<p>To był najbardziej wysublimowany spektakl, jaki kiedykolwiek widziałem… &#8211; tak opisuje Haleakala Mark Twain, w swojej książce Roughing it. Haleakala nie potrzebuje lepszej reklamy. Jest to miejsce wyjątkowe, które będąc na Hawajach koniecznie trzeba odwiedzić szczególnie o wschodzie i zachodzie słońca. Jednak na początek kilka faktów: Drzemiący wulkan Park Narodowy Haleakala swoim obszarem obejmuje dwa wulkany które tworzą hawajską wyspę Maui. Początki wulkanu Haleakala sięgają około milion lat wstecz. Wówczas wulkan zaczął wzrastać nad Ocean Spokojny budując jednocześnie wyspę Maui. Haleakala tak właściwie nie jest kraterem, to co można zobaczyć ze szczytu, to nic innego jak dwie oddzielne części wulkanu, które zawaliły się na siebie tworząc dolinę. Haleakala liczy 12 km szerokości i&#160; 4 km długości oraz 914 m głębokości. Obecnie Haleakala jest uważana za drzemiący wulkan. Haleakala &#8211; jedna z najwyższych gór świata Haleakala jest jedną z najwyższych gór na świecie. Choć powszechnie przyjmuje się, że Mount Everest jest najwyższy, dwie hawajskie góry są faktycznie wyższe, o ile mierzymy je od dna morza do szczytu. Jedną z nich jest Mauna Kea, o której pisałam tutaj, natomiast drugą właśnie Haleakala na wyspie Maui. Halekala liczy 3055 m od poziomu morza, natomiast licząc od dna oceanu jej wysokość wynosi już 9 144 m, podczas gdy wysokość Mont Everest sięga 8 848 m. Bliżej gwiazd Na szczycie Haleakala zlokalizowane było pierwsze obserwatorium astronomiczne na Hawajach. Brak zanieczyszczenia światłem i przejrzyste powietrze zapewniają doskonałe warunki do obserwacji kosmosu. Tak właściwie Haleakala jest jednym z najlepszych punktów do obserwacji kosmosu z powierzchni ziemi. Znajduje się tutaj Obserwatorium Solarne Mees, które bada rozbłyski słoneczne i ich wpływ na przepływ energii i promieniowanie. Natomiast, drugie obserwatorium &#8211; Maui Space Surveillance Site identyfikuje i śledzi wszystkie obiekty stworzone przez człowieka w kosmosie, w tym kosmiczne śmieci. Delikatne rośliny W Haleakala żyje wiele zagrożonych gatunków roślin i zwierząt. Przy odrobinie szczęścia można tu zobaczyć słynne Nene lub inaczej hawajską gęś. Na szczycie natomiast rosną&#160; tak zwane Silverswords – endemiczne rośliny występujące tylko na terenie Parku Haleakala. Można je rozpoznać po charakterystycznych srebrnych włoskach. Pomimo, że potrafią przetrwać ekstremalne warunki pogodowe i żyć do ponad 90 lat, są niezwykle wrażliwe na dotyk ludzi.&#160; Dotknięcie ich niszczy drobne włoski rośliny chroniące ją przed uszkodzeniem przez światło i promieniowanie &#8211; co skutkuje natychmiastową śmiercią. Choroba wysokościowa Dobrą wiadomością jest natomiast to, że szczyt Haleakala bardzo łatwo zdobyć. Można się tu dostać pieszo ścieżką Halemau&#8217;u Trail lub samochodem. Droga na szczyt jest bardzo kręta i miejscami wąska, a całkowita trasa autem z miejscowości Kahului zajmuje od półtorej do dwóch godzin. Droga ta oferuje spektakularne widoki, natomiast na samym szczycie Haleakala panorama rozpościera się na 160 km.&#160; Co więcej, należy pamiętać, że spośród 20 stref klimatycznych jakie istnieją na ziemi wyspa Maui posiada aż 17, z czego większość znajduje się właśnie w parku Haleakala. Na szczycie pogoda może się w każdej chwili niespodziewanie zmienić, a w zimę potrafi tu spaść śnieg. Ponadto należy liczyć się z tym, że pokonanie takiej wysokości w tak krótkim czasie, może się wiązać z ryzykiem wystąpienia choroby wysokościowej. Przeżyłam to na Mauna Kea i nie polecam. Ból i zawroty głowy, nudności, odwodnienie i problemy z oddychaniem są sygnałem, aby jak najszybciej ewakuować się ze szczytu. Znalezienie się na niższej wysokości, niweluje większość z tych objawów, trzeba wówczas pamiętać o uzupełniniu płynu w organizmie. Dom (wschodzącego) Słońca Pierwsi polinezyjscy osadnicy traktowali to miejsce jako święte.&#160; W języku hawajskim Haleakala znaczy Dom Słońca (the House of the Sun). Nazwa ta inspirowana jest legendą półboga Maui, który uwięził słońce, aby wydłużyć dzień. Od najdawniejszych czasów ludzie przychodzili do Haleakala żeby zobaczyć wschód słońca. Mi udało się zobaczyć to miejsce dwa razy, w ciągu dnia oraz tuż&#160; przed zachodem. W ciągu dnia niestety pogoda nie dopisała, ponieważ nad Haleakala utrzymywała się gęsta mgła. Natomiast to co zobaczyłam tuż przed zachodem słońca, było jednym z najpiękniejszych przeżyć w moim życiu. W miarę jak wjeżdżaliśmy na szczyt, krajobraz robił się coraz bardziej surowy. Zielone łąki ustępowały miejsca, górskim widokom. Zachodzące słońce oraz chmury robiły niesamowite wrażenie. Kiedy dotarliśmy na miejsce poczułam się jak na najwyższym szczycie świata. Pod nogami miałam dosłownie chmury, a przed sobą spektakularny zachód słońca. Mark Twain opisując swoje odczucia z tego miejsca stwierdził: czułem się jak ostatni człowiek, zaniedbany osądem, a pozostawiony w środku nieba, zapomnianym reliktem znikającego świata. To był najbardziej wysublimowany spektakl, jaki kiedykolwiek widziałem, i myślę, że pamięć o nim pozostanie zawsze ze mną. Spodobał Ci się wpis, więcej znajdziesz tutaj 🙂&#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/haleakala-hawaje-dom-wschodzacego-slonca/">Haleakala, Hawaje – dom wschodzącego słońca…</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/haleakala-hawaje-dom-wschodzacego-slonca/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Atrakcje Kostaryki, naturalnie! Część II</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/atrakcje-kostaryki-naturalnie-czesc-ii/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/atrakcje-kostaryki-naturalnie-czesc-ii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 15 Feb 2023 20:57:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ameryka Środkowa]]></category>
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[Kostaryka]]></category>
		<category><![CDATA[las deszczowy]]></category>
		<category><![CDATA[małpy]]></category>
		<category><![CDATA[plaża]]></category>
		<category><![CDATA[wodospad]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=16549</guid>

					<description><![CDATA[<p>Z podróży do Kostaryki, z pewnością zapamiętam jedną rzecz – niesamowitą bujną roślinność tropikalnych lasów deszczowych. Punktem must-see jest z pewnością Místico Arenal Hanging Bridges. W parku znajduje się 6 wiszących mostów oraz 10 tradycyjnych, które pozwalają zobaczyć las deszczowy z zupełnie innej, wyższej perspektywy. Najbardziej spektakularny widok roztacza się z najdłuższego mostu, który liczy prawie 100 m długości i znajduje się na wysokości ponad 25 m. Przejście tego kawałka jest atrakcją samą w sobie, gdyż most nie jest stabilną konstrukcją i chwieje się wraz z każdym postawionym krokiem. Dodatkowo, w tracie deszczu robi się tu dość ślisko. Jednak patrzenie pod nogi może się okazać złą taktyką, szczególnie dla osób z lękiem wysokości. Most jest metalową konstrukcją, a od przepaści dzieli nas tylko metalowa siatka pod stopami. Kostaryka słynnie również z widowiskowych wodospadów. Jednym z nich jest liczący prawie 30 m &#8211; Llanos de Cortés. Niecałe 70 km na północ od Llanos de Cortes znajduje się jeszcze bardziej spektakularne miejsce – Park Narodowy Wulkanu Tenorio. Park stanowi las deszczowy, na którego terenie znajduje się jedno z najpiękniejszych miejsc w Kostaryce, wodospad Río Celeste. Mleczno – niebieski kolor wody kontrastuje tu z bujną, soczystą zielenią lasu deszczowego. Zjawiskowa barwa wody podobno nie jest dziełem przypadku według miejscowych kiedy Bóg skończył malować niebo na niebiesko, umył swoje pędzle w Río Celeste. Listopad jest podobno najlepszym miesiącem do obserwacji wulkanu Poas i Irazu Jednak w moim przypadku to się niestety nie sprawdziło 😀 Podczas, gdy w mglistych lasach mgła tworzyła niesamowity klimat, tak tutaj mogłaby przysłonić samą erupcję wulkanów. Na zakończenie mojej przygody z Kostaryką, w drodze powrotnej do punktu granicznego w Paso Canoas odwiedziłam jeszcze plażę – Espadilla. Ku braku mojego zaskoczenia, na plaży było deszczowo, natomiast nie robiło mi to dużej różnicy bo nie przyjechałam tu z myślą o plażowaniu. Miejsce to słynie z innej atrakcji… Można tu zobaczyć ogromną ilość małp kapucynek. Faktycznie, nie spodziewałam się, że na miejscu tyle ich zobaczę. Co więcej zdawały się kompletnie ignorować obecność ludzi czy samochodów na drodze. Będąc w Kostaryce widziałam także niezliczoną ilość szopów, które także zdawały się doskonale funkcjonować wśród ludzi. Co prawda nie udało mi się zobaczyć ary lub tukana natomiast w parkach narodowych można dostrzec wiele innych, ciekawych gatunków ptaków. Kostarykę warto także odwiedzić, ze względu na zachwycającą roślinność. Po porze deszczowej lasy wyglądały jak dżungle, o intensywnym soczystym zielonym kolorze. Niesamowita była także różnorodność ciekawych kwiatów o intensywnych kolorach. Więcej informacji oraz ciekawych miejsc z mojej podróży do Kostaryki znajdziesz tutaj.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/atrakcje-kostaryki-naturalnie-czesc-ii/">Atrakcje Kostaryki, naturalnie! Część II</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/atrakcje-kostaryki-naturalnie-czesc-ii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Azerbejdżan &#8211; kraina ognia i błotnych wulkanów</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/azerbejdzan/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/azerbejdzan/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 26 Aug 2018 13:20:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azerbejdżan]]></category>
		<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[jedzenie]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=11911</guid>

					<description><![CDATA[<p>Azerbejdżan zwany jest także Krainą Ognia. Półwysep Apszeroński od wieków słynął z tzw. płonącej ziemi. Zjawisko to można zobaczyć zaledwie 5 km od Baku w Yanar Dag.&#160; Unikalną atrakcją są także wulkany błotne. Szacuje się, że na terenie Azerbejdżanu znajduje się połowa wulkanów błotnych występujących na świecie. Niedaleko Baku znajduje się Narodowy Park Qobustan, w którym można zobaczyć liczne wulkany tego typu. Co ciekawsze, bulgoczące błoto jest chłodniejsze niż temperatura powietrza – sprawdzone przez Łukasza! 😀 Wulkany są położone na wzniesieniach z których roztacza się piękny widok na Morze Kaspijskie z jednej strony, a&#160; z drugiej na góry i step.&#160; Droga do Qobustan jest bardzo ciekawa aczkolwiek trochę skomplikowana. Najwygodniej skorzystać z usług lokalnych taksówek lub przewodników, jednak można tam się udać także samochodem, poniżej mapka: Niestety przez początkowe komplikacje z wynajmem samochodu, nie udało nam się odwiedzić innych ciekawych miejsc w Azerbejdżanie, jak: Candy cane mountains – charakterystyczne biało – różowe góry, miasto Quba – słynące z produkcji doskonałych jabłek oraz dywanów, Gandży – drugiego co wielkości miasta w Azerbejdżanie, czy Naftalan Spa, gdzie można wykąpać się w ropie naftowej. Co zjeść: Niestety w rezultacie skróconego pobytu w Azerbejdżanie, śniadania wyglądały tak: Najbardziej popularnym owocem w Azerbejdżanie są arbuzy, podawane na różne sposoby, jednak najczęściej z chlebem i serem. Tradycyjnym napojem jest mocna herbata, podawana w znanych choćby z Turcji szklaneczkach w kształcie tulipana. Serwowana jest z kostką cukru, przez którą sączy się napój. Zamiast kostki cukru, Azerowie często podają także dżem. Tradycyjną potrawą są kutabi – naleśniki z rozmaitym nadzieniem – dynią, warzywami, kasztanami lub mięsem. Kuchnia azerska jest bardzo aromatyczna oraz pełna orientalnych smaków. W głównej mierze opiera się na wołowinie oraz baraninie, a także wykorzystuje intensywne przyprawy i zioła. Dużo dań jest podobnych do tych znanych w Turcji jak: dolma – potrawa podobna do naszych gołąbków czy pilaw – bardzo aromatyczne danie z mięsem, ryżem i warzywami, a czasami z owocami i orzechami. Pilaw jest podstawą wyżywienia Azerów i szacuje się, że w całym Azerbejdżanie istnieje ponad 350 jego odmian. Mięso podawane jest często z tradycyjnym pieczywem pieczonym w piecu tandoor. W kuchni azerskiej zachwycił mnie unikalny smak potraw. Azerowie potrafią w zaskakujący sposób łączyć różnorodne składniki. Mięso doprawiają sokiem z granatu, orzechami. Smak i aromatyczny zapach qovurma/kovurma – baraniny z cebulą, granatem i orzechami wspominam do dzisiaj. Zachwycający w kuchni w Azerskiej jest nie tylko aromat i smak dań, ale również sposób ich przygotowywania i podawania. Niezapomniany smak oraz wygląd miało danie przygotowywane w&#160; Sadż/Saj/Sac, na zdjęciu: baranina z warzywami, ziemniakami. Miejscem gdzie można zjeść tradycyjne i tanie dania kuchni azerskiej jest Rastauracja Dolma. Przykładowe ceny: &#8211; koszt (za noc) dwuosobowego pokoju w hostelu w centrum Baku – 40 zł &#8211; litr paliwa – około 2 zł &#8211; obiad w Dolma (dla jednej osoby) około 30 zł &#8211; bilety wstępu od 20 do 30 zł (ceny są wyższe dla zagranicznych turystów) Jak dojechać: Najwygodniej do Baku dostać się z dworca kolejowego w Tbilisi. Nocny pociąg nr 37 odjeżdża codziennie&#160; 20.30 i przyjeżdża do Baku o 9 rano, bilety można kupić tutaj. W okresie wakacyjnym rezerwację lepiej zrobić wcześniej. Koszt kuszetki w II klasie, w przedziale 4 osobowym to około 70 zł.&#160; Pociąg jest dobrze oznaczony, a informacja o peronie jest widoczna na tablicy odjazdów. W każdym wagonie znajduje się tzw. &#8222;etażowa&#8221;, służąca pomocą podróżnym oraz pilnująca porządku. Pociąg jest czysty, a świeża pościel wydawana jest w foliowych reklamówkach. W pociągu nie ma wagonu restauracyjnego dlatego dobrze kupić wcześniej jakiś prowiant na drogę. U etażowej można kupić kawę lub herbatę. W trakcie dłuższego postoju na granicy istnieje możliwość kupienia zimnych napojów.&#160; Powrotny pociąg do Tbilisi odjeżdża codziennie z Baku o 21.50 a przyjeżdża na miejsce o 10.30. Bilety można kupić tutaj. Niezbędne dokumenty: &#8211; paszport, &#8211; wiza, którą można załatwić online na tej stronie, &#8211; dobrze mieć przy sobie potwierdzenie rezerwacji noclegu w Azerbejdżanie. &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/azerbejdzan/">Azerbejdżan &#8211; kraina ognia i błotnych wulkanów</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/azerbejdzan/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		<enclosure url="http://girlonatrail.pl//wp-content/uploads/2018/08/WhatsApp-Video-2018-08-22-at-20.21.51.mp4" length="1157441" type="video/mp4" />
<enclosure url="http://girlonatrail.pl//wp-content/uploads/2018/08/Mud-Volcano-1.mp4" length="3967869" type="video/mp4" />

			</item>
		<item>
		<title>Hawaje &#8211; Big Island, coraz większa Duża Wyspa…</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/hawaje-big-island/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/hawaje-big-island/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 07 Nov 2017 07:02:47 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ameryka Pln]]></category>
		<category><![CDATA[Hawaje]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[Stany Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka Polnocna]]></category>
		<category><![CDATA[Big Island]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<category><![CDATA[wyspa]]></category>
		<category><![CDATA[wyspy]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://girlonatrail.pl/?p=10450</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kiedy wylądowałam na lotnisku Kailua Kona, znajdującym się na hawajskiej wyspie Big Island, poczułam się dosłownie jak bohaterowie misji Apollo. Zaskakujące jest, że po niespełna 40 &#8211; minutowym locie, pomiędzy hawajskimi wyspami, znalazłam się w zupełnie innej rzeczywistości. Piaszczyste plaże wyspy O’ahu zostały zastąpione, skałami oraz czarnym piaskiem, natomiast zamiast bujnej hawajskiej roślinności, po horyzont rozciągał się apokaliptyczny krajobraz powulkaniczny. A sprawcą tego wszystkiego jest Kilauea &#8211; jeden z najbardziej aktywnych wulkanów na świecie. Kilauea wygląda dość niepozornie, gdyż w odróżnieniu od innych wulkanów, charakteryzuje się spłaszczonym, szerokim stożkiem i nie ulega standardowej erupcji pionowej. Ze szczytu Kilauea rozchodzą się dwie strefy ryftu, są to tak zwane pęknięcia w skorupie ziemskiej przez które wydostaje się magma. Erupcja wzdłuż wschodniej strefy ryftu rozpoczęła się w 1983 r. i trwa do dzisiaj. Przykładowo od 2011 r., powstało 3,5 km3 lawy, która pokryła powierzchnię ponad 123 km terenu i zwiększyła powierzchnię Dużej Wyspy o 206 ha. W 2014 r., zanotowano zwiększoną aktywność wulkanu. Wypływ lawy zagroził miejscowości Pahoa, znajdującej się we wschodniej części wyspy. Jadąc drogą nr 137 wzdłuż wschodniego wybrzeża Big Island można zobaczyć ciekawe plaże z czarnym piaskiem oraz typowy, monotonny powulkaniczny krajobraz.&#160; Droga nr 137, ze względu na aktywność wulkaniczną, nie jest całkowicie przejezdna. Kończy się na prowizorycznym parkingu, skąd można odbyć spacer przez pustynię zastygłej lawy do plaży New Kaimu, zwanej też Coconut Beach, gdzie nowo posadzone palmy kokosowe otaczają plażę z czarnym piaskiem. Co ciekawsze, tuż obok, na środku czarnego, jałowego pola lawy znajduje się „osiedle domków jednorodzinnych”. Tuż przed wyjazdem na Hawaje oglądałam na Discovery program Buying Hawaii, w którym pary kupowały domy w różnych lokalizacjach na Hawajach. Oczywiście mało kto może sobie pozwolić na zakup nieruchomości na Hawajach, jednak okolice miejscowości Pahoa były jedynym miejscem gdzie ceny były przystępne. Zatem jeśli bardzo chcecie zamieszkać na rajskich Hawajach, a macie mało kasy oto propozycja: domek jednorodzinny na terenie aktywnym wulkanicznie, bez elektryczności oraz bieżącej wody, za to z pełną panoramą na okolicę. A wygląda to mniej więcej tak: Osiedle znajduje się tuż obok parku narodowego – Hawaii Volcanoes National Park, w którym znajduje się wspomniany wcześniej wulkan Kilauea. Jednak na tym nie koniec… Kilauea jest właściwie wulkanem w wulkanie, gdyż w jej kalderze znajduje się krater Halema’uma’u, który stanowi jego najbardziej aktywne centrum. Kilauea nie jest jedyną atrakcją w Hawaii Volcanoes National Park. W bliskiej odległości od krateru znajdują się parujące złoża siarki, przez które prowadzi drewniany pomost. Tuż obok złóż siarki można dostrzec punkty tzw. „parującej ziemi” jest to para wodna powstała po zetknięciu wody z rozgrzanymi skałami. Stojąc w pobliżu tych miejsc, pod stopami można poczuć ciepło bijące z ziemi. A uczucie jakie temu towarzyszy… dla mnie było to zaskakujące, a zarazem przerażające, w momencie kiedy zdałam sobie sprawę, że tak właściwie stoję na tykającej bombie… W dalszej odległości od wulkanu na tak zwanej Crater Rim Drive znajduje się Thurston Lava Tube – jaskinia powstała w wyniku przepływu magmy, wskutek stężenia zewnętrznej jej części.&#160; Sama ścieżka do Thurston Lava Tube jest zaskakująca, ze względu na występującą tam bujną roślinność występującą tuż obok wyjałowionego krajobrazu wulkanicznego. Droga Crater Rim Drive łączy się z drogą – Chain of Craters Road, która prowadzi w głąb krajobrazu powulkanicznego, a kończy się na wybrzeżu. Info praktyczne: Wstęp do parku kosztuje 10$ od samochodu (bilet ważny jest 7 dni). Zwiedzanie samochodem jest konieczne, gdyż poszczególne punkty parku znajdują się w dość dużej odległości.&#160; &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/hawaje-big-island/">Hawaje &#8211; Big Island, coraz większa Duża Wyspa…</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/hawaje-big-island/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mauna Kea &#8211; niewidzialne hawajskie krowy i lawiny śnieżne</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/mauna-kea-hawaje/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/mauna-kea-hawaje/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 15 Nov 2015 11:15:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka Polnocna]]></category>
		<category><![CDATA[Big Island]]></category>
		<category><![CDATA[Hawaje]]></category>
		<category><![CDATA[Mauna Kea]]></category>
		<category><![CDATA[niewidzialne krowy]]></category>
		<category><![CDATA[obserwatorium astronomiczne]]></category>
		<category><![CDATA[Stany Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://littlebigtravel.pl/?p=3068</guid>

					<description><![CDATA[<p>To nie będzie post o przeźroczystych, turkusowych wodach Pacyfiku, rajskich hawajskich plażach z sypkim jak mąka piaskiem, kolorowym podwodnym świecie rafy koralowej, sięgających chmur klifach, tropikalnych lasach deszczowych czy spektakularnych wodospadach. Tym razem czas na przejmujące zimno hawajskiej tundry oraz &#160;surowe polarne klimaty.&#160; Tylko na Hawajach, a dokładnie na Wielkiej Wyspie (Big Island)&#160; można rano popływać w ciepłych wodach oceanu, a po południu wyskoczyć na snowboard. Ta 30-krotnie mniejsza od Polski, wyspa może się pochwalić aż 11 strefami klimatycznymi. Co więcej, znajduje się tutaj najwyższa góra świata, a właściwie wygasły wulkan &#8211; Mauna Kea. Licząc oczywiście od podstawy dna oceanu, sięga 10&#160;203 m, co czyni ją wyższą od Mount Everest. Natomiast od poziomu morza wznosi się na wysokość 4&#160;205 m. Nie tylko piękne widoki przyciągają nielicznych turystów na szczyt. Mauna Kea słynie z doskonałej widoczności oraz przejrzystości powietrza. Aż 90% dni w roku jest tu bezchmurnych i umożliwia doskonałe warunki do eksploracji wszechświata. Znajduje się tutaj największe skupisko teleskopów na świecie, wśród których takie jak Subaru czy W.M. Keck, dostępne dla zwiedzających. Niestety, zaledwie 2 &#8211; godzinna droga na szczyt jest pełna niespodzianek, niekoniecznie będących marzeniem turysty. Wszelkie przewodniki oraz publikacje internetowe przestrzegają o niebezpieczeństwach związanych z wycieczką w to miejsce. Zatem można się tu spodziewać niebezpiecznego, wąskiego podjazdu, zmiennej pogody, zamieci śnieżnych, mgieł drastycznie ograniczających&#160;widoczność, lawin oraz porywistych wiatrów. Nie wspomnę już o tym, że wypożyczalnie samochodów zakazują wjazdu na szczyt. Oczywiście mieliśmy na uwadze wszystkie przestrogi, jednak z perspektywy naszej wycieczki uważamy, że można je potraktować na równi z tymi zamieszczonymi na kubkach kawy w McDonald’s. Najwidoczniej strażnikom parku nie są znane polskie realia drogowe. Naszą wycieczkę, zaczęliśmy w piękny słoneczny dzień. Jadąc słynną Saddle Road, mogliśmy obserwować nie tylko zmieniający się krajobraz Wielkiej Wyspy, od rajskiego tropikalnego po suchą i jałową&#160;tundrę, ale również drastycznie pogarszającą się pogodę. Nie byliśmy zbytnio zaskoczeni tym faktem, bo nauczeni doświadczeniem naszych wcześniejszych podróży spodziewaliśmy się, że wstrzelimy się idealnie w te 10% wyjątkowych dni w roku, kiedy poza nisko zawieszonymi chmurami nie widać nic. Wjazd na Mauna Kea niesie ze sobą jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Jest &#160;to jedyne miejsce, gdzie w ciągu zaledwie 2 godzin, z poziomu morza można wznieść się na wysokość 4&#160;205 m. Powietrze na szczycie zawiera 40% mniej tlenu, a ciśnienie jest o 60% niższe, niż to na poziomie morza, nie wspominając już o temperaturze, która jest bliska zeru. Zbyt nagła zmiana warunków może skutkować chorobą wysokościową, objawiającą się: mdłościami, wymiotami, bólem głowy, sennością, problemami z równowagą i oddychaniem oraz odwodnieniem organizmu. W skrajnych przypadkach może prowadzić do obrzęku płuc i mózgu. Aby zminimalizować ryzyko, zatrzymaliśmy się w schronisku znajdującym się na wysokości 2&#160;804 m w celu aklimatyzacji oraz przeczekania złej pogody. Pobyt w schronisku naprawdę zniechęca do odwiedzenia obserwatoriów astronomicznych. Pomijając niezliczoną ilość ostrzeżeń na tablicach, dowiedzieliśmy się, że dodatkowo istnieje ryzyko bliskiego spotkania z krowami! Co więcej, krowy te nie dość, że wykazują iście alpinistyczne zdolności, to na dodatek są niewidzialne! Sam fakt istnienia krów na tej wysokości jest absurdalny, nie mówiąc już o tym, że cichaczem przemykają drogę, pozostając niezauważone! Jednak, na własne oczy mieliśmy okazję się przekonać, co te podstępne bestie były w stanie zrobić z samochodem jednej rangerki. Krótko mówiąc bliskie spotkanie z niewidzialnym zwierzem, kończy się kompletnym skasowaniem samochodu. Na szczęście, nasza podróż na wierzchołek Mauna Kea, odbyła się bez większych niespodzianek, poza mgłą która skutecznie ograniczała widoczność. Na szczycie niestety nie było lepiej. Dzięki uprzejmości W.M. Keck mogliśmy mieć chociaż wyobrażenie krajobrazu roztaczającego się przez resztę pogodnych dni. Dodatkowo w ciągu zaledwie 15 minut spędzonych na Mauna Kea, stałam się książkowym przykładem pierwszych symptomów choroby wysokościowej. Bardzo szybkie odwodnienie organizmu, mdłości i migrenowy ból głowy okazały się być jak najbardziej realne. W takich przypadkach nie pozostaje nic innego, jak szybki powrót na dół. Warunki pogodowe znacznie się pogorszyły, a droga ciągnęła się w nieskończoność. Wraz ze spadkiem wysokości dochodziłam powoli do siebie, do momentu kiedy naszym oczom ukazała się chmura dymu pędząca w naszym kierunku. Jednym słowem, wyglądało to jak groźba bliskiego spotkania z tabunem niewidzialnych krów. Jednak to, co zobaczyliśmy po chwili było jeszcze bardziej irracjonalne&#8230; Chmura dymu ciągnęła się za zdezelowanym samochodem, w którym jechało 2 plażowiczów, ubranych w japonki i stroje plażowe, 2 pit bule i 2 deski surfingowe! Rozwalona chłodnica, temperatura bliska zeru, środek drogi po środku niczego, widoczność niewielka, a do tego groźba ataku wściekłego bydła, to dopiero ekspedycja na najwyższą górę świata! Zepsuty samochód w drodze na Mauna Kea oznacza poważny problem. Ubezpieczenie nie obejmuje tego typu atrakcji, a sprowadzenie stamtąd samochodu równa się ogromnym kosztom.&#160;Mimo usilnych starań, nie było możliwości naprawienia samochodu na miejscu, dlatego postanowiliśmy spróbować zjechać w dół. Do tej pory zastanawiam się, jakim cudem się to udało. Nie ulega wątpliwości, że dla naszej czwórki&#160;i dwóch&#160;pit buli było to najciekawsze doświadczenie z Mauna Kea 🙂 &#8221; order_by=&#8221;sortorder&#8221; order_direction=&#8221;ASC&#8221; returns=&#8221;included&#8221; maximum_entity_count=&#8221;500&#8243;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/mauna-kea-hawaje/">Mauna Kea &#8211; niewidzialne hawajskie krowy i lawiny śnieżne</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/mauna-kea-hawaje/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
