<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Nowa Zelandia -</title>
	<atom:link href="https://girlonatrail.pl/tag/nowa-zelandia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/nowa-zelandia/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 28 Jun 2026 15:49:18 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0.2</generator>

<image>
	<url>https://girlonatrail.pl/wp-content/uploads/2017/07/cropped-8656-1-32x32.jpg</url>
	<title>Nowa Zelandia -</title>
	<link>https://girlonatrail.pl/tag/nowa-zelandia/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Nowa Zelandia, Dunedin – szkocki klimat i ekstremalne ulice</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-dunedin-szkocki-klimat-i-ekstremalne-ulice/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-dunedin-szkocki-klimat-i-ekstremalne-ulice/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 28 Jun 2026 15:49:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[murale]]></category>
		<category><![CDATA[ocean]]></category>
		<category><![CDATA[plaża]]></category>
		<category><![CDATA[plaza]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20199</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dunedin to miasto, które na pierwszy rzut oka wygląda bardzo poważnie. Gotycka, surowa architektura, okazałe katedry i dworzec kolejowy przypominający bardziej pałac z luksusowymi komnatami. Ale pod tą fasadą, kryje się pełne życia miasto, któremu rytm nadają studenci Uniwersytetu Otago – najstarszej uczelni w Nowej Zelandii. Widać to w rozmaitych zaułkach miasta i bocznych uliczkach, za fasadą majestatycznych budynków kryje się ciekawa sztuka uliczna i murale. Choć dziś Dunedin sprawia wrażenie spokojnego, w XIX wieku było najbogatszym i najbardziej zaludnionym miastem w całej Nowej Zelandii. Gorączka złota w Otago w latach 60. sprowadziła tu ludzi z całego świata. Wówczas otwarto tu pierwszy uniwersytet, szkołę medyczną, pierwszą codzienną gazetę, a po mieście jeździły elektryczne tramwaje. Dunedin znane jest także jako najbardziej szkockie miasto w Nowej Zelandii. Miasto szczyci się jedynym w kraju producentem kiltów, mnóstwem szkockich zespołów i hucznie obchodzonymi Burns Nights. Jedną z nietypowych atrakcji jest Baldwin Street. Jedna z najbardziej stromych ulic świata. Rzeczywiście ciężko na niej złapać równowagę, a domy wyglądają tak jakby zaraz miały runąć w dół. Poważnie, nie wyobrażam sobie tutaj&#160; powrotu do domu z imprezy. Jednak nie jest to wizja szalonego architekta, lecz efekt planowania przestrzennego na odległość. Urbaniści z Londynu, którzy projektowali miasto, po prostu nałożyli na mapę uporządkowany system siatki, nie biorąc pod uwagę jego rzeczywistego ukształtowania. W efekcie kilka ulic zostało zaplanowanych na bardzo stromych wzniesieniach. Baldwin Street słynie z corocznych imprez charytatywnych podczas których organizowane są tu biegi. Innym dziwacznym wydarzeniem jest wyścig Jaffa, w którym udział biorą czekoladowe kulki toczące się ze szczytu ulicy. Okolice Dunedin są również pełne atrakcji. Na dalekich przedmieściach miasta znajduje się Tunnel Beach, która jak można się domyślać słynie z tunelu. Został on wywiercony w XIX wieku i prowadzi prosto na przepiękną plażę otoczoną piaskowymi klifami. Dodatkową atrakcją są wylegujące się na piasku foki. Foki można też spotkać na pobliskiej Sandfly Bay. Natomiast 30 km od miasta, na półwyspie Otago, mieszkają albatrosy z rozpiętością skrzydeł do 3 metrów. W Royal Albatross Centre istnieje możliwość obserwacji tych ptaków. Dunedin to mieszanka kontrastów: od mrocznych tuneli i ekstremalnych ulic, dziwacznych wyścigów, przez foki, po gigantyczne albatrosy i szkockie tradycje. Jest idealne miejsce, w którym można zobaczyć niesamowitą różnorodność Nowej Zelandii.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-dunedin-szkocki-klimat-i-ekstremalne-ulice/">Nowa Zelandia, Dunedin – szkocki klimat i ekstremalne ulice</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-dunedin-szkocki-klimat-i-ekstremalne-ulice/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Queenstown i okolice – adrenalina, złoto i bielizna na płocie</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/queenstown-i-okolice-adrenalina-zloto-i-bielizna-na-plocie/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/queenstown-i-okolice-adrenalina-zloto-i-bielizna-na-plocie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 21 Jun 2026 09:21:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[gora]]></category>
		<category><![CDATA[gory]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20176</guid>

					<description><![CDATA[<p>Queenstown jest znane głównie jako miasto sportów ekstremalnych. Ziplining, Skydiving, rafting, jet boating, paralotniarstwo czy katapulty, to zaledwie część z rozmaitych atrakcji, jakie można doświadczyć w okolicy. Natomiast dla prawdziwych koneserów pozostają skoki na bungee. W 1988 roku na moście Kawarau Gorge Suspension Bridge, AJ Hackett i Henry van Asch, zapoczątkowali skoki na bungee. &#160;Zainspirowani rytualnymi skokami na lianach wykonywanymi przez mieszkańców Vanuatu, postanowili sprawdzić to na własnej skórze — najpierw w Auckland, a potem (bo czemu nie) na Wieży Eiffla. W ten sposób Kawarau stało się mekką skoczków bungee. Natomiast ci, którym nogi miękną jeszcze przed skokiem, mają przynajmniej gwarantowany ładny widok w drodze w dół. Ewentualnie dalsza trasa rzeką Kawarau, może dostarczyć dodatkowych atrakcji. Nieopodal mostu kręcono jedną z ikonicznych scen „Władcy Pierścieni”. Filmowe Argonath, czyli Kolumny Królów na rzece Anduin, powstały w malowniczym Wąwozie Kawarau. Rzeka Kawarau „zagrała” Anduin, a monumentalne posągi Isildura i Anáriona dorzucono już cyfrowo. Na szczęście, żeby zobaczyć to miejsce, nie trzeba się poświęcać ani oddawać życia sportom ekstremalnym, wystarczy podjechać kawałek na punkt widokowy. Wracając do Queenstown, choć miasto reklamuje się jako stolica adrenaliny, spokojnie można tu też… po prostu pochodzić. Dla mnie była to jednak opcja zdecydowanie ekstremalna. Więcej adrenaliny poczułam, lawirując między setkami turystów, którzy najwyraźniej umówili się na przyjazd dokładnie w tym samym terminie co ja 😉 Zresztą nic w tym dziwnego, Queenstown jest może niewielkie, ale za to położone spektakularnie nad jeziorem Wakatipu, w otoczeniu gór. Deptak nad jeziorem oraz kolejka gondolowa na Bob’s Peak są najbardziej oblegane przez turystów. To właśnie tu wszyscy się spotykają, podziwiają te same widoki i testują własną odporność na tłumy. Na szczęście wystarczy ruszyć trochę dalej, a Nowa Zelandia nagle staje się… bardziej intymna, kameralna. W drodze między Queenstown a Wānaką warto zajrzeć do Cardrona Bra Fence. Jest to płot obwieszony setkami (a właściwie tysiącami) biustonoszy. Jest tu niezbyt tłoczno, a ekspozycja tworzy tu całkiem osobistą atmosferę. Dlaczego akurat biustonosze? Nie wiem, wolę nie wnikać… W okolicy Queenstown znajdują się także dwa miasteczka ogarnięte kiedyś gorączką złota. Pierwsze Arrowtown, leży tuż obok od Queenstown i wygląda jak żywcem wyjęte z dzikiego zachodu. W 1862 roku znaleziono tu złoto w rzece Arrow i nagle zaczęli się tu tłumnie pojawiać poszukiwacze złota. Dziś Buckingham Street pełna jest drewnianych budynków, starych sklepów i pubów, a na obrzeżach odtworzono chińską osadę – pamiątkę po górnikach, którzy pracowali tu za połowę wynagrodzenia Europejczyków i nie byli szczególnie mile widziani. Drugie miasteczko, Cromwell kiedyś centrum wydobycia złota, a dziś sadownictwa. W latach 80. i 90. XX wieku miasto przeszło prawdziwą transformację przy okazji budowy tamy Clyde Dam. Gdy w 1992 roku tama została ukończona, dolina w jej pobliżu została zalana, a stare centrum miasta znalazło się pod wodą. Na szczęście część historycznych budynków udało się przenieść na wyżej położone tereny, a te, których nie dało się ruszyć, wiernie odbudowano. Dziś w Cromwell Heritage Precinct można spacerować uliczkami z XIX wieku i podziwiać dawne stajnie, domki z końca XIX w., sklepy czy magazyny zbożowe. Przed odrestaurowanym centrum znajduje się też nabrzeże, z którego odpływają rejsy po jeziorze Dunstan starym, drewnianym motorowcem z 1929 roku. Queenstown i okolice to mieszanka spektakularnej przyrody, historii i absolutnie szalonych atrakcji – od bungee, przez filmowe kolumny „Władcy Pierścieni”, po płot obwieszony tysiącami biustonoszy. W samym mieście króluje adrenalina i tłumy turystów, ale już kilkanaście kilometrów dalej czekają kameralne miasteczka z klimatem dzikiego zachodu i historią gorączki złota. &#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/queenstown-i-okolice-adrenalina-zloto-i-bielizna-na-plocie/">Queenstown i okolice – adrenalina, złoto i bielizna na płocie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/queenstown-i-okolice-adrenalina-zloto-i-bielizna-na-plocie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Okolice Paeroa i Waihi – gigantyczna butla, murale, złoto i tunele</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/okolice-paeroa-i-waihi-gigantyczna-butla-murale-zloto-i-tunele/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/okolice-paeroa-i-waihi-gigantyczna-butla-murale-zloto-i-tunele/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 07 Jun 2026 17:41:41 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[kopalnia]]></category>
		<category><![CDATA[murale]]></category>
		<category><![CDATA[tunel]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20127</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czy można zacząć zwiedzanie bardziej abstrakcyjnie niż od gigantycznej butli napoju? W Nowej Zelandii jak najbardziej. Szczególnie w miejscowości Paeroa, skąd pochodzi kultowy napój Lemon &#38; Paeroa. Ma słodko -cytrynowy smak i przypomina coś pomiędzy Sprite’em a porządną chemią z dzieciństwa. Napój powstał w 1907 roku właśnie tutaj, w miasteczku Paeroa, na bazie lokalnej wody mineralnej. Logo L&#38;P jest wszędzie, a ogromna brązowa butla jest dumą mieszkańców. Z Paeroa ruszyłam do Wąwozu Karangahake – dawnego centrum wydobywczego złota. Znajdują się tu dwie ścieżki spacerowe, każda z nich liczy około 2,5 kilometra. Pierwsza &#8211; Windows Walk prowadzi przez las i krótkie tunele górnicze, natomiast druga Rail Tunnel Loop biegnie wzdłuż rzeki i przecina kilometrowy, stary tunel kolejowy. Ten tunel to czyste złoto– klasyka urbexu. Był ciemny, długi, chłodny i zadawał się nie mieć końca. Tuż obok znajduje się Waihi &#8211; miasteczko, które dosłownie zostało zbudowane na żyle złota. Pierwsze złoża odkryto tu w 1878 roku, ale prawdziwa gorączka zaczęła się w 1894, kiedy zaczęto skutecznie wydobywać złoto przy użyciu cyjanku. &#160; Podziemne wydobycie zakończono w 1952 roku, ale w latach 80-tych kopalnię otwarto ponownie, tym razem odkrywkowo. Tak powstała Martha Mine, ogromna dziura, która wygląda jakby ktoś przywalił ogromnym meteorytem w ten skrawek ziemi. Ikoną Waihi jest Cornish Pumphouse – betonowa, trzypiętrowa konstrukcja z 1904 roku, która kiedyś pompowała 300 ton wody na godzinę, żeby kopalnia nie zamieniła się w basen. Kiedy kopalnia zaczęła się rozrastać, budynek znalazł się na krawędzi przepaści. Istniało tylko jedyne rozwiązanie, aby go uratować trzeba było go przesunąć. Operacja miała miejsce w 2006 r. W ciągu trzech miesięcy zmieniono jego położenie o prawie 300 metrów. Tuż za pompownią znajduje się punkt widokowy na kopalnię &#8211; Martha Mine. Martha Mine&#160; była jedną z najważniejszych kopalni złota na świecie – przez ponad 60 lat wydobyto tu złoto i srebro o wartości ponad 50 milionów dolarów. Kopalnię zamknięto po osuwisku w 2015 roku, ale krajobraz pozostał księżycowy. Wzdłuż kopalni prowadzi 4 – kilometrowa ścieżka, która pozwala zobaczyć ten głęboki na 600 metrów krater z każdej perspektywy.&#160; Na koniec odwiedziłam miasteczko Katikati, znane jako The Mural Town. Od lat 90. systematycznie pokrywa się muralami opowiadającymi historię regionu i pierwszych osadników. W 1996 roku zorganizowano nawet festiwal, żeby uczcić… dwudziesty mural. Dziś jest ich znacznie więcej, a spacer po miasteczku przypomina chodzenie po otwartej galerii sztuki. Warto dodać, że w okolicy znajduje się również Wairere Falls – najwyższy wodospad na Północnej Wyspie. Podobno robi niesamowite wrażenie, jednak nie mogłam osobiście tego sprawdzić, bo z niewiadomych przyczyn, droga do niego była zamknięta. Na pocieszenie odwiedziłam małą miejscowość Tirau, w której główną atrakcją jest: wielka owca, wielki baran i wielki pies z blachy falistej. Pies to centrum informacji turystycznej, owca ma w brzuchu sklep z wełną, a baran dołączył do stada w 2016 roku. Blaszana zwierzyna jest główną atrakcją turystyczną Tirau i taki właśnie był cel tego abstrakcyjnego pomysłu.&#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/okolice-paeroa-i-waihi-gigantyczna-butla-murale-zloto-i-tunele/">Okolice Paeroa i Waihi – gigantyczna butla, murale, złoto i tunele</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/okolice-paeroa-i-waihi-gigantyczna-butla-murale-zloto-i-tunele/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Hobbiton – Shire kontra owce: historia anektowanej farmy</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/hobbiton-shire-kontra-owce-historia-anektowanej-farmy/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/hobbiton-shire-kontra-owce-historia-anektowanej-farmy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 10 May 2026 16:53:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[Hobbiton]]></category>
		<category><![CDATA[Shire]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20085</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kiedy jechałam w stronę Hobbitonu, a dokładniej miejscowości Matamata, od razu wiedziałam, że zmierzam we właściwym kierunku. Krajobraz zdobiły idealnie pofałdowane pagórki, które aż prosiły się o zagospodarowanie pod norki Hobbitów. Sceneria wyglądała jakby wprost była przeniesiona z planu filmowego. Jednak najbardziej urzekająca w tym widoku była zieleń. Kolor trawy był tak intensywny, że niemal nierealny. W tamtym momencie pomyślałam, że to chyba rekompensata za dzień poprzedni. Wówczas ściana deszczu skutecznie doprowadzała mnie do rozpaczy i nie dawała żadnej nadziei na resztę wyjazdu. Niewiarygodne, jak krajobraz może się tu zmienić w zaledwie parę godzin. W sumie ciężko się dziwić Peterowi Jacksonowi, kiedy w 1998 r. poszukiwał idealnego Shire wybrał to miejsce. Hobbiton został wówczas zlokalizowany na ogromnej farmie należącej do rodziny Alexandrów. Do dzisiaj jest to prężnie działające gospodarstwo, z tysiącami hasających po łąkach owiec. Pierwszy Hobbiton był prowizorką zrobioną ze styropianu i sklejki. Umowa z rodziną Alexandrów była prosta, po zakończeniu zdjęć ziemia miała być przywrócona owcom. Tymczasem, nikt nie przewidział, że kasowy hit ściągnie do gospodarstwa poszukiwaczy Shire, z całego świata. Dziesięć lat później, w trakcie kręcenia trylogii Hobbita, Shire został wybudowany na nowo. Ziemia owiec została anektowana, a osadę zbudowano z trwałych materiałów. Obecnie na miejscu można zobaczyć czterdzieści cztery norki Hobbitów, a każdy z nich zbudowany jest z troską o najdrobniejsze detale. Miniaturowe skrzynki na listy, na stołach leżą sery i słoiki z miodem, a z kominów unosi się prawdziwy dym.&#160; Domki Hobbitów są nadal atrapami, bo wnętrza kręcono w studiu w Wellington, o którym napiszę w innym poście. Jedynie dwa, zostały stworzone na potrzeby turystów i są udostępnione są do zwiedzania. W środku miniaturowa wersja codzienności Hobbitów. Maleńkie mebelki, stoliki, kuchnia i spiżarka sprawiają wrażenie jakby na co dzień były zamieszkiwane. &#160; Co ciekawe, domki zostały zaprojektowane w różnych rozmiarach. Te najmniejsze były typowe dla Hobbitów, natomiast większe zostały zaprojektowane specjalnie dla aktorów. Otoczenie domków, wcale nie wygląda jak plan filmowy, tylko jak urzekający ogród. Owoce, warzywa i kwiaty są starannie pielęgnowane przez pracujących tu ogrodników. Na sznurkach wisi pranie, wymieniane co kilka miesięcy, dla utrzymania świeżości 😉 &#160; Widok z Bag Endu – luksusowego domku Bilbo i Frodo Bagginsa jest dokładnie tym, co było w filmie: plac urodzinowy, staw, karczma i cały Hobbiton u stóp wzgórza. Dokładnie tam Bilbo i Gandalf palili fajki przed wielkim zniknięciem. Zwiedzanie w praktyce Bilety do Hobbitonu najlepiej kupować online z wyprzedzeniem. Rezerwuje się konkretną godzinę zwiedzania. Pomimo, że Hobbiton jest jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych w Nowej Zelandii, na miejscu nie ma tłoku. Każda grupa wchodzi co 30 minut, a przewodnicy pilnują, aby zwiedzanie przebiegało sprawnie.&#160; Niemniej jednak najlepiej wybrać pierwszą grupę na 8.30, wówczas Hobbiton dopiero budzi się do życia.&#160; Zwiedzanie trwa około 2 godzin i kończy się w gospodzie Green Dragon, gdzie w cenie biletu można napić się piwa lub bezalkoholowego piwa imbirowego. Hobbiton zaskakuje na każdym kroku. Domki i ich drobne akcesoria naprawdę robią wrażenie. Wszystko jest tu dopracowane z filmową precyzją. Ale prawdziwa magia tego miejsca nie leży tylko w sztucznie stworzonych detalach, lecz unikalnym, sielskim krajobrazie. Tutaj nie trzeba malować trawy na zielono.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/hobbiton-shire-kontra-owce-historia-anektowanej-farmy/">Hobbiton – Shire kontra owce: historia anektowanej farmy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/hobbiton-shire-kontra-owce-historia-anektowanej-farmy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Arthur’s Pass National Park: Najpiękniejsza trasa Nowej Zelandii?</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/arthurs-pass-national-park-najpiekniejsza-trasa-nowej-zelandii-2/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/arthurs-pass-national-park-najpiekniejsza-trasa-nowej-zelandii-2/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 26 Apr 2026 15:55:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[drogi]]></category>
		<category><![CDATA[gory]]></category>
		<category><![CDATA[wodospad]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20054</guid>

					<description><![CDATA[<p>Arthur’s Pass National Park, a dokładniej przebiegająca przez niego Great Alpine Highway, uważana jest za najpiękniejszą drogę w Nowej Zelandii To najstarszy park narodowy na Południowej Wyspie (trzeci w całym kraju). Leży na kluczowej przełęczy między wschodnią, a zachodnią częścią wyspy. Jednak przejazd przez Great Alpine Hwy to nie zwykła droga. Droga przez Arthur’s Pass to majstersztyk inżynierii. Wiadukty, mosty, skalne schrony i wodospady sprowadzane do sztucznych kanałów, wszystko po to, żeby umożliwić przejazd z jednego na drugi kraniec wyspy. &#160;Sama przełęcz wznosi się na wysokość ponad 900 metrów n.p.m., co czyni ją najwyższą trasą drogową w Alpach Południowych. Otaczające ją góry, sięgają od 1600 do 2000 metrów, a wiele szczytów przekracza magiczną granicę dwóch tysięcy. Najwyższy z nich, Mount Murchison ma 2400 metrów. Great Alpine Highway to prawdziwa przeprawa z widokami, które zachwycają coraz bardziej wraz z kolejnym zakrętem. Zaśnieżone szczyty, lodowce, rumowiska skalne to typowy krajobraz jaki można tu zobaczyć. Po drodze znajduje się wiele punktów widokowych, terenów spacerowych oraz górskich szlaków. Pierwszym punktem, jadąc od strony Christchurch jest Castle Hill. Znajdują się tu ciekawe formacje skalne, które tworzyły scenografię dla takich filmów jak Władca Pierścieni czy Opowieści z Narni. Obok znajduje się Cave Stream – tunel o długości 600 m, wyżłobiony przez przepływającą obok rzekę. Brzmi jak przygoda? Teoretycznie tak, ale tym razem zrezygnowałam ze względu na ryzyko: nagłych powodzi oraz głębokiej wody. To miejsce ma na koncie ofiary, więc należy je zwiedzać z odpowiednim sprzętem (skafander, kask, latarki). W zestawie miałam jedynie latarkę, byłam sama, a mój styl pływania najlepiej opisać jako… warszawski. Dlatego odpuściłam. Na szczęście widoki dookoła wynagrodziły mi tę decyzję. Jadąc dalej, z każdym kilometrem góry wydawały się coraz wyższe, a powietrze coraz chłodniejsze i bardziej rześkie. Szczególne wrażenie zrobił na mnie punkt widokowy Arthur’s Pass Lookout, tuż za mostem nad rzeką Waimakariri. &#160;Ośnieżone szczyty w tle wyglądały zjawiskowo. &#160; Nieco dalej znajdują się liczne ścieżki spacerowe i szlaki. Jedną z najbardziej popularnych miejscówek jest Devil’s Punch Bowl, 131-metrowy wodospad. Trasa jest łatwa i liczy zaledwie 2 kilometry, więc nadaje się nawet dla tych, którzy wolą podziwiać widoki, niż walczyć z własną kondycją. Po drodze mija się bujne lasy i małe mostki, a końcowy punkt widokowy na wodospad rozwala system. Oprócz Devil’s Punch Bowl warto zerknąć na szlak na Avalanche Peak (1833 m n.p.m), który planowałam zdobyć. Niestety pan z informacji turystycznej, skutecznie odwiódł mnie od tego pomysłu. Pomimo, czystego nieba warunki były tego dnia ciężkie – śnieg i wiatr na odsłoniętej grani mogły sprawić, że zamiast pięknych widoków zaliczyłabym lot życia. Ku mojej rozpaczy, postanowiłam po raz kolejny! zachować zdrowy rozsądek i pozostać na niższej wysokości. Na szczęście to nie był koniec atrakcji. Przed opuszczeniem górskich krajobrazów miałam okazję przejechać wiaduktem Otira na tzw.&#160; Death’s Corner (Rogu Śmierci). Nazwa brzmi jak zapowiedź horroru klasy B, ale ma całkiem racjonalne uzasadnienie. Przez teren parku przebiega tzw. Uskok Alpejski – uskok tektoniczny, a dawna, kręta droga była regularnie niszczona przez osuwiska. Krótko mówiąc, jeździło się tu kiedyś na własną odpowiedzialność. Arthur’s Pass świetnie pokazuje, czym jest Nowa Zelandia poza kulisami: surową, górzystą, momentami nieprzyjazną i kompletnie obojętną na twoje plany. Możesz coś zdobyć, możesz coś odpuścić, możesz zmienić trasę i to wszystko jest w porządku. Bo nawet wtedy, gdy nie wchodzisz na szczyt i nie realizujesz planu A, samo bycie tutaj już jest niesamowitym doświadczeniem. Informacje praktyczne Arthur’s Pass National Park leży na trasie Great Alpine Highway (SH73), która łączy Christchurch z zachodnim wybrzeżem Nowej Zelandii. Przejazd z Christchurch zajmuje około 2,5–3 godziny, z Greymouth mniej więcej 1–1,5 godziny. Choć Arthur’s Pass z ma tylko 45 km to liczba przystanków widokowych skutecznie wydłuża przejazd.&#160; To najwyższa przełęcz drogowa w Alpach Południowych (ponad 900 m n.p.m.), więc pogoda potrafi się zmienić błyskawicznie, zimą możliwy jest śnieg, lód zatem łańcuchy są tu obowiązkowe. Alternatywą dla samochodu jest pociąg TranzAlpine, uznawany za jedną z najpiękniejszych tras kolejowych świata. Kursuje między Christchurch a Greymouth, przejeżdża przez Arthur’s Pass i pokonuje Alpy Południowe. Dodatkową atrakcją jest przejazd przez 8,5-kilometrowy tunel Otira. Cała trasa zajmuje około 4,5 godziny w jedną stronę, a widoki z panoramicznych wagonów pozwalają spokojnie podziwiać to, co na drodze często umyka między zakrętami.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/arthurs-pass-national-park-najpiekniejsza-trasa-nowej-zelandii-2/">Arthur’s Pass National Park: Najpiękniejsza trasa Nowej Zelandii?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/arthurs-pass-national-park-najpiekniejsza-trasa-nowej-zelandii-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Auckland – metropolia na wulkanicznym polu minowym</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/auckland-metropolia-na-wulkanicznym-polu-minowym/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/auckland-metropolia-na-wulkanicznym-polu-minowym/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 19 Apr 2026 16:49:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[Auckland]]></category>
		<category><![CDATA[wiezowiec]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20032</guid>

					<description><![CDATA[<p>Auckland co prawda nie jest stolicą Nowej Zelandii, choć usilnie stara się sprawiać takie wrażenie. Zresztą historycznie pełniło tą rolę w latach 1841-1865. Dziś nowoczesna dzielnica biznesowa z wysokimi wieżowcami i kosmopolitycznymi knajpkami wygląda nadal jak centrum dowodzenia kraju. Miasto regularnie ląduje wysoko w rankingach jakości życia, bo tu po prostu dobrze się żyje. Pomimo, że jest drożej niż gdzie indziej w Nowej Zelandii, to najwyraźniej nikogo nie odstrasza, a tym bardziej turystów. Auckland może się pochwalić dość unikalnym położeniem. Leży na Auckland Volcanic Field, polu wulkanicznym składającym się z około 50–53 wulkanów. Wszystkie co prawda są dziś wygasłe, ale całe pole wulkaniczne wciąż uznawane jest za aktywne. To, co można by uznać za wadę, miasto przekuło w zaletę. Wiele z tych wulkanów zamieniono w parki i punkty widokowe. Mieszkańcy Auckland podeszli do tematu wyjątkowo pragmatycznie – skoro już przyszło im mieszkać na wulkanicznym polu minowym, to przynajmniej z ładnym widokiem. Dzień zaczęłam od Mt Eden, czyli Maungawhau – najwyższego punktu miasta i jednego z najbardziej fotogenicznych miejsc w Auckland. To wygasły wulkan o wysokości 196 metrów, którego ostatnia erupcja miała miejsce około 28 tysięcy lat temu. Na szczycie znajduje się ogromny krater w kształcie misy, głęboki na około 50 metrów. Krótki spacer na górę wynagradza panoramicznym widokiem na całe miasto, porty, zatoki i inne wulkany. Warto pamiętać, że krater jest miejscem świętym dla Maorysów, dlatego nie należy schodzić z wyznaczonych ścieżek. Historia Mt Eden ma jednak jeszcze jeden, dość nieoczywisty wątek. Kamienna platforma widokowa na szczycie powstała w XIX wieku przy pomocy… słonia. W tamtym czasie zbocza wulkanu były intensywnie eksploatowane, wydobywany tu bazalt posłużył do budowy domów, więzienia Mt Eden oraz samej platformy. Pracowali tu Maorysi i więźniowie, ale jednym z robotników był również słoń o imieniu Tom. Tom trafił do Nowej Zelandii jako prezent dla księcia Alfreda, syna królowej Wiktorii bo w XIX wieku, gdy nie miało się pomysłu na prezent dla arystokraty to po prostu dawało mu się słonia&#8230; Podczas podróży morskiej nosił tony węgla, a po przybyciu do Auckland wykorzystywano jego siłę do transportu ciężkich bloków kamienia na zboczu Mt Eden. Za swoją pracę dostawał cukierki i piwo, bo w tamtych czasach luźno podchodzono do BHP i praw zwierząt, nie wspominając o zdrowym rozsądku. Słoń nie został w Nowej Zelandii na stałe. Trafił do Europy, a jego szczątki można dziś oglądać w muzeum Trinity College w Dublinie. Platforma natomiast stoi do dziś i nadal oferuje jeden z najlepszych widoków w mieście. Z Mt Eden ruszyłam w stronę Karangahape Road, znanej wszystkim jako K’ Road. To jedna z tych ulic, które nie próbują udawać wielkomiejskiej elegancji. Pełno tu knajp, które bynajmniej nie zamykają się wraz z dobranocką. K’ Road słynie z tego, że tu się po prostu żyje, głośno, różnorodnie i bez spiny. Jest tu trochę artystycznie, trochę buntowniczo, ale zdecydowanie nie jest nudno. Kolejnym punktem był Albert Park, jeden z najstarszych parków w Auckland, założony w XIX wieku. Leży na wulkanicznym wzgórzu w samym centrum miasta i do dziś można tu zobaczyć ogromne drzewa, które pamiętają początki parku. Na jego terenie znajdują się ogrody oraz Auckland Art Gallery, ale to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, kryje się pod ziemią. Pod parkiem zlokalizowana jest sieć tuneli z czasów II wojny światowej, zbudowanych jako schrony przeciwlotnicze. Dziś, co prawda są zamknięte, ale świadomość o ich istnieniu, daje inną perspektywę na to miejsce. Stamtąd przeszłam na High Street. Jest to miejsce, gdzie można zrobić zakupy, wypić dobrą kawę, zjeść kolację albo po prostu posiedzieć z kieliszkiem wina. Szczególne, kameralnie wygląda Vulcan Lane, wąskie przejście między głównymi ulicami z licznymi knajpkami. Będąc w okolicy warto zajrzeć także do Giapo – kultowej lodziarni. Serwują tutaj nowozelandzką klasykę &#8211; Hokey Pokey, czyli lody waniliowe z kawałkami toffi. Tuż obok znajduje się Viaduct Harbour – nadbrzeżna dzielnica pełna restauracji, barów i kawiarni, z widokiem na marinę. Auckland bywa nazywane „City of Sails”, zarejestrowanych jest tu ponad 135 tysięcy jachtów i łodzi, a port Waitematā oraz Zatoka Hauraki momentami wyglądają jak gigantyczny parking dla ludzi sceptycznych wobec życia na lądzie. Z właściwie z każdego punktu miasta można dostrzec ikonę Auckland &#8211; Sky Tower. Wysoka na 328 metrów wieża, dominuje nad panoramą miasta. To najwyższa konstrukcja na półkuli południowej. Jeśli ktoś woli spokojniejsze klimaty, warto zajrzeć do Parnell – najstarszej i jednej z najbardziej stylowych dzielnic Auckland. Urokliwa zabudowa oraz liczne restauracje i kawiarnie pozwalają odetchnąć od zgiełku centrum miasta. Auckland było ostatnim miejscem, które odwiedziłam w Nowej Zelandii. I dobrze, że zostawiłam je sobie na deser — idealnie podsumowało całą różnorodność kraju. Kończyć podróż w takim miejscu to trochę jak zamknąć przygodową książkę, do której już wiesz, że prędzej czy później wrócisz.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/auckland-metropolia-na-wulkanicznym-polu-minowym/">Auckland – metropolia na wulkanicznym polu minowym</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/auckland-metropolia-na-wulkanicznym-polu-minowym/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Auckland, Devonport &#8211; fort, który nigdy nie strzelał… i fake news, który go zbudował</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/auckland-devonport-fort-ktory-nigdy-nie-strzelal-i-fake-news-ktory-go-zbudowal/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/auckland-devonport-fort-ktory-nigdy-nie-strzelal-i-fake-news-ktory-go-zbudowal/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 12 Apr 2026 16:44:26 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[Auckland]]></category>
		<category><![CDATA[bunkier]]></category>
		<category><![CDATA[fort]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=20006</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wystarczy kilkanaście minut, aby z centrum Auckland dopłynąć do Devonport – miejsca, które funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości. Devonport leży między dwoma wygasłymi wulkanami, które ukształtowały jego historię i doskonale ją symbolizują. Na pierwszy rzut oka to spokojne, niemal senne przedmieście Auckland: drewniana zabudowa, kawiarnie, restauracje, dzieciaki łowiące ryby w zatoce z widokiem na wieżowce… ale to tylko pozory. Pod powierzchnią kryje się burzliwa historia, dzięki której Devonport kiedyś był jednym z najbardziej strategicznych punktów w regionie. Tuż przy terminalu promowym wznosi się Mount Victoria – 87-metrowy stożek wulkaniczny. Może nie robi wrażenia wysokością, ale widok z jego szczytu już tak. Już od najdawniejszych czasów miejsce to miało znaczenie strategiczne: najpierw Maorysi ulokowali tu swoje pā (fortyfikacje) żeby kontrolować dostęp do portu, później poszli w ich ślady Brytyjczycy. W 1885 roku ustawiono tu cztery 3-tonowe działa, a w 1898 roku na szczycie stanęło potężne 8-calowe działo Armstrong Elswick na tzw. znikającym stanowisku. Dzięki hydraulicznemu podestowi lufa mogła znikać w betonowej wnęce po każdym strzale, chroniąc obsługę. Działo wystrzeliło tylko raz – pociskiem ważącym ok. 95 kg na odległość pięciu mil (8km). Powód? Roztrzaskane okna i skuteczny protest mieszkańców. Dziś można je obejrzeć w niezmienionym stanie. Obok znajdował się Fort Victoria z magazynem, schronem i punktem obserwacyjnym połączonym telefonicznie z innymi fortyfikacjami. Jeden z bunkrów dziś służy jako miejsce koncertów lokalnego zespołu. Mount Victoria to dopiero początek, prawdziwe atrakcje można zobaczyć na drugim wygasłym wulkanie North Head, czyli Maungauika. Już wspinaczka na szczyt tłumaczy, dlaczego wybrano to miejsce na punkt obronny: widok 360 stopni robi niesamowite wrażenie. Fort z końca XIX wieku nigdy nie został użyty w walce – powstał w wyniku… fake newsa z 1873 roku. Wieść o okręcie „Kaskowiski”, który rzekomo przetransportował setki rosyjskich żołnierzy do Waitemata Harbour, wywołała panikę i obnażyła lukę w systemie obrony Nowej Zelandii. W rezultacie powstał fort ze znikającymi działami, tunelami i bunkrami. System obronny składał się z trzech baterii artyleryjskich North Battery, skierowaną na kanał Rangitoto, South Battery, pilnującą zatoki wewnętrznej oraz Summit/Cautley Battery na szczycie góry. Spacerując po North Head, można zobaczyć wiele historycznych punktów: stanowiska dla dział, punkty obserwacyjne ze ścianami pokrytymi muralami oraz drewniane koszary z 1885 roku z tunelami do Summit Battery. Nieopodal warto odwiedzić Torpedo Bay Naval Museum, które pozwala poznać historię Royal New Zealand Navy. Lokalizacja muzeum ma znaczenie historyczne. Teren był częścią systemu obronnego Auckland. Muzeum szczyci się jedną z największych w Nowej Zelandii kolekcji materiałów dotyczących historii marynarki, a wstęp dla międzynarodowych gości powyżej 18. roku życia kosztuje 10 dolarów. Aktualne ceny i szczegóły można znaleźć na stronie muzeum. Devonport – informacje praktyczne Prom z Auckland do Devonport kursuje regularnie, a rejs trwa około 10 minut. Start odbywa się z Pier 1, Ferry Terminal przy 99 Quay St, w ciągu dnia realizowanych jest około 30 kursów. Najwygodniej płacić kartą AT HOP lub zbliżeniowo (karta kredytowa, debetowa, Apple/Google/Samsung Pay). Ważne: przy wsiadaniu i wysiadaniu („tag on” i „tag off”) należy użyć tej samej karty. Istnieje także możliwość zakupu biletów papierowych w automatach lub w centrum obsługi klienta. Aktualne ceny i rozkład rejsów znajdziesz na Auckland Transport (Ferry Terminal – Downtown ↔ Devonport).</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/auckland-devonport-fort-ktory-nigdy-nie-strzelal-i-fake-news-ktory-go-zbudowal/">Auckland, Devonport &#8211; fort, który nigdy nie strzelał… i fake news, który go zbudował</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/auckland-devonport-fort-ktory-nigdy-nie-strzelal-i-fake-news-ktory-go-zbudowal/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nowa Zelandia, dzień pierwszy: urodziny na końcu świata</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-dzien-pierwszy-urodziny-na-koncu-swiata/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-dzien-pierwszy-urodziny-na-koncu-swiata/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 29 Mar 2026 16:18:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[klify]]></category>
		<category><![CDATA[plaża]]></category>
		<category><![CDATA[wodospad]]></category>
		<category><![CDATA[wybrzeze]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19975</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nigdy nie zapomnę pierwszego dnia w Nowej Zelandii. Były to moje urodziny i dokładnie tak sobie je wymarzyłam, daleko od domu, na końcu świata. Te pierwsze dni zawsze wbijają się w pamięć najmocniej&#160; są zapowiedzią całej podróży. A świadomość, że przede mną 18 dni przygód, podkręcała mnie jeszcze bardziej. Karekare Falls Pierwszym przystankiem były Karekare Falls w Waitakere Ranges Regional Park. Krótki, półkilometrowy szlak prowadzi do 30-metrowego wodospadu otoczonego palmami i egzotyczną roślinnością. Mercer Bay Loop – spacer z widokiem i historią Maorysów Kolejnym punktem był Mercer Bay Loop Track. Ten 2,2-kilometrowy szlak prowadzi do Te Ahua, miejsca ważnego dla Maorysów, z oszałamiającymi widokami na zachodnie wybrzeże. Wysoki klif, wiatr wymiatający włosy, fale uderzające o skały… czy można wyobrazić sobie lepszą scenerię? Piha, Lion Rock i Kitekite Falls – magia plaży Piha to przepiękna szeroka plaża, której ikoną jest Lion Rock. Ten stary wulkan w kształcie leżącego lwa spogląda na morze, a obok czeka kolejna ciekawostka – Keyhole Natural Tunnel. Jest to naturalny tunel wydrążony w skale wyglądający jak gigantyczne oko szpilki. Nieopodal można podreptać do Kitekite Falls – urokliwego wodospadu, do którego prowadzi ścieżka wijąca się przez las palm. Whites Beach i Anawhata Beach Track – niemal bezludne zakątki Nie trzeba jechać dalej, żeby zobaczyć kolejny niesamowity punkt widokowy – Te Waha Point Lookout. Roztacza się stamtąd widok na wybrzeże i niemal bezludną Whites Beach. Do punktu prowadzi Laird Thomson Track, przyjemna ścieżka wśród zielonych pól Nowej Zelandii. Anawhata Beach Track prowadzi nad urwiskami przez bujny las do małej, urokliwej plaży, gdzie często spotkasz… no właśnie, nikogo. Bethells Beach (Te Henga) – dzika siła Tasmana Jednak show kradnie Bethells Beach. To jedna z tych plaż, na których można poczuć się jak rozbitek. Dziki kawałek wybrzeża, szeroki piasek, woda w kolorze szmaragdu – idealne miejsce, by dać się porwać potędze Morza Tasmana. Dla wytrwałych czeka tu 10-kilometrowa trasa wzdłuż wybrzeża. Tirikohua Point – koniec świata w pigułce Tirikohua Point to mało znany, a przez to jeszcze bardziej klimatyczny fragment zachodniego wybrzeża Północnej Wyspy. Szlak przez dzikie pastwiska i trawę do pasa prowadzi do wysokich klifów, które wyglądają jak koniec świata. Trasa liczy niecałe 2 km, jest to mała odległość, żeby mieć plażę na wyłączność. Muriwai Gannet Colony Beach Wycieczkę kończy Muriwai Gannet Colony Beach. To obowiązkowy punkt dla miłośników przyrody i ptaków. Muriwai zachwyca czarnym wulkanicznym piaskiem i klifowym wybrzeżem. I na tym zakończył się pierwszy dzień w Nowej Zelandii i moje urodziny na krańcu świata. &#160;Zaledwie jeden dzień, a tyle atrakcji, że czułam jakbym przeżyła 100 😄</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-dzien-pierwszy-urodziny-na-koncu-swiata/">Nowa Zelandia, dzień pierwszy: urodziny na końcu świata</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/nowa-zelandia-dzien-pierwszy-urodziny-na-koncu-swiata/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mount Taranaki w Nowej Zelandii: trudny test na inteligencję oraz info praktyczne</title>
		<link>https://girlonatrail.pl/mount-taranaki-w-nowej-zelandii-trudny-test-na-inteligencje-oraz-info-praktyczne/</link>
					<comments>https://girlonatrail.pl/mount-taranaki-w-nowej-zelandii-trudny-test-na-inteligencje-oraz-info-praktyczne/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gosia]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 22 Feb 2026 16:15:10 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Nowa Zelandia]]></category>
		<category><![CDATA[Polinezja]]></category>
		<category><![CDATA[gora]]></category>
		<category><![CDATA[park narodowy]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://girlonatrail.pl/?p=19898</guid>

					<description><![CDATA[<p>Do Parku Narodowego Egmont dotarłam po południu. Główna gwiazda programu, czyli szczyt Taranaki, tradycyjnie schowała się w chmurach, czyli zrobił dokładnie to czego się spodziewałam. Nie było sensu wybierać się na dłuższą wspinaczkę więc zdecydowałam się na wersję light: Dawson Falls i Wilkies Pools. Już po przekroczeniu granicy parku miałam wrażenie, że znalazłam się w zupełnie innej rzeczywistości. Wąska, kręta droga prowadziła przez gęsty, zielony tunel, tworząc niemal bajkowy krajobraz. Żeby nie tracić czasu, uznałam, że nie będę dojeżdżać do Dawson Falls Visitor Centre i zatrzymałam się wcześniej tuż przy wejściu na ścieżkę. Krótki spacer przez porośnięty mchem las był jak podróż do innej czasoprzestrzeni, wyglądał jak zaprojektowany przez kogoś po ostrych psychodelikach. Potem pojawił się wysoki na 18 metrów wodospad. Wyglądał niesamowicie, bez lania wody 😉 Trasa do Wilkies Pools była przyjemną odmianą. Prowadziła przez bardziej cywilizowany las, a następnie przez wiszący most. Wilkies Pools to maleńkie wodospady z przelewowymi basenami, które świetnie nadawałby się na naturalne spa. W drodze powrotnej chmury w końcu się rozstąpiły i w oddali zobaczyłam Taranaki. Było już późno, więc trekkingi odpadały, ale ruszyłam w stronę tarasu widokowego przy North Egmont Visitor Centre. I wtedy dotarło do mnie, jak odjechane jest to miejsce. Droga była płaska jak stół z IKEI, aż nagle przed maską auta wyrósł mi idealny stożek wulkaniczny. Był absurdalnie blisko, zdecydowanie za blisko jak na coś, co powinno się oglądać z bezpiecznej odległości, a najlepiej na zdjęciu. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś tak nierealnego. Im bardziej się zbliżałam, tym bardziej dominował krajobraz. Wiszące nad nim chmury sprawiały wrażenie, jakby zaraz miał eksplodować. Było w tym coś pięknego i jednocześnie lekko przerażającego. W zachwycie, oglądając Taranaki w tylnym lusterku wracałam na kwaterę. Resztę punktów zostawiłam na następny dzień. Jeszcze nie wiedziałam, że los szykuje mi test inteligencji, który niestety oblałam. Następnego dnia wstałam skoro świt. W planach miałam trekking na Pouakai Reflective Tarn, a późnej przejazd na wybrzeże w okolice New Plymounth. Jednak jedząc śniadanie postanowiłam sobie ten dzień skutecznie skomplikować. Bo jak inaczej można nazwać próbę wyjęcia pestki awokado nożem. Efekt? z pełną determinacją Wbiłam sobie nóż w rękę. Pominę szczegółowy opis następstw tego czynu, powiem tylko tyle, że obserwując tą scenę zrobiło mi się słabo, bardzo słabo… &#160;Rana była wąska, ale głęboka. Otwierała się przy każdym ruchu palców i wglądała jak zapowiedź ekscytującego dnia. Rezygnacja z zaplanowanej trasy nie wchodziła w grę, miałam przy sobie opatrunki i zero zdrowego rozsądku.&#160; Dzięki temu, że miałam auto z automatem, mogłam w ogóle dojechać na start trasy. O ile prowadzenie auta jedną ręką nie było dużym wyzwaniem, to wykonanie podstawowej czynności zawiązania górskich butów było jak powrót do czasów, kiedy uczyłam się przechodzić z rzepów na sznurowadła. Czułam dokładnie tę samą, absolutną frustrację. Szlak był monotematyczny: drewniana kładka, schody, schody, jeszcze więcej schodów. Pogoda pochmurna, nadzieja na odbicie Taranaki w wodzie – minimalna. Krew pompowała, a opatrunki szybko znikały. Pomimo to szłam z nadzieją zobaczenia jednego z najbardziej fotogenicznych miejsc w Nowej Zelandii. W idealnych warunkach na Pouakai Reflective Tarn Mount Taranaki odbija się w wodzie jak w lustrze. Jednak w moim przypadku, idealne warunki istnieją, ale tylko w teorii. Na miejscu gęste chmury utrudniały zobaczenie czegokolwiek. A sam staw, który na zdjęciach wydaje się ogromny, w rzeczywistości okazał się zwykłą sadzawką. Schodzenie było jeszcze gorsze. Opatrunki się skończyły, z ręki kapało, a ja wzbudzałam coraz większe zainteresowanie turystów. Schody ciągnęły się w nieskończoność, a ja skupiałam się wyłącznie na tym, żeby dostać się jak najszybciej do samochodu i udać się do apteki. Apteka załatwiła sprawę, dostałam specjalne plastry, które &#160;do pewnego stopnia uszczelniły ranę, kryzys został zażegnany. Czy było warto? Tak. Czy zrobiłabym to jeszcze raz? Oczywiście, że tak! Czy następnym razem użyję łyżki? Zdecydowanie! 😀 Informacje o szlakach &#160; Wilkies Pools i Dawsons Falls Początek szlaków do Wilkies Pools i Dawsons Falls zaznaczyłam na poniższej mapce. Oba można zrobić w wersji dłuższej, jako pętlę. Wilkies Pools &#38; Dawsons Falls Loop liczy niecałe 4 km, przewyższenie wynosi 225 m, a standardowy czas przejścia to 1,5 – 2 godziny. Pouakai Reflective Tarn Do Pouakai Reflective Tarn prowadzi kilka ścieżek. Jedną z popularniejszych jest trasa z Mangorei Track Trailhead. Początkowo planowałam wybrać Pouakai Circuit, zaczynającą się na Kaiauai Car Park, ale opinie jasno sugerowały, że jest to opcja bardziej wymagająca. W związku z konsekwencjami moich ograniczeń umysłowych oraz ogólną chęcią przeżycia, ostatecznie wybrałam łatwiejszy wariant z Mangorei Road Car Park. Trasa w jedną stronę liczy 6 km, a standardowy czas przejścia to 5–6 godzin (tam i z powrotem tą samą drogą). Ja zrobiłam ją w 3 godziny, plus dodatkowe 30 minut na zmiany opatrunków, które skutecznie wybijały mnie z rytmu. Większa część szlaku prowadzi po drewnianych deskach. Gdy są mokre, a zazwyczaj są, bywają śliskie. Trasa jest przez to dość monotonna i żmudna, ale uczciwie trzeba przyznać, bez tych desek byłoby po prostu jedno wielkie bagno. Pierwszym przystankiem na trasie jest Pouakai Hut (ok. 5 km od startu), gdzie znajdują się bezpłatne toalety. Stamtąd to już tylko 1 km do Pouakai Reflective Tarns po relatywnie płaskiej ścieżce.</p>
<p>Artykuł <a href="https://girlonatrail.pl/mount-taranaki-w-nowej-zelandii-trudny-test-na-inteligencje-oraz-info-praktyczne/">Mount Taranaki w Nowej Zelandii: trudny test na inteligencję oraz info praktyczne</a> pochodzi z serwisu <a href="https://girlonatrail.pl"></a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://girlonatrail.pl/mount-taranaki-w-nowej-zelandii-trudny-test-na-inteligencje-oraz-info-praktyczne/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
