Queenstown i okolice – adrenalina, złoto i bielizna na płocie
Queenstown jest znane głównie jako miasto sportów ekstremalnych. Ziplining, Skydiving, rafting, jet boating, paralotniarstwo czy katapulty, to zaledwie część z rozmaitych atrakcji, jakie można doświadczyć w okolicy. Natomiast dla prawdziwych koneserów pozostają skoki na bungee.
W 1988 roku na moście Kawarau Gorge Suspension Bridge, AJ Hackett i Henry van Asch, zapoczątkowali skoki na bungee. Zainspirowani rytualnymi skokami na lianach wykonywanymi przez mieszkańców Vanuatu, postanowili sprawdzić to na własnej skórze — najpierw w Auckland, a potem (bo czemu nie) na Wieży Eiffla. W ten sposób Kawarau stało się mekką skoczków bungee. Natomiast ci, którym nogi miękną jeszcze przed skokiem, mają przynajmniej gwarantowany ładny widok w drodze w dół.
Ewentualnie dalsza trasa rzeką Kawarau, może dostarczyć dodatkowych atrakcji. Nieopodal mostu kręcono jedną z ikonicznych scen „Władcy Pierścieni”. Filmowe Argonath, czyli Kolumny Królów na rzece Anduin, powstały w malowniczym Wąwozie Kawarau. Rzeka Kawarau „zagrała” Anduin, a monumentalne posągi Isildura i Anáriona dorzucono już cyfrowo. Na szczęście, żeby zobaczyć to miejsce, nie trzeba się poświęcać ani oddawać życia sportom ekstremalnym, wystarczy podjechać kawałek na punkt widokowy.
Wracając do Queenstown, choć miasto reklamuje się jako stolica adrenaliny, spokojnie można tu też… po prostu pochodzić. Dla mnie była to jednak opcja zdecydowanie ekstremalna. Więcej adrenaliny poczułam, lawirując między setkami turystów, którzy najwyraźniej umówili się na przyjazd dokładnie w tym samym terminie co ja 😉
Zresztą nic w tym dziwnego, Queenstown jest może niewielkie, ale za to położone spektakularnie nad jeziorem Wakatipu, w otoczeniu gór. Deptak nad jeziorem oraz kolejka gondolowa na Bob’s Peak są najbardziej oblegane przez turystów. To właśnie tu wszyscy się spotykają, podziwiają te same widoki i testują własną odporność na tłumy.
Na szczęście wystarczy ruszyć trochę dalej, a Nowa Zelandia nagle staje się… bardziej intymna, kameralna. W drodze między Queenstown a Wānaką warto zajrzeć do Cardrona Bra Fence. Jest to płot obwieszony setkami (a właściwie tysiącami) biustonoszy. Jest tu niezbyt tłoczno, a ekspozycja tworzy tu całkiem osobistą atmosferę. Dlaczego akurat biustonosze? Nie wiem, wolę nie wnikać…
W okolicy Queenstown znajdują się także dwa miasteczka ogarnięte kiedyś gorączką złota. Pierwsze Arrowtown, leży tuż obok od Queenstown i wygląda jak żywcem wyjęte z dzikiego zachodu. W 1862 roku znaleziono tu złoto w rzece Arrow i nagle zaczęli się tu tłumnie pojawiać poszukiwacze złota.
Dziś Buckingham Street pełna jest drewnianych budynków, starych sklepów i pubów, a na obrzeżach odtworzono chińską osadę – pamiątkę po górnikach, którzy pracowali tu za połowę wynagrodzenia Europejczyków i nie byli szczególnie mile widziani.
Drugie miasteczko, Cromwell kiedyś centrum wydobycia złota, a dziś sadownictwa. W latach 80. i 90. XX wieku miasto przeszło prawdziwą transformację przy okazji budowy tamy Clyde Dam. Gdy w 1992 roku tama została ukończona, dolina w jej pobliżu została zalana, a stare centrum miasta znalazło się pod wodą.
Na szczęście część historycznych budynków udało się przenieść na wyżej położone tereny, a te, których nie dało się ruszyć, wiernie odbudowano.
Dziś w Cromwell Heritage Precinct można spacerować uliczkami z XIX wieku i podziwiać dawne stajnie, domki z końca XIX w., sklepy czy magazyny zbożowe. Przed odrestaurowanym centrum znajduje się też nabrzeże, z którego odpływają rejsy po jeziorze Dunstan starym, drewnianym motorowcem z 1929 roku.
Queenstown i okolice to mieszanka spektakularnej przyrody, historii i absolutnie szalonych atrakcji – od bungee, przez filmowe kolumny „Władcy Pierścieni”, po płot obwieszony tysiącami biustonoszy. W samym mieście króluje adrenalina i tłumy turystów, ale już kilkanaście kilometrów dalej czekają kameralne miasteczka z klimatem dzikiego zachodu i historią gorączki złota.


