Czas na post o spełnianiu marzeń. Może ciężko w to uwierzyć, ale Nowa Zelandia nie była dla mnie celem samym w sobie. Tak właściwie, to marzenie narodziło się osiem lat temu na Hawajach… Wtedy, zupełnie przypadkiem, podczas jednego z rejsów dowiedziałam się, że byłam o krok od zobaczenia wielorybów. To znaczy, był to raczej siedmiomilowy krok, bo powinnam zorganizować moją podróż w terminie o sześć miesięcy późniejszym. To niezrealizowane doświadczenie, zostało zamieszczone na mojej długiej liście marzeń i odłożone do szuflady oznaczonej etykietą z długim terminem do realizacji.
Aż do dnia, gdy w skrzynce mailowej wylądowały bilety do Nowej Zelandii. I wtedy było dla mnie jasne – teraz, albo nigdy. Planowanie wyjazdu, zaczęłam właśnie od sprawdzenia czy moje i wielorybie drogi będą mogły się w końcu skrzyżować. Wybór padł na Kaikourę.
Dlaczego Kaikoura to wielorybi Disneyland?
Zacznijmy od tego, że nazwa „Kaikoura” pochodzi od słów kai (jeść) i koura (raki). Czyli już na starcie wiadomo, że chodzi o żarcie. I to się zgadza, bo Kaikoura to oceaniczna stołówka all-inclusive. Dawniej było tu mniej romantycznie – do 1964 roku działała stacja wielorybnicza. Polowano tak skutecznie, że wielorybów zaczęło po prostu brakować, więc biznes zdechł.
Dziś Kaikoura jest miejscem absolutnie wyjątkowym, głównie przez Kaikoura Canyon. Liczy ponad 1000 metrów głębokości i znajduje się praktycznie tuż przy brzegu. Zimne prądy z południa zderzają się z ciepłymi z północy, mieszają oceaniczny koktajl i wypychają na powierzchnię mnóstwo składników odżywczych. Tworzy to stołówkę all-inclusive dla całego towarzystwa morskiego, nie wspominając o wielorybach. W efekcie Kaikoura to jedno z najlepszych miejsc na świecie na spotkanie z wielorybami. Jest jednym z niewielu miejsc na świecie, gdzie kaszaloty żyją cały rok, a do tego sezonowo wpadają humbaki, orki, długopłetwowce, płetwale błękitne i inne stwory z kategorii wagowej XXL.
Życie to nie film
To właśnie kaszalot był pierwszym wielorybem jakiego zobaczyłam w trakcie rejsu. Wynurzył się, zrobił parę spokojnych wdechów, po czym zanurzył się z gracją i zniknął. Trwało to moment, poczułam, że moje ośmioletnie marzenie zawaliło się jak domek z kart. Bo w głowie miałam wizję z plakatu „Uwolnić Orkę”: skoki, fontanna wody i dramatyczna muzyka, tymczasem przez krótką chwilę udało mi się zobaczyć zaledwie widok płetwy.
Kaszaloty mają 15–20 metrów długości, ważą 40–60 ton i mniej więcej co 45–55 minut muszą wynurzyć się na powierzchnię, aby zaczerpnąć powietrza. Wtedy robią kilka solidnych wdechów, wypuszczają w niebo metrową fontannę i znikają z powrotem pod wodą.
Natomiast kiedy nurkują, to bez kompromisów – ponad 3000 metrów w dół. Rekordy bezdechu? Ponad dwie godziny…
W głowie mają ponad tonę spermacetu – oleistej substancji używanej do echolokacji i regulacji pływalności. Kiedyś była używana do produkcji smarów, kremów i szminek. Tymczasem, ambra luksusowy składnik perfum, pochodzi z jelit chorych lub martwych kaszalotów.
Pokaz życia
Kiedy zrezygnowana wpatrywałam się w ocean, nagle nad głową usłyszałam helikopter widokowy, a statek zaczął nabierać zawrotnej prędkości. W oddali zobaczyłam fontannę wody. Sprawcą tego poruszenia okazał się humbak – długopłetwowiec. To co zobaczyłam, było godzinnym pokazem akrobacji.
Humbak pląsał wokół naszej łodzi tak długo, że bolała mnie ręka od trzymania aparatu. W końcu uznałam, że dość – odłożyłam sprzęt i zostałam tylko ja i on. Żadnych zdjęć, żadnej pogoni za idealnym kadrem. Tylko moment, który chciałam naprawdę przeżyć, a nie udokumentować.
To co zobaczyłam było czymś niezwykłym. Wyglądało jak taniec i o ile wieloryby potrafią tańczyć, to ten był absolutnym Fredem Astaire’em oceanu 😀
Delfiny na dopingu
Kiedy myślałam, że to już koniec przygody. Statek wpłynął w ławicę delfinów. Do tej pory myślałam, że widziałam już wszystko. Tymczasem to były setki delfinów, skaczących i bawiących się i ścigających ze statkiem. Najbardziej szalały delfiny dusky (ciemne) – nie sposób było uchwycić je aparatem. Czysty chaos, czysta zabawa!
Kaikoura też na lądzie daje radę
W drodze powrotnej do Christchurch zahaczyłam o Kaikoura Peninsula Walkway. Ocean, góry w tle, a na brzegu wylegujące się foki – totalnie bez zainteresowania ludźmi.
Z kim się wybrać na wieloryby?
Ja wybrałam Whale Watch Kaikoura – 95% skuteczności. Rejs trwa ok. 3,5 godziny, a firma zwraca 80% ceny biletów w przypadku braku wielorybów. Jeśli ktoś liczy na zwrot, to szanse są minimalne, bo wieloryby wykrywane są sonarem.
Kiedy jechać?
Kaszaloty i delfiny można obserwować cały rok. Humbaki w od czerwca do sierpnia, natomiast orki pojawiają się w okresie od grudnia do marca.
