Nowa Zelandia, droga do Milford Sound
Droga do Milford Sound to nie jest żaden „dojazd do atrakcji” – to atrakcja sama w sobie. Przyznam, że to było jedyne miejsce, które postanowiłam zwiedzić na totalnego lenia, czyli w ramach zorganizowanej wycieczki. Początkowo wahałam się, czy nie pojechać tam samodzielnie – w końcu miałam wypożyczony samochód. Ostatecznie jednak wygrał zdrowy rozsądek. Wiedziałam, że to jeden z ostatnich dni mojej dość intensywnej podróży, a trasa z Queenstown do Milford Sound i z powrotem to prawie 300 kilometrów w jedną stronę, co w nowozelandzkich realiach oznacza jakieś osiem godzin jazdy. I dobrze zrobiłam! Uwielbiam prowadzić, ale przyznam szczerze, ku mojemu zaskoczeniu pod koniec wyjazdu nie mogłam już patrzeć na kierownicę. Dzięki temu mogłam się po prostu rozsiąść wygodnie w fotelu, wyciągnąć aparat i pstrykać seriami zdjęcia, bo naprawdę było co fotografować.
Najciekawszy fragment drogi zaczyna się w miejscowości Te Anau. Stąd przejazd do Milford Sound powinien zająć nieco ponad półtorej godziny… oczywiście tylko w teorii. W praktyce, nie ma na to szans! Po drodze jest tyle punktów widokowych i miejsc wartych zobaczenia, że jazda bez postojów jest po prostu niemożliwa.
Pierwszy przystanek – jezioro Te Anau. Ogromne jezioro o krystalicznie czystej wodzie, otoczone górami stanowi doskonały wstęp do tego co czeka w Parku Narodowym Fiordland.
Zaledwie kilka minut dalej można się poczuć jak na planie Władcy Pierścieni. Legendarne Misty Mountains z Drużyny Pierścienia to w rzeczywistości Eglinton Valley. Bezkresna dolina polodowcowa otoczona ośnieżonymi szczytami, wygląda epicko.
Tuż obok znajdują się Mirror Lakes – niewielkie jeziorka, które przy dobrej pogodzie pozwalają zobaczyć góry do góry nogami 😀
Warto zatrzymać się również przy Lake Gunn, nieco większym jeziorze, ukrytym w lesie.
Kawałek dalej czeka Falls Creek — niepozorny przystanek przy samej drodze, który łatwo przeoczyć. Wodospad spływa tu niemal prosto na asfalt, a krótki mostek daje świetny punkt widokowy na kaskady i intensywnie niebieską wodę.
Następny w kolejce jest Monkey Creek – górski strumień z krystalicznie czystą wodą prosto z lodowców.
W miarę zbliżania się do Milford Sound, krajobraz robi się coraz bardziej surowy i górski, szerokie doliny ustępują miejsca granitowym urwiskom, a powietrze robi się bardziej rześkie.
wtedy pojawia się Homer Tunnel – 1,2-kilometrowa przeprawa wydrążona ręcznie w litej skale na wysokości 945 m n.p.m. Budowa trwała 19 lat, bez świateł, bez klimatyzacji, tylko kilofy i determinacja. Przy odrobinie szczęścia albo pecha, przed tunelem można spotkać kea, alpejską papugę, która ewidentnie nie uznaje pojęcia „własność prywatna”. Te inteligentne, drapieżne ptaki traktują parkingi jak swój plac zabaw: zaglądają do plecaków, próbują wejść do samochodów i z pasją obgryzają gumowe elementy samochodu jak np. wycieraczki. Jeśli więc kea zainteresuje się twoim autem, najlepszą strategią jest szybkie zamknięcie drzwi i udawanie, że cię tu nie ma.
Po tych wszystkich atrakcjach, przejazd ciemnym, wąskim tunelem jest już tylko cichym epilogiem całej przygody. Po drodze pełnej widoków, wodospadów i pauziej dywersji wjazd do tunelu działa jak krótki reset, zanim po drugiej stronie krajobraz ponownie uderzy ze zdwojoną siłą. Za tunelem zaczyna się Cleddau Valley. Cleddau Valley to stroma dolina, gdzie serpentyny wiją się między granitowymi ścianami, a wodospady spływają niemal prosto na drogę. Zimą to miejsce potrafi być kompletnie nieprzejezdne przez lawiny, latem bywa mokre, surowe i absolutnie spektakularne. Stąd do Milford Sound zostaje już tylko kilkanaście kilometrów jednak każdy metr buduje coraz większe napięcie. Kiedy w końcu docierasz do Milford Sound czujesz jakbyś odbył swoją własną odyseję. Milford Sound to nie droga, którą się „pokonuje”. To droga, którą się przeżywa.
Więcej o Milford Sound znajdziesz tutaj.

