Hobbiton – Shire kontra owce: historia anektowanej farmy
Kiedy jechałam w stronę Hobbitonu, a dokładniej miejscowości Matamata, od razu wiedziałam, że zmierzam we właściwym kierunku. Krajobraz zdobiły idealnie pofałdowane pagórki, które aż prosiły się o zagospodarowanie pod norki Hobbitów. Sceneria wyglądała jakby wprost była przeniesiona z planu filmowego. Jednak najbardziej urzekająca w tym widoku była zieleń. Kolor trawy był tak intensywny, że niemal nierealny. W tamtym momencie pomyślałam, że to chyba rekompensata za dzień poprzedni. Wówczas ściana deszczu skutecznie doprowadzała mnie do rozpaczy i nie dawała żadnej nadziei na resztę wyjazdu. Niewiarygodne, jak krajobraz może się tu zmienić w zaledwie parę godzin.
W sumie ciężko się dziwić Peterowi Jacksonowi, kiedy w 1998 r. poszukiwał idealnego Shire wybrał to miejsce. Hobbiton został wówczas zlokalizowany na ogromnej farmie należącej do rodziny Alexandrów. Do dzisiaj jest to prężnie działające gospodarstwo, z tysiącami hasających po łąkach owiec.
Pierwszy Hobbiton był prowizorką zrobioną ze styropianu i sklejki. Umowa z rodziną Alexandrów była prosta, po zakończeniu zdjęć ziemia miała być przywrócona owcom. Tymczasem, nikt nie przewidział, że kasowy hit ściągnie do gospodarstwa poszukiwaczy Shire, z całego świata. Dziesięć lat później, w trakcie kręcenia trylogii Hobbita, Shire został wybudowany na nowo. Ziemia owiec została anektowana, a osadę zbudowano z trwałych materiałów.
Obecnie na miejscu można zobaczyć czterdzieści cztery norki Hobbitów, a każdy z nich zbudowany jest z troską o najdrobniejsze detale. Miniaturowe skrzynki na listy, na stołach leżą sery i słoiki z miodem, a z kominów unosi się prawdziwy dym.


Domki Hobbitów są nadal atrapami, bo wnętrza kręcono w studiu w Wellington, o którym napiszę w innym poście. Jedynie dwa, zostały stworzone na potrzeby turystów i są udostępnione są do zwiedzania. W środku miniaturowa wersja codzienności Hobbitów. Maleńkie mebelki, stoliki, kuchnia i spiżarka sprawiają wrażenie jakby na co dzień były zamieszkiwane.


Co ciekawe, domki zostały zaprojektowane w różnych rozmiarach. Te najmniejsze były typowe dla Hobbitów, natomiast większe zostały zaprojektowane specjalnie dla aktorów.
Otoczenie domków, wcale nie wygląda jak plan filmowy, tylko jak urzekający ogród. Owoce, warzywa i kwiaty są starannie pielęgnowane przez pracujących tu ogrodników. Na sznurkach wisi pranie, wymieniane co kilka miesięcy, dla utrzymania świeżości 😉
Widok z Bag Endu – luksusowego domku Bilbo i Frodo Bagginsa jest dokładnie tym, co było w filmie: plac urodzinowy, staw, karczma i cały Hobbiton u stóp wzgórza. Dokładnie tam Bilbo i Gandalf palili fajki przed wielkim zniknięciem.
Zwiedzanie w praktyce
Bilety do Hobbitonu najlepiej kupować online z wyprzedzeniem. Rezerwuje się konkretną godzinę zwiedzania. Pomimo, że Hobbiton jest jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych w Nowej Zelandii, na miejscu nie ma tłoku. Każda grupa wchodzi co 30 minut, a przewodnicy pilnują, aby zwiedzanie przebiegało sprawnie. Niemniej jednak najlepiej wybrać pierwszą grupę na 8.30, wówczas Hobbiton dopiero budzi się do życia. Zwiedzanie trwa około 2 godzin i kończy się w gospodzie Green Dragon, gdzie w cenie biletu można napić się piwa lub bezalkoholowego piwa imbirowego.
Hobbiton zaskakuje na każdym kroku. Domki i ich drobne akcesoria naprawdę robią wrażenie. Wszystko jest tu dopracowane z filmową precyzją. Ale prawdziwa magia tego miejsca nie leży tylko w sztucznie stworzonych detalach, lecz unikalnym, sielskim krajobrazie. Tutaj nie trzeba malować trawy na zielono.


