Czy można zacząć zwiedzanie bardziej abstrakcyjnie niż od gigantycznej butli napoju? W Nowej Zelandii jak najbardziej. Szczególnie w miejscowości Paeroa, skąd pochodzi kultowy napój Lemon & Paeroa. Ma słodko -cytrynowy smak i przypomina coś pomiędzy Sprite’em a porządną chemią z dzieciństwa. Napój powstał w 1907 roku właśnie tutaj, w miasteczku Paeroa, na bazie lokalnej wody mineralnej. Logo L&P jest wszędzie, a ogromna brązowa butla jest dumą mieszkańców.
Z Paeroa ruszyłam do Wąwozu Karangahake – dawnego centrum wydobywczego złota. Znajdują się tu dwie ścieżki spacerowe, każda z nich liczy około 2,5 kilometra. Pierwsza – Windows Walk prowadzi przez las i krótkie tunele górnicze, natomiast druga Rail Tunnel Loop biegnie wzdłuż rzeki i przecina kilometrowy, stary tunel kolejowy. Ten tunel to czyste złoto– klasyka urbexu. Był ciemny, długi, chłodny i zadawał się nie mieć końca.
Tuż obok znajduje się Waihi – miasteczko, które dosłownie zostało zbudowane na żyle złota. Pierwsze złoża odkryto tu w 1878 roku, ale prawdziwa gorączka zaczęła się w 1894, kiedy zaczęto skutecznie wydobywać złoto przy użyciu cyjanku.
Podziemne wydobycie zakończono w 1952 roku, ale w latach 80-tych kopalnię otwarto ponownie, tym razem odkrywkowo. Tak powstała Martha Mine, ogromna dziura, która wygląda jakby ktoś przywalił ogromnym meteorytem w ten skrawek ziemi. Ikoną Waihi jest Cornish Pumphouse – betonowa, trzypiętrowa konstrukcja z 1904 roku, która kiedyś pompowała 300 ton wody na godzinę, żeby kopalnia nie zamieniła się w basen. Kiedy kopalnia zaczęła się rozrastać, budynek znalazł się na krawędzi przepaści. Istniało tylko jedyne rozwiązanie, aby go uratować trzeba było go przesunąć. Operacja miała miejsce w 2006 r. W ciągu trzech miesięcy zmieniono jego położenie o prawie 300 metrów.

Tuż za pompownią znajduje się punkt widokowy na kopalnię – Martha Mine. Martha Mine była jedną z najważniejszych kopalni złota na świecie – przez ponad 60 lat wydobyto tu złoto i srebro o wartości ponad 50 milionów dolarów. Kopalnię zamknięto po osuwisku w 2015 roku, ale krajobraz pozostał księżycowy. Wzdłuż kopalni prowadzi 4 – kilometrowa ścieżka, która pozwala zobaczyć ten głęboki na 600 metrów krater z każdej perspektywy.
Na koniec odwiedziłam miasteczko Katikati, znane jako The Mural Town. Od lat 90. systematycznie pokrywa się muralami opowiadającymi historię regionu i pierwszych osadników. W 1996 roku zorganizowano nawet festiwal, żeby uczcić… dwudziesty mural. Dziś jest ich znacznie więcej, a spacer po miasteczku przypomina chodzenie po otwartej galerii sztuki.



Warto dodać, że w okolicy znajduje się również Wairere Falls – najwyższy wodospad na Północnej Wyspie. Podobno robi niesamowite wrażenie, jednak nie mogłam osobiście tego sprawdzić, bo z niewiadomych przyczyn, droga do niego była zamknięta.

Na pocieszenie odwiedziłam małą miejscowość Tirau, w której główną atrakcją jest: wielka owca, wielki baran i wielki pies z blachy falistej. Pies to centrum informacji turystycznej, owca ma w brzuchu sklep z wełną, a baran dołączył do stada w 2016 roku. Blaszana zwierzyna jest główną atrakcją turystyczną Tirau i taki właśnie był cel tego abstrakcyjnego pomysłu.
