Szczerze mówiąc, Chiwa prawie wypadła z mojego planu podróży po Uzbekistanie. Nie dlatego, że nie wydawała się interesująca. Wręcz przeciwnie, planując wycieczkę do Uzbekistanu wiedziałam, że jest jednym z tych miejsc, które muszę zobaczyć. Problem był zupełnie inny… logistyka. A dokładniej: mój pierwszy dzień w Uzbekistanie był delikatnie mówiąc ambitny. 😉
Po nocnym locie do Taszkentu, po którym czułam, że kawa jest jedyną rzeczą utrzymującą moje funkcje życiowe, czekał mnie jeszcze lokalny lot do miejscowości Urgencz. Tam odbierałam samochód i ruszałam dalej w drogę. Rozsądek podpowiadał, żeby odpuścić. Nieprzespana noc, dwa loty, temperatura sięgająca 40°C i perspektywa kolejnych sześciu godzin za kółkiem (docelowo moją metą była miejscowość Kungrad) były całkiem przekonującymi argumentami. Problem w tym, że mam jedną dość irytującą cechę, jeśli coś postanowię, to muszę to zrealizować. Chiwa, pomimo że nie znajdowała się po drodze była zbyt blisko, była zbyt wyjątkowa i zbyt długo czekała na mojej liście.
Chiwa – miasto wykute z piasku pustyni
Według legendy początki Chiwy sięgają czasów biblijnych. Miasto miał założyć Sem – syn Noego, który według opowieści wędrował przez pustynię, aż pewnej nocy ujrzał we śnie pochodnie wskazujące miejsce przyszłej osady. Podczas budowy osady miał natrafić na źródło wody i wykopać studnię nazwaną Kheyvak. Od niej właśnie miała pochodzić nazwa miasta – współczesna Khiva. Legenda legendą, ale jedno jest pewne w miejscu, gdzie dziś stoi Chiwa, od tysięcy lat woda była największym skarbem. Położona pomiędzy pustyniami Kara-kum i Kyzył-kum osada mogła istnieć właśnie dzięki dostępowi do źródeł i swojej strategicznej lokalizacji.
Chiwa przez wieki była jednym z ważniejszych punktów na Jedwabnym Szlaku. Karawany przemierzające ogromne przestrzenie Azji Centralnej zatrzymywały się tutaj, aby odpocząć, uzupełnić zapasy i wymienić towary. Miasto słynęło przede wszystkim z produkcji jedwabnych i bawełnianych tkanin, ręcznie wykonywanych dywanów oraz rzemiosła, które do dziś pozostaje ważną częścią lokalnej kultury.
Historia Chiwy była jednak równie fascynująca, co burzliwa. Przez wieki miasto przechodziło z rąk do rąk. Znajdowało się pod wpływem Arabów, Seldżuków, Mongołów, Timurydów, perskich władców oraz ostatecznie Rosjan.
Iczan Kala – miasto zamknięte za murami
Największym skarbem Chiwy jest bez wątpienia Iczan Kala, dawne miasto wewnętrzne, ukryte za potężnymi murami obronnymi. To właśnie tutaj po wejściu przez jedną z czterech bram można poczuć się tak, jakby czas zatrzymał się kilka wieków temu. Nie bez powodu Chiwa często nazywana jest miastem-muzeum. W niewielkiej przestrzeni znajduje się ogromna ilość zabytków: medresy, meczety, mauzolea, pałace i minarety. Największą zaletą Chiwy jest to, że większość atrakcji znajduje się bardzo blisko siebie, a Stare Miasto najlepiej zwiedzać bez większego planu. Wystarczy skręcić w boczną uliczkę, przejść przez niepozorną bramę i nagle znaleźć się na dziedzińcu dawnej medresy albo przed misternie zdobionymi drzwiami, które pamiętają czasy dawnych chanów. Potężne mury Iczan Kala to jeden z najbardziej charakterystycznych widoków Uzbekistanu. Ich falujące kształty, wykonane z suszonej cegły, wyglądają trochę nierealnie.

Kalta Minor – niedokończony symbol Chiwy
Chyba nie ma bardziej rozpoznawalnego miejsca w Chiwie niż Kalta Minor. Budowę rozpoczął w XIX wieku Muhammad Amin Khan, który miał ambitny plan stworzenia najwyższego minaretu w Azji Centralnej. Według legendy wieża miała osiągnąć nawet 70–80 metrów wysokości i pozwalać zobaczyć miasto Buchara oddalone o setki kilometrów. Historia jednak miała inny plan. Po śmierci fundatora budowę przerwano, pozostawiając minaret o wysokości około 29 metrów. Choć nigdy nie został ukończony, Kalta Minor i tak stała się symbolem miasta.
Medresa Muhammad Amin Khan – największa w Chiwie
Tuż obok Kalta Minor znajduje się monumentalna medresa Muhammad Amin Khan. Zbudowana w połowie XIX wieku była największą szkołą koraniczną w mieście. Mogła pomieścić około 260 studentów, co jak na tamte czasy było ogromną liczbą.
Kuhna Ark – dawna siedziba chanów
To była prawdziwa twierdza w twierdzy, siedziba chanów, centrum władzy i miejsce, gdzie skupiało się życie polityczne miasta.
Jednym z najważniejszych miejsc w Kuhna Ark była sala tronowa chana. Dziś można zobaczyć jedynie kopię dawnego tronu. Oryginał po zdobyciu Chiwy przez Rosjan został wywieziony i obecnie znajduje się w zbiorach Muzeum Ermitażu w Petersburgu.
Tuż obok Kuhna Ark znajduje się jedna z najbardziej imponujących medres Chiwy – Muhammad Rahim Khan Madrassah. Została zbudowana w XIX wieku z rozkazu Muhammada Rahima Chana II – jednego z ostatnich władców Chanatu Chiwańskiego. Był to władca nietypowy, ponieważ poza polityką interesowała go również kultura i sztuka. Medresa była nie tylko miejscem nauki religii. Studiowano tutaj również matematykę, astronomię, język arabski i literaturę. Kompleks mógł pomieścić ponad 70 studentów, którzy mieszkali w niewielkich celach rozmieszczonych wokół dziedzińca.
Mauzoleum Pahlavana Mahmuda – święte miejsce Chiwy
Jednym z najważniejszych miejsc w mieście jest mauzoleum Pahlavana Mahmuda. To postać niezwykła – poeta, filozof, nauczyciel, ale również legendarny zapaśnik, który w XIV wieku słynął z ogromnej siły. Według przekazów był człowiekiem niezwykle cenionym nie tylko za swoje umiejętności fizyczne, ale przede wszystkim za mądrość i dobroć.Po śmierci został uznany za patrona Chiwy, a jego grób stał się miejscem pielgrzymek.
Islam Khoja – najwyższy punkt Chiwy
Minaret Islam Khoja to najwyższy budynek w mieście. Wieża ma około 45 metrów wysokości i wygląda imponująco.
Po zwiedzaniu Chiwy ruszyłam dalej przez pustynny Uzbekistan w kierunku miasta Kungrad. Po drodze miałam odwiedzić jedno z nietypowych miejsc w Uzbekistanie: Chilpik Kala, czyli dawną zoroastryjską „wieżę milczenia”. Szczerze przyznam, że miałam ogromną ochotę zwiedzić to miejsce. Chilpik Kala wygląda jak coś wyrwanego z innej epoki – tajemnicza kamienna konstrukcja stojąca na wzgórzu nad Amu-darią, gdzie według wierzeń zoroastryjskich odbywały się rytuały związane z pochówkiem zmarłych.
Podjechałam praktycznie pod sam obiekt. Z samochodu wyglądał niesamowicie. Problem pojawił się dopiero wtedy, kiedy zobaczyłam, że droga do tej atrakcji prowadzi pod górę. Normalnie nie byłby to żaden dramat, ale upał sięgający ponad 40°C, nieprzespana noc, ból głowy i perspektywa kolejnych 150 km za kółkiem spowodowała, że przejrzałam zdjęcia tego miejsca, spojrzałam jeszcze raz na podejście i skapitulowałam. Pierwszy raz nie miałam z tego powodu wyrzutów sumienia. Chilpik Kala zostawiłam więc sobie na przyszłość. A droga do Kungrad i tak miała jeszcze kilka niespodzianek…