NC500 daleko na północ Szkocji
NC500 czyli The North Coast 500 to jedna z najbardziej znanych tras samochodowych w Szkocji – około 830 kilometrów przez północne Highlands, wzdłuż wybrzeża, przez góry, małe miejscowości, plaże, klify i miejsca, w których czasem trudno uwierzyć, że to jeszcze Wielka Brytania.
Im więcej mil pokonywałam tą drogą, tym bardziej miałam wrażenie, że Szkocja powoli odłącza się od reszty świata. Krajobraz stawał się coraz bardziej surowy, dziki i pusty. Znikały większe miejscowości, drogi robiły się węższe, a zamiast kolejnych zabudowań pojawiały się klify, wrzosowiska, góry i morze.
I właśnie wtedy zaczęła się ta część trasy, na którą najbardziej czekałam. Północne wybrzeże Szkocji – z ruinami zamków zawieszonymi nad przepaścią, latarniami morskimi, skalnymi iglicami, jaskiniami i plażami wyglądającymi jak wyjęte z zupełnie innego kraju.
Plan trasy
Pierwszy punkt klify Whaligoe zdecydowanie nie był delikatnym wprowadzeniem. To było mocne uderzenie i to dosłownie. Wiatr na stromych klifach był tak silny, że momentami ledwo utrzymywałam równowagę. Surowe klify opadające prosto do morza, wzburzona woda rozbijająca się o skały, ciemne chmury przesuwające się nad wybrzeżem i ta niesamowita przestrzeń dookoła. Zero kiczowatej pocztówki, za to Szkocja w najbardziej dzikim wydaniu. Ten krajobraz był tak spektakularny, że nawet przy wietrze, który próbował mnie zdmuchnąć z klifu, nie mogłam się oderwać od patrzenia.
A potem pojawiły się Whaligoe Steps – 330 kamiennych stopni prowadzących w dół stromego zbocza. Schody wijące się wśród skalistych ścian, wzburzone morze i maleńka zatoka ukryta głęboko poniżej tworzyły naprawdę spektakularny widok.
Kolejny przystanek na NC500, Castle of Old Wick, wcale nie ustępował pierwszemu, choć tym razem było to zupełnie inne oblicze Szkocji. Niewielka, ale bardzo efektownie położona ruina na skalistym cyplu nad morzem. Zamek uchodzi za jeden z najstarszych w Szkocji, ale to jego położenie robi tutaj największe wrażenie. Tego dnia wyglądał wręcz nierealnie. Delikatna mglista poświata, pojedyncze promienie słońca przebijające się przez chmury, wzburzone morze i resztki starej wieży na samym końcu skalnego cypla. Wszystko było trochę tajemnicze i trochę ponure – jak gotowa scenografia do średniowiecznego filmu.
Niedaleko znajduje się też punkt widokowy na Tinker’s Cave i wzburzone Morze Północne. Przy takiej pogodzie widok był naprawdę spektakularny i idealnie pasował do klimatu tego miejsca.
Dalsza droga NC500 do Duncansby Head prowadziła przez pola, pomiędzy pasącymi się owcami. Krajobraz robił się coraz bardziej surowy.
Na miejscu wiatr przeszedł chyba wszystkie granice. Momentami naprawdę trudno było ustać w miejscu. Tuż przy parkingu znajduje się Duncansby Head Lighthouse, ale prawdziwą atrakcją jest oczywiście sam cypel. Tutaj nie chodzi już o konkretną budowlę, tylko o krajobraz: potężne klify, wzburzone morze i charakterystyczne skalne iglice wyrastające z wody. Warto ruszyć dalej ścieżką w stronę Duncansby Head Beach, bo im dalej od parkingu, tym widoki robią się coraz bardziej spektakularne. Klify ciągną się wzdłuż wybrzeża, morze bez przerwy rozbija się o skały, a wiatr przypomina, że to naprawdę daleka północ. W pewnym momencie miałam już wrażenie, że dalej po prostu nie da się pojechać, że oto właśnie dotarłam na sam koniec świata.
A jednak się nie udało 😀 Kolejnym punktem był Dunnet Head, najbardziej na północ wysunięty punkt kontynentalnej części Wielkiej Brytanii. I tutaj naprawdę można poczuć przestrzeń. Morze, wiatr, klify i praktycznie zero cywilizacji. Po prostu północna Szkocja w najbardziej surowym wydaniu.
Jadąc dalej w stronę Smoo Cave, pojawiła się jeszcze jedna świetna okazja na krótki postój – Ceannabeinne Beach. To niewielka, ale przepięknie położona plaża, otoczona surowymi wzgórzami i klifami. Jasny piasek, turkusowa woda i otaczające ją góry sprawiają, że przez chwilę można się zastanawiać, czy na pewno nadal jest się w Szkocji. Tego dnia nie było jednak mowy o plażowaniu. Przy północnym wietrze temperatura skutecznie przypominała, gdzie jesteśmy. Za to na krótki spacer i podziwianie widoków miejsce było idealne. Woda miała niesamowity kolor, a kontrast pomiędzy jasną plażą, ciemnymi skałami i surowym krajobrazem Highlands robił ogromne wrażenie.
Tymczasem Smoo Cave należy do najbardziej niezwykłych jaskiń w Szkocji. Ogromne wejście znajduje się praktycznie na poziomie morza, a wewnątrz jaskinia przechodzi w kolejne komory. W jednej z nich znajduje się wodospad spadający z wysokości około 18 metrów.


Całość powstała dzięki erozji skał przez morze i rzekę, ale historia tego miejsca jest równie ciekawa jak jego wygląd. Ślady obecności człowieka sięgają neolitu, a później korzystali z niego między innymi Wikingowie. Znajdowano tu również ślady średniowiecznej działalności i pozostałości sugerujące, że jaskinia mogła służyć jako schronienie.
Na koniec Durness Beach – szeroka, jasna plaża otoczona klifami i turkusową wodą.
I chyba właśnie takie zestawienia są w północnej Szkocji najlepsze. W jednym dniu można zejść stromymi schodami do małej zatoki, oglądać ruiny zamków wiszące nad klifami, przejść przez najbardziej wysunięte na północ zakątki kontynentalnej Wielkiej Brytanii, a kilka godzin później stać w ogromnej jaskini, pod wodospadem. NC 500 zdecydowanie nie pomaga w szybkim przemieszczaniu się. Ale za to bardzo skutecznie utrudnia trzymanie się planu.