Belgrad
Europa,  Serbia

Belgrad cz. 1 – miasto kontrastów, historii i bałkańskiego chaosu

Belgrad był drugim przystankiem w trakcie moich dłuższych tegorocznych wakacji. Pierwszą część spędziłam w Szkocji, gdzie przez 9 dni przejechałam ponad 3200 km. I szczerze mówiąc miałam już dość prowadzenia auta, zwiedzania, pakowania, rozpakowywania i ciągłego przemieszczania się 😀  Po takim maratonie wizja kolejnych kilometrów w Serbii nie była więc czymś, na co szczególnie czekałam. Ale cóż, skoro wakacyjny plan to zakładał, nie pozostawało mi nic innego, jak po prostu jechać dalej. Do Belgradu przyleciałam późnym popołudniem, odebrałam auto, dojechałam na kwaterę i… zbojkotowałam dalszą jazdę. Postanowiłam wybrać się pieszo do centrum. I tu pojawiła się bardzo przyjemna niespodzianka – od 2025 roku komunikacja miejska w Belgradzie jest bezpłatna. Autobusy, tramwaje i trolejbusy, po prostu wsiadasz i jedziesz. Dla mnie brzmiało to jak mega opcja, szczególnie po kilku tysiącach kilometrów za kierownicą.

Belgrad bardzo szybko pokazał mi, że jest dość nietypowym miastem. Stolica Serbii ma historię sięgającą tysięcy lat, miała 15 różnych nazw, rzymskie korzenie, tureckie wpływy, jugosłowiański modernizm, ruiny po wojnie, podziemne bunkry, cerkwie, kafany, urbex i nocne życie, które jest niemal tak charakterystyczne dla miasta jak jego bałkański chaos. Nie wykluczam, że niedługo wpadnę tu na weekend żeby poimprezować 😉 Tym bardziej, że lubię takie miasta, trochę piękne, trochę chaotyczne, trochę surowe, a przede wszystkim z charakterem.

Pierwszym miejscem, do którego dotarłam, był park Tašmajdan. I tutaj Belgrad od razu pokazał mi swoją znacznie mniej turystyczną i zdecydowanie bardziej tragiczną stronę.

W parku znajduje się pomnik „We Were Just Children”, poświęcony 89 dzieciom, które zginęły podczas bombardowania Jugosławii przez NATO w 1999 roku. Centralną postacią monumentu jest trzyletnia Milica Rakić, która 17 kwietnia 1999 roku została śmiertelnie ranna od odłamków w swoim mieszkaniu. Przed pomnikiem znajduje się kamienna płyta z prostym napisem – „We were just children”. I chyba właśnie ta prostota robi tu największe wrażenie. Bez wielkich słów, bez patosu.

Z Tašmajdan ruszyłam dalej w stronę cerkwi św. Marka. Ogromna, charakterystyczna świątynia z czerwonej cegły stoi praktycznie w środku miasta i jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów tej części Belgradu.

Kilka minut później znalazłam się przy Parlamencie Republiki Serbii. I tutaj znowu historia dosłownie wychodzi na ulicę. Sam budynek powstał na początku XX wieku, ale jego budowa ciągnęła się przez kolejne dekady i ostatecznie został ukończony dopiero w 1936 roku. Przez lata obradował tutaj Parlament Jugosławii, później Serbii i Czarnogóry, a obecnie – Serbii. To jednak nie sama architektura sprawia, że miejsce jest tak ciekawe. 5 października 2000 roku właśnie tutaj rozegrały się jedne z najważniejszych wydarzeń współczesnej historii Serbii. Setki tysięcy ludzi wyszły wtedy na ulice, domagając się odejścia Slobodana Miloševicia. Demonstranci wdarli się do budynku, który został częściowo spalony i splądrowany. Charakterystycznym symbolem tej rewolucji było wykrzykiwane przez protestujących hasło „On jest skończony”. Był to jeden z kluczowych momentów kończących epokę Miloševicia.

Kolejny punkt to był zdecydowanie cięższy kaliber. Na rogu Kneza Miloša i Nemanjine stoją ruiny dawnego Ministerstwa Obrony Federacyjnej Republiki Jugosławii, zbombardowanego podczas nalotów NATO w 1999 roku. I to nie jest subtelny ślad historii. To ogromna, ziejąca pustymi oknami ruina stojąca praktycznie w centrum miasta. Budynek został zaprojektowany w latach 50. przez architekta Nikole Dobrovića. Jego charakterystyczna, rozłożysta forma miała nawiązywać do krajobrazu miejsca bitwy nad Sutjeską z czasów II wojny światowej. Podczas bombardowań został trafiony kilkukrotnie. Co ciekawe, jego zniszczenie miało przede wszystkim znaczenie symboliczne, najważniejsze funkcje dowodzenia zostały wcześniej przeniesione w bezpieczniejsze miejsce. Dziś ruiny pozostają nietknięte. I chyba właśnie dlatego robią takie wrażenie. Belgrad bynajmniej nie próbuje tutaj tej historii zamieść pod dywan. Są fizycznym śladem wojny w samym środku współczesnego miasta. Niestety, robienie zdjęć tego obiektu jest zabronione, a budynek jest bardzo dobrze monitorowany. Nie zamierzałam więc testować, skuteczności służb porządkowych.

Następnie ruszyłam w stronę bardziej pocztówkowego Belgradu. Na placu Terazije zobaczyłam Hotel Moskwa, jeden z najbardziej charakterystycznych budynków w mieście. Bogato zdobiona secesyjna elewacja, czerwony dywan przed wejściem i historia sięgająca początku XX wieku. Wśród jego słynnych gości byli między innymi Albert Einstein i Alfred Hitchcock.

Tuż obok znaduje się Pałac Albanija, który może nie wygląda dziś szczególnie spektakularnie, ale ma swoje miejsce w historii Belgradu. Zbudowany w latach 30. XX wieku był pierwszym wysokościowcem w mieście i przez długi czas należał do najbardziej charakterystycznych budynków stolicy.

W pobliżu znajduje się Plac Republiki, jedno z tych miejsc, gdzie można po prostu stanąć i obserwować Belgrad. Ludzie przemieszczający się we wszystkich kierunkach, kawiarnie, sklepy, uliczni muzycy i typowy miejski ruch.

Skoro już byłam w tej części miasta, nie mogłam ominąć Skadarliji.

To jedna z najbardziej klimatycznych ulic Belgradu – brukowana, pełna restauracji, kafan, muzyki i charakterystycznych starych kamienic. Dawniej była miejscem spotkań artystów, poetów, aktorów i wszelkiej maści bohemy. Dziś jest oczywiście znacznie bardziej turystyczna, ale nadal ma ten specyficzny bałkański klimat.

Czekała mnie tu jeszcze jedna mała niespodzianka, szczególnie ciekawa dla kogoś, kto wcześniej był w Sarajewie. W okolicy Skadarliji znajduje się bowiem… belgradzka kopia sarajewskiego Sebilja. Jeśli byliście w Sarajewie, pewnie kojarzycie charakterystyczną osmańską fontannę stojącą na Baščaršiji. Ta w Belgradzie wygląda niemal identycznie i została podarowana miastu przez Sarajewo w 1989 roku. Bardzo symboliczny gest, szczególnie patrząc na późniejszą historię obu krajów…

Następne skierowałam się do miejsca, które chyba najlepiej podsumowuje cały ten bałkański miszmasz – twierdzę Kalemegdan. Ale o niej w następnym poście, bo tam historia Belgradu robi się naprawdę gruba… i widoki też 😉

Jestem zwyczajną dziewczyną, która kiedyś uwierzyła, że marzenia można spełniać i od tamtego czasu konsekwentnie je realizuje. Moją przygodę z podróżowaniem rozpoczęłam w 2008 r. i od tamtego czasu zwiedziłam wiele ciekawych miejsc, które opisuje na swoim blogu. Interesuje mnie historia i kultura krajów, które zwiedzam i to najczęściej jest głównym powodem moich podróży. Jednak oprócz chęci utrwalenia wspomnień, moim głównym celem jest pokazanie, że marzenia są po to, aby je spełniać i że można podróżować tanio i często!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.