Instytut Słońca – radzieckie science fiction w górach Uzbekistanu
Instytut Słońca, znany również jako Wielki Piec Słoneczny czy Heliokompleks, znajduje się zaledwie około 50 kilometrów od Taszkentu, w niepozornej miejscowości Parkent, która na pierwszy rzut oka właściwie niczym szczególnym się nie wyróżnia. Zwyczajne uzbeckie miasteczko u podnóża gór. A jednak wystarczy spojrzeć w górę, na górujące nad nim wzgórze, żeby zobaczyć coś, co zdecydowanie nie pasuje do tego krajobrazu.

Na zboczu stoi ogromna, futurystyczna konstrukcja z tysiącami luster, wyglądająca jak skrzyżowanie opuszczonego kompleksu przemysłowego, urbexu i radzieckiego science fiction. I choć dziś można tu przyjechać i zwiedzać kompleks, przez lata było to miejsce owiane tajemnicą. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że jego lokalizacja jest przypadkowa. Tyle że absolutnie nic nie jest tutaj przypadkowe.
Parkent charakteryzuje się wyjątkowo przejrzystym powietrzem, dużą liczbą słonecznych dni w roku oraz niewielkim rozpraszaniem promieni słonecznych. Wszystko to sprawia, że jest to idealne miejsce do wykorzystania energii słonecznej na skalę przemysłową i naukową. To, co z daleka wygląda jak gigantyczna futurystyczna forteca, jest w rzeczywistości jednym z najbardziej niezwykłych laboratoriów słonecznych na świecie. To właśnie tutaj Sowieci zbudowali jeden z największych pieców słonecznych, jakie kiedykolwiek powstały.
Wielki piec słoneczny
Budowa kompleksu trwała sześć lat – rozpoczęła się w 1981 roku i zakończyła w 1987 roku. Cały obiekt składa się z kilku głównych części: pola heliostatów, ogromnego koncentratora energii słonecznej, wieży technologicznej oraz zaplecza laboratoryjnego. I teraz zaczyna się najlepsza część. Tysiące luster nie znajdują się tutaj po to, żeby robić fajne sweet focie na Instagramie. Heliostaty, czyli ogromne konstrukcje wyposażone w lustra, ustawione na zboczu góry śledzą ruch Słońca i przez cały dzień kierują jego promienie w stronę wielkiego koncentratora. Cały system wykorzystuje ponad 12 tysięcy luster, z czego około 10 700 znajduje się na samym koncentratorze.

Koncentrator skupia odbite promienie w jednym punkcie o średnicy około metra. W ten sposób można uzyskać temperaturę sięgającą około 3000°C. Czyli taką, przy której zdecydowanie nie chciałabym przypadkiem znaleźć się po niewłaściwej stronie tego lustra. Tak ogromna temperatura pozwalała topić metale i stopy, a także prowadzić eksperymenty sprawdzające, jak różne materiały zachowują się w ekstremalnych warunkach. Obszar ogniskowy znajduje się w specjalnej wieży technologicznej, w której zainstalowano aparaturę umożliwiającą badanie procesów fizykochemicznych zachodzących pod wpływem ekstremalnie wysokich temperatur. Skoncentrowany strumień energii słonecznej trafia do wnętrza wieży przez specjalne okno, a jego moc może sięgać około 1 megawata. Brzmi trochę jak scenariusz filmu science fiction, ale tutaj naprawdę zbudowano maszynę, która wykorzystuje tysiące luster do skupienia energii Słońca w jednym miejscu.
Uzbecki odpowiednik Odeillo
Instytut Słońca w Parkencie jest jednym z zaledwie dwóch tak dużych kompleksów tego typu na świecie. Jego odpowiednikiem jest słynny piec słoneczny w Odeillo we francuskich Pirenejach. Oba obiekty powstały w podobnym okresie i mają zbliżoną konstrukcję. Francuski piec jest jednak nieco wydajniejszy i może osiągać temperatury sięgające nawet około 3500°C. Można więc powiedzieć, że Uzbekistan i Francja mają swoje własne gigantyczne „słońca” – tyle że zamiast świecić, służą naukowcom do prowadzenia badań nad materiałami i procesami zachodzącymi w ekstremalnych temperaturach.
Radzieckie sekrety i cień programu Buran
Nic dziwnego, że w czasach ZSRR kompleks miał również znaczenie strategiczne. Prowadzono tutaj badania nad materiałami odpornymi na ekstremalnie wysokie temperatury, które mogły znaleźć zastosowanie w lotnictwie, technologiach kosmicznych oraz innych gałęziach przemysłu wymagających wyjątkowej wytrzymałości. Pracownik, który mnie oprowadzał, powiedział mi, że testowano tam materiały do Burana. Właśnie dlatego Instytut Słońca bywa łączony z radzieckim programem kosmicznym, w tym z programem wahadłowca Buran.

Nie zmienia to jednak faktu, że cały kompleks doskonale wpisuje się w klimat radzieckiego wyścigu technologicznego. W czasach ZSRR testowano tutaj materiały, które musiały wytrzymać ekstremalne warunki, a badania nad wysokimi temperaturami mogły mieć zastosowanie w technologiach lotniczych i kosmicznych. Niektóre źródła wspominają również o możliwościach prowadzenia eksperymentów w warunkach symulujących środowiska pozaziemskie, w tym warunki zbliżone do tych panujących na Marsie. Nic więc dziwnego, że przez lata miejsce było zamknięte i objęte tajemnicą. Był to jeden z tych radzieckich obiektów, o których zwykły człowiek raczej nie miał pojęcia.
Czy można zwiedzać Instytut Słońca?
Oficjalnie Heliokompleks jest obecnie odnawiany. Próbowałam skontaktować się z Instytutem przez stronę internetową, żeby umówić się na zwiedzanie, ale niestety nikt nie odpowiedział na moją wiadomość. Postanowiłam więc zaryzykować i po prostu pojechać na miejsce, żeby sprawdzić, czy w ogóle istnieje możliwość wejścia do środka. Kiedy podjechałam pod bramę, okazało się, że była zamknięta. Już myślałam, że cała wyprawa skończy się na oglądaniu kompleksu zza płotu, kiedy nagle pojawił się pracownik Instytutu. I zamiast mnie przegonić, zaczął mnie oprowadzać po obiekcie i opowiadać o jego historii. Miałam oczywiście pewne ograniczenia językowe, bo niestety nie znam rosyjskiego, ale mimo wszystko udało nam się jakoś porozumieć.
Dzięki temu mogłam zobaczyć kompleks z bliska, w tym ogromny koncentrator i jego wnętrze. Jakiś czas temu można było również wjechać na punkt widokowy i zobaczyć z góry całe pole heliostatów. Obecnie prawdopodobnie ze względów bezpieczeństwa ta część obiektu nie jest już dostępna dla zwiedzających. Ale nawet z dołu widok jest naprawdę kosmiczny. Dziesiątki wielkich, lustrzanych konstrukcji, a naprzeciwko nich gigantyczna ściana koncentratora. Trudno uwierzyć, że patrzy się na obiekt, który powstał jeszcze w czasach Związku Radzieckiego. Co ciekawe, architekci przywiązywali dużą wagę nie tylko do technologii, ale również do wyglądu całego kompleksu. Zarówno wnętrza, jak i elewacje zaprojektowano z wykorzystaniem marmuru, trawertynu, metalu i szkła, a dekoracyjne elementy miały podkreślać futurystyczny charakter miejsca.
Jedna z ogromnych instalacji przypominających Słońce miała podobno zostać wykonana z bursztynu pochodzącego z Kaliningradu. Czyli nawet radziecka nauka dostała tutaj swoją artystyczną, kosmiczną oprawę. Za możliwość zwiedzenia Heliokompleksu zapłaciłam 60 tysięcy sumów, czyli niecałe 20 złotych. I szczerze mówiąc, naprawdę było warto zaryzykować i tu przyjechać.
Kawałek radzieckiej wizji przyszłości
Po rozpadzie ZSRR przyszłość kompleksu stanęła pod znakiem zapytania. Finansowanie badań zostało mocno ograniczone, ale Instytut Słońca przetrwał. Dziś nadal prowadzi się tutaj badania nad materiałami odpornymi na ekstremalne temperatury, nowoczesnymi rodzajami ceramiki, technologiami wysokotemperaturowymi oraz wykorzystaniem energii słonecznej. I chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię takie miejsca. Nie są idealnie odrestaurowane. Nie zawsze znajdziecie je na pierwszych stronach przewodników. Czasem wyglądają trochę surrealistycznie i mają w sobie ten charakterystyczny klimat miejsc, które powstały w zupełnie innej epoce.



